Wojna w Iranie to ciche świadectwo globalnej pozycji Rosji pod rządami Putina. Wygląda ona zupełnie inaczej, niż wynikałoby z chełpliwych wypowiedzi co bardziej energicznych aparatczyków Kremla. Rosja pozostaje groźna, ale o jej losach coraz częściej decydują inni gracze.
Sytuacja wokół Iranu potwierdza pewien fakt dotyczący Rosji: pomimo deklaracji Kremla Moskwa stała się dziś mocarstwem drugorzędnym. Bardziej płynie z biegiem wydarzeń niż sama je kształtuje.
Sam Kreml reklamuje się jako kluczowy punkt odniesienia w wielobiegunowym świecie, zwłaszcza wśród członków BRICS [założycielami tej grupy są Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Republika Południowej Afryki, ale w 2024 r. otworzyła się ona na nowe państwa — przyp. red.], takich jak Iran. Tak naprawdę jednak Rosji, chociaż wciąż pozostaje groźna, coraz częściej brakuje przy stole, gdy zapadają najważniejsze decyzje.
Kremlowskie docinki są wyznaniem winy
Specjalny wysłannik Putina, Kiriłł Dmitrijew, z upodobaniem wbija szpilki zachodnim sojusznikom USA, których stosunki z administracją Trumpa są napięte. Sam Dmitrijew prowadzi rozmowy o „zresetowaniu” relacji Waszyngton-Moskwa i rozwiązaniu wojny na Ukrainie.
Profile Dmitrijewa w mediach społecznościowych są pełne kpin i drwin pod adresem europejskich przywódców, takich jak Keir Starmer czy Emmanuel Macron.
W marcowym wpisie na swoim koncie X, cytowanym przez TASS, Dmitrijew przewidywał, że „Europa i Wielka Brytania będą błagać o rosyjskie surowce energetyczne”. W innym wpisie, również cytowanym przez TASS, określił Starmera i innych europejskich przywódców mianem „podżegaczy wojennych z Wielkiej Brytanii i UE” oraz „przywódców chaosu”.
Dmitrij Miedwiediew, zastępca Putina w Radzie Bezpieczeństwa Rosji, podtrzymuje tę narrację w jeszcze bardziej dosadny sposób na swoim oficjalnym, anglojęzycznym kanale na Telegramie.
W lutowym wpisie po przemówieniu J.D. Vance’a w Monachium, Miedwiediew napisał, że Europejczycy „przełkną tę brutalną reprymendę od swojego starszego partnera”, dodając, że dzisiejsza Europa „jest słaba, nieatrakcyjna i mało komu potrzebna — poza samą sobą”.
W innym wpisie na tym samym kanale opisywał europejską gospodarkę jako „słabą i zależną od USA”.
Intencja takiej retoryki jest oczywista: pochlebić amerykańskiemu unilateralizmowi, umniejszać znaczenie Londynu, Paryża i Berlina oraz pogłębiać każdą widoczną rysę w NATO.
Jednak fakty dotyczące pozycji Rosji są niewygodne.
Jak zauważa Carnegie Russia Eurasia Center: „Większość rosyjskich zasobów wojskowych jest zaangażowana na Ukrainie”. Rosja, która dziś przypomina ekonomiczny wrak, ugrzęzła w przeciągającej się i niezwykle kosztownej wojnie. I może się już nigdy z tej sytuacji w pełni nie podnieść.
Co więcej, EU Institute for Security Studies opisuje relację Rosji z Chinami jako głęboko asymetryczną — Pekin ma znacznie więcej swobody w dokonywaniu zmian kursu niż Moskwa. Rosja jest wyraźnie młodszym i zależnym partnerem.
Ponadto sojusznicy NATO potrafią odmówić USA, co widzieliśmy choćby w sprawie Iranu, ku irytacji prezydenta USA Donalda Trumpa. Czy Moskwa mogłaby równie stanowczo przeciwstawić się Pekinowi?
Jednocześnie, według Komisji Europejskiej, zależność Unii Europejskiej od rosyjskiego gazu spadła z 45 proc. importu na początku pełnoskalowej wojny w 2022 r. do 12 proc. w 2025 r. UE przyjęła już przepisy o całkowitym wycofaniu się z importu rosyjskiego gazu, radykalnie osłabiając najważniejszy od dekad atut Moskwy wobec Europy.
W tym świetle ataki Dmitrijewa i Miedwiediewa na Europę brzmią jak czysta projekcja.
Nieustannie powtarzają, że Wielka Brytania, Francja, Niemcy i cała reszta Europy to słabi, zależni gracze, mimo że fakty wskazują, iż to Rosja jest dziś unieruchomiona na Ukrainie, ograniczona w relacjach z Chinami i wypierana z Europy.
Retoryka ta nie jest dowodem siły Kremla. To wyznanie rosyjskiej słabości.
To Pakistan odegrał kluczową rolę
Jednym z najbardziej znaczących aspektów kryzysu irańskiego jest fakt, że to Pakistan pomógł wynegocjować zawieszenie broni i wciąż przygotowuje kolejną rundę rozmów.
Rosja nie była centralnym graczem tej dyplomacji, która toczy się przez Islamabad. Moskwy po prostu nie potrzebowano — nawet gdy jej ostatni sojusznik na Bliskim Wschodzie zmaga się z egzystencjalnymi pytaniami o swoją przyszłość.
Kreml jest dziś odsunięty na boczny tor, a nie niezbędny. Nie cieszy się ani zaufaniem, ani autorytetem, by odgrywać decydującą rolę w sytuacjach kryzysowych. Został zepchnięty do roli zainteresowanego obserwatora. Nie zaoferował jednak Teheranowi żadnego realnego wsparcia.
Gdy pojawiły się doniesienia o tym, że Rosja przekazywała irańskim siłom dane wywiadowcze, które mogły pomóc w uderzeniach w amerykańskie cele, Biały Dom po prostu wzruszył ramionami. Nie uznano tych informacji za fałszywe, lecz za nieistotne wobec sytuacji w regionie.
Szeroko reklamowana przez Rosję umowa o strategicznym partnerstwie z Iranem, podpisana w styczniu 2025 r., także nie była paktem o wzajemnej obronie — co jasno sugeruje, że żadna ze stron nie jest w stanie przyjść drugiej z pomocą.
Partnerstwo Moskwy i Teheranu jest realne. Jednak ich współpraca ma swoje granice — szczególnie tam, gdzie waży się status mocarstwa: w gotowości i zdolności do zarządzania wydarzeniami poza własnym głównym teatrem.
Zyski Rosji, amerykańskie wybory
Najmocniejszym argumentem za siłą Rosji w tym kryzysie nie są kwestie strategiczne, a gospodarcze.
Council on Foreign Relations twierdzi, że Rosja już na wczesnym etapie odniosła korzyści z tej wojny. Chatham House posuwa się dalej, nazywając ją „gospodarczym prezentem dla Putina”.
Jednak te same fakty osłabiają tezę o wszechmocy Kremla.
Zyski Rosji wynikają ze wzrostu cen ropy po zawirowaniach w Zatoce Perskiej oraz z decyzji USA o złagodzeniu sankcji na rosyjską ropę — nie z jakiejkolwiek zdolności Rosji do rozstrzygania, odstraszania czy kontrolowania konfliktu.
Zanim pojawiła się ta nieoczekiwana ulga, dochody z eksportu Rosji gwałtownie spadały, a deficyt budżetowy stawał się politycznie kłopotliwy. Wyliczenia agencji Reuters pokazały, że wojna w Iranie podwoi główne rosyjskie wpływy z podatków od ropy w kwietniu do około 9 mld dol.
To rzeczywista ulga. Ale nie jest to dowód na światowe przywództwo. Skorzystanie z okazji to nie to samo, co realna siła. Mocarstwo, które zyskuje tylko dlatego, że Waszyngton zmienił politykę, nie jest autorem wydarzeń. To przypadkowy beneficjent ryzyka podjętego przez kogoś innego.
A to bardzo łatwo może się odwrócić — niezależnie od rosyjskich chęci.
Sztywniejszy limit Putina
Szerszy obraz to coraz węższe pole manewru Moskwy względem Chin.
EU Institute for Security Studies opisuje tu „wyraźną lukę zależności”, która daje Pekinowi „asymetryczną elastyczność strategiczną”.
Chiny mogą się wycofać, jeśli koszty wzrosną. Rosja ma znacznie mniej atutów, bo jest dużo bardziej uzależniona od chińskich towarów i rynków — zwłaszcza teraz, gdy jej wojenny budżet zależy od eksportu objętej sankcjami ropy do Chin.
To prostszy sposób na zrozumienie obecnej hierarchii niż stare uproszczenie o „antyzachodniej osi”. Rosja nie jest równorzędnym partnerem Chin w tej relacji.
To najprawdopodobniej stanie się widoczne podczas wizyty Trumpa w Chinach, przełożonej na 14-15 maja. Geopolitycznym priorytetem Pekinu są stabilne stosunki z USA — z rywalem najsilniejszym z możliwych.
Strategiczne partnerstwo z Rosją, choć bardzo ważne, ostatecznie jest dla Pekinu drugorzędne wobec relacji z Ameryką, która bezpośrednio dotyczy jego najważniejszych interesów — Tajwanu, Indo-Pacyfiku oraz globalnego handlu i inwestycji.
Rosja, której najważniejsze relacje zagraniczne są w pełni zależne od decyzji Chin, nie zajmuje już czołowego miejsca w światowym porządku. Działa pod cudzym sufitem.
Putin wciąż ma karty do rozegrania
Putin jednak nie został całkowicie pozbawiony atutów — choć żaden z nich nie jest w stanie zmienić reguł gry.
Rosja wciąż potrafi zwiększyć presję hybrydową na sojuszników NATO poprzez działania cybernetyczne, ingerencję polityczną, presję gospodarczą czy groźby — na przykład coraz częściej odwołując się wprost do zagrożenia użyciem broni jądrowej.
Może próbować zintensyfikować ofensywę na Ukrainie w trakcie nowej fali walk i impasu dyplomatycznego, częściej wykorzystując nowsze pociski hipersoniczne, takie jak Oresznik.
Moskwa może także pogłębiać tajne wsparcie dla Teheranu, dopóki wojna będzie się przeciągać, podnosząc koszty dla USA — choć ryzykuje wtedy utratę postępu, jaki osiągnęła w sprawie Ukrainy i sankcji przy administracji Trumpa.
To realne zagrożenia, ale to taktyka gracza, który potrafi przeszkadzać, a nie państwa, które narzuca temat rozmów dyplomatycznych lub wymusza zmiany własną potęgą ekonomiczną czy militarną.
Irański kryzys mówi wszystko
Wojna w Iranie ujawniła coś, co Putin przez lata próbował ukryć. Rosja wciąż potrafi przeszkadzać, wykorzystywać słabości innych, zastraszać i przedłużać konflikty. Ale coraz częściej nie jest już w stanie niczego wymusić.
Rzeczywistość państwa, którego armia ugrzęzła na Ukrainie, które korzysta ze szczęśliwych zbiegów okoliczności i decyzji USA w sprawie sankcji, którego najważniejsze relacje zagraniczne są jednostronne na korzyść Chin, a dawna pozycja energetyczna w Europie znika z mapy, staje się coraz bardziej czytelna.
Putin wciąż trzyma w ręku pewne karty. Ale to karty gracza ze słabą ręką, który musi blefować, bo nie jest w stanie dyktować warunków gry.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

