Rezygnacja Sławomira Cenckiewicza to najlepsza jego decyzja, odkąd objął funkcję szefa BBN. Ale też duża część wyborców uzna, że Donald Tusk wygrał wojnę z prezydentem, a Karol Nawrocki nie potrafił obronić przed rządem swojego człowieka.

Sławomir Cenckiewicz, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, podał się do dymisji, uzasadniając to „bezprawnymi” działaniami rządu Tuska mającymi uniemożliwiać byłemu szefowi BBN dostęp do informacji niejawnych i efektywne sprawowanie funkcji. Biorąc pod uwagę, że Cenckiewicz nigdy nie powinien był zostać szefem BBN — i to nie tylko ze względu na problemy z dostępem do informacji niejawnych — jego dymisja to dobra wiadomość dla Polski. Może jednak sprawić polityczny problem prezydentowi Karolowi Nawrockiemu i to co najmniej z dwóch powodów.

W oświadczeniu opublikowanym w serwisie X Cenckiewicz robi z siebie ofiarę rządowych prześladowań. Taki język z pewnością padnie na podatny grunt w PiS. Jednocześnie w szerszym prawicowym elektoracie dymisja Cenckiewicza w takich warunkach może zostać odczytana nie w duchu współczucia do odchodzącego urzędnika, ale jako dowód słabości. I to nawet nie tyle Cenckiewicza, ile prezydenta. A mało jest rzeczy, którymi darwinistyczny elektorat obu Konfederacji gardziłby tak jak słabością.

Duża część wyborców uzna, że Donald Tusk wygrał wojnę z prezydentem o Cenckiewicza, a prezydent nie potrafił obronić przed rządem swojego człowieka. I to w dodatku kogoś, z kim od dawna współpracował, kto publicznie uchodził niemalże za przyjaciela głowy państwa. Kancelaria prezydenta od dawna toczyła z rządem bój o Cenckiewicza, przekonywała, że doskonale nadaje się na swoje stanowisko, a nawet, że dostępu do informacji niejawnych nikt mu skutecznie nie odebrał. Obecna sytuacja wygląda, jakby Cenckiewicz i jego pryncypał kapitulowali w walce Tuskiem, deklarując: próbowaliśmy, ale naprawdę nie widzimy drogi do zwycięstwa.

Jeszcze inna grupa wyborców uzna, że prezydent nie tyle okazał słabość, co zachował się nielojalnie — bo gdyby chciał, to mógłby się za Cenckiewiczem skutecznie ująć. A nielojalność wobec swoich to kolejna cecha źle widziana w młodym, męskim prawicowym elektoracie, który rok temu w drugiej turze zmobilizował się, przychodząc z różnych kierunków wokół obecnego prezydenta.

Dymisja wzmocni też wątpliwości, czy Cenckiewicz w ogóle powinien zostać powołany na tę funkcję. Jakaś część opinii publicznej uzna jego dymisję za przyznanie racji stronie rządowej w sporze o certyfikaty bezpieczeństwa kontrowersyjnego historyka i zada sobie pytanie, po co w ogóle kancelaria prezydenta kłóciła się w tej sprawie, czemu nie mogła od początku znaleźć kandydata bez podobnych obciążeń.

Także wspomniane oświadczenie Cenckiewicza w serwisie X nie pomaga sprawie byłego szefa BBN. Cenckiewicz deklaruje w nim zaangażowanie w kampanię PiS i pomóc Przemysławowi Czarnkowi w zmianie rządu w Polsce. Historyk ogłasza to, uderzając w takie tony, jakby właśnie schodził do podziemia i w głębokiej konspiracji, z bronią w ręku przystępował do partyzanckiej wojny z Tuskiem.

Jego oświadczenie przepełnione jest taką wrogością do obozu rządowego, jaka nie powinna mieć miejsca w ramach zdrowego demokratycznego sporu. Cenckiewicz nie tylko daje upust negatywnym emocjom, ale też rzuca oskarżenia najwyższej wagi pod adresem rządzących, twierdząc np., że w latach 2007-14 Tusk odgrywał rolę w procesie „podporządkowywania Polski Federacji Rosyjskiej”.

„Wiem bowiem bardzo dobrze, a po ośmiu miesiącach pracy w BBN jeszcze bardziej, kim są, jakimi intencjami się kierują i jak bardzo szkodzą Polsce od lat Donald Tusk, Władysław Kosiniak-Kamysz, Radosław Sikorski, Tomasz Siemoniak, Włodzimierz Czarzasty czy Waldemar Żurek. Jakakolwiek współpraca z nimi, choćby wyjęcie z konfliktu politycznego spraw dotyczących bezpieczeństwa i obronności, nie są możliwe” — pisze dalej Cenckiewicz. Jest oczywiste, że z tym założeniem nie tylko odchodzi z BBN, ale i z nim do biura wchodził. I choćby to najlepiej pokazuje, że nigdy nie powinien objąć tej funkcji.

Bo zadaniem szefa BBN jest współpraca z rządem, jaki by on nie był, a nie prowadzenie z nim wojny. Szef BBN, nawet jeśli nie do końca podziela wizję bezpieczeństwa rządu, musi być gotowy do tego, by w dobrej wierze z nim współpracować. Funkcji tej nie może pełnić ktoś, kto w zasadzie odmawia drugiej stronie prawa do patriotyzmu, dobrej woli, kto postrzega przeciwników politycznych jako zagrożenie dla Polski — a to jest myślenie Cenckiewicza.

Dymisja byłego szefa BBN to najlepsza decyzja, jaką podjął, odkąd objął funkcję. Chroni nas ona przed dewastującym państwo „dualizmem cenckiewiczowskim” — sytuacją, gdy ośrodek prezydencki utrzymuje, że Cenckiewicz posiada certyfikaty bezpieczeństwa, a rząd, że ich nie posiada. Były szef BBN ze swoim temperamentem z pewnością lepiej się odnajdzie u boku Czarnka, otwarcie prowadząc polityczną walkę z rządem, do czego ma oczywiście pełne prawo, niż pełniąc odpowiedzialną urzędniczą funkcję.

Pytanie, czy w Pałacu Prezydenckim nastąpi teraz jakaś refleksja i korekta. Przede wszystkim, czy prezydent postawi na kogoś, kto nie będzie postrzegał wojny z rządem jako swojej najważniejszej misji, kto będzie w stanie z nim współpracować — z Tuskiem włącznie. Na razie pełniącym obowiązkiem szefa biura został generał Andrzej Kowalski. Minister koordynator służb specjalnych napisał o nim: „reprezentując faktycznie BBN w różnych rządowych gremiach, pokazał, że nawet przy dużej różnicy zdań można działać z powagą i spokojem w ramach obowiązujących przepisów”. Jest więc nadzieja na krok w dobrym kierunku.

Dobrze byłoby też na miejsce Cenckiewicza wskazać kogoś, kto będzie mniej ślepo zapatrzony w USA Donalda Trumpa niż Cenckiewicz. Były szef BBN zarzuca też w swoim oświadczeniu rządowi, że „propaguje antyamerykanizm, stwarza iluzję niemieckich i francuskich »kopuł« i »parasoli atomowych« nad Polską i zastanawia się, w jaki sposób zastąpić w przyszłości obecność wojsk amerykańskich w Polsce europejskim (niemieckim) korpusem”. Takie cedowanie całego bezpieczeństwa Polski na Trumpa, lekceważenie europejskiego wymiaru naszego bezpieczeństwa czy wręcz postrzeganie naszych europejskich sojuszników jako wrogów jest w obecnej sytuacji geopolitycznej coraz bardziej nieodpowiedzialne i mówiąc wprost niebezpieczne dla Polski.

Tak protrumpowska postawa będzie też coraz większym obciążaniem politycznym, także na prawicy. Wybierając nowego szefa BBN, prezydent powinien mieć to na uwagę także w swoim własnym wyborczym interesie.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version