Główna umowa z Amerykanami na budowę polskiej elektrowni atomowej zostanie podpisana w maju lub czerwcu przyszłego roku, a kontrakt będzie przedstawiany w mediach jako „pierwszy wielki sukces nowego premiera”.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Tak twierdzą źródła autorów podcastu „W związku ze śledztwem”.

Proces zawierania umów w sprawie budowy polskich elektrowni atomowych jest rozłożony na lata. Zgodnie z obecnym harmonogramem wylanie tzw. pierwszego betonu jądrowego pod pierwszy reaktor ma nastąpić w 2028 r. Początek komercyjnej eksploatacji pierwszego bloku planuje się na 2036 r.

Ale najpierw trzeba podpisać jeszcze najważniejszą umowę. Według naszych źródeł nastąpi to latem przyszłego roku, a podpis złoży nie premier Donald Tusk, lecz premier Radosław Sikorski.

Sikorski będzie nowym premierem? Lubią go nawet wyborcy Konfederacji

O zmianie premiera mówi się już od dawna. Wydaje się, że to korzystne rozwiązanie dla Koalicji Obywatelskiej — Donald Tusk mógłby się w pełni poświęcić kampanii przed wyborami do parlamentu, a szef dyplomacji poprowadziłby rząd.

Sikorski udowodnił, że jest politykiem, który przyciąga do siebie nie tylko wyborców KO, ale także tych bardziej konserwatywnych. Jego wystąpienia na arenie ONZ, szczególnie starcia z przedstawicielami Rosji, mają fanów nawet wśród wyborców Konfederacji, a to niemały polityczny kapitał. Poza tym jego pozycja w partii mocno wzmocniła się po przegranej Rafała Trzaskowskiego. Niektórzy politycy PO bardzo żałują, że to nie on stanął do prezydenckiego wyścigu i uważają, że gdyby tak się stało, to wynik byłby inny.

Czy zatem plan wymiany premiera jest możliwy? Tak, ale na razie nic nie jest przesądzone.

Donald Tusk doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak duży jest jego elektorat negatywny. Od lat powtarza współpracownikom, że widzi, jak kurczy się grono jego największych fanów i rośnie grupa zniecierpliwionych. Nie ma się czemu dziwić — politycy budzący największe emocje, budzą także najwięcej emocji negatywnych. Dlatego tak duży odsetek Polaków nie ufa zarówno Jarosławowi Kaczyńskiemu, jak i Donaldowi Tuskowi. Ale Tusk jest w trudniejszej sytuacji niż prezes PiS. Jemu nie ufają nawet wyborcy, którzy przy urnie wybierają jego koalicjantów. Z kolei koalicjanci dość mizernie radzą sobie ostatnio w sondażach.

Tusk chyba nie chce powtarzać manewru z kampanii 2023 r., kiedy zaczął namawiać do głosowania na mniejszych graczy, bo zwyczajnie przestraszył się, że nie będzie miał, z kim zrobić koalicji. Teraz wie, że może być ciężko i ma dwa wyjścia: albo już teraz zacznie walczyć o „sieroty po koalicjantach”, albo zawiąże polityczne układy z lewicą i PSL-em, które przygotują scenę polityczną na kolejne wyborcze starcie. To wszystko jednak Tusk musi zrobić Tusk osobiście.

Musi też sam poprowadzić kampanię wyborczą, bo zwyczajnie jest w tym najlepszy. Spośród polityków KO/PO tylko Tusk przyciąga tłumy i jest w stanie przekonać wyborców, że warto jeszcze raz dać partii szanse. Ale nie da się tego połączyć z funkcją premiera.

W normalnych warunkach politycznych kampania i rządzenie nakładają się na siebie i nikt nie ma za złe premierowi, że działa na obu polach. Ale warunki nie są normalne. Geopolityka przyspieszyła i Tusk raczej nie będzie chciał się narażać na zarzuty, że zostawił bezpieczeństwo państwa odłogiem, bo ważniejsze są dla niego wybory.

Sikorski ma niewątpliwe atuty i jest lojalny wobec Tuska. Jeśli obaj politycy ustalą między sobą, że ma przejąć fotel premiera, to zrobi to, nie próbując odebrać Tuskowi partii. Na razie na pytania o to, czy Sikorski stanie na czele rządu, jego otoczenie odpowiada „a dlaczego mu pani tak źle życzy?”. W języku dyplomacji nie oznacza to ani jednoznacznego „tak”, ani „nie”.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version