-
Odnalezione w Chinach skamieniałości wskazują na rzadkie udokumentowanie interakcji drapieżnika i ofiary sprzed ponad 500 milionów lat, pozwalając lepiej zrozumieć funkcjonowanie dawnego ekosystemu.
-
Radiodont Amplectobelua symbrachiata należał do pierwszych dużych drapieżników kambru, przystosowanych do aktywnego polowania w morskiej toni.
-
Znaleziony okaz posiadał wygojoną ranę spowodowaną atakiem innego zwierzęcia, co sugeruje możliwość kanibalizmu wśród tych pradawnych drapieżników.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Kambr to szczególny czas w dziejach życia na Ziemi. Nie było w jego historii tak gwałtownego rozkwitu jak między ponad 500 milionami lat temu, na początku kambru. To czas nazywany kambryjską eksplozją życia, gdy nagle wybuchło ono z wielką mocą i ukształtowało się wiele znanych do dzisiaj grup organizmów. Pojawiły się pierwsze drapieżniki, a na tamte czasy niektóre z nich osiągały naprawdę spore rozmiary.
Pamiętajmy, że to sam początek kształtowania się żywych ekosystemów i zależności między gatunkami. Kształtowania się pewnego schematu funkcjonowania świata zwierząt, w którym istnieją drapieżniki i ich ofiary. I to drapieżniki ograniczają ich liczbę, co utrzymuje świat zwierząt w równowadze.
Jak się jednak okazuje, z początku nie było to takie proste. Drapieżniki powstawały, tworzyły w drodze ewolucji kształty ciał przydatne do polowania na innych, narzędzia do łowów i sposoby postępowania.
Pierwsze drapieżniki nie miały łatwego życia
Kambryjska eksplozja życia była wybuchem różnorodności gatunkowej zwierząt – wtedy jeszcze tylko morskich, ale jednak nie było łatwo od razu stworzyć ową delikatną równowagę, w której drapieżników byłoby odpowiednio dużo względem ofiar – nie za wielu, ale też nie za mało. Jak budowa takiej równowagi stanowiła wielką trudność przed 500 milionami lat świadczy znalezisko z Chin, które przedstawia kambryjskiego drapieżnika zwanego Amplectobelua symbrachiata.
Wyglądała ona niesamowicie – trochę jak krewetka, trochę jak jakiś dziwny bezkręgowiec. Należała do nieznanej już w dzisiejszym świecie, wymarłej grupy radiodontów. Było to jedne z pierwszych stawonogów, oczywiście morskich. Te zwierzęta wyglądające nieco jak istoty z innej planety wyróżniały się wieloma przydatkami czy wyrostkami na ciele. Pełniły one u nich rozmaite funkcje. Radiodonty należały do najwcześniejszych dużych drapieżników na Ziemi, ale nie wszystkie polowały. Niektóre trzymały się dna, filtrowały osady denne i żywiły się martwą materią albo jakimiś drobnymi żyjątkami.
W każdym razie takie radiodonty jak Amplectobelua symbrachiata stały się pierwszymi drapieżnikami świata, a w każdym razie pierwszymi względnie dużymi drapieżnikami na Ziemi. Z tego powodu nauczyły się pływać dalej od dna, w toni morskiej, aby wypatrywać ofiar i atakować je. Ich przydatki przekształciły się w narzędzia chwytające, tnące, rozszarpujące i odrywające. Mogły siać grozę w morzach tamtego świata.
Mięsożerna Amplectobelua na pewno polowała
Amplectobelua symbrachiata miała struktury zdolne do obracania się i przemieszczania w celu rozdrabniania ofiary. Nie była duża, bo to zwierzę liczyło około metra (nawet niecały), ale na tamte czasy były to rozmiary godne i musiała należeć ona do groźnych drapieżników morskich epoki kambru. Wszak najwięksi mięsożercy kambryjskich oceanów jak Titanokorys czy Anomalocaris (bardzo podobne do Amplectobelua symbrachiata) sięgały ponad metra – takie były wielkości największych łowców świata przed 500 milionami lat. Bo też ich ofiary nie były duże.

Na dodatek ich brakowało. Znalezisko z Chin wyraźnie wskazuje na to, że zanim w pełni ukształtowały się ekosystemy i relacje między drapieżnikami i ofiarami, sytuacja łowców była bardzo trudna. Groził im głód, niedostatek celów do schwytania i zjedzenia.
To pierwsze dowody na istnienie kanibalizmu
Amplectobelua symbrachiata znana jest ze znalezisk w dwóch miejscach na świecie – w słynnych łupkach Burgess w Kanadzie, które stanowią kopalnię wiedzy o kambryjskiej eksplozji życia, a także z Chin. To łupki Maotianshan w prowincji Junnan w południowej części kraju.
Znalezione tu skamieniałości jednego z pierwszych drapieżników świata pokazują nie tylko samo zwierzę i jego cechy anatomiczne, ale także zagojoną ranę. To urwany, w zasadzie ogryziony czy oderwany jeden z przydatków. Ktoś musiał użyć sporej siły, by okaleczyć zwierzę. Z pewnością nie było to wypadek, otarcie o skały, rafę czy coś podobnego. Musiał nastąpić atak, który ta Amplectobelua musiała przeżyć, bo rana się wygoiła. „Nigdy bym się nie spodziewał, że coś tak niesamowitego zostanie zachowane w zapisie kopalnym” – mówi Stephen Pates z University College London. Mamy bowiem do czynienia z zapewne pierwszym utrwalonym w skale atakiem drapieżnika, zranieniem ofiary i przetrwaniem takiego ataku.
Kto mógł to zrobić? Wiele wskazuje na to, że inny ówczesny radiodonta. Być może inna Amplectobelua. To by znaczyło, że ten osobnik znaleziony w Chinach padł ofiarą ataku swego pobratymca. A to znaczy, że w morzach kambru zdarzał się, a może powszechny był kanibalizm.
To by wskazywało na to, że życie pierwszych dużych drapieżników świata nie było łatwo. Brakowało ofiar i pokarmu, jadły co popadło i posuwały się nawet do kanibalizmu. A nawet wtedy zdobycie posiłku nie było oczywiste. Równowaga między drapieżnikami i ofiarami nie była wciąż ukształtowana.














