Bierze chałtury, dostaje dużo zaproszeń. Coś zarobi, potem zostaje na dłużej i ma wakacje — mówi polityk z kręgu Andrzeja Dudy. Były prezydent już nie myśli o polityce — liczą się podróże i pieniądze.
Andrzej sam wbił gwoździe do swojej trumny w polityce — nie może uwierzyć człowiek z jego otoczenia. Inni się uśmiechają: a nie mówiliśmy, że tak będzie?
Bo poszedł do generała z Agencji Uzbrojenia razem z biznesmenem, który jest jego kumplem, by sprzedawać wojsku drony. Bo kupił Porsche — jak mówi jeden z jego byłych współpracowników, „zawsze auta go kręciły”. Bo bierze chałtury.
Polityk znający Dudę: — Andrzej teraz podróżuje, ma swoje biznesy.
Na brak zaproszeń nie może narzekać. Nie dorównuje Aleksandrowi Kwaśniewskiemu ani Lechowi Wałęsie z czasów jego emerytalnej świetności, ale jeździ po świecie.
Polityk prawicy, który zna Dudę: — Andrzej nigdy nie czuł polityki, ale musiał tę politykę robić. Teraz ma wszystko w nosie. Jeździ swoim samochodem i robi głupie rzeczy. Po roku Duda nie ma już żadnego autorytetu ani znaczenia w polityce.
Duda wychodzi z biedy
Próbuje się odkuć po latach — jak to oceniał — biedy i finansowego niedocenienia, kiedy był prezydentem.
Były współpracownik: — Dudzie brakowało pieniędzy. Teraz jest gotów robić wiele, żeby je zarobić. I nie ma już dawnych hamulców, które wynikały z pełnionej funkcji.
Andrzej Duda ma własne pojęcie biedy i niedostatku. W jednym z wywiadów, chcąc podkreślić, że jest z ludu, a nie z elity, mówił, że jako młody człowiek musiał się w sklepie zastanawiać: kupić droższą czy tańszą szynkę? Dziś jako prezydent emeryt, mając zaledwie 54 lata, skupił się na kosztowaniu życia i zarabianiu pieniędzy. Czyli tym, czego mu przez ostatnią dekadę bardzo brakowało.
Jako prezydent uważał, że zarabia za mało. Wściekał się, że były wójt Pcimia Daniel Obajtek jako prezes PKN Orlen zarabia miliony, a on bieduje w pałacu prezydenckim. Patrzył na swojego przyjaciela i ministra w pałacu, Rafała Kosa, którego kancelaria prawnicza KKG Legal to kura znosząca miliony. Wedle raportu BizRaport w rok zarabia na czysto 8,7 mln zł, a szacowana wartość firmy to około 60 mln zł. Przez lata gnębił go ten kompleks — biedniejszego, choć na świeczniku.
Teraz, żeby się odkuć, założył spółkę i fundację. Fundacja to Central European 3Seas Institute — Andrzej Duda Foundation — jest tutaj prezesem. Człowiek z jego kręgu: — Rok temu Andrzej mówił, że zrobi razem ze współpracownikami think tank. Jedynie formalnie go zarejestrował, ale wcale go nie stworzył.
Andrzej Duda
Foto: Dominika zarzycka / Agencja Forum
Spółka to Andrzej Duda PAAD — tu jest współwłaścicielem z żoną. To wehikuły do zarabiania pieniędzy. Ma też dodatkowe fuchy. W radzie nadzorczej ZEN.COM (to polski fintech, który działa z terenu Litwy), którego szefem jest Dawid Rożek, może zarabiać około 30 tys. zł miesięcznie — to średnia pensja na takich stanowiskach, ale spółka nie podała informacji o wynagrodzeniu Dudy.
Jako distinguished visiting fellow (wizytujący ekspert o wybitnym dorobku) w Heritage Foundation może dostawać rocznie 50-150 tys. dol. — to szacunki, bo realne zarobki mogą być różne w zależności od tego, jaką pracę wykonywał i jak często jeździł po świecie wysyłany przez fundację i doradzał. Heritage to jeden z najbardziej wpływowych konserwatywnych think tanków na świecie, więc ma wielki budżet, ale też Duda nie jest personą i mówcą na miarę choćby byłego brytyjskiego premiera Tony’ego Blaira czy byłego prezydenta USA Baracka Obamy.
Jako były prezydent Duda dostaje też emeryturę — 12 tys. zł na rękę. I dodatkowo przysługuje mu 25 tys. zł miesięcznie na prowadzenie biura.
Były współpracownik: — Wiedziałem, że nic wielkiego nie będzie z jego międzynarodowej kariery. Tu 20 tys. zł, tam 20 tys., gdzieś 30 tys. Kilkadziesiąt tysięcy albo i więcej miesięcznie zarobi, jest zadowolony, bo to przy jego wcześniejszych zarobkach duży pieniądz. Ale jak na byłego prezydenta dużego kraju to jednak poniżej prestiżu.
W pałacu prezydenckim miał służbę, cały aparat Kancelarii Prezydenta, która o niego dbała. Dziś ostało mu się auto z kierowcą, ochrona funkcjonariusza SOP. W codziennych sytuacjach, gdy trzeba coś załatwiać, bywa nieporadny, zaskoczony rzeczywistością.
Żona Agata nie podjęła pracy po wymarzonej wyprowadzce z pałacu. Miała już załatwioną posadę w krakowskim oddziale NBP, ale wieść o tym wypłynęła, nim zaczęła pracę. Szefostwo krakowskiego oddziału i sam Adam Glapiński w popłochu się z tego wycofali, zaprzeczając, że w ogóle miała tam pracować.
Dudowie mieszkają w Krakowie — kupili jeszcze za czasów prezydentury duże mieszkanie o powierzchni około 130 mkw. w kameralnym apartamentowcu w Krakowie. Były prezydent ma tam też „pas zieleni”, bo nawet trudno powiedzieć, że to ogródek.
Nie zamierza startować na prezydenta Krakowa — pogłoski o tym uznał za potwarz. Na Uniwersytet Jagielloński też nie wróci jako wykładowca. W magistracie i na UJ zarobiłby zresztą grosze w porównaniu z tym, co może wycisnąć w biznesie.
Światowe życie
Duda z żoną sporo teraz podróżują. Żeby zarobić i jednocześnie kosztować życia.
Jedną z pierwszych rzeczy po wyprowadzce z pałacu w sierpniu 2025 r. był urlop we Włoszech (to zresztą jego częsty wybór — po wyborze na prezydenta w 2015 r. też pojechał do Włoch, z tamtego dawnego urlopu pochodzą znane zdjęcia Dudy z dmuchanym krabem).
Potem były kolejne wyprawy — po Europie i za ocean. W czerwcu poleciał z żoną na dwa tygodnie do USA. Zakontraktowała go kasa pożyczkowa — Polish & Slavic Federal Credit Union. To spółka, która zapewnia konta, karty i pożyczki, a jednocześnie funduje stypendia dla młodzieży. Kasa obchodziła swoje 50. urodziny. Duda z żoną byli atrakcją na tym jubileuszu.
Polityk go znający: — Duda cieszy się z takich rzeczy, że ktoś mu opłaca loty i hotele. Jest wtedy jak dawniej: jako prezydent nie musiał się martwić, bo mu to wszystko załatwiano.
Duda spotykał się z szefem tej kasy, gdy jeszcze był prezydentem. Uświetnił też uroczystość wręczania stypendiów. Snuł tam wizję, że kiedyś prezydentem USA zostanie ktoś polskiego pochodzenia. Na wydarzenie zwieziono stos książek „To ja”, jego autobiografii. Podpisywał tę książkę. Żona też podpisywała. Pozowali do zdjęć ze stypendystami, którzy dumnie trzymali egzemplarze „To ja”.
Ta książka to był zresztą pierwszy duży zastrzyk pieniędzy dla Dudy. Ukazała się 6 sierpnia 2025 r. (w dniu zakończenia kadencji) — wydała ją spółka Videre Macieja Zdziarskiego, on też był ghostwriterem Dudy. Według sprawozdania finansowego spółki za 2025 r. przychody ze sprzedaży wyniosły 3,2 mln zł.
Za wizytę w polonijnej unii kredytowej mógł — jak szacuje jeden z byłych współpracowników — zarobić kilkanaście tysięcy dolarów plus zakwaterowanie w dobrych hotelach i podróż. Spółka nie chciała nam odpowiedzieć na pytania o warunki współpracy z Dudą.
Polityk z jego kręgu: — Duda ma dużo zaproszeń. Bierze chałtury. Coś zarobi, potem zostaje na dłużej i ma wakacje.
Była para prezydencka podczas obchodów 50-lecia kasy pożyczkowej – Polish & Slavic Federal Credit Union w Chicago, 15 czerwca 2026 r.
Foto: Fot. Polish Weekly Program in Chicago/FacebooK
Mówca, ale nie wzięty
W lipcu Duda był na CPAC (to międzynarodowa konferencja polityczna środowisk konserwatywnych) w Wielkiej Brytanii. Wygłosił 15-minutowe przemówienie. Z nagrań wynika, że sala świeciła pustkami. Najważniejsze zdjęcie z tego wydarzenia to dla Dudy fotografia z Mattem Schlappem — szefem CPAC. Foto zrobiono za kulisami — w miejscu wyglądającym na graciarnię. Schlapp to duża persona w USA, więc Duda pielęgnuje relacje z nim. Sam szef CPAC napisał: „Świetnie widzieć mojego przyjaciela, prezydenta Dudę z Polski”.
W maju był w Szwajcarii na Vevey Forum — konferencji bezpieczeństwa organizowanej przez Instytut Dunajski (konserwatywny think tank z Węgier) i Uniwersytet Pepperdine (konserwatywną uczelnię z USA). Był też pod koniec 2025 r. na Doha Forum w Katarze, ale nie jako prelegent, tylko obserwator.
W Krakowie też nie próżnuje. Sam zdjęciami się nie chwali, ale jego goście — tak. Pod koniec czerwca spotkał się z bardzo wpływową działaczką społeczności żydowskiej — Cheryl Fishbein, przewodniczącą Jewish Community Relations Council w Nowym Jorku. Jej mąż obchodził urodziny — odwiedzili Dudów wraz z ich przyjacielem Rafałem Kosem. Cheryl Fishbein wpadła też do pałacu prezydenckiego — do ministra Wojciecha Kolarskiego, prywatnie przyjaciela Dudy. Fishbein i Duda się przyjaźnią.
Spotkał się też z ukraińską lobbystką Kaią Demchuk, która pisze o sobie, że zajmuje się strategicznym partnerstwem. Przedstawia się jako ukraińska działaczka i uczestniczka wielu wydarzeń o randze międzynarodowej. Po spotkaniu, chwaląc się zdjęciami z Dudą, napisała: „Zgodziliśmy się, że będziemy kontynuować pracę nad wspólnymi inicjatywami. Przed nami wiele ciekawych projektów”.
— Do Dudy lgną lobbyści i lobbystki — mówi osoba z krakowskiej polityki.
Inny rozmówca: — Źle to pachnie.
Pod koniec zeszłego roku był na Uniwersytecie Pepperdine — chrześcijańskiej uczelni w USA — w ramach serii spotkań ze znanymi postaciami ze światowej polityki. W kwietniu w Dubrowniku na szczycie Inicjatywy Trójmorza. Był też na konferencji EBIT na Litwie. I na Kijowskim Forum Bezpieczeństwa. A w kraju był prelegentem na VI Samorządowym Kongresie Trójmorza.
Gwóźdź do trumny
Jedną nierozważną wizytą potwornie sam sobie zaszkodził. W obozie PiS, w MON, w kręgach wojskowych aż nie dowierzano w to, co zrobił.
Duda poprosił o spotkanie z szefem Agencji Uzbrojenia gen. Arturem Kuptelem — którego zna jeszcze z czasów, gdy był zwierzchnikiem sił zbrojnych. Generał z grzeczności nie odmówił. Duda przyszedł z szefem spółki ZEN.COM Dawidem Rożkiem, który chciał sprzedawać wojsku technologie dronowe. Tylko nie uprzedził generała, że przyjdzie z biznesmenem. Kuptel wyprosił Rożka, więc Duda sam zachwalał oferowane drony. Generał poinformował swoje szefostwo o zadziwiającej wizycie Dudy i Rożka.
— U Andrzeja widać brak profesjonalizmu. Narobił problemów generałowi, a na firmę ściągnął uwagę służb. Teraz wszyscy będą ostrożni w kontaktach z nim — mówi człowiek znający Dudę.
Inny rozmówca, niegdyś z nim współpracujący: — Do gen. Kuptela poszedł razem z Rożkiem przez bezmyślność.
Premier Donald Tusk uznał to za „niedopuszczalne praktyki”. Ocenił, że „nawet jeśli projekt miał ręce i nogi, to został skompromitowany”.
— Tusk powiedział, że teraz ZEN.COM nie ma już szans na współpracę. No i miał raję. Rożek miał w zasięgu ręki kontrakty dla wojska, a Duda swoją bezmyślnością to zaprzepaścił. Uważał, że generał po prostu wpuści Rożka i sobie pogadają — kręci głową były współpracownik Dudy.
Sam Duda się bronił: „Nie mam żadnych wątpliwości, że zapowiedziana oficjalnie i przeprowadzona zgodnie z obowiązującymi procedurami wizyta w instytucji podległej rządowi RP nie jest przestępstwem ani niczym niestosownym. Rozmowa z generałem odpowiedzialnym za budowę systemu bezpieczeństwa RP, na temat bezpieczeństwa Polski, z pewnością też nie jest niczym niestosownym. Bo z kim niby należałoby o tym rozmawiać? Z Panem Tuskiem? To raczej ponury żart”.
ZEN.COM jest na celowniku prokuratury. W czerwcu wszczęła ona postępowanie dotyczące „udzielenia pomocy do popełnienia przestępstw polegających na uczestnictwie osób przebywających na terytorium RP w zagranicznych grach hazardowych poprzez udostępnienie tym osobom systemu płatności elektronicznych ZEN, a tym samym umożliwienie im dokonywania wpłat środków pieniężnych na rzecz podmiotów urządzających zagraniczne gry hazardowe”. A litewski nadzór finansowy nakładał na spółkę kary.
Polityczny bankrut
Jeszcze rok temu były prezydent przekonywał, że jest gotów być premierem. Nikt jednak nie woła.
Człowiek go znający: — Skóra, fura i komóra. Ostatnio zachowuje się tak, jakby tylko na tym mu zależało. Rozmienił się na drobne. Andrzej byłby balastem w polityce.
Kolejny rozmówca: — Dziś jest głęboko bezużyteczny politycznie.
Gdy drogi PiS i Mateusza Morawieckiego się na dobre rozchodziły, czyli już na początku tego roku, to w Rozwoju Plus dyskutowano o tym, czy by spróbować wciągnąć Dudę do tego projektu. Ale pomysł szybko upadł. Powód? On odbiera powagę. — Docierać i prosić Dudę o wsparcie? Zdecydowana większość nie chciała, bo Andrzej to już zgrana karta — słyszymy.
Powodem jest nie tylko to, że stał się królem życia. Ale także fakt, że to, co budziło największy szacunek dla Dudy, a więc pomoc Ukrainie na początku rosyjskiej agresji — stało się dziś dużym obciążeniem w polityce krajowej. Jego największa zasługa z 10 lat prezydentury jest w dzisiejszej polityce jak kula u nogi.

