Donald Trump ściąga do Iranu piechotę morską. Cel wydaje się jasny — to wyspa Chark. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej traktuje ją jako obiekt strategiczny. Można zakładać obecność systemów obrony przeciwlotniczej, stanowisk artylerii nadbrzeżnej oraz rozbudowanego systemu obserwacji. Dodatkowo wyspa znajduje się w zasięgu rakiet odpalanych z lądu, co radykalnie zwiększa ryzyko dla sił desantowych.

Waszyngton, mimo dobrej miny, nie radzi sobie z Iranem. Na Bliski Wschód została wysłana piechota morska, która może zostać wykorzystana do zajęcia strategicznych terenów na irańskim wybrzeżu.

Amerykanie nie są gotowi do pełnoskalowej inwazji na Iran bez pomocy sojuszników i takie plany można włożyć między bajki. Z drugiej strony trzy z czterech celów, jakie wyznaczył Biały Dom przed Pentagonem, są nie do zrealizowania bez operacji lądowej. Samo bombardowanie nie spowoduje bowiem, że ukryte głęboko pod ziemią zakłady produkujące środki napadu powietrznego zaprzestaną produkcji. Jest to mrzonka i administracja Donalda Trumpa jest raczej tego świadoma.

To samo tyczy się udrożnienia cieśniny Ormuz — aby kontrolować bazy wypadowe irańskiej marynarki wojennej i terminale naftowe, USA muszą przeprowadzić operację lądową. Stąd zapewne decyzja o wysłaniu na Bliski Wschód piechoty morskiej. Na razie nie wiadomo jednak, jakie plany ma prezydent Donald Trump.

Póki co grozi krajom NATO, twierdząc, że odmowa pomocy będzie bardzo zła dla przyszłości sojuszu, a wszyscy, którzy korzystają z cieśniny powinni mieć świadomość, że bierność tylko spotęguje problemy. — Byliśmy bardzo mili. Nie musieliśmy pomagać im z Ukrainą. Ukraina jest tysiące mil od nas (…). Ale pomogliśmy im. Teraz zobaczymy, czy oni pomogą nam. Bo od dawna mówię, że będziemy dla nich, ale oni nie będą dla nas. I nie jestem pewien, czy byliby — mówił dziennikarce ABC News.

Trump wprost domaga się udziału NATO w operacji przeciwko Iranowi.

Reakcja europejskich sojuszników pokazuje wyraźnie, gdzie przebiega dziś granica ich zaangażowania w wojnę, która z europejskiej perspektywy została rozpętana przez Waszyngton. Zarówno prezydent Francji, Emmanuel Macron, jak i minister spraw zagranicznych Niemiec, Johann Wadephul wprost mówią, że „nie mają zamiaru uczestniczyć w tym konflikcie”.

Francja deklaruje możliwość eskortowania statków przez cieśninę Ormuz, ale dopiero po zakończeniu najbardziej intensywnej fazy konfliktu. To istotne zastrzeżenie. Oznacza, że Paryż nie zamierza angażować się w działania ofensywne ani brać udziału w pierwszej fazie ewentualnych operacji wojskowych. Jeszcze bardziej jednoznaczne stanowisko zajmują Niemcy, które wykluczają udział w wojnie.

Zamiast tego Unia Europejska koncentruje się na operacji Aspides, prowadzonej na Morzu Czerwonym w odpowiedzi na działania Hutich. W ten sposób Europa może odrzucać żądania Trumpa o pomoc z Iranem. Może pokazać, że jest gotowa chronić żeglugę, ale unika bezpośredniego wchodzenia w konflikt w regionie.

Oznacza to, że ewentualne operacje ofensywne w Zatoce Perskiej pozostaną na barkach Stanów Zjednoczonych. Brak szerokiej koalicji ogranicza jednak skalę możliwych działań lądowych i rodzi prawdopodobieństwo operacji punktowych zamiast pełnoskalowej inwazji. Stąd być może decyzja o przerzuceniu piechoty morskiej.

Ekspedycyjne Siły Piechoty Morskiej

Decyzję o wysłaniu dodatkowych sił podjęło Dowództwo Centralne Armii Stanów Zjednoczonych, którego obszar odpowiedzialności obejmuje Bliski Wschód łącznie z Egiptem, Azję Środkową i częścią Azji Południowej. Do regionu skierowana została Amfibijna Grupa Zadaniowa z 31st Marine Expeditionary Unit, czyli 31. Jednostką Ekspedycyjną Piechoty Morskiej z bazy Smedley D. Butler na Okinawie.

Jednostki zostaną rozmieszczone na kilku okrętach, w tym na USS Tripoli, który jest trzonem grupy. Jest to śmigłowcowiec desantowy typu America, który wszedł do służby w 2020 r. Na nim w ramach testu koncepcji „lotniskowca błyskawicznego” rozmieszono w 2022 r. 20 samolotów F-35B, aby sprawdzić, jak ten pomysł sprawdzi się w praktyce.

Typowy skład grupy lotniczej jest bowiem inny. Obejmuje 12 zmiennowirnikowców Bell-Boeing V-22 Osprey, sześć wielozadaniowych F-35B Lightning II, cztery ciężkie śmigłowce transportowe CH-53K, cztery śmigłowce szturmowe AH-1Z, trzy wielozadaniowe UH-1Y i dwa ratownicze MH-60S Knighthawk. Łącznie załoga okrętu liczy ok. 1200 marynarzy. Dodatkowo okręt może przewozić ok. 1700 żołnierzy piechoty morskiej.

Cała 31. Jednostka Ekspedycyjna Piechoty Morskiej liczy ok. 2200 ludzi i składa się z kompanii dowodzenia, dwóch batalionów desantowych, batalionu logistycznego i grupy powietrznej okrętu desantowego, w tym wspomnianej grupy lotniczej z dywizjonu zmiennowirnikowców VMM-262.

Jak widać ze składu ugrupowania, jest ono przeznaczone do operacji desantowych. Dysponują śmigłowcami, samolotami pionowego startu, pojazdami opancerzonymi i własnym zapleczem logistycznym. Mogą jednak działać samodzielnie tylko przez ograniczony czas.

Nie są to bowiem siły zdolne do prowadzenia dużej operacji lądowej. Ich rola polega na szybkim reagowaniu i realizacji zadań o ograniczonej skali: zajęciu obiektu, przeprowadzeniu rajdu, zabezpieczeniu infrastruktury lub przeprowadzenia ewakuacji z zagrożonego terytorium. Dlatego wysłanie tego zgrupowania wieszczy raczej operację o bardzo zawężonym zakresie. Co sugeruje, że cel może być tylko jeden.

Zapytany w rozmowie z Fox News o ewentualne zajęcie irańskiej wyspy Chark leżącej w cieśninie Ormuz, Donald Trump zareagował ostro, zarzucając dziennikarzowi, że stawia „głupie pytanie”.

— Kto zadałby takie pytanie i jaki głupiec by na nie odpowiedział? Dobra, załóżmy, że mam zamiar to zrobić, albo załóżmy, że nie mam zamiaru. Co bym ci powiedział? Och, tak, Brian, myślę o tym (…). Dam ci znać, o której godzinie i kiedy to się stanie — mówił prezydent.

Patrząc jednak na znaczenie tego celu, a także siły oraz środki, jakie zostały wysłane z Okinawy, to można być wręcz pewnym, że piechota morska będzie miała za zadanie opanować wyspę Chark. Na pierwszy rzut oka nie wygląda ona jak typowy cel operacji wojskowej, ale to tylko złudzenie. To niewielka wyspa o długości około 8 km i szerokości do 4–5 km położona kilkadziesiąt kilometrów od irańskiego wybrzeża. Teren jest w większości płaski lub lekko pofałdowany, bez większych wzniesień, co z jednej strony ułatwia desant, ale z drugiej ogranicza możliwości ukrycia się przed obserwacją i ogniem przeciwnika.

Roślinność na wyspie jest uboga. To raczej krajobraz suchy, zdominowany przez instalacje przemysłowe. I to one są tu najważniejsze. Wyspa jest w praktyce jednym wielkim terminalem naftowym. Znajdują się tam ogromne zbiorniki magazynowe, instalacje przeładunkowe, rurociągi oraz infrastruktura portowa przystosowana do obsługi największych tankowców. Głębokie wody wokół wyspy pozwalają jednostkom o dużym zanurzeniu podchodzić bezpośrednio do nabrzeży.

Z punktu widzenia operacyjnego oznacza to kilka rzeczy. Po pierwsze, infrastruktura jest rozproszona, ale jednocześnie trudna do zamaskowania, ponieważ większość kluczowych obiektów dobrze widać z powietrza i morza. Po drugie, sama wyspa ma ograniczoną powierzchnię, więc jej opanowanie nie wymaga dużych sił manewrowych.

Nie oznacza to jednak łatwego celu. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej traktuje Chark jako obiekt strategiczny. Można zakładać obecność systemów obrony przeciwlotniczej, stanowisk artylerii nadbrzeżnej oraz rozbudowanego systemu obserwacji. Dodatkowo wyspa znajduje się w zasięgu rakiet odpalanych z lądu, co radykalnie zwiększa ryzyko dla sił desantowych.

W tym miejscu pojawia się pytanie o możliwości 31. Jednostki Ekspedycyjnej Piechoty Morskiej. Tego typu zgrupowanie jest przygotowywane właśnie do takich operacji. Dysponuje siłami piechoty morskiej, wsparciem lotniczym oraz środkami desantowymi pozwalającymi na jednoczesne uderzenie z morza i powietrza.

W fazie wejścia na wyspę takie siły byłyby wystarczające. Przy odpowiednim wsparciu piechota morska jest w stanie szybko opanować kluczowe punkty: port, instalacje przeładunkowe i węzły komunikacyjne.

Znacznie trudniejsze byłoby utrzymanie kontroli nad wyspą. Ograniczona liczebność zespołu desantowego oznacza niewielką głębię obrony. Przy ciągłym zagrożeniu ostrzałem rakietowym z lądu i możliwych kontratakach, taka operacja wymagałaby albo szybkiego zakończenia, albo wzmocnienia dodatkowymi siłami.

W praktyce więc piechota morska posiada siły i środki do zajęcia Chark, ale nie do jej długotrwałego utrzymania bez większego zaangażowania. To raczej narzędzie do krótkiej, precyzyjnej operacji – uderzenia w kluczowy element irańskiej gospodarki – niż do prowadzenia okupacji terenu. To jednak może wystarczyć, by narobić Irańczykom problemów. A tym samym reszcie świata, bo wątpliwym jest, że Teheran nie odpowie atakami na tankowce przewożące ropę przez cieśninę Ormuz. Awantura Trumpa może się więc skończyć kolejnymi wzrostami cen paliw.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version