-
Na polach w Polsce pojawiły się młode dropie, które wykluły się w stacji hodowlanej Polskiego Związku Łowieckiego w Gorzowie Wielkopolskim.
-
Populacja dropi w Polsce zaniknęła przez mechanizację rolnictwa, pestycydy i wzrost liczby drapieżników, dlatego reintrodukcja tego gatunku jest trudnym wyzwaniem.
-
Program odbudowy dropia wymaga współpracy myśliwych, rolników i organizacji pozarządowych, a osiem młodych ptaków to dopiero początek całego procesu.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Województwo lubuskie to jest doskonałe siedlisko dla tych ptaków i dlatego tam zaczynamy, zresztą ostatnie lęgi dropia naturalne były w okolicach Pyrzyc.
Młode dropie, a dokładnie osiem sztuk, wykluły się w stacji hodowlanej Polskiego Związku Łowieckiego w Gorzowie Wielkopolskim. Dziesięć jaj sprowadzono z ośrodka w Brandenburgii w Niemczech.
„Osiem dropi na dziesięć jaj to bardzo dobry wynik, ale to nie wszystko. W kolejnych latach otrzymywać będziemy kolejny materiał do inkubacji” – mówi Eugeniusz Grzeszczak, łowczy krajowy z Polskiego Związku Łowieckiego.
-
Największy ptak Polski wymarł 30 lat temu. Teraz powraca
-
Jak byłem świadkiem wymarcia największego ptaka Polski. Zadzwonił telefon
Polski struś. Nagle populacja się załamała
O dropiach pisali polscy literaci, uwieczniali je na obrazach wybitni malarze. Te ogromne ptaki były symbolem dawnej Rzeczypospolitej. Kres ich populacji nastąpił w XX wieku.
„W latach jeszcze 60. było ich ponad trzysta. W 1975 roku odnotowano 125 osobników, w 1979 już tylko nieco ponad 20, a w 1986 roku zanotowano ostatni naturalny lęg” – mówi Wacław Matysek, Zarząd Główny Polskiego Związku Łowieckiego.
Polski drop nie wytrzymał m.in. postępującej mechanizacji rolnictwa, stosowania pestycydów oraz wzrostu populacji drapieżników. Dlatego jego reintrodukcja to ogromne wyzwanie.
„Program nie obejmuje tylko wsiedlenia dropi w miejsca, w których występował, ale całe spektrum zadań, których się podejmujemy. Po pierwsze, trzeba było przygotować odpowiednie siedliska, zmniejszyć, zredukować liczbę drapieżników i to się już stało” – dodaje Matysek.
Na terenach, gdzie zostaną wypuszczone dropie, już teraz zminimalizowano obecność lisa, szopa pracza, jenota oraz wizona amerykańskiego.
„Drop jest gatunkiem parasolowym. Co to oznacza? Ochrona dropia jest ochroną dla innych gatunków ptaków, a także płazów i gadów” – dodaje Eugeniusz Grzeszczak.
Kilka reintrodukcji w Polsce
W Polsce udało się już przeprowadzić kilka dużych reintrodukcji, w których działania osób zrzeszonych w Polskim Związku Łowieckim grały kluczową rolę. Uratowano m.in. sokoła wędrownego, bobra oraz żubra. Zdaniem profesora Dariusza Gwiazdowicza drop to wyjątkowo trudny gatunek i łatwo nie będzie.
„My dzisiaj obserwujemy, jak to wygląda w przypadku głuszca i cietrzewia. One nie należą do tej rodziny co drop i są gatunkami pokrewnymi. Widać, że bez tego intensywnego wsparcia tych, którzy hodują, a także myśliwych, którzy redukują liczebność drapieżników, nie udałoby się tych gatunków utrzymać. Z dropiem będzie podobnie, a nawet trudniej, bo startujemy z poziomu zero” – nadmienia prrof. dr hab. Dariusz Gwiazdowicz, Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu.
Dlatego konieczna jest współpraca wielu grup społecznych: rolników, myśliwych oraz organizacji pozarządowych. Polski Związek Łowiecki przewiduje, że program odbudowy populacji dropia potrwa długie lata. Osiem młodych ptaków to dopiero początek drogi.













