Prokuratura od czterech lat dysponuje zeznaniami 28 świadków, nagraniami z podsłuchów oraz analizą Centralnego Biura Antykorupcyjnego dotyczącymi procederu nielegalnego finansowania kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości na Podkarpaciu. Mimo obszernego materiału dowodowego śledczy ocenili dotąd tylko jeden przypadek przekazania pieniędzy, kwalifikując go jako łapówkę. Do ustaleń prokuratury dotarli autorzy podcastu W związku ze śledztwem — Mariusz Gierszewski z Radia ZET i Dominika Długosz z Newsweeka.

Z naszych informacji wynika, że zgromadzony materiał dowodowy jest bardzo mocny. Śledztwo, prowadzone przez Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach, dotyczy przedterminowych wyborów na prezydenta Rzeszowa w 2021 roku. Świadkowie szczegółowo zeznają, komu i w jakiej wysokości przekazywali pieniądze. Aż 28 osób przyznało, że wpłacało środki na kampanię wyborczą kandydatki Prawa i Sprawiedliwości, ówczesnej wojewody podkarpackiej Ewy Leniart. Siedmioro świadków zeznało ponadto, że byli proszeni o wpłaty również na inne kampanie wyborcze PiS.

Ewa Leniart to posłanka Prawa i Sprawiedliwości, przez blisko dwie kadencje wojewoda podkarpacka, kandydatka PiS na prezydenta Rzeszowa oraz do Parlamentu Europejskiego. Obecnie jest także szefową struktur partyjnych PiS na Podkarpaciu. W środowisku politycznym od lat łączona z Krzysztofem Sobolewskim.

Zanim weszła do twardej polityki, była związana z rzeszowskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej oraz samorządem. W czasach tzw. „pierwszego PiS-u” pracowała jako szefowa gabinetu wojewody podkarpackiej Ewy Draus, także z Prawa i Sprawiedliwości. Wtedy w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim nawiązała bliską relację polityczną z Krzysztofem Sobolewskim, który był wówczas doradcą wicewojewody Dariusza Iwaneczki.

Ta znajomość bardzo się Ewie Leniart przydała. Sobolewski przez kilka lat był jednym z głównych rozgrywających na Nowogrodzkiej: nadzorował struktury regionalne, był szefem Komitetu Wykonawczego partii, a następnie sekretarzem generalnym. Był uważany za jednego z najbardziej zaufanych ludzi Joachima Brudzińskiego — a przez to również Jarosława Kaczyńskiego. Symbolicznym potwierdzeniem jego pozycji był fakt, że prezes PiS osobiście pojawił się na jego ślubie w 2017 roku.

Kariera polityczna Ewy Leniart, jak w przypadku wielu działaczy PiS, wyraźnie przyspieszyła po 2015 roku. Wcześniej bez powodzenia próbowała dostać się do samorządu z list PiS. Dopiero po wyborach parlamentarnych w listopadzie 2015 roku — gdy kilku podkarpackich radnych wybrano do Sejmu — objęła mandat radnej wojewódzkiej. Sprawowała go jednak zaledwie miesiąc. Już w grudniu premier Beata Szydło powołała ją na stanowisko wojewody podkarpackiego.

Te cztery lata Leniart wykorzystała skutecznie. W 2019 roku wystartowała do Sejmu z drugiego miejsca na liście PiS, tuż za Krzysztofem Sobolewskim, i zdobyła ponad 36 tysięcy głosów, co zapewniło jej mandat poselski. I znów — tylko na chwilę. Mandat objęła w listopadzie 2019 roku, a już w styczniu 2020 z niego zrezygnowała, wracając na stanowisko wojewody.

W PiS otwarcie mówiono, że jej start do Sejmu miał charakter czysto taktyczny — chodziło o wzmocnienie listy wyborczej. Mandat po Leniart objął Andrzej Szlachta, który po czterech kadencjach w Sejmie sam nie zdołał ponownie uzyskać poparcia wyborców.

W kolejnych wyborach parlamentarnych, w 2023 roku, Ewa Leniart przegrała jedynie z liderem listy Zbigniewem Ziobrą. Uzyskała lepszy wynik niż Krzysztof Sobolewski, który — mimo silnych wpływów na Nowogrodzkiej — znalazł się dopiero na piątym miejscu pod względem liczby głosów.

Ewa Leniart spróbowała także swoich sił w przedterminowych wyborach samorządowych w Rzeszowie w 2021 roku. Do głosowania doszło po tym, jak wieloletni prezydent miasta Tadeusz Ferenc zrezygnował z urzędu, otwierając walkę o schedę w jednym z najważniejszych miast wschodniej Polski. Prawo i Sprawiedliwość postawiło na Leniart jednoznacznie i bez zastrzeżeń. Do Rzeszowa przyjechał sam Jarosław Kaczyński, który przedstawiał ją jako „osobę rzetelną i spokojną, mającą olbrzymie możliwości także w stolicy państwa”. Prezes PiS wyraźnie podkreślał przy tym, że Leniart jest jedyną kandydatką partii w tym wyścigu.

To zastrzeżenie nie było przypadkowe. Wybory w Rzeszowie przypadły na moment narastającego konfliktu wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy, gdy Solidarna Polska próbowała zaznaczyć swoją niezależność i wystawiła własnego kandydata — Marcina Warchoła, bliskiego współpracownika Zbigniewa Ziobry. Kampania szybko stała się pokazem siły rządu. Do Rzeszowa przyjeżdżali najważniejsi politycy PiS, a ówczesny premier Mateusz Morawiecki, promując Polski Ład, jednocześnie aktywnie wspierał kandydaturę Ewy Leniart.

— Pani wojewoda Ewa Leniart ma dla Rzeszowa bardzo konkretny plan i to jest znakomity plan na kolejną dekadę. Taki plan, który będzie w stanie doprowadzić do zwiększenia liczby miejsc pracy, podniesienia wynagrodzeń, tych ludzi, którzy tutaj w Rzeszowie chcą znaleźć pracę — przekonywał wówczas premier. Nie pomogło to jednak Leniart — przegrała wybory w I turze. Prezydent Konrad Fijołek zdobył ponad 55 proc. głosów, pani wojewoda była druga, ale miała niewiele ponad 25 proc.

Ewa Leniart jest bardzo aktywną posłanką. Ma na koncie prawie 200 wypowiedzi na posiedzeniach Sejmu, prawie 70 interpelacji, ponad 30 zapytań i oświadczeń. Zajmuje się przede wszystkim służbą zdrowia i administracją. Z jej oświadczenia majątkowego wynika, że ma dom, jest współwłaścicielką drugiego domu i mieszkania. Ma ponad 200 tys. oszczędności i żadnych kredytów. Samochód spłaciła w zeszłym roku. Ewa Leniart jest od 8 lat wdową. Męża straciła nagle. Ma córkę.

Centralne Biuro Antykorupcyjne oszacowało, że na kampanię Ewy Leniart zebrano nielegalnie ponad 70 tys. zł. Chodzi o środki przekazywane w „kopertach”, poza oficjalnym rachunkiem bankowym komitetu wyborczego. Zgodnie z prawem komitety wyborcze mogą gromadzić pieniądze wyłącznie na jednym, wskazanym rachunku bankowym, którego właścicielem jest wyłącznie komitet.

W 2021 roku, w przedterminowych wyborach na prezydenta Rzeszowa, limit wydatków na kampanię został określony na 111 078 zł. Tymczasem Komitet Wyborczy Ewy Leniart „Wspólny Dom Rzeszów” oficjalnie wykazał wpłaty od osób fizycznych na łączną kwotę 109 650 zł — a więc niemal w całości wykorzystał dopuszczalny limit. Według ustaleń CBA oznacza to, że środki przekazywane nielegalnie funkcjonowały równolegle do oficjalnego budżetu kampanii.

Sprawa formalnie zaczęła się w marcu 2022 r., ale od zupełnie innego wątku. Do prokuratury wpłynęło wówczas zawiadomienie Centralnego Biura Antykorupcyjnego dotyczące podejrzenia prania brudnych pieniędzy przez Iwonę O. — ówczesną członkinię Trybunału Stanu z rekomendacji PiS i prezes Uzdrowiska Rymanów. Operacyjne działania CBA prowadzone w tej sprawie nosiły kryptonim „Archanioł”.

Według naszych informatorów Iwona O. była już wcześniej przez wiele miesięcy podsłuchiwana przez CBA. W aktach sprawy mają się znajdować setki godzin zapisów rozmów Iwony O. oraz jej współpracowników i innych osób z Podkarpacia, w tym także polityków Prawa i Sprawiedliwości.

Materiał zgromadzony przez CBA i prokuraturę w ramach operacji „Archanioł” był tak bogaty, że „wyjęto” z niego kilka wątków. Jednym z nich była sprawa Collegium Humanum, która zaczęła się właśnie od tego śledztwa. Kolejny wątek dotyczył nieprawidłowości w Uzdrowisku Rymanów. Trzeci — to zeznania i materiały wskazujące na nielegalne finansowanie kampanii wyborczej kandydatki PiS.

W treści przesłuchań pojawiają się konkretne kwoty, rysuje się także mechanizm przekazywania gotówki. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia ze starannie zorganizowanym procederem. Ale do dziś nikt w tym wątku śledztwa nie usłyszał zarzutów.

Dotarliśmy do treści analizy sporządzonej przez rzeszowskie Centralne Biuro Antykorupcyjne. Dokument powstał w grudniu 2022 roku. Przeanalizowano w nim zeznania 39 osób i na tej podstawie opisano proceder zbierania gotówki na kampanię Ewy Leniart. Przesłuchani świadkowie pracowali w 19 różnych instytucjach państwowych i spółkach z udziałem skarbu państwa, zwykle na wysokich stanowiskach — jako prezesi, wiceprezesi, dyrektorzy czy zastępcy dyrektorów. Wszystkie działały w województwie podkarpackim — w Rzeszowie, Przemyślu, Krośnie i Rymanowie-Zdroju.

Z zeznań świadków wynikało, że kluczową rolę odgrywał Janusz F., w tamtym czasie prezes jednej z państwowych spółek. Jego nazwisko często pojawia się w aktach sprawy. To on osobiście — lub w kilku przypadkach przez pośredników — miał zbierać gotówkę. Świadkowie zeznawali, że jako działacz Prawa i Sprawiedliwości Janusz F. wyróżniał się dużym zaangażowaniem. Współpracował między innymi z wiceszefem klubu parlamentarnego PiS Markiem Kuchcińskim i brał udział w spotkaniach z innymi prominentnymi politykami z Podkarpacia.

W większości przypadków F. dzwonił wcześniej i zapowiadał swoją wizytę najczęściej w miejscu pracy osoby, która przekazywała mu gotówkę — wynika z treści zeznań, do której dotarli dziennikarze Radia ZET i „Newsweeka”.

Jeden ze świadków przyznał, że F. był dla niego wzorcem i człowiekiem o nieposzlakowanej opinii. Trzy osoby zeznały, że F. został uwiarygodniony w ich oczach przez polityków PiS.

Ówczesny prezes jednej ze rozgłośni Polskiego Radia powiedział śledczym, że prezesa F. uwiarygodnił mu poseł PiS Krzysztof Sobolewski. Świadek miał zadzwonić do Sobolewskiego i pytać, czy F. jest godny zaufania, ale bez precyzowania, że chodzi o zbiórkę na kampanię wyborczą. Polityk miał mu polecić Janusza F.

Kolejny ze świadków, zatrudniony w PZU Życie zeznał, że prezesa F. uwiarygodnił mu radny PiS z Rzeszowa.

Świadek zatrudniony w Polskiej Spółce Gazownictwa powiedział śledczym, że w roku 2021 ówczesny poseł PiS Piotr Babinetz miał stwierdzić, że trzeba wspomóc kampanię. Babinetz miał też przekazać numer telefonu świadka Januszowi F. Z treści zeznań wynika, że po tej rozmowie F. przyjechał do świadka i odebrał od niego gotówkę w kopercie. Przesłuchiwany twierdzi, że z rozmowy z Babinetzem zrozumiał, iż Janusz F. był skarbnikiem komitetu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości.

Babinetz to poseł Prawa i Sprawiedliwości od prawie 20 lat. Wsławił się dużym zaangażowaniem w sprawie Lex TVN jako szef komisji kultury. Od 4 lat członek Rady Mediów Narodowych, pozakonstytucyjnego ciała powołanego przez PiS aby zachować wpływ na media publiczne.

Piotr Babinetz jest związany z PiS niemal od początku istnienia partii. Wcześniej działał także w Konfederacji Polski Niepodległej oraz Przymierzu Prawicy. Jego nazwisko zaczęło być powszechnie znane dopiero przy okazji prac nad projektem ustawy określanej jako lex TVN.

Chodziło o regulację, która miała odebrać koncesję nadawcom, w których strukturze właścicielskiej nie było co najmniej 50 proc. polskiego kapitału. Senator PiS Stanisław Karczewski otwarcie przyznawał, że „chodziło o to, żeby zamknąć TVN”. Projektem zajmowała się sejmowa komisja kultury i środków masowego przekazu, której przewodniczył Piotr Babinetz.

Podkarpacki polityk należy do grona najbardziej lojalnych działaczy PiS — tych, którzy nie kwestionują sensu partyjnych decyzji i konsekwentnie realizują linię wyznaczaną przez kierownictwo. Tak było również w przypadku lex TVN.

Podczas sejmowego głosowania nad ustawą doszło do ostrej awantury, wstrzymywania i powtarzania głosowań, jednak ostatecznie PiS zdołało przepchnąć projekt przez Sejm. Ustawa trafiła następnie do Senatu, gdzie większość miała wówczas opozycja. Senatorowie zdecydowali o jej odrzuceniu w całości, ale taka uchwała — zgodnie z procedurą — musiała wrócić pod obrady Sejmu.

Projekt ponownie skierowano do sejmowej komisji kultury i środków masowego przekazu, którą kierował poseł Piotr Babinetz. Przewodniczący postanowił działać błyskawicznie i zwołał posiedzenie komisji z godziny na godzinę. Posłowie ówczesnej opozycji przekonywali, że doszło do złamania prawa, bo komisje sejmowe powinny być zwoływane z co najmniej trzydniowym wyprzedzeniem. Złożyli w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury, jednak postępowanie zostało umorzone.

Sejm ostatecznie przyjął ustawę lex TVN, lecz na ostatnim etapie procesu legislacyjnego została ona zawetowana przez prezydenta Andrzeja Dudę.

To nie był pierwszy przypadek umorzenia sprawy dotyczącej Babinetza. Podobnie stało się w 2018 roku, kiedy poseł spowodował wypadek samochodowy. Wjechał w grupę młodzieży prowadzącej rowery. Dwóch nastolatków zostało rannych. Zarówno poseł, jak i poszkodowani trafili do szpitala. Babinetz był trzeźwy, a postępowanie w tej sprawie zostało umorzone przez prokuraturę.

Babinetz jest z wykształcenia historykiem. Od lat startuje w wyborach parlamentarnych z okręgu krośnieńskiego — tego samego, z którego kandydował Marek Kuchciński — zazwyczaj z czwartego miejsca na liście PiS. Nie zabiega o czołowe pozycje, ale regularnie uzyskuje około 12–13 tysięcy głosów, co na Podkarpaciu wystarcza do zdobycia mandatu poselskiego.

Z jego najnowszego oświadczenia majątkowego wynika, że posiada oszczędności w wysokości nieco ponad 30 tysięcy złotych oraz dom w budowie. W banku ma kredyt przekraczający 300 tysięcy złotych. Wśród wykazywanego majątku znalazła się także kolekcja płyt CD, wyceniona przez posła na ponad 10 tysięcy złotych.

Wróćmy jednak do Janusza F. Centralne Biuro Antykorupcyjne wyliczyło, że F. zebrał lub próbował zebrać za pomocą wysłanych przez siebie ludzi gotówkę od 18 osób. Zwykle należało dać połowę miesięcznych zarobków netto — wynika z ustaleń ze śledztwa. Świadkowie zatrudnieni w spółce Wody Polskie zeznali, że jedna z kierowniczek tłumaczyła im, że daje się dwa tysiące, tysiąc, ale 500 złotych też jest do przyjęcia.

Świadkowie zeznali, że mieli świadomość, iż zbierane od nich pieniądze idą na kampanię wyborczą Ewy Leniart. Dwóm z nich zbierający mieli nawet bezpośrednio to potwierdzić. W treści przesłuchań znajduje się na przykład informacja, że Janusz F. miał powiedzieć osobie zatrudnionej w Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa, że gotówka jest potrzebna na druk ulotek i plakatów wyborczych. Jedna z kierowniczek w Wodach Polskich miała przekazać swojemu podwładnemu, że jego wpłata zostanie wykorzystana na materiały reklamowe.

Według materiału CBA kilku świadków zeznało, że odczuwało „dyskomfort” związany z przekazywaniem gotówki.

Świadek zatrudniony w Uzdrowisku Rymanów zeznał, iż był przekonany, że gdy nie da pieniędzy, to zostanie zwolniony z pracy. Kolejny świadek z Wód Polskich powiedział śledczym, że wręczył „kopertę” tylko po to, by nie mieć problemów w pracy, ale z własnej woli by tego nie zrobił. Następny świadek mówił, że obawiał się, iż przełożony się na nim odegra, jeżeli nie przekaże gotówki. Świadek z kręgu władz województwa podkarpackiego przyznał, że przekazał Januszowi F. 2 tysiące złotych i dodał, że ten wywołał u niego przeświadczenie, że wszyscy się składają i nie można się wyłamywać.

Według materiałów CBA w dwóch instytucjach kierownictwo zorganizowało „zrzutki” gotówki. Były to Podkarpacki Urząd Wojewódzki w Rzeszowie i spółka Wody Polskie. W tym drugim przypadku osoba z kierownictwa miała pojechać do Ewy Leniart i przekazać jej ponad 5 tysięcy złotych w gotówce z takiej zrzutki — wynika z zeznań, na które powołują się analitycy CBA. Miało to mieć miejsce w Urzędzie Wojewódzkim, a świadek przyznaje, że cała sytuacja okazała się „niekomfortowa” i „żenująca”. Z treści zeznań wynika również, że do zbiórki miał świadka przekonać działacz PiS Andrzej Paliw, argumentując, że trzeba pomóc wojewodzie w wygraniu wyborów na prezydenta Rzeszowa.

Kolejnych dwóch świadków zeznało, że przekazało gotówkę osobie związanej z europosłem PiS Tomaszem Porębą. Mówili również, że wcześniej kontaktował się z nimi Janusz F.

Z analizy CBA wynika, że trzech świadków miało odmówić przekazania gotówki. Jeden (zatrudniony w spółce Gas-Trading) tłumaczył prezesowi F, że jest już zaangażowany w kampanię wyborczą Ewy Leniart przez swoją bezpłatną pracę na rzecz jej komitetu wyborczego. Drugi (pracujący w Wojewódzkim Urzędzie Pracy w Rzeszowie) zeznał, że w trakcie rozmowy telefonicznej prezes F. posługiwał się swoistym kodem, mówiąc o „zbiorach owoców” zamiast o pieniądzach. Świadek uznał to za niepoważne.

Centralne Biuro Antykorupcyjne zauważa w analizie sporządzonej na potrzeby śledztwa, że siedmioro świadków przyznało, iż zbierano lub próbowano zebrać od nich pieniądze również na inne kampanie wyborcze. Czworo świadków zeznało, że konkretnie chodziło o kampanię prezydencką Andrzeja Dudy.

Kolejny świadek — zatrudniony w spółce PGE Dystrybucja — opisał, że Janusz F. kontaktował się z nim, gdy trzeba było przekazać pieniądze na kampanie wyborcze czy inne imprezy. Świadek miał dać gotówkę w 2019 roku dwukrotnie. Jak określił, było to między 5 a 10 tysięcy złotych.

Kolejny — pracujący w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa — zeznał, że przed rokiem 2021 przekazał Januszowi F. 4 tysiące złotych na którąś z kampanii wyborczych Prawa i Sprawiedliwości. Nie pamiętał jednak, o którą dokładnie kampanię chodziło.

Świadek z Polskiej Spółki Gazownictwa powiedział śledczym, że dwukrotnie dał pieniądze F. na dwie różne kampanie wyborcze. Przypominał sobie, że jednym razem było to 4 tysiące, a drugim 5 tysięcy złotych.

Inna z osób — również zatrudniona w PSG — zeznała, że w czasie kampanii wyborczej w 2020 roku Piotr Babinetz zapowiedział przyjazd prezesa F., uprzedzając przy tym, że trzeba będzie przekazać pieniądze na kampanię w związku z wyborami na prezydenta RP w roku 2020. Świadek miał dać Januszowi F. 10 tysięcy złotych w gotówce, które według przedstawionej śledczym wersji miały zostać przeznaczone na kampanię Andrzeja Dudy.

Świadek z władz województwa podkarpackiego zeznał, że w 2020 roku był u niego Janusz F. i powiedział, że zbiera pieniądze na kampanię prezydencką Andrzeja Dudy. Otrzymał wówczas od świadka 1900 złotych.

Jeden ze świadków zatrudniony w Wojewódzkim Urzędzie Pracy zeznał, że zdziwił się, iż pieniądze na kampanię Ewy Leniart były zbierane już po zakończeniu kampanii wyborczej w 2021 roku.

Janusz F. w 2021 roku był prezesem spółki wchodzącej w skład jednego z największych państwowych koncernów. Pełnił tę funkcję do kwietnia 2023 roku. Miesiąc wcześniej, w marcu 2023 roku funkcjonariusze CBA dokonali przeszukań w jego nieruchomościach. Zażądali wydania laptopów, pendrive’ów, notatników, rozliczeń związanych z osobami pełniącymi funkcje publiczne. Janusz F. zaskarżył do Sądu Rejonowego Katowice Wschód postanowienie prokuratury o wejściu CBA.

Sąd uznał, że przeszukanie CBA w świetle dowodów, które posiadała prokuratura było zasadne. Stwierdził też, że trzej przesłuchani świadkowie potwierdzili zbieranie przez byłego prezesa Janusza F. środków pieniężnych na kampanie wyborcze PiS. Sąd zaznaczył, że zeznania te wymagają szerokiej analizy pod kątem zapisów Kodeksu Wyborczego. „Zeznania czwartego świadka wskazują jednak, że mogło to być działanie nielegalne. Wskazał on, że przekazanie środków finansowych łączył z zapewnieniem sobie dalszego zajmowania stanowiska w zarządzie samorządowej spółki” — napisał w 2023 roku Sąd Rejonowy Katowice-Wschód.

Pod koniec marca 2026 roku Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do sądu akt oskarżenia w wątku dotyczącym nieprawidłowości w Uzdrowisku Rymanów i działalności uczelni Collegium Humanum. Jednym z oskarżonych jest tam Janusz F. Jak napisała w komunikacie Prokuratura Krajowa: „(Iwona O. — przyp.red.) za pośrednictwem Marka S. oraz Janusza F. przekazała korzyść majątkową w kwocie 5 tys złotych osobie pełniącej funkcję wojewody podkarpackiego, w zamian za przychylność jako prezesa zarządu Uzdrowiska Rymanów”. Zarzuty Janusza F. widniejące w akcie oskarżenia (art. 18 § 3 k.k. w zw. z art. 229 § 1 k.k. i art. 12 § 1 k.k.) dotyczą pomocnictwa w czynnej korupcji.

Stoi w sprzeczności z wcześniejszymi ustaleniami CBA poczynionymi na podstawie zeznań świadków.

Marek S. miał bowiem zeznać, że wraz ze swoimi pieniędzmi przekazał Januszowi F. kwotę 5 tysięcy złotych od Iwony O. na kampanię wyborczą Ewy Leniart, nie jako łapówkę. To, że Iwona O. przekazała prezesowi F. gotówkę na kampanię wyborczą potwierdził też świadek zatrudniony w Uzdrowisku Rymanów. Mimo to śledczy to jedno przekazanie w kwietniu 2021 roku gotówki Januszowi F., nieróżniące się według zeznań od kilkunastu poprzednich uznali za przestępstwo korupcji.

Stawiając zarzuty osobom dającym łapówkę (Marek S. i Iwona O.) i osobie jej przekazującej (Janusz F.) nie postawiono zarzutów osobie, do której według komunikatu prokuratury miała trafić łapówka. Chodzi o Ewę Leniart, startującą w 2021 w wyborach w Rzeszowie i pełniącą funkcję wojewody podkarpackiego.

Poseł Ewa Leniart pytana przez portal toRzeszow.pl o komunikat prokuratury odpowiedziała: „Nie znam ustaleń Prokuratury w rzeczonej sprawie, nie byłam w tej sprawie przesłuchiwana”.

Według naszych informacji Ewa Leniart była przesłuchiwana przez CBA 3 czerwca 2025 roku. Posłanka była pytana, czy Janusz F. przekazał środki finansowe od Iwony O. i Marka S., czy Iwona O. lub Marek S. informowali ją o przekazaniu gotówki na jej kampanię wyborczą, czy Iwona O. kontaktowała się z nią w sprawie Uzdrowiska Rymanów, a jeśli tak to czego od niej oczekiwała oraz czy Janusz F. informował ją o tym, że zbiera środki w gotówce na jej kampanię wyborczą.

Ewa Leniart miała zeznać, że nie rozmawiała z Iwoną O. i Markiem S. o kampanii wyborczej ani o sprawach finansowych oraz że nie otrzymała od Janusza F. żadnych środków finansowych. Miała stwierdzić, że Janusz F. nie informował jej o tym, czy Iwona O. i Marek S. przekazali jakieś pieniądze oraz że nie wie, czy te osoby cokolwiek robiły na rzecz jej komitetu.

W swoich zeznaniach miała odnieść się także do relacji z Januszem F., podając, że pamięta tylko jedno spotkanie z nim, na którym F. udzielał jej dobrych rad dotyczących spraw Rzeszowa, m.in. wymiany pieców w dzielnicy Zalesie czy komunikacji miejskiej.

Po nagraniu odcinka naszego podcastu pani poseł Ewa Leniart odpowiedziała na pytania. Publikujemy tę odpowiedź w całości.

„uprzejmie informuję, że Komitet Wyborczy Nasz Dom Rzeszów działał na podstawie przepisów Kodeksu wyborczego. Komitet działał poprzez swego pełnomocnika, zaś środki finansowe na kampanię wyborczą były pozyskiwane zgodnie z przepisami prawa. Osoba, której nazwisko przywołał Pan Redaktor nie była pełnomocnikiem komitetu wyborczego i nie jest mi znana informacja, aby działał on w imieniu komitetu. Sama także nie pozyskiwałam środków finansowych na działalność komitetu w inny sposób niż prawnie unormowany. Nie przyjmowałam też środków osobiście na tą kampanię.

Nie mam wiedzy o analizie CBA, zatem trudno mi zapytanie Pana Redaktora w tej kwestii komentować”.

Ona jest czołową dziennikarką polityczną, on — uznanym reporterem śledczym. Prywatnie Dominika Długosz i Mariusz Gierszewski są małżeństwem z niemal 20-letnim stażem, a teraz łączą siły również jako współprowadzący podcast „W związku ze śledztwem”.

Nowe odcinki podcastu będą ukazywać się w każdy wtorkowy wieczór na stronie Newsweek.pl, w aplikacji Onet Audio, a także na kanałach Radia ZET i „Newsweek Polska” na YouTube.

Historia Kobiet
Newsweek.pl – wiadomości z Polski i ze świata. Najnowsze wydarzenia i opinie a także artykuły z kategorii społeczeństwo, biznes, kultura, historia, psychologia, trendy.
Katarzyna Wężyk
Komisja Śledcza
Jakub Korus
, Grzegorz Rzeczkowski
Udział

Leave A Reply

Exit mobile version