Kiedy startowałem jako kulturysta, siła oznaczała jedno: więcej. Większe ciężary. Większa intensywność. Większy wysiłek. Ta filozofia przyniosła mi 13 tytułów mistrza świata.
Z czasem jednak dodałem do niej coś jeszcze: dyscyplinę, by się regenerować, adaptować i iść naprzód — nawet gdy to staje się coraz trudniejsze. Z mojego doświadczenia wynika, że to właśnie brak tej umiejętności sprawia, że miliony ludzi zamykają się na pełnię życia, bo ból przekonuje ich, by się poddać, zanim przekonają się, do czego tak naprawdę są jeszcze zdolni.
Gdy skończyłem 70 lat, ludzie zaczęli pytać, dlaczego wciąż trenuję. Teraz, gdy mam prawie 79, te pytania pojawiają się jeszcze częściej. „Dlaczego wciąż chodzisz na siłownię?” „Czy nie czas już odpocząć?” Wiele osób sądzi, że w fitnessie jest jakaś meta. A jej nie ma. Nie każdy dzień to świetny trening. Czasem samo pojawienie się na sali to cały sukces. I to mi wystarcza.
Z wiekiem często opowiadamy sobie pewną historię: ból jest nieunikniony, sztywność to norma, a wolniejsze życie to po prostu cena starzenia się. Słyszałem to od ludzi wokół siebie przez całe życie. Sam przechodziłem operacje barków, serca i wymianę stawu biodrowego. Wiem doskonale, jak to jest usłyszeć, że twoje ciało już nie jest takie jak dawniej. Powiem wprost: starzenie się jest do bani. Ale nigdy nie zaakceptowałem, że oznacza to życie mniejsze i wolniejsze.
Po operacjach serca lekarze powiedzieli mi, że dźwiganie ciężarów nie wchodzi już w grę. Dla kogoś, kto całe życie przesuwał własne granice, to była trudna prawda do przyjęcia.
Wróciłem na siłownię i musiałem nauczyć się wszystkiego od nowa. Gdy po raz pierwszy znów sięgnąłem po hantle, musiałem wybrać lżejsze niż zwykle. Ćwiczenia, które wykonywałem przez dekady, nagle wymagały ode mnie większego skupienia i cierpliwości. Ale co ważniejsze, uświadomiłem sobie, jak łatwo pozwolić, by ograniczenia wzięły górę, jeśli nie stawiasz im czynnego oporu.
Oczywiście, są poranki, gdy nie chce mi się wstać z łóżka. Stawy są ciężkie, a trening wydaje się odległy. W takie dni nie czekam na przypływ motywacji. Po prostu wstaję i gdzieś po drodze — na rowerze albo po kilku seriach ćwiczeń — wracam do siebie.
Widzę ten schemat u wielu osób wokół mnie. Pewnego dnia omijają schody, bo bolą je kolana. Rezygnują ze spaceru po kolacji, bo czują się sztywni. Zaczynają unikać rzeczy, które kiedyś były dla nich oczywiste. Powoli, nie zdając sobie z tego sprawy, ich świat się kurczy, a ograniczenia zaczynają ich definiować.
Obserwuję to też u siebie. Cały czas prowadzę ludzi w każdym wieku (najstarszy z naszych członków właśnie skończył 100 lat!) na ich ścieżkach do sprawności dzięki mojej aplikacji Pump Club. Bawię się z wnukami — to bardzo uczciwy test mojej mobilności. Ruch już dawno przestał być dla mnie kwestią wyglądu. Teraz trenuję po to, by móc dalej robić to, co naprawdę się liczy.
Gdy ból i sztywność decydują o tym, czy wstaniesz z krzesła, wejdziesz po schodach albo nadążysz za rodziną, to prawdziwe zagrożenie dla twojej niezależności. Badania są po mojej stronie: regularna aktywność fizyczna potrafi zmniejszać ból, poprawiać sprawność, budować siłę, poprawiać równowagę i chronić jakość życia.
Trenuję od ponad sześciu dekad i dziś te treningi wyglądają zupełnie inaczej niż kiedy miałem 20 lat. Używam lżejszych ciężarów, ale robię więcej powtórzeń i krótsze przerwy między seriami, żeby utrzymać intensywność. Jeżdżę na rowerze, zamiast biegać po plaży. Gdy jeżdżę na nartach, kończę po pół dnia. Już nie mylę dyscypliny z uporem.
Dziś mój trening to kwestia kontroli, regularności i dbania o to, żeby jutro też móc się ruszać. Moje podejście się zmieniło, ale zaangażowanie zostało takie samo.
Od lat powtarzam słowa mojego idola, Teddy’ego Roosevelta: „Jeśli się zatrzymasz, zardzewiejesz”. Ludzi to śmieszy, bo brzmi dosadnie. Ale im jestem starszy, tym bardziej trafne wydają mi się te słowa.
Nie musisz godzić się ze starymi mitami, że już nie ma dla ciebie powrotu. W Pump Club poznałem ludzi w wieku 60 czy 70 lat, którzy przeszli drogę od niemożności zrobienia przysiadu z własną masą ciała do startu w zawodach trójboju siłowego. Badania pokazują, że nawet osoby po osiemdziesiątce i dziewięćdziesiątce mogą wciąż zyskiwać siłę.
Potrzebujemy bardziej szczerych rozmów o starzeniu się i długowieczności. Ruch nie jest luksusem dla młodych czy wolnych od bólu. Ruch to podstawowy sposób dbania o siebie przez całe życie. To tak chronimy niezależność, odporność i możliwość robienia tego, co kochamy.
Tak właśnie wygląda prawdziwy powrót do formy.
Arnold Schwarzenegger to były zawodowy kulturysta, aktor, były gubernator Kalifornii i wieloletni propagator fitnessu oraz zdrowia publicznego. Pełni funkcję Chief Movement Officer w firmie Zimmer Biomet.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

