Spontaniczne loty kupowane z dnia na dzień i noclegi, które czasem nie kosztują nic. Tanie podróże są wciąż możliwe. Kluczem okazują się elastyczność i dobrze opanowana wyszukiwarka.

— Zrobiłam Seszele za 4 tys zł., Barbados za 3 tys., Dominikanę za 3 tys. i dwutygodniowy intensywny wypad do Tajlandii za 4 tys. — mówi Weronika, działająca w internecie pod pseudonimem Werkatravellka. Swoją pierwszą zagraniczną podróż odbyła w wieku 16 lat. — Zawsze ciągnęło mnie do nowych miejsc, ale nigdy nie było na to wystarczających środków. W końcu udało mi się namówić rodziców na wyjazd na Lanzarote — wspomina. Zorganizowała go praktycznie na własną rękę. — Później, dzięki babci, lepiej poznałam All Inclusive, ale to nie dla mnie — przyznaje.

Od 2023 roku Weronika podróżuje regularnie. W ciągu ostatnich trzech lat odbyła blisko 50 wyjazdów, wszystkie budżetowe. — Na przykład Grecja, która z lotami i zakwaterowaniem wyniosła 700 zł od osoby. Albo Malediwy, też za psie pieniądze. Mam jedną zasadę. Lot długodystansowy nie może być droższy niż dwa tysiące złotych w obie strony — podkreśla. I tej zasady nie złamała nawet przy wyjazdach do Chin, Kambodży czy Dominikany.

Jak to się jej udaje? — Obserwuję grupy podróżnicze, jestem zapisana do newsletterów wszystkich linii lotniczych. Wiem, kiedy dana linia ma urodziny i organizuje z tej okazji promocje. LOT ma „Szalone Środy”, Wizz Air obchodzi urodziny w maju. Śledzę wszystko na bieżąco i gdy znajdę coś interesującego, kupuję — wyjaśnia. Noclegów szuka w popularnych wyszukiwarkach, co, jak mówi, zawsze się sprawdza. Weronika ma swoje wymarzone kierunki, ale pozostaje elastyczna. — To raczej promocja wybiera mój kierunek. Z reguły nie wracam w te same miejsca, choć zdarza się, że poluję na konkretny kierunek i w końcu się udaje — przyznaje.

Bywa też, że bilety kupuje z dnia na dzień. Jej kalendarz na ten rok powoli się zapełnia. — Byłam już w Dominikanie i Kambodży. Przede mną Budapeszt, Filipiny i kraje bałtyckie. A reszta? Zobaczymy — uśmiecha się. Łączenie podróży z codziennym życiem nie stanowi dla niej problemu. — Pracuję z przyjaciółką, która zawsze mnie zastępuje. Mój narzeczony też nie ma problemu z tym, że często mnie nie ma — zaznacza. Weronika, odkąd spróbowała podróżowania, nie wyobraża sobie bez niego życia. — Jeżeli się chce, wszystko się da. Zarabiam najniższą krajową, a mimo to udaje mi się zwiedzać cały świat, dosłownie. Większość oszczędności przeznaczam na podróże, bo to daje mi największe szczęście -— dodaje.

Dima łączy się ze mną z Wietnamu, gdzie spędzi blisko trzy tygodnie. — Tę podróż planowałem z dużym wyprzedzeniem. Do końca nie było pewne, czy dojdzie do skutku ze względu na sytuację na świecie, ale jestem — mówi. To jego czwarty wyjazd w tym roku. Wcześniej był w Madrycie, na Lanzarote, początek marca spędził w Maroku. Podróżuje intensywnie od kilku lat. — Przez 15 lat uprawiałem taniec towarzyski. Kiedy zakończyłem karierę, pojawiła się pustka. Potrzebowałem nowej pasji i tak zaczęły się podróże — opowiada. Na początku wydawały mu się nieosiągalne. — Zawsze myślałem, że podróżowanie jest tylko dla najbogatszych. Do momentu, aż sam spróbowałem — przyznaje.

Dziś ma na koncie 32 odwiedzone kraje. Głównie w Europie, choć lista coraz częściej wydłuża się o bardziej odległe kierunki. Na co dzień studiuje i pracuje na dwa etaty. W gastronomii i finansach. — Mam bardzo dobrą organizację czasu. Bywa dynamicznie, ale wiem, że potem czeka mnie świetny odpoczynek, więc warto — podkreśla. Kluczem do taniego podróżowania jest dla niego elastyczność. — Nie planuję konkretnej destynacji. Wyznaczam orientacyjny termin, na przykład miesiąc, i sprawdzam wyszukiwarki tanich lotów. To elastyczność pozwala mi podróżować budżetowo — tłumaczy.

Zanim kupi bilet, dokładnie sprawdza lotnisko. — W Europie jest sporo tzw. lotnisk pułapek. Loty są bardzo tanie, ale transfer do centrum bywa czasochłonny i drogi. Czasem takie lotnisko znajduje się nawet 100-150 km od miasta, do którego teoretycznie lecimy — wyjaśnia. Noclegów szuka na różnych platformach: Booking, Airbnb, Cozycozy. — Zawsze robię research. Szukam inspiracji naTikToku i YouTubie. Można tam znaleźć konkretne informacje. Ceny, transport z lotniska, tanie noclegi. To naprawdę działa — mówi.

Pytany o najbardziej budżetowe wyprawy, wskazuje dwie. Pierwsza to jednodniowy wypad do Kopenhagi. — Wylot o szóstej rano, powrót późno w nocy. Za loty zapłaciłem 160 zł. Intensywnie, ale zobaczyłem wszystko, co najważniejsze — wspomina. Druga to Kiszyniów. — Najrzadziej odwiedzana stolica Europy. Loty kosztowały mnie 180 zł w obie strony, a cały trzydniowy wyjazd, z jedzeniem i pamiątkami, zamknął się w 600 zł na osobę — mówi. W tym roku planuje jeszcze kilka podróży. — Jeśli sytuacja na świecie się uspokoi, może Irak, może Algieria. Ale ostatecznie wszystko zweryfikuje wyszukiwarka. I to jest w tej elastyczności najpiękniejsze — mówi.

Amelia Górska marzyła o podróżach, odkąd tylko pamięta. Pierwsze wyjazdy na własną rękę zaczęła niedługo po skończeniu szkoły. Dziś ma na koncie 27 odwiedzonych krajów i, jak sama przyznaje, większość z nich zobaczyła możliwie najtaniej.

— Mam swoją ulubioną wyszukiwarkę, w której sprawdzam okazyjne loty. Wybieram terminy poza sezonem, często latam w środku tygodnia. A jeśli jest jakieś miejsce, na którym naprawdę mi zależy, to potrafię przez jakiś czas szukać najtańszych biletów — opowiada.

Z noclegami bywa różnie, ale i tutaj stawia na oszczędność. Zdarza się, że nie płaci za nie wcale. — Mam znajomych w różnych krajach, więc kiedy ich odwiedzam, nie ponoszę kosztów noclegu — mówi. Wcześniej korzystała też z couchsurfingu. — To działa tak, że ktoś przyjmuje cię za darmo i pokazuje miasto z perspektywy lokalsa, a ty możesz się kiedyś odwdzięczyć tym samym — wyjaśnia.

Na początku miała pewne obawy, dlatego wybierała wyłącznie gospodarzy z dużą liczbą pozytywnych opinii. Z czasem nabrała pewności i doświadczenia.

Na co dzień studiuje i pracuje jako freelancerka, co daje jej sporą elastyczność. Dlatego spontaniczne wyjazdy nie są dla niej problemem. Przynajmniej wtedy, gdy podróżuje sama. — Kiedy planuję coś ze znajomymi, bywa trudniej, bo trzeba dopasować terminy. Osoby, które pracują na etacie mają większy problem z wylotami w środku tygodnia — przyznaje.

W tym roku zdążyła już sporo zobaczyć. — Wczoraj wróciłam ze Szwecji, wcześniej byłam w Rzymie. Jesienią planuję dwumiesięczną podróż po Azji — mówi. A to nie wszystko. — Lecę jeszcze zobaczyć fiordy, bilety kosztowały mnie 200 zł w obie strony. Mam też zaplanowany wyjazd do Hiszpanii do znajomej. Co dalej? Zobaczymy — dodaje z uśmiechem.

Niepewna sytuacja na świecie oraz rosnące ceny coraz częściej skłaniają do zadania pytania, czy tanie podróże w ogóle będą jeszcze realne. — Tanie wyjazdy wciąż są możliwe i nadal będą możliwe — przekonuje Mariusz Piotrowski z portalu Fly4free.pl.

Zastrzega jednak, że nie zawsze i nie wszędzie. — Pewne prawidła rynkowe pozostają niezmienne. Loty w wakacje były drogie i będą drogie, co wynika po prostu z większego popytu — tłumaczy.

Są jednak momenty, gdy ceny wyraźnie spadają. — To przede wszystkim jesień, od października do listopada, oraz okres od końca lutego do połowy kwietnia. Generalnie wtedy, gdy trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu: wybrać środek tygodnia zamiast weekendu albo mniej oczywisty kierunek. Linie lotnicze, niezależnie od kosztów paliwa, muszą wypełniać samoloty, więc stymulują popyt obniżkami cen — mówi Piotrowski.

Kiedy więc najlepiej szukać okazji? Nie chodzi o konkretny dzień czy godzinę, ale o momenty pojawiania się promocji. — Warto polować na akcje promocyjne linii lotniczych. W przypadku lotów dalekodystansowych od lat sprawdza się początek roku. Po świętach i Nowym Roku popyt wyraźnie słabnie, więc przewoźnicy oferują atrakcyjne ceny, często z dużym wyprzedzeniem. To dobry moment, by planować dalsze podróże — wyjaśnia ekspert.

Równie korzystny bywa moment ogłaszania nowych tras. — Linie publikują siatki połączeń na kolejne sezony, letni i zimowy, zwykle między październikiem a styczniem. W dniu ogłoszenia nowych kierunków często pojawiają się promocyjne ceny na start. Trzeba jednak działać szybko — podkreśla.

Dobrym rozwiązaniem jest także tzw. shoulder season, czyli okres tuż przed lub po szczycie sezonu. — W wielu miejscach wciąż jest ciepło, ale turystów jest już mniej. To jesień i wczesna wiosna. Czas, gdy relacja jakości do ceny wypada szczególnie korzystnie — dodaje.

Podobne zasady dotyczą noclegów. Wszystko zależy od miejsca i terminu. — Są w Europie kierunki, które przeżywają oblężenie przez cały rok, jak Barcelona czy Amsterdam, i tam trudno liczyć na bardzo niskie ceny. Z drugiej strony popularność oznacza też szeroką ofertę noclegową, dopasowaną do różnych budżetów — zauważa Piotrowski.

Ekspert zwraca też uwagę na bezpieczeństwo rezerwacji. — W obecnej, niestabilnej sytuacji warto dopłacić kilkanaście euro do opcji z bezpłatną zmianą lub anulowaniem. Linie lotnicze zmieniają rozkłady, odwołują loty, a wtedy możemy zostać z opłaconym noclegiem i bez możliwości podróży — ostrzega. Czego unikać przy planowaniu tanich wyjazdów? — Tłumów — odpowiada. W jego ocenie rosnący popyt będzie kierował turystów głównie na południe Europy, a zatem do Hiszpanii, Włoch czy Grecji. — Ale poza szczytem sezonu stosunek jakości do ceny jest tam bardzo dobry. Może nie ma już upałów, ale wciąż jest przyjemnie i zdecydowanie taniej — podsumowuje.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version