Przez większość czasu Steve Wozniak projektował pierwszy komputer na papierze, bo nie stać go było na zakup mikroprocesora.
Wiosną 1976 r. Ronald Wayne był szanowanym 42-letnim inżynierem pracującym w firmie Atari. To tam poznał się ze Steve’em Jobsem, 21-latkiem, który zamiast skończyć studia, włóczył się z kolegami po Stanach i Indiach, snując wielkie plany, nierzadko w stanach odmiennej świadomości. W końcu trafił na staż do Atari, jednej z najgorętszych wówczas spółek technologicznych, która podbijała rynek gier wideo.
Właściciel Atari Nolan Bushnell rozpisał wewnętrzny konkurs na zaprojektowanie jak najtańszej wersji automatu do gry „Breakout”. Za każdy scalak, który uda się wyeliminować, Bushnell płacił 100 dol. Jobs zdawał sobie sprawę z własnych ograniczeń, ale miał asa w rękawie — na studiach zaprzyjaźnił się z postawnym geniuszem elektroniki Steve’em Wozniakiem. Ten pracował w dziale kalkulatorów w firmie Hewlett-Packard, ale przystał na umowę: on projektuje płytę, Jobs zanosi ją do pracy, a kasę z premii dzielą po połowie. Wozniak wykonał płytę, z której usunął aż 50 układów. Jobs odebrał 5 tys. dol. nagrody, ale koledze przekazał… zaledwie 350 dol., twierdząc, że premia wyniosła tylko 700. Wozniak o wszystkim dowiedział się dekadę później, kiedy obaj byli już multimilionerami w spółce Apple, która była objawieniem w branży.
Komputerowa rewolucja
Lata 70. były czasem elektronicznej rewolucji w Dolinie Krzemowej. To wtedy z osadzonych już firm technologicznych odchodzą inżynierowie gotowi zaryzykować i stworzyć coś nowego. Z Fairchild Semiconductor żegnają się późniejsi założyciele Intela. Język programowania BASIC pisze spółka Micro-Soft, założona przez dwóch studentów: Billa Gatesa i Paula Allena.
Zestaw schematycznych rysunków Wozniaka, który został sprzedany za 630 272 dol.
Foto: RR Auction/Ferrari Press / East News
Wozniak i Jobs mieszkają w Dolinie Krzemowej, doskonale czują wiatr zmian. Pierwszy, syn inżyniera pracującego w zakładach Lockheeda, z elektroniką jest za pan brat niemal od kołyski. Drugi jest jak kot, chodzi własnymi ścieżkami. Obaj już na studiach rzucają się w elektroniczną krainę marzeń i pieniędzy. Wozniak konstruuje tzw. blue box, czyli małe elektroniczne pudełeczko, które emituje dźwięki o takiej częstotliwości, że jest w stanie obsłużyć automatyczne centrale telefoniczne tak, by za darmo łączyły rozmowy międzymiastowe, a nawet międzynarodowe. Wozniak przyznał nawet w rozmowie z „LA Times”, że kiedyś dla żartu zadzwonił (oczywiście za darmo) do Watykanu i podrabiając twardy niemiecki akcent sekretarza stanu Henry’ego Kissingera, poprosił o rozmowę z papieżem. Nie wzięli pod uwagę różnicy czasu — papież spał wtedy w najlepsze. „Robiłem to tylko po to, żeby poznać wszystkie telefoniczne sztuczki. Po sześciu miesiącach rzuciłem to, bo nauczyłem się wszystkiego”.
Dzieciaki zakładają spółkę
Marzeniem Wozniaka i Jobsa było stworzenie własnego komputera. Mieli w głowie mnóstwo sprzecznych pomysłów, nie mieli za to pieniędzy ani doświadczenia. Dlatego postanowili skorzystać z pomocy doświadczonego kolegi z Atari, czyli Ronalda Wayne’a. Ten miał doświadczenie w branży elektronicznej, próbował też własnego biznesu — produkował automaty do gier, ale po roku splajtował i poszedł do pracy w Atari.
Apple I
Foto: RR Auction/Cover Images/INSTAR/BE&W
Z tych dyskusji u Wayne’a narodził się projekt komputera osobistego Apple I, do którego Wayne napisał instrukcję obsługi. Także w tym gronie zapadła decyzja, by formalnie powołać spółkę Apple Computer. A Wayne, utalentowany rysownik, zaprojektował nawet jej logo: rycinę przedstawiającą Isaaca Newtona pod jabłonią. Po 45 proc. udziałów w spółce mieli Jobs i Wozniak. Dziesięcioprocentowy pakiet Wayne’a był polisą ubezpieczeniową na wypadek sporów młodych udziałowców — dwukrotnie starszy od nich inżynier miał być arbitrem. Gdyby Wayne zachował pakiet udziałów w Apple, mógłby być dziś multimiliarderem. Ale 12 dni po podpisaniu umowy u prawnika rozmyślił się. — Przez te kilka miesięcy przekonałem się, przez co męczy mnie niestrawność — opowiadał potem w książce „The Little Kingdom: The Private Story of Apple Computer” Michaela Moritza. Biznes wyglądał obiecująco, ale równie dobrze mógł się nie powieść, a wspólnicy odpowiadali własnym majątkiem. Za rezygnację z 10 proc. udziałów Wayne dostał 800 dol. Kilka miesięcy później kolejne 1500 dol., by zrzec się ewentualnych roszczeń wobec nowej firmy Apple Computer, którą Jobs i Wozniak założyli za pieniądze pierwszego dużego inwestora.
Kredyt na scalaki
Spółka założona przez Jobsa i Wozniaka miała sprzedawać komputer Apple I, nad którym Wozniak pracował od roku. Przez większość czasu projektował go na papierze, bo nie stać go było na zakup mikroprocesora. Aby mieć pieniądze na części, i tak sprzedał wiele własnych rzeczy, m.in. VW busa, ale procesor — to była inna skala. Na szczęście pod koniec 1975 r. firma MOS Technology wypuściła układ o symbolu 6502, uproszczoną i tańszą wersję mikroprocesora 6800 Motoroli, jaki marzył się Wozniakowi. Wystarczyło 25 dol. i miał w ręku ostatni klocek do zbudowania wymarzonego komputera. Choć to określenie było nieco na wyrost, bo Apple I było po prostu drukowaną płytką z wlutowanymi scalakami. Miało jednak tę przewagę nad innymi komputerami, że wystarczyło podpiąć do niego zwykły telewizor i tanią klawiaturę — i już można było pracować. Rozdzielczość ekranu 40 x 24 znaki dziś może budzić politowanie, ale wtedy było to prawdziwe dzieło sztuki inżynierskiej. Komputer miał 4 lub 8 kilobajtów pamięci (tysiąc razy mniej niż dziś jedno zdjęcie ze smartfona), a dane zapisywał na kasetach.
W lipcu 1976 r. Wozniak zademonstrował swój wynalazek na spotkaniu, na którym pojawił się Paul Terrell, właściciel sklepu z komputerami o nazwie Byte Shop. Wizja komputera domowego, który można podłączyć do telewizora i klawiatury, tak go zachwyciła, że zamówił 50 sztuk gotowych Apple I. Jobs przyklepał umowę, ale od razu pojawił się problem. Skoro mieli dostarczyć gotowe komputery, musieli najpierw kupić mikroprocesory i inne układy. Tu po raz pierwszy dały o sobie znać marketingowy geniusz i bezczelność Jobsa. Ten bosy student poszedł do sprzedawców elektroniki i udało mu się wynegocjować zakup na kredyt kupiecki. Płatność za scalaki odroczono o 30 dni. W tym czasie Wozniak, Jobs i ich koledzy — Bill Fernandez i Daniel Kottke — dniami i nocami składali pierwszą partię 50 komputerów dla Byte Shop. Ledwo się wyrobili, ale Jobs przyniósł 50 gotowych płyt z wlutowanymi układami. Terrell był przekonany, że dostanie je przynajmniej w jakiejś obudowie, ale mimo to dotrzymał słowa i zapłacił.
Było jasne, że jeśli firma ma się rozwijać, potrzebne są większe pieniądze. I tu pojawił się pierwszy anioł biznesu — Mike Markkula. Ten były pracownik Fairchild Semiconductor i Intela dorobił się majątku w wieku 33 lat. Wtedy uznał, że może sobie pozwolić na wyszukiwanie najciekawszych spółek w Dolinie Krzemowej. Wozniak i Jobs dostali od niego czek na 92 tys. dol. oraz rekomendację do otwarcia linii kredytowej na ćwierć miliona dolarów w Bank of America. W zamian otrzymał część udziałów w firmie i posadę prezesa. W 1985 r. przesiadł się na fotel szefa rady nadzorczej, który zajmował do 1997 r.
Ulubiona spółka Forresta Gumpa
Pamiętacie scenę z „Forresta Gumpa”, kiedy tłumaczy, że wzbogacił się, bo porucznik Dan Taylor poradził mu, żeby zainwestować „w akcje jakiejś firmy sadowniczej”? Chodziło właśnie o Apple Computer.
Apple I było zaledwie rozgrzewką. Kolejny projekt Wozniaka — Apple II — był już dojrzałym produktem. Pierwsze wersje nadal zapisywały dane na kasetach, ale Apple II szybko dorobiło się stacji dyskietek. W charakterystycznej plastikowej obudowie, z własną klawiaturą i monitorem stało się nieodłącznym elementem nowoczesnych biur przełomu lat 70. i 80. Wystarczy obejrzeć dowolny amerykański film z tamtego okresu.
Steve Jobs z komputerem Macintosh, 1984 r.
Foto: SCIENCE PHOTO LIBRARY / East News
W ciągu zaledwie czterech lat od powstania Apple Computer weszło na giełdę Nasdaq, a oferta publiczna przyniosła firmie ponad 100 mln dol. kapitału, co było ówczesnym rekordem. Już po pierwszym dniu notowań Apple Ameryce przybyło 300 nowych milionerów, a firma warta była prawie 2 mld dol.
Lisa i Macintosh
Choć Jobs był jednym z owych milionerów, to wiedział, że sukces nie jest dany raz na zawsze. Komputery stawały się coraz powszechniejsze, a do walki o ten rynek wszedł także potężny IBM. Jego PC miał wkrótce stać się synonimem komputera osobistego, ale w tym czasie Jobs pracował już nad czymś zupełnie nowym.
Inspiracją do stworzenia Macintosha, czyli komputera z graficznym systemem operacyjnym, obsługiwanego myszką, była wizyta w laboratoriach Xeroxa. Producent kopiarek część zysków zainwestował w badania i rozwój. Jego laboratorium mieściło się niedaleko siedziby Apple. W 1979 r. Jobs z kilkoma kolegami wybrali się tam na wycieczkę i zobaczyli maszynę o nazwie Alto. Xerox najwyraźniej nie wiedział, jak wykorzystać pracę swoich inżynierów, bo nie palił się do produkcji Alto. Jobs zaproponował układ: możecie zainwestować w nasze udziały, które wkrótce będą warte majątek, kiedy tylko wykorzystamy wasze pomysły. Nad tanim przenośnym komputerem z systemem graficznym zaczął pracować Jef Raskin, ale porywczy Jobs stworzył konkurencyjną ekipę, która zaczęła przygotowywać Macintosha. — Któregoś dnia po prostu podszedł do mojego biurka, wyłączył mi komputer z gniazdka i oznajmił, że od teraz pracuję nad Macintoshem, a nie Apple II — opowiadał mi Andy Hertzfeld, jeden z głównych projektantów systemu operacyjnego Macintosha. Ekipa „piratów”, jak określił ich Jobs, stworzyła ikoniczną plastikową skrzynkę, która mieściła monitor i cały komputer obsługiwany nie tylko klawiaturą, ale i myszką. Prezentacja na zebraniu akcjonariuszy wywołała wielkie „wow”. Nie inaczej było ze słynną reklamą „1984” nakręconą przez Ridleya Scotta: sportsmenka uciekająca przed bojówkami Wielkiego Brata (symbol korporacyjnego IBM) rzuca młotem w ekran, na którym pojawia się zapowiedź: 20 stycznia Apple pokaże Macintosha i przekonasz się, dlaczego 1984 nie będzie jak „Rok 1984”.
Zarówno reklama, jak i sam komputer wzbudzały podziw. Ale sprzedaż nie szła rewelacyjnie. Komputer za prawie 2,5 tys. dol. był jednak dość dużym wydatkiem. Los Macintosha uratowały program do składu PageMaker i drukarka laserowa. Ten zestaw odmienił całkowicie sposób, w jaki projektowało się wszelkiego rodzaju publikacje.
O krok od bankructwa
Pod koniec lat 80. Apple zgubiło drogę. Po części dlatego, że z firmy odeszli jej założyciele. W 1985 r. Jobs pokłócił się z prezesem Johnem Sculleyem, którego dwa lata wcześniej sam sprowadził z Pepsi. Wkrótce potem z biura Apple zniknął Wozniak.
Jobs chciał dalej rewolucjonizować rynek komputerowy i założył spółkę NeXT, która stworzyła komputer w kształcie niewielkiego sześcianu, pracujący pod kontrolą jednej z wersji Unixa. I choć masowego sukcesu nie odniósł, to miał przecież wybitnych klientów, takich jak Tim Berners-Lee, który właśnie na NeXT opracował system wzajemnie linkujących się dokumentów, nazwany potem WWW — World Wide Web.
Tymczasem Apple przeżywało katusze młodej korporacji pod wodzą ludzi o wąskich horyzontach. Firma wypuszczała coraz to szybsze i bardziej imponujące komputery, udało jej się nawet opracować linię zgrabnych laptopów PowerBook, ale brakowało jej przełomowych produktów, jakimi kiedyś były Apple II czy Macintosh. W 1996 r. rynek spekulował, kto może przejąć Apple — na giełdzie plotek pojawili się IBM, Motorola, a nawet saudyjski książę Al-Walid ibn Talal, który inwestował w branży technologicznej. Ratunek przyszedł jednak z zupełnie innej strony.
Powrót taty
Apple oprócz pomysłu na siebie potrzebowało też nowoczesnego systemu operacyjnego. Prezes Gil Amelio postanowił za 400 mln dol. odkupić od Jobsa jego firmę NeXT. Jobs wrócił do firmy w charakterze doradcy, ale już w połowie 1997 r. dokonał korporacyjnego zamachu stanu i przejął fotel prezesa. Rynek zareagował ze zdumieniem.
Jednak w przeciwieństwie do poprzednich prezesów Jobs miał plan. Najpierw zaczął od załagodzenia sporu z Microsoftem, z którym Apple sądziło się o kradzież systemu graficznego. Jobs przymknął oko na to, że system Windows to zrzynka z MacOS, w zamian za co Bill Gates zainwestował w Apple i obiecał pisać programy na Macintosha przez kilka lat. Potem Jobs bezlitośnie wyciął większość produktów Apple i ofertę sprowadził do tabelki krzyżującej dwie zmienne — rodzaj komputera: stacjonarny lub laptop, oraz odbiorca: zwykły konsument lub profesjonalista. Największą rewolucją były komputery dla mas: kolorowy iMac oraz iBook. Apple znów pokazało, że potrafi projektować ciekawe urządzenia. Dowiodło też, że potrafi wprowadzać nowe technologie — bo to właśnie iBook jako pierwszy laptop na świecie został wyposażony w moduł Wi-Fi.
Dziś obserwatorzy rynku kręcą nosem, że Apple zostało w tyle, jeśli chodzi o kwestię AI, ale wcale nie tak łatwo zatopić firmę wartą prawie 4 bln dol., która w zeszłym roku miała 416 mld dol. przychodów i ponad 112 mld zielonych zysku.





