Najlepsza tenisistka na świecie jest bohaterką okładkowego wywiadu dla magazynu „Vouge”. Aryna Sabalenka porusza w nim wiele wątków, co ciekawe, również tych, o których przez długi czas – nie mówiła szerzej. Przykład? Trwająca wojna w Ukrainie.
Aryna Sabalenka o wojnie w Ukrainie. „Powiedział mi, że to ja zrzucam bomby”
Właściwie odkąd pod koniec lutego 2022 roku wybuchła wojna za naszą wschodnią granicą, tenisowe władze zadecydowały, że reprezentantki i reprezentacji Rosji oraz Białorusi, nie mogą występować pod swoimi flagami.
Tym sposobem Sabalenka stała się „neutralna”. Choć nie jest tajemnicą, że wielokrotnie ciepło w stosunku do zawodniczki odnosił się dyktator – Aleksandr Łukaszenka – prezydent Białorusi od 1994 roku.
Sama Sabalenka rzadko wypowiadała się o wojnie publicznie. A już z pewnością nie były to szersze wypowiedzi, o jaką tenisistka pokusiła się w rozmowie dla „Vouge’a”.
Była to odpowiedź na kwestię braku podawania ręki przez ukraińskie tenisistki, które regularnie rywalizują z liderką rankingu WTA w tourze.
– Szanuję to stanowisko. Wiem, że to nic osobistego. Wysyłają w ten sposób sygnał. Ale to było trudne, ta ilość nienawiści, jakiej doświadczałam od ludzi podczas turniejów. Jeden z trenerów wpadł w szał i powiedział mi, że to ja zrzucam bomby. To oczywiste, że chcę pokoju dla wszystkich. Nie chcę, żeby ta wojna miała miejsce. Powinni usiąść do stołu i w drodze negocjacji rozwiązać to gówno. Uważam jednak również, że sport to platforma i miejsce, w którym możemy się zjednoczyć, a nie walczyć ze sobą, jakbyśmy toczyli własną wojnę. Zbierzmy się, bądźmy razem, pokażmy pokój. Przez tak długi czas Ukraińcy i Białorusini byli jak bracia i siostry. Jesteśmy tacy sami. Wszyscy jesteśmy ze sobą blisko związani. A teraz jest między nami ogromny mur i nie wiem, czy kiedykolwiek zniknie – przyznała tenisistka pochodząca z Mińska.
Niestety, choć od wybuchu wojny minęły już ponad 4 lata, a działania rosyjskie na terenie Ukrainy trwają tak naprawdę dużo dłużej, to końca tej agresji nie widać.


