Wyjątkowo powściągliwa reakcja rządu w Pekinie — uznawanego za jednego z najważniejszych sojuszników Teheranu — na przeprowadzone przez Stany Zjednoczone i Izrael ataki na Iran wywołała międzynarodową debatę na temat wiarygodności Chin jako partnera. Jak wskazują eksperci, mimo licznych doniesień o współpracy, realne wsparcie Iranu w konflikcie nigdy nie było dla Xi Jinpinga priorytetem.
- Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Podobnie jak po pojmaniu przez amerykańskie wojsko byłego prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, część komentatorów uznała chińską bierność za dowód bezsilności wobec globalnej potęgi rywala z Waszyngtonu. W ich ocenie ujawnia ona także ograniczenia ambicji Pekinu w zakresie zwiększania wpływów na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej.
Chiny oskarżyły USA i Izrael o łamanie prawa międzynarodowego w związku z atakami przeprowadzonymi mimo trwających negocjacji nad programem nuklearnym Iranu oraz zabójstwem najwyższego przywódcy kraju ajatollaha Alego Chameneiego. Jak jednak zauważają obserwatorzy, poza werbalnymi protestami nie pojawiły się żadne oznaki realnego wsparcia. Zdaniem niektórych analityków wydarzenia te trwale nadszarpnęły wizerunek Chin jako globalnego mocarstwa i wiarygodnego partnera.
„Chiny, podobnie jak Rosja, okazują się mało wiarygodnym przyjacielem dla swoich autorytarnych sojuszników” – napisał były ambasador USA w Chinach Nicholas Burns na platformie X.
Wsparcie dla Iranu nie jest priorytetem
Ta interpretacja to analiza kalkulacji Komunistycznej Partii Chin przez pryzmat amerykański — twierdzi Evan A. Feigenbaum, wiceprezes ds. badań w Carnegie Endowment for International Peace. W opublikowanej w poniedziałek analizie Feigenbaum napisał:
„Zbyt wielu zachodnich strategów oczekuje, że Chiny będą zachowywać się jak Stany Zjednoczone. Gdy tak się nie dzieje, uznają to za strategiczną porażkę, a nie świadomy wybór — i dowód rzekomego upokorzenia oraz zepchnięcia Pekinu do defensywy”.
Autor argumentuje, że ratowanie Chameneiego czy Maduro nie leżało w podstawowym interesie bezpieczeństwa Chin, które koncentrują się przede wszystkim na swoim najbliższym regionie. Samo określanie Iranu mianem „sojusznika” sugeruje zresztą poziom zaangażowania porównywalny z formalnymi zobowiązaniami wojskowymi USA wobec takich partnerów jak Japonia. Tymczasem Chiny nie mają oficjalnych gwarancji obronnych wobec żadnego państwa poza Koreą Północną.
Pekin skupia się przede wszystkim na budowaniu dominacji militarnej w regionie Pacyfiku oraz na przełamaniu tzw. „pierwszego łańcucha wysp” — strategicznych przesmyków, na których w razie konfliktu wielkich mocarstw opierałaby się obecność wojskowa USA. Jak podkreśla Feigenbaum, Chiny czerpią korzyści z bliskich relacji z Iranem, jednocześnie dywersyfikując swoje interesy na świecie. Iran jest tylko jednym z kilku kluczowych producentów ropy, podczas gdy Chiny pozostają największym partnerem handlowym dla ponad 120 państw.
Według Ryana Hassa, dyrektora China Center im. Johna L. Thorntona w Brookings Institution, upadek reżimu nie jest strategicznym ciosem, co sugerują niektórzy analitycy.
— Iran nie jest filarem wielkiej strategii Chin — powiedział. — Jeśli jednak USA ugrzęzną w Iranie, Pekin będzie świętował. To zmniejszy presję wywieraną na Chiny przez Stany Zjednoczone.
„Pekin niczego się nie nauczył”
Inni komentatorzy zwracają uwagę, że Chiny — jako aspirujące supermocarstwo i regionalny hegemon — kierują się w gruncie rzeczy tą samą logiką co Stany Zjednoczone, jeśli chodzi o sojusze i strefy wpływów. Różnica leży nie w intencjach, lecz w możliwościach.
„Mocarstwa dążą do dominacji. Problem polega na tym, że Chiny są znacznie słabsze i brakuje im realnych środków na to, by naprawdę chronić lub ratować swoich sojuszników” napisał Terence Shen, dziennikarz i komentator spraw chińskich, w poście na X.
Inni wskazują, że Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza pozostaje wprawdzie potężną, lecz głównie regionalną siłą: opiera się na flocie przybrzeżnej i nie posiada sieci wysuniętych baz umożliwiających stałą projekcję siły. Rola Iranu jako przeciwwagi dla wpływów amerykańskich i dostawcy taniej energii była dla Pekinu istotna, ale nigdy decydująca.
„Chinom brakuje narzędzi, by zrównoważyć przewagę militarną USA i Izraela” napisał na X Tuvia Gering, badacz z Instytutu Studiów nad Bezpieczeństwem Narodowym przy Uniwersytecie w Tel Awiwie. „Paradoks ten jest szczególnie widoczny. To właśnie amerykańska doktryna szoku podczas drugiej wojny w Zatoce Perskiej oraz fala Arabskej Wiosny skłoniły Pekin do bardziej aktywnej polityki na Bliskim Wschodzie. Dziś stoimy przed możliwością zmiany reżimu i trzeciej wojny w Zatoce, a Pekin niczego się nie nauczył”.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.





