-
Na wyspie Guam inwazyjne mangrowce brunatne poważnie zagroziły lokalnemu ekosystemowi, przekształcając pierwotne życie wyspy.
-
W reakcji na zagrożenie wolontariusze przeszkoleni przez Joint Region Marianas i Uniwersytet Guam wyłapują po 200 węży dziennie.
-
W walce z inwazyjnymi wężami wykorzystywane są takie metody jak oświetlanie punktowe, pułapki oraz wyszkolone psy jack russell terrier.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Katastrofa przyrodnicza na Guam ma ogromną skalę, z której nie zdajemy sobie sprawy. Przez lata tutejsze życie, wiele rodzimych gatunków rozwiały się w izolacji. Powstały oryginalne formy. To życie zostało zakłócone przez przywleczenie tu inwazyjnych zwierząt takich jak węże, zwłaszcza mangrowiec brunatny – wąż żyjący główne w Australii i na Nowej Gwinei. Zawleczony na kolejne wyspy podczas II wojny światowej, podbijał je metodą żabich skoków niemal tak jak najpierw wojska japońskie, a potem amerykańskie. Dotarł także na Guam i spowodował hekatombę przyrodniczą.
Guam leży na Pacyfiku, w archipelagu Marianów w Mikronezji. Gdy w 1521 r. odkrył ją Ferdynand Magellan podczas podróży dookoła świata i krótko przed swą śmiercią na Filipinach, nazwał ją Wyspą Złodziejską, zdumiony tym, że mieszkańcy Guam nie znali pojęcia własności i nie szanowali jej.
W czasie II wojny światowej Guam odegrało ważną rolę podczas amerykańskiej taktyki żabich skoków ku Japonii, ale bodaj najbardziej kluczowe okazało się strategiczne położenie tej wyspy w czasie wojny wietnamskiej. Stąd startowały amerykańskie bombowce do nalotów na Wietnam.
Mangrowce brunatne przybyły zapewne w Nowej Gwinei
Potężne bazy wojskowe, turystyka na dużą skalę, wreszcie uprawa tropikalnych roślin jak ananasy, bataty, maniok, kakao, a zwłaszcza kukurydza i trzcina cukrowa zmieniły wyspę. Za ludźmi, bazami wojskowymi, plantacjami przyszły bowiem obce zwierzęta. Mangrowce przedostały się tu z Nowej Gwinei pewnie wraz z barkami i okrętami desantowymi, w każdym razie jakoś zawlekli je tu żołnierze. Wystarczyło.
Za jego sprawą wymarł w naturze wodnik guamski czy łowczyk cynamonowy – miejscowy zimorodek. Wodnika próbuje się teraz odtworzyć, o czym informowaliśmy w Zielonej Interii. Nie będzie to jednak miało sensu, jeżeli węże nie znikną. Stąd akcja ich wyłapywania, która prowadzona jest na Guam.
Jak podaje Joint Region Marianas i Uniwersytet Guam, zostali już przeszkoleni wolontariusze, których nauczono jak radzić sobie z wężami i gdzie szukać mangrowców. Pierwsza próbna akcja chwytania ich odbyła się już na plaży Tarague w bazie sił powietrznych Andersen należącej do armii amerykańskiej.
Węże można wykryć za pomocą specjalnego oświetlenia
Naukowcy wytypowali kilka skutecznych metod na radzenie sobie z wężami. To chociażby „oświetlanie punktowe”, które polega na tym, że na tym, że szuka się ich ze specjalnymi latarkami i przeszukuje zarośla tak długo, aż łuski węży odbiją światło. Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych (USDA) stosował również pułapki i psy rasy jack russell terrier wyszkolone do wykrywania gadów.
Akcja walki z mangowcami to projekt Uniwersytetu Guam oraz Joint Region Marianas. Ma na celu podnieść świadomość na temat węży, zwłaszcza wśród personelu wojskowego i ich rodzin mieszkających na wyspie. Bez nich bowiem walka z tą inwazją się nie powiedzie. Do tego szkolenia należy nie tylko wyłapywanie węży, ale także wyczulenie wojskowych i wszystkich przybyłych nowych mieszkańców na rozprzestrzenianie się gadów przez ludzką nieuwagę – a to w samochodach, a to pakunkach i podczas transportu. Trzeba to zatrzymać.
Oblicza się, że na jednym kilometrze kwadratowym wyspy Guam może dzisiaj mieszkać nawet kilka tysięcy mangrowców brunatnych.















