Nastolatki są coraz częściej wciągane do ekstremistycznych grup. Fascynuje ich czysta przemoc – mówi dr Konrad Ciesiołkiewicz, kierownik Centrum Analiz Społeczeństwa Informacyjnego Uczelni Korczaka, współautor diagnozy „Młodzież 2026”.

dr Konrad Ciesiołkiewicz: Dziś wystarczy, że dziecko jest w sieci. Nie musi nawet wyszukiwać niczego konkretnego. A i tak zobaczy tam materiały z wojny, skrajnej przemocy, przeplatane słodkimi filmikami kotków i piesków. Kluczowe jest to, co mu podsuną platformy społecznościowe. Algorytmy nie uwzględniają etapu rozwojowego – dzieci dostają dokładnie to, co dorośli: treści, które najlepiej zatrzymują uwagę. Często treści wywołujące szok i lęk.

Badania amerykańskie i brytyjskie pokazują też, że nawet 80 proc. młodych regularnie styka się na platformach społecznościowych z teoriami spiskowymi. I bardzo wielu deklaruje, że przynajmniej w jedną z takich teorii uwierzyło.

Wniosek jest prosty: im więcej czasu spędzonego na platformach społecznościowych, tym większa podatność na takie narracje. Niebawem będziemy pokazywać wnioski z nowatorskich badań krajowych.

Z jednej strony chodzi o brak odpowiedzialności firm technologicznych. Ich modele działania opierają się na przyciąganiu uwagi, nie na ochronie użytkownika. Z drugiej jednak – żerują na tym konkretne grupy i społeczności ekstremistyczne. Ich cel nie musi być skomplikowany – wystarczy destabilizacja, niepokój i chaos.

To nie są już wyjątkowe historie. Widzimy coraz więcej takich przypadków – i wszystkie układają się w podobny schemat. W najnowszym raporcie o wyzwaniach dotyczących bezpieczeństwa państwa ABW alarmuje o rosnącym zainteresowanie propagandą terrorystyczną wśród dzieci i młodzieży. To w skrajnych sytuacjach prowadzi to udziału w przygotowaniach do zamachów jak w przypadku tej 17-latki z Tczewa. ABW w ciągu dwóch lat prowadziła 19 takich postępowań. Przykłady z nieletnimi: w kwietniu i maju trzech nastolatków z Olsztyna, w maju 17-latek z Podkarpacia, w listopadzie 19-latek w Lublinie. To akurat przykład wpływu organizacji dżihadystów Państwa Islamskiego. Ale ABW zwraca uwagę na radykalizację nieletnich bez podłoża ideologicznego. Na portalach społecznościowych i forach dla graczy ulegają fascynacji czystą przemocą, w tym masowymi morderstwami czy „kulturą” organizacji terrorystycznych.

Kiedyś częściej chodziło o spójne narracje ideologiczne – religijne czy polityczne jak w przypadku terroryzmu islamistycznego albo skrajnej prawicy. To idea przekonywała i wciągała nowych wyznawców.

Dziś mamy do czynienia z innym zjawiskiem. Najczęściej to mieszanka: fascynacji przemocą, treści typu true crime i teorii spiskowych krążących w sieciowych subkulturach.

Dopiero na tym buduje się gotowość do realnego działania przemocowego.

Dziś wystarczy trafić w nastrój. I podsunąć prosty komunikat: „świat jest zły”. Po jakimś czasie kolejny: „skoro świat jest zły, to trzeba go zniszczyć”. A potem już wciągnąć w konkretne działania. Celem nie jest zmiana rzeczywistości na lepszą, w imię jakichś wartości, tylko destrukcja sama w sobie – i wywołanie szoku. Mówimy na to ekstremizm nihilistyczny.

To zjawisko nie jest nowe, ale dziś wraca w większej skali. Młodzi ludzie znacznie szybciej są wciągani w ekstremistyczne środowiska – według raportu Global Terrorism Index jeszcze dziesięć lat zajmowało to ponad rok, dziś wystarczą już tylko tygodnie.

Dużą rolę odgrywa sposób, w jaki działają komunikatory, z których korzystają dzieci. Działają w modelu szyfrowania typu end-to-end. To znaczy, że wiadomości widzą tylko: nadawca i odbiorca. To daje młodemu człowiekowi poczucie intymności i prywatności. W praktyce jednak tworzy przestrzeń, w której bardzo trudno złapać dystans.

Nie ma punktu odniesienia, brakuje innych głosów – choćby rówieśników – które mogłyby jakąś myśl zakwestionować albo zatrzymać. Oczywiście – nie ma też nad tym kontroli z zewnątrz.

Zostaje tylko indywidualna relacja cyfrowa – z kimś po „drugiej stronie” telefonu czy aplikacji.

Szersza wspólnota oczywiście istnieje, choć nie jest dostępna bezpośrednio. Dziecko może nie znać pozostałych członków tej wspólnoty, mimo to czuć przynależność. I często są to wspólnoty, które kultywują brutalność i przemoc.

Zaczyna się bardzo niewinnie. Od relacji. Ktoś pisze, zagaduje, okazuje zainteresowanie. Nastolatek czuje się zauważony, doceniony i ważny. Potem następuje faza „groomingu” – czyli uwodzenie, często z podtekstem seksualnym.

Na tym etapie już bardzo łatwo przekroczyć pierwsze granice. Zauroczone dzieci dają się namówić np. na wysłanie swojego zdjęcia. Najpierw to zwykły portret, potem zdjęcie w bieliźnie.

A kiedy takie materiały już są, zaczyna się kolejny etap – tzw. sextortion, czyli szantaż. Przesłane przez nastolatka materiały są archiwizowane i wykorzystywane potem jako narzędzie przymusu. Wtedy zaczyna się „zadaniowanie”.

Pierwsze polecenia są pozornie niewinne: idź w określone miejsce, odezwij się do rodziców w konkretny sposób, powiedz coś zaczepnego nauczycielowi – chodzi o coś, co może wywołać konflikt.

To sprawdzian, jak bardzo młody człowiek gotów się podporządkować i jak daleko może się posunąć – w którym momencie przekroczy granice, do których wcześniej nawet by się nie zbliżył.

Następne w kolejce zadań są samookaleczenia, a potem – przemoc. Wobec zwierząt, w niektórych przypadkach także wobec innych ludzi. Zdarzają się więc polecenia, np. „zabij swojego chomika”. I nacisk: jeśli tego nie zrobisz, materiały, które o tobie mamy, wyślemy do rodziców albo do szkoły.

Tną się. Podejmują próby samobójcze, zdarzają się samobójstwa.

Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów jest tzw. sieć 764 – coś w rodzaju cyfrowej sekty. W praktyce międzynarodowa sieć przestępcza, która wciąga dzieci i nastolatków w przemoc i samookaleczenia. Problem w tym, że takie struktury są rozproszone. Znikają jedni liderzy, pojawiają się kolejni. Grupy działają dalej – pod innymi nazwami.

Jeśli szukać porównań, podobnie działał QAnon – ruch bez jednego centrum, dlatego trudno go było zatrzymać.

Wszystko wskazuje na to, że funkcjonowała w środowisku tzw. true crime community (TCC). To dziś popularny trend – opowieści typu true crime są w mainstreamie, w serwisach streamingowych, w mediach. Mamy też instytucje i organizacje, które próbują zrozumieć przemoc po to, żeby jej zapobiegać i przed nią ostrzegać.

Ale jest druga strona tego medalu.

Bardzo łatwo jest przejść od opowiadania o przestępczości do jej estetyzowania.

Sprawców zaczyna się otaczać kultem. Powstają hagiografie zamachowców – opowieści, które ich gloryfikują. Są też grupy, które żywią się przemocą: obrazami krzywdy, dramatem, brutalnymi aktami – tzw. gore community.

Podobny mechanizm widać w części środowisk związanych z tzw. true crime: nie mówi się „to był morderca”, tylko „to był niezwykle inteligentny człowiek”, „został skrzywdzony”. I część młodych zaczyna się z tym identyfikować.

Założyciel sieci 764 też miał za sobą doświadczenia przemocy i odrzucenia. Trzeba to wiedzieć – nie po to, żeby usprawiedliwiać przemoc, tylko żeby zrozumieć ten mechanizm.

Dlatego przeciwdziałanie bullyingowi nie jest tylko kwestią dobrostanu dziecka. To także element bezpieczeństwa całego społeczeństwa. Bo ktoś wypchnięty z relacji w świecie realnym zaczyna szukać przynależności gdzie indziej – często w ekstremistycznych grupach w sieci.

Bo to trafia w bardzo konkretny moment rozwojowy. Starsze dzieci i nastolatki są naturalnie skupione na sobie, dopiero uczą się uwzględniać perspektywę i potrzeby innych ludzi. I właśnie w tym momencie wchodzą w środowisko w sieci. Dawniej empatii i kompetencji społecznych uczyli się w bezpośrednich relacjach – w rodzinie, szkole, w grupie rówieśniczej.

Dziś na ten proces nakładają się mechanizmy cyfrowe, w dużej mierze nieregulowane i poza kontrolą. W efekcie wzmacniają tę naturalną koncentrację na sobie, a jednocześnie wystawiają młodych ludzi na bodźce, do których nie powinni mieć dostępu: skrajną przemoc czy manipulujące treści.

I są grupy, które to świadomie wykorzystują.

To przestało być skuteczne. Nowa fala radykalizacji nie wygląda jak kiedyś – to nie są już toporne hasła czy otwarta propaganda, którą łatwo wyłapać i zablokować. Te środowiska działają tak, żeby przemoc nie była rozpoznawalna na pierwszy rzut oka.

Nastolatki wiedzą dziś, że treści wprost rasistowskie, nazistowskie czy brutalne są niedozwolone i mogą oznaczać kłopoty. Najczęściej trzymają się od nich z daleka.

Dlatego pierwszy kontakt jest lekki, często oparty na ciekawości albo estetyce. Zamiast otwartej propagandy pojawiają się treści typu: „jakie zwierzęta lubili naziści” czy „jak wygląda życie prywatne zamachowców”.

Dużą rolę odgrywa też forma – memy, dopracowane wizualnie grafiki, atrakcyjne wideo. Mówią o „wartościach”, „tradycji”, ale są tworzone i promowane przez środowiska ekstremistyczne.Najpierw buduje się atrakcyjny obraz świata. Dopiero potem wypływa na zmianę sposobu myślenia.

Działa tu kilka mechanizmów. Pierwszy możemy nazwać lansem na przemoc. To spełnia potrzebę bycia zauważonym i widoczności – to dziś ważny element kultury cyfrowej. Dlatego wiele działań się nagrywa, streamuje, dokumentuje.

Inny mechanizm to grywalizacja – im bardziej brutalny czyn, tym wyższy status w grupie. Twoje działania są komentowane, oceniane i przekazywane dalej.

W efekcie przemoc zaczyna funkcjonować jak sposób na zbudowanie pozycji – jak zdobywanie punktów. Najpierw dostajesz zadania polegające na przekraczaniu granic – sprawdzenie, czy się postawisz, czy zrobisz coś ryzykownego. Potem te granice są przesuwane. Znamy w Europie przypadki, że ataki z nożem były nagrywane i transmitowane, a obserwatorzy podpowiadali sprawcy, co ma zrobić dalej, żeby zdobyć ich większy aplauz.

Dziś taka destrukcyjność dostała turbo doładowanie: możliwość działania na oczach globalnej, nagradzającej publiczności.

Nie każdego, ale znacznie większą grupę, niż chcielibyśmy przyznać.

Najważniejszym czynnikiem ryzyka jest samotność. I tu mamy zasadniczy problem, bo według badań, większość nastolatków korzystających z mediów społecznościowych mówi o silnym poczuciu osamotnienia. Większość czuje się też przygnieciona nadmiarem informacji.

To paradoks – platformy, które miały łączyć, w praktyce tę samotność pogłębiają.

Są też rzecz jasna grupy szczególnie wrażliwe. Cyfrowe środowiska bardzo sprawnie wychwytują młodych ludzi w kryzysie psychicznym, osoby w spektrum autyzmu, uczestników grup wsparcia. Tych, którzy mają trudność z dystansem, oceną sytuacji, samooceną. Łatwiej tracą zdolność krytycznej oceny i wpadają w zawężone, „tunelowe” myślenie.

To już nie jest problem jednej rodziny czy jednego środowiska. Bo część ryzyka jest po prostu wpisana w ten etap życia. U nastolatków to bardzo intensywny moment – emocjonalnie, poznawczo, społecznie. I to jest moment rozwojowy, o ile odbywa się w bezpiecznym środowisku.

Dziś tym środowiskiem w dużej mierze jest internet – tam przeniosła się baza relacji młodych ludzi. A to już nie jest neutralne otoczenie.

Na poziomie społecznym kluczowe jest budowanie relacji i wspieranie dzieci w rozwoju emocjonalnym. Kiedy dzieci robią coś razem – uczą się współpracy, cierpliwości, bycia w relacji. A to właśnie te kompetencje sprawiają, że nie muszą sięgać po przemoc, żeby zaistnieć w grupie.

W wielu krajach to już rozumieją – po doświadczeniach z radykalizacją młodzieży czy zamachach w szkołach, systemowo pracuje się nad budowaniem zdrowego środowiska rozwoju dla dzieci. W Polsce ostatnia strategia państwa na rzecz młodzieży wygasła w 2012 r. W MEN dopiero trwają prace nad nową.

Rodzice i szkoła są na pierwszej linii – to prawda. Ale mają ograniczone możliwości zatrzymania tego, co naprawdę dzieje się w sieci. A my wciąż traktujemy to jak problem prywatny – choć to problem publiczny.

Dzieci i młodzież są dziś jedną z głównych grup oddziaływania w cyberprzestrzeni. Nie tylko dlatego, że są na to bardziej podatne, ale także dlatego, że można na nie wpływać długofalowo. Jeśli dziś oddziałujesz na 13- czy 15-latka, to za kilka lat oddziałujesz na wyborcę, pracownika, żołnierza.

To pierwszy moment w historii, gdy dostęp do młodych ludzi jest właściwie nieograniczony. Kiedyś ograniczeniem była geografia – szkoła, rodzina, lokalna społeczność.

Dziś każda grupa – przestępcza, ekstremistyczna czy obcego państwa – bez przeszkód dotrze do każdego młodego człowieka. Dlatego brak poważnej polityki wobec młodych ludzi to nie jest tylko błąd wychowawczy. To jest odpowiedzialność państwa.

Na dzisiaj niewiele. Nie może po prostu nakazać platformie usunięcia treści, jeśli nie udowodni, że są nielegalne. A już wiemy, że organizacje przestępcze potrafią to obejść. Dlatego tak ważne są regulacje – jak europejski akt o usługach cyfrowych. To próba stworzenia narzędzi, które pozwolą reagować w sieci szybciej i skuteczniej. Polski projekt ustawy zakładał wprowadzenie tzw. zaufanych podmiotów – organizacji, które mogłyby szybko zgłaszać niebezpieczne treści do urzędu. A ten w określonych przypadkach mógłby żądać ich blokowania. Projekt został jednak zawetowany przez prezydenta – pod hasłem rzekomej walki z cenzurą.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version