– Obecne wydarzenia stanowią powtórzenie sytuacji sprzed roku i dla nas, jako lekarzy nie są zaskoczeniem – przewidywaliśmy taki rozwój wypadków. Zdumiewa jedynie fakt, że stało się to tak wcześnie. W zeszłym roku problemy z operacjami planowymi i programami lekowymi zaczęły się nasilać około połowy października – mówi Interii Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.
„Obecne wydarzenia” dotyczą Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. „Rzeczpospolita” dotarła do oficjalnego pisma, jakie z poradni przyszpitalnej otrzymała pacjentka z rakiem piersi. Kobieta została poinformowana, że powinna szukać pomocy w innej placówce, bo „z uwagi na brak możliwości sfinansowania kolejnych świadczeń w ramach programu lekowego rozpoczęcie leczenia nie jest obecnie możliwe„.
„Planowany termin rozpoczęcia leczenia przypada na I kwartał 2027 r., o ile wcześniej nie nastąpi zmiana warunków finansowania programu” – wskazano.
Szpital wydał oświadczenie, w którym zapewnia, że nie doszło do wstrzymania kwalifikacji lub przyjęć pacjentów do programów lekowych, w tym onkologicznych. Dodał, że w sposób nieprzerwany świadczy te usługi „w ramach limitów świadczeń finansowanych” przez łódzki NFZ.
Nie zaprzeczono jednak informacji, że są pacjenci, którzy dostali sugestie, by udawać się do innych placówek lub czekać w kolejce do 2027 roku.
Pacjenci odsyłani z kwitkiem. NIL: Chodzi nie tylko o onkologię
– Informacje, które podała „Rzeczpospolita”, wpłynęły do łódzkiej izby lekarskiej i dotyczą szeregu dziedzin medycyny: gastrologii, reumatologii czy pulmonologii. W przypadku Centralnego Szpitala Klinicznego otrzymaliśmy sygnały o wstrzymaniu naboru nowych chorych do wielu programów lekowych, nie tylko onkologicznych – potwierdza rzecznik NIL.
– Widzieliśmy dokumentację pacjentów, w której widniało zalecenie szukania innego ośrodka lub kontaktu z NFZ. Co istotne, Narodowy Fundusz Zdrowia w Łodzi potwierdził te zgłoszenia, co odróżnia obecną sytuację od ubiegłorocznej, kiedy to zaprzeczano istnieniu problemu – dodaje.
O pierwszych szpitalach, które wyczerpały limity na tzw. zabiegi planowe informowaliśmy w Interii na początku lipca. Teraz okazuje się, że problem dotyka także programów lekowych.
Dlaczego w tym roku problemy wystąpiły już teraz? Jak mówi Kosikowski, kolejki z ubiegłego roku zostały niejako „odziedziczone”.
– Część pacjentów została przesunięta na nowy budżet NFZ, co powoduje spiętrzenie problemów z roku na rok. Choć należy odnotować starania Ministerstwa Zdrowia w celu ograniczenia deficytu, braki finansowe w Funduszu nadal pozostają faktem – mówi.
Na początku lipca NFZ informował Interię, że szacowany deficyt finansowy NFZ na ten rok wynosi około 16 miliardów złotych.
W środę na antenie RMF FM minister zdrowia podała jednak wartość niższą. – Na dzień dzisiejszy szacujemy, że będzie nam brakowało jeszcze 14 miliardów złotych, ale dokładnie taka sama kwota była w zeszłym roku – zaznaczyła Jolanta Sobierańska-Grenda.
Wielkie osiągnięcie, które dzisiaj tracimy
Dorota Korycińska, prezes zarządu Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej, przyznaje, że deficyt środków na koniec roku to nie nowość w polskim systemie ochrony zdrowia.
– Zdarzało się wcześniej, nie tylko w onkologii, że pacjenci bywali przesuwani na pierwsze miesiące kolejnego roku – mówi Interii. Jak jednak zaznacza, wcześniej rzadko dotyczyło to programów lekowych w onkologii. – A już na pewno nie w lipcu. Problemy zazwyczaj zaczynały być sygnalizowane w okolicach października lub listopada. W tej chwili minęło zaledwie pół roku, a już brakuje środków na realizację leczenia celowanego – wskazuje.
Rozmówczyni Interii wskazuje, że dzisiaj kluczowy i narastający problemem w finansowaniu opieki zdrowotnej dotyczy właśnie programów lekowych. O co chodzi?
– Tutaj trzeba wyjaśnić istotną kwestię: to nie jest tak, że pacjenci nie będą leczeni w ogóle. Chodzi o to, że nie będą leczeni terapiami, które są dla nich najbardziej korzystne. Po to właśnie stworzono programy lekowe. W ostatnich latach dużo mówiło się o medycynie personalizowanej, czyli dobieraniu terapii do konkretnego profilu pacjenta, co jest fundamentem onkologii – wyjaśnia.
I obrazuje: Może istnieć kilkanaście rodzajów raka piersi, a każda pacjentka ma specyficzny profil onkologiczny, do którego dobiera się celowaną terapię w ramach programu lekowego. Gdy jest on niedostępny, pacjentka otrzyma leczenie, ale niekoniecznie dopasowanym do jej profilu genetycznego, hormonalnego itd. Oznacza to, że celowany efekt terapeutyczny, czyli szansa na szybsze wyzdrowienie, staje się dla niej niedostępny.
– To, co było naszym osiągnięciem – wprowadzanie nowoczesnych, wysokospecjalistycznych programów lekowych, czyli leczenia personalizowanego – teraz się od nas oddala, co jest po prostu przerażające – mówi Korycińska.
Pozorne oszczędzanie odbije się czkwawką
Jak podkreśla prezes zarządu Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej, z perspektywy budżetu państwa dzisiejsze oszczędności przyniosą jutro znacznie większe wydatki. Dlaczego?
– Niedopasowana terapia to dłuższe chorowanie i konieczność częstej zmiany leków, co prowadzi do stałego pogarszania się stanu zdrowia pacjenta. Do tego dochodzą koszty pośrednie, o których mówi się zbyt mało: absencja zawodowa chorego oraz konieczność rezygnacji z pracy przez osoby bliskie które muszą sprawować opiekę, co oznacza niższe wpływy podatkowe do budżetu państwa. Cała kaskada wydatków, takich jak specjalistyczne odżywki, obciąża prywatną kieszeń pacjenta i jego rodziny – wylicza i zaznacza: tracimy na tym wszyscy.
Lekarze mają związane ręce, a pacjenci po prostu się boją
Z kolei Anna Kupiecka, prezes zarządu Fundacji Onko Cafe, zwraca uwagę na inny poważny problem związany z problemami finansowymi – pacjenci tracą zaufanie do lekarzy.
– Sama przeszłam leczenie onkologiczne 15 lat temu i od tamtej pory nieprzerwanie jestem w kontakcie z pacjentami. Widzę niepokojącą zmianę – mówi w rozmowie z Interią.
Jak wyjaśnia, kiedyś chore, na przykład z rakiem piersi, zgłaszały się do Fundacji głównie po wsparcie i wskazówki dotyczące odnalezienia się w chorobie, ale miały zaufanie do procesu leczenia. – Dziś coraz częściej spotykamy się z sytuacjami, w których lekarze mają związane ręce, między innymi z powodu ograniczeń finansowych systemu. To przekłada się na narastający kryzys zaufania. Pacjenci nie są pewni, czy zaproponowano im wszystkie dostępne i najlepsze dla nich możliwości leczenia. Obawiają się, że niektóre rozwiązania nie zostały przedstawione ze względu na brak refundacji – wskazuje.
Z kolei Dorota Korycińska mówi o „syndromie gotowanej żaby”. – Coraz częściej go dostrzegam. Sytuacja w ochronie zdrowia pogarsza się stopniowo, a ludzie po prostu przyzwyczajają się do tego, że jest źle i mają bardzo niskie oczekiwania do systemu – wyjaśnia i ocenia, że w Polsce wykształcił się u pacjentów rodzaj „wyuczonego sprytu” w poruszaniu się po systemie.
– Jeśli chory nie znajduje pomocy w jednym miejscu, szuka jej gdzie indziej. W wielu szpitalach działają koordynatorzy, którzy pomagają pacjentom znaleźć inną placówkę, w której leczenie jest możliwe – zauważa.
Tymczasem rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej alarmuje, że najtrudniejsze dopiero przed nami. – To jeszcze nie jest pełny kryzys. O „armagedonie” będziemy mogli mówić, gdy sytuacja ta dotknie stu pięćdziesięciu czy dwustu szpitali jednocześnie, tak jak miało to miejsce pod koniec zeszłego roku. Obecne przypadki to pierwsze sygnały ostrzegawcze świadczące o niewydolności systemu – kwituje Jakub Kosikowski.
Justyna Kaczmarczyk, Jolanta Kamińska-Samolej














