-
Poseł PiS Michał Wójcik wyraża rozczarowanie powstaniem stowarzyszenia Rozwój Plus i uważa, że taki podział osłabia prawicę.
-
Według Michała Wójcika procedura dotycząca członków nowego stowarzyszenia jest rutynowa i opiera się na zapisach statutu partii.
-
Powstanie nowego ugrupowania jest przez Wójcika oceniane jako działanie nieuczciwe wobec wyborców, a jego konsekwencją może być oddalenie perspektywy odzyskania władzy przez prawicę.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Marta Kurzyńska, Interia: Czy podobnie jak Mariusz Błaszczak nie może pan uwierzyć w to, co się stało?
Michał Wójcik, PiS: – Jestem raczej rozczarowany i zasmucony postawą kolegów ze stowarzyszenia Rozwój Plus. Dzielenie się jest po prostu skrajnie nieodpowiedzialnym działaniem.
Można być w innym klubie i jednocześnie dalej w PiS?
– Oni doskonale wiedzą, że to dodatkowy argument przeciwko nim. Na pewno nie można być w dwóch klubach parlamentarnych. Dotychczas próbowali budować narrację o byciu wyrzucanymi, ale to nieprawda – została wdrożona procedura, która potrwa. To jest ich decyzja i powinni mieć odwagę powiedzieć o tym otwarcie, że są rozłamowcami. Zamiast wprowadzać ludzi w błąd, powinni powiedzieć prawdę.
Jaką?
– Że nikt ich nie trzyma w żadnym klinczu. To kwestia dojrzałości politycznej.
A po co było przeciąganie odejścia? Zamiast przeciąć szybko sprawę, chcieliście, by sprawą ludzi Morawieckiego zajął się partyjny rzecznik dyscypliny.
– Nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Mamy statut, mamy konkretne przepisy i zgodnie z nimi została wdrożona procedura dotycząca części członków nowego stowarzyszenia. Sprawa każdego z nich została indywidualnie skierowana do rzecznika dyscypliny, pana profesora Karola Karskiego. To normalna, rutynowa procedura, która obowiązywała u nas od zawsze.
Ale przecież prezes PiS mówił w piątek, że ci, którzy nie podpisali lojalki, są automatycznie wykluczeni. Komitet Polityczny to miał być tylko formalność.
– Po pierwsze, uważam, że słowo „lojalka” nie jest adekwatne do tej deklaracji, którą każdy mógł podpisać. Wszystko zmierza do pewnego finału, co widzę po wypowiedziach przedstawicieli stowarzyszenia, ale z formalnoprawnego punktu widzenia sprawy trafiają najpierw do rzecznika, a potem ewentualnie do sądu partyjnego. Dziwię się tylko, że koledzy ze stowarzyszenia nie znają statutu partii, w której byli przez wiele lat.
A może prezes PiS chciał po prostu zniszczyć święto stowarzyszenia, czyli wielki grill planowany na piątek?
– Jeśli ktoś tu coś niszczy to członkowie stowarzyszenia i nowego klubu. Słuchając ich wypowiedzi, widzę, że byli zaskoczeni. Ale to nie moja wina, że nie znają drogi formalnej, która w Prawie i Sprawiedliwości jest oczywista. Dziwię się też, że pan Mateusz Morawiecki nie pojawił się na Komitecie Politycznym, mimo że jest wiceprezesem partii.
Ludzie Mateusza Morawieckiego mówią, że były premier był stale atakowany przez wewnętrznych oponentów. Dlatego przestał przychodzić.
– Uczestniczę w posiedzeniach prezydium od dłuższego czasu i nie przypominam sobie sytuacji, by był tam jakoś szczególnie atakowany.
Szczególnie nie, ale może trochę?
– To zawsze była normalna, merytoryczna, a czasem wręcz bardzo dobra dyskusja. On sam nigdy nie zgłaszał uwag, że czuje się atakowany. Moim zdaniem te twierdzenia są wyssane z palca.
Nie daliście się ograć Mateuszowi Morawieckiemu? Prezes Kaczyński być może chciał kupić sobie czas, ale były premier się nie zatrzymał?
– Być może członkowie stowarzyszenia chcieliby zostać wyrzuceni, ale procedury w partii funkcjonują od lat i nie ja je stworzyłem. Stworzyli własny klub, a docelowo pewnie stworzą partię.
I każdy zostanie z własną legendą?
– Myślę, że wiele osób w tym stowarzyszeniu jest zagubionych.
Nie wyglądają na zagubionych. To raczej wy sprawialiście wrażenie, że postawienie kropki nad i przez Mateusza Morawieckiego was zdziwiło.
– Po prostu trudno było nam uwierzyć w to, że ktoś tak źle życzy prawicy. Znam ich od lat i nie wierzę, by chcieli występować przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu. Często ich motywacje wynikają z lokalnych konfliktów, których ja nie oceniam, bo nie uczestniczę w ich spotkaniach.
To dlaczego „odpłynęli” do Mateusza Morawieckiego, skoro nie robią tego przeciwko prezesowi?
– Nie znam wszystkich motywacji, ale jedno jest pewne: głównym przeciwnikiem, którego trzeba odsunąć od władzy, jest Donald Tusk. Tworzenie stowarzyszenia osłabia prawicę w momencie, gdy gospodarka ma problemy, dług publiczny rośnie, a ceny na stacjach paliw szybują w górę. Widząc uśmiechy w koalicji rządowej i wpisy premiera typu „Grillujesz, Mateusz!”, nasi koledzy muszą mieć świadomość, że ich ruch oddala perspektywę odzyskania władzy.
Oni twierdzą, że wypycha ich grupa „intrygantów”, wymieniając Jacka Sasina, Jacka Kurskiego czy Patryka Jakiego.
– Zawsze trzeba sobie stworzyć jakąś legendę. Ja nigdy nie widziałem żadnego „sądu” nad tymi ludźmi na prezydiach. Dyskusja na komitecie politycznym też była rzetelna i merytoryczna. Twierdzenie, że ktoś ich wypychał, to bajka stworzona na potrzeby wyborców. Szanuję wielu z nich, współpracowaliśmy przez lata, dlatego jestem zaskoczony i uważam ten ruch za szkodliwy dla całej prawicy.
Ale przyzna pan, że legendarną wzajemną sympatię maślarzy do harcerzy i odwrotnie widać na X?
– Niektórzy koledzy niestety mają zbyt dużą ekspresję, wyrażając emocje. Mi się to nie podoba. Trzeba to opanować, ogarnąć, bo dyskusje za pośrednictwem portali społecznościowych są szkodliwe dla całej prawicy i dla każdej z osób indywidualnie. Dla laików się takich rzeczy nie robi.
Czuje się pan współodpowiedzialny za ten rozłam? Ludzie Mateusza Morawieckiego mówią, że do wszystkiego doprowadziła „solpolizacja” PiS.
– Nie zgadzam się z tymi zarzutami. Spolegliwość z naszej strony była naprawdę duża. Natomiast ich manifest to wręcz plagiat postulatów Suwerennej Polski.
Chyba nie do końca, skoro oburzają się na „solpolizację” PiS.
– Dlatego w tym nie ma logiki. Wszystko to, o co my walczyliśmy latami – kwestie ETS, Zielonego Ładu czy migracji – oni teraz wpisali w swoją deklarację. Ktoś złośliwie zażartował, że Mateusz „solpolizował” się. To można uznać za nasz sukces, ale nie wiem, czy idą za tym głębokie przekonania.
Mateusz Morawiecki raczej chce się pozycjonować na przeciwległym biegunie.
– Ja wierzę w zmysł polityczny Jarosława Kaczyńskiego, który zawsze prowadził nas do zwycięstw, a działania Mateusza Morawieckiego uważam za zwyczajnie nieuczciwe wobec prezesa i wyborców.
Nie idziecie jako PiS za bardzo na prawo? Przecież tam już jest tłok.
– Prawo i Sprawiedliwość zawsze było szeroką formułą. Jeśli ktoś uważał, że język partii jest zbyt radykalny, mógł realizować bardziej centrowy punkt widzenia wewnątrz ugrupowania. Zawsze tak to działało. Moim zdaniem kluczem były tutaj ambicje osobiste, a nie ideologia. Bajka o wyrzucaniu jest tylko przykrywką dla decyzji o odejściu.
Ale gdyby ten radykalizm się sprawdzał nie czulibyście na plecach oddechu dwóch Konfederacji.
– Dysponujemy wewnętrznymi badaniami i są one zupełnie inne. Pokazują, że różnica między nami a Koalicją Obywatelską jest bardzo niewielka, a my mamy znacznie silniejsze poparcie, niż się to oficjalnie prezentuje. Mateusz Morawiecki musiał znać te dane, wiedział, że jesteśmy blisko rywali.
Wiedział, że jest świetnie i stwierdził opuszczam ten okręt? To się nie składa w całość.
– Bo nie kieruje nim nic więcej jak tylko ambicje.
Może w PiS były one niezaspokojone?
– Mateusz Morawiecki dostał od partii bardzo wiele. Został doceniony w sposób szczególny. Był ministrem, wicepremierem, premierem, szefem EKR-u i wiceprezesem partii. Dostał wszystko, co mógł dostać. Widać jednak, że jego osobiste ambicje były większe.
Jakie będą tego konsekwencje?
– Niestety, swoim ruchem zrobił prezent Donaldowi Tuskowi, przykrywając bieżące afery koalicji rządowej, problemy w służbie zdrowia czy tragiczny stan finansów publicznych. Każdy człowiek prawicy widzi, że to, co zrobił, jest po prostu nieuczciwe.
Na grilla do kolegów się pan nie wybiera?
– Nie zaprosili mnie, więc zrobię sobie grilla w domu. Nikt tam na mnie nie czeka, nikt nie woła. Pośpiewam sobie przy własnym ruszcie jakieś piosenki. Mam pewną satysfakcję. Od rana odebrałem dwa telefony, w których osoby przeprosiły mnie, że nie oddały na mnie swojego głosu w wyborach. Przypominam, że byliśmy w tym samym okręgu. Mateusz jako lider listy, a ja tuż za nim. Ludzie mu zaufali, a on dla swoich ambicji ich zawiódł. Szkoda.
Rozmawiała Marta Kurzyńska
-
„Nie napiszę wam powodzenia”. Poruszenie po ruchu Morawieckiego
-
Nowy klub parlamentarny w Sejmie. Morawiecki ogłasza













