-
Australia mierzy się z problemem inwazyjnych zwierząt, do których zaliczają się także ogromne bawoły, powodujące poważne szkody w środowisku.
-
Dzikie bawoły niszczą mokradła w północnej części kraju, co zagraża gniazdom rzadkiej chelodyny australijskiej poprzez zmiany w środowisku i dewastację gniazd.
-
Australijscy naukowcy proponują działania tymczasowe, takie jak zwiększanie liczby kawałków drewna czy budowa ogrodzeń, jednak długofalowo konieczna jest redukcja liczby bawołów.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Oryginalność przyrody Australii jest tak duża, iż niezależnie od tego, jakie zwierzę inwazyjne wydostanie się tu na wolność, może spowodować ogromne szkody. Czy to królik, czy kot, czy szczury, czy także ogromny bawół. Te wielkie ssaki są w ostatnich latach plagą w Australii, zwłaszcza na terenach podmokłych na północy kraju.
Jak podaje „Ecological Management & Restoration”, dzikie bawoły drastycznie zmieniają mokradła w Obszarze Chronionym Bagien Arafura w Ziemi Arnhema. To północna część Australii, gdzie znajdują się cenne gniazda rzadkiego gada jakim jest chelodyna australijska.
Gad ten zwany jest też żółwiem długoszyim albo wężogłówką australijską, jako że wyróżnia się bardzo długą szyją. Wodny żółw jest bliskim krewnym brazylijskiej matamaty, należy do tej samej rodziny. Ruchliwa szyja pozwala mu polować na małe ryby i płazy bez pływania, pozwala też sprawdzać co jest nad powierzchnią płytkiej wody bez wynurzania się. To bowiem żółw drapieżny i rzadki, spotykany jedynie w części Australii. Z wielu obszarów już zniknął właśnie dlatego, że jaja i gniazda tego gada plądrują nie tylko miejscowe gatunki, ale i wiele inwazyjnych – lisy, szczury i inne.
Bawoły tratują gniazda bezcennych żółwi
Teraz doszły do tego bawoły. One oczywiście jaj nie zjadają, ale demolują środowisko żółwi. Australijczycy uważają, że wpływ coraz liczniejszych bawołów żyjących dziko w wodach i na bagnach Terytorium Północnego na tutejsze środowisko jest ogromny i wciąż rośnie. Bawoły rozpychają się, zmieniają dno i koryto wód, zjadają roślinność, tratują okolicę.
Naukowcy sprawdzili wpływ ssaków na siedliska gadów w różnych stadiach życia chelodyn. W porze deszczowej zmiany siedlisk spowodowane przez bawoły wiązały się ze zmniejszoną dostępnością pożywienia i gorszym sukcesem reprodukcyjnym, potencjalnie pozbawiając żółwie rezerw niezbędnych do estywacji, czyli letniej hibernacji. Za to w porze suchej bawoły zmieniały mocno gleby, w których żółwie drążą gniazda. Nie tylko zjadają roślinność wodną, zmieniając układ miejscowych wód, ale poprzez tarzanie się w błocie i tratowanie okolicy rozdeptują i niszczą gniazda.
Straty są bardzo poważne. Kiedy ciężkie bawoły rozkopują muł, błoto, ale i brzegi oraz niszczą całe połacie roślinności, zmieniają się warunki gniazdowania żółwi. Chelodyny tracą miejsce na złożenie jaj, ale zmienia się także temperatura gleby i wody. Miejscowe gatunki związane z płytkimi wodami i rozlewiskami jak właśnie chelodyny tracą szansę na przetrwanie.

Trzeba wysypać drewno i ustawić ogrodzenia
Australijscy badacze z Instytucie Badań nad Środowiskiem i Środkami do Życia Uniwersytetu Charlesa Darwina nie tylko zdiagnozowali problem, ale i poszukali rozwiązań, choćby tymczasowych, dopóki liczba bawołów nie zostanie ograniczona. „Na przykład można zwiększyć liczbę kawałków drewna, co może ograniczyć wzrost temperatury gleby” – mówi Helen Truscott z Instytutu Badań nad Środowiskiem i Środkami do Życia CDU. I dodaje, że rozwiązaniem jest też budowa ogrodzeń w miejscach, w których żółwie się lęgną. Takich, które bawoły nie sforsują. Docelowo zaś redukcja liczby bawołów jest konieczna.














