Wraz z trwającą wojną w Ukrainie Rosja traci wpływy na Kaukazie Południowym. Dotychczasowi sojusznicy Moskwy – Armenia i Azerbejdżan – zakończyli wieloletni spór o Górski Karabach, który służył Rosji jako narzędzie do „dyscyplinowania” obu państw.
„Być może zapoczątkuje to nowy trend na obszarze poradzieckim dotyczący regulowania sporów i konfliktów bez pośredników, co może nie spodobać się stronie rosyjskiej” – opisywał w 2025 r. Instytut Europy Środkowej w Lublinie.
Moskwa stara się umacniać swoje wpływy w dwóch najbardziej prorosyjskich quasi-republikach na Kaukazie Południowym. Mowa o Abchazji oraz Osetii Południowej. Obie znajdują się formalnie na terytorium Gruzji, jednak w 2008 roku Rosja uznała je za niepodległe. Tożsamy ruch uczyniły zaledwie cztery inne państwa na świecie – Nikaragua, Wenezuela, Nauru oraz Syria.
Rosja na Kaukazie. Abchazja i Osetia jeszcze bardziej podatne na wpływy Kremla
Abchazja i Osetia Południowa stanowią więc rosyjski przyczółek w zapalnym regionie Kaukazu Południowego. W ostatnich dniach Moskwa wysłała nowego ambasadora do jednego z tych terytoriów i de facto ustanowiła nowego przywódcę w drugim.
„Nominacje te sygnalizują nową próbę uczynienia tych dwóch republik jeszcze bardziej podatnymi na wpływy Kremla. Przywołują również pytanie, na które Rosja nie ma odpowiedzi od czasu ich uznania prawie dwie dekady temu: jak można pogłębić kontrolę nad Abchazją i Osetią Południową, nie ograniczając jednocześnie swojego pola manewru w innych częściach Kaukazu Południowego?” – pisze niezależny „The Moscow Times”.
Moskwa ma tam bazy wojskowe, finansuje większość ich budżetów oraz utrzymuje przedstawicieli służb bezpieczeństwa i pracowników administracji. Oprócz tych formalnych instrumentów kontroli, Kreml tradycyjnie polegał na wysokich rangą urzędnikach administracji prezydenckiej lub służb, którzy nadzorowali relacje wewnętrzne i interweniowali w czasie kryzysów.
Głównym politycznym nadzorcą Kremla nad tymi terenami jest Siergiej Kirijenko – pierwszy zastępca szefa administracji Władimira Putina. Zarówno nowy przywódca Osetii Południowej, jak i rosyjski ambasador w Abchazji, to osoby z jego najbliższego otoczenia.
„Ruskij mir” w Abchazji i Osetii Południowej. Trudne zadanie Moskwy
Kirijenko – jak każdy jego poprzednik – odziedziczył to samo wyzwanie: jak ułatwić Moskwie rządzenie Abchazją i Osetią Południową, przenosząc rosyjskie praktyki do społeczeństw, które funkcjonują według zupełnie innych zasad.
„W tych małych, skonfliktowanych społecznościach władza często zależy mniej od formalnych instytucji, a bardziej od osobistych relacji i utrwalonych lokalnych zwyczajów. Próby przekształcenia lokalnego systemu rządów na wzór rosyjski wielokrotnie zderzały się z tymi realiami” – opisuje „The Moscow Times”.
W efekcie w Abchazji wielokrotne rosyjskie próby przeforsowania nowych przepisów wywołały kryzysy polityczne, a czasami nawet podsycały protesty, które doprowadzały do upadku władz.
Z kolei Osetia Południowa – znacznie mniejsza i bardziej zależna od Rosji – choć akceptowała niemal każdą inicjatywę Kremla – nie potrafiła wcielić nowych regulacji w życie. Formalne ustępstwa niewiele zmieniły więc w codziennym funkcjonowaniu rządu, wokół którego regularnie wybuchają skandale korupcyjne związane z rosyjską pomocą.
Brak postępów od dawna frustruje Moskwę. Niejeden wysłannik Kremla odpowiedzialny za te dwa terytoria stracił swoje stanowisko, nie osiągając pożądanych przez Kreml rezultatów. To z kolei wzmocniło powszechne przekonanie, że Rosja ma trudności z zarządzaniem nawet tymi terytoriami, których przetrwanie zależy od jej wsparcia.
Abchazja. Nowy ambasador Rosji a wojna w Ukrainie
Kirijenko, zdaniem ekspertów, wybrał inny sposób realizacji misji Kremla. Zamiast polegać głównie na presji i naciskach administracyjnych, położył większy nacisk na komunikację, mając nadzieję, że bardziej widoczna obecność publiczna i bezpośrednie zaangażowanie sprawią, że inicjatywy Moskwy będą bardziej akceptowalne w Abchazji i Osetii Południowej. Cel pozostaje ten sam, zmieniły się tylko narzędzia.
Tym samym Rosja po raz pierwszy mianowała na stanowisko ambasadora w Abchazji osobę spoza korpusu dyplomatycznego. I nie jest to osoba przypadkowa. Wiaczesław Gładkow był gubernatorem obwodu biełgorodzkiego w czasie, gdy to graniczące z Ukrainą terytorium było regularnie ostrzeliwane przez Kijów.
Gładkow zasłynął wówczas z częstych wystąpień wideo i regularnego kontaktu z mieszkańcami. Przed objęciem nowego stanowiska obiecał więcej „ludzkiej interakcji” ze społeczeństwem abchaskim, a nawet zobowiązał się do nauki lokalnego języka – mimo, że Moskwa dąży do pełnej rusyfikacji zależnych od niej terytoriów. Jego poprzednik, Michaił Szurgalin, zraził do siebie wiele lokalnych grup, odmawiając rozmów z niektórymi z najbardziej zagorzałych krytyków.

Osetia Południowa. Nowy przywódca, nowe metody
Podobne podejście widać w Osetii Południowej. Marat Kambołow, który objął stanowisko prezydenta, jest co prawda Osetyńcem, ale z Osetii Północnej. Nowy przywódca uruchomił już kanał na Telegramie, gdzie publicznie upominał celników i regularnie publikuje krótkie filmiki, na których przytula dzieci lub rozmawia ze starszymi kobietami na ławkach w parku.
„Przeszkody stojące przed Moskwą nie mają jednak charakteru komunikacyjnego, lecz strukturalny. Abchazja i Osetia Południowa wielokrotnie udowodniły, że importowane modele rządzenia są filtrowane przez lokalne tradycje polityczne i nieformalne sieci, niezależnie od tego, jak skutecznie są prezentowane” – wskazuje „The Moscow Times”.
Spór Gruzja – Rosja. Abchazja i Osetia jako terytoria okupowane
Eksperci wskazują tym samym, że każdy kolejny krok w kierunku integracji tych dwóch terytoriów z Moskwą grozi wzrostem napięć z Gruzją. Ta nadal traktuje oba te „państwa” jako okupowane części swojego suwerennego terytorium.
Spór terytorialny nadal blokuje pełną normalizację stosunków na linii Gruzja – Rosja, nawet za rządów Gruzińskiego Marzenia, które stara się unikać bezpośredniej konfrontacji z Moskwą, jednocześnie pozwalając na pogorszenie stosunków z Unią Europejską.
Dla Kremla przywrócenie stosunków dyplomatycznych z Gruzją przyniosłoby wyraźne korzyści strategiczne. Jednak każdy kolejny krok w kierunku integracji Abchazji i Osetii Południowej oddala ten cel coraz bardziej. Tym samym Moskwa stworzyła dylemat, z którego nie ma prostego wyjścia. Wycofanie się z Abchazji i Osetii Południowej podważyłoby bowiem politykę Kremla prowadzoną od ponad 18 lat.
„The Moscow Times” na koniec swojej publikacji przywołuje cytat byłego deputowanego Dumy Anatolija Czechojewa. Nazwał on kiedyś Osetię Południową „walizką bez uchwytu” – zbyt ciężką, by ją nieść, a jednocześnie zbyt cenną, by ją wyrzucić.
Źródło: The Moscow Times
-
Rosyjski przemysł zbrojeniowy u kresu sił. Przyznaje to sam Kreml
-
„Ryzyko realne i narastające”. Były szef CIA o planach Rosji wobec NATO


