We wtorek w mediach społecznościowych na oficjalnym kanale w serwisie Youtube prowadzonym przez marynarkę wojenną RP pojawiło się nagranie, na którym polski żołnierz słowami „fajnie, że jesteś w marynarce wojennej” zwrócił się do wyprodukowanego w Chinach humanoida.
W zamyśle twórców mechaniczny influencer miał zapewne zachęcić Polaków do odwiedzin portu wojennego w Świnoujściu w Dniu Wojska Polskiego. Nagranie po kilku godzinach zniknęło, bo na alarm zaczęli bić eksperci związani z Chinami i bezpieczeństwem.
Edward Warchocki. Czerwona lampka
– To jest czerwona lampka, której w polskiej debacie publicznej brakowało od dawna. Nie po to wprowadzaliśmy zakaz wjazdu na teren polskich jednostek wojskowych chińskich samochodów elektrycznych, żeby wpuszczać tam chińskie humanoidy. Jak się okazuje – nie wszyscy to rozumieją – mówi Interii jeden z urzędników polskiego MSZ, który ze względu na charakter sytuacji prosi o anonimowość.
Suchej nitki na pomysłodawcach wpuszczenia chińskiego humanoida do portu marynarki wojennej RP nie pozostawiają eksperci.
Marzenia o zasięgach „rzuciły się na mózgi”
Sylwia Czubkowska to autorka bestsellerowej książki „Chińczycy trzymają nas mocno. Pierwsze śledztwo o tym jak Chińczycy kolonizują Europę, w tym Polskę” . W rozmowie z Interią zwraca uwagę, że humanoid znany w Polsce jako „Edward Warchocki” – w Chinach ma inne oblicze.
– „Edward Warchocki” to robot chińskiej firmy Unitree, która oficjalnie zapewnia, że jest cywilnym przedsiębiorstwem, ale jej modele B1 i Go2 pojawiały się w oficjalnych materiałach chińskiego wojska i mediów państwowych. Co więcej, w maju 2024 r. we wspólnym ćwiczeniach z Kambodżą, nazwanych „Golden Dragon”, pokazywano robota Unitree z zamontowanym karabinem szturmowym. Służył do rekonesansu i symulacji ataków miejskich. Chiński żołnierz mówił w materiale, że robot może zastępować ludzi w zadaniach bojowych – mówi Interii Sylwia Czubkowska.
– W Chinach obowiązuje doktryna civil-military fusion (połączenie cywilno-wojskowe) i nie jest tajemnicą, że rząd Xi Jinpinga aktywnie wykorzystuje cywilne innowacje do celów militarnych. Roboty idealnie pasują do „inteligentnej wojny”, bo mogą wykonywać takie zadania jak rekonesans, noszenie ładunków, działania w niebezpiecznych warunkach. I takiego to śmiesznego robocika Marynarka Wojenna traktuje jak jakąś maskotę. Marzenia o zasięgach rzucają się już wszystkim na mózgi – konkluduje Czubkowska.
Humanoidy z zakazem wstępu do USA
O tym, jak wielkim zagrożeniem może być chiński program rozwoju humanoidów, wie nasz największy sojusznik – Stany Zjednoczone. Właśnie zakazał wszelkiego eksportu z Chin robotów humanoidalnych.
– Chiński robot w polskim porcie wojennym musi rodzić pytania o bezpieczeństwo – mówi Interii analityk sektora energetycznego Wojciech Jakóbik.
– Znajdujemy się w okresie, w którym wszelka infrastruktura krytyczna państwa może być celem inwigilacji lub sabotażu. Mamy rosnącą liczbę potwierdzonych przypadków tego typu. Dostęp urządzeń zapewniających transmisję danych powinien być w takich miejscach ograniczony. Robot chińskiej produkcji firmy Unitree jest podejrzewany o nieuprawnione zbieranie danych z licznych sensorów i kamer. Jest analogia do samochodów elektrycznych z Chin, których dostęp do niektórych obiektów jest już teraz ograniczany z powodów bezpieczeństwa – uważa ekspert.
Jak humanoidy ocieplają wizerunek Chin
Z pozoru mamy sytuację, którą przeciętny zjadacz chleba mógłby określić mianem „zabawnej”. Jeszcze uczący się biegać robot gania po Warszawie dziki. Idzie zwiedzać Sejm. Jest chętnie fotografowanym obiektem na przyjęciach w ambasadzie Chin w Warszawie. Bez karabinu maszynowego nie budzi przecież negatywnych emocji.
Patrycja Krzyśpiak z NASK zwraca uwagę na manipulacje w przestrzeni medialnej, które są produktem chińskiej propagandy. To m.in. ona jest współautorką raportu NASK dotyczącą wizerunku Chin na polskim Tik-Toku. Rośnie pokolenie Polaków, dla których Chiny to będą spektakularne zachody słońca, pocieszne misie panda i chiński humanoid Warchocki biegający po Warszawie.
– Wiele tego rodzaju niedopatrzeń w procedurach bezpieczeństwa wynika pośrednio z zalewu przestrzeni informacyjnej chińską „propagandą technologiczną”, w której urządzenia wielorakiego zastosowania (drony, roboty) są przedstawiane jako zabawki, element mody oraz nieodłączna część „rozwiniętego” społeczeństwa. Przekazy te mogą na pierwszy rzut oka wydawać się niewinne, ale faktycznie są elementem szerszych działań informacyjno-psychologicznych, których celem może być właśnie uśpienie czujności i w konsekwencji brak traktowania tego rodzaju technologii z należytą powagą w kontekście bezpieczeństwa w sektorach strategicznych – mówi Interii.
Krzyśpiak przypomina o niedawnym incydencie z Wielkiej Brytanii. W dronach morskich K3 Scout wykryto chińskie podzespoły potajemnie wysyłające sygnały do serwerów w Pekinie.
Polska wyciągnie wnioski?
– Chiny odgrywają kontrowersyjną rolę przy inwazji Rosji na Ukrainie i zawarły z Rosjanami partnerstwo strategiczne w sektorze militarnym. Pomagają im także omijać sankcje zachodnie, w tym polskie, w sektorze energetycznym – mówi Interii Wojciech Jakóbik.
– Są to wystarczające argumenty, by obawiać się konsekwencji inwigilacji infrastruktury krytycznej Unii Europejskiej i NATO z użyciem chińskich urządzeń. Z tego powodu obecność robota z podejrzanej firmy z Chin na terenie niedozwolonym dla takich urządzeń w polskim porcie wojennym budziłaby obawy o bezpieczeństwo – dodaje.
W Szanghaju przebywają dziś polscy inżynierowie, którzy – obok innych drużyn z Europy – biorą udział w chińskim konkursie humanoidów. Traktują to jako okazję do podpatrywania innych. Zdają sobie sprawę z zagrożeń, ale, jak przekonują, technologie humanoidów rozwijane są w wielu miejscach świata i trzeba trzymać rękę na pulsie.
O ich udział w konkursie pytam innego polskiego urzędnika z MSZ. Też nie odpowie mi pod nazwiskiem, ale stwierdzi że „Polska ma z tym problem”.
Problemem jest brak debaty publicznej o tym, w jakim zakresie można współpracować z Chinami, a gdzie bezwzględnie przebiegają czerwone linie. Wizyta chińskiego humanoida w porcie polskiej marynarki wojennej dobitnie pokazuje, że czerwone linie nie są jasne nawet dla tych, którzy dbają o bezpieczeństwo nas wszystkich.
Tomasz Sajewicz













