„Sprawa skrajnie bulwersująca” — tak Dominika Długosz komentuje wyrok, który zapadł w Sądzie Okręgowym w Świdnicy wobec byłej lokalnej działaczki Koalicji Obywatelskiej. Kobieta została skazana za bierność wobec przestępstw seksualnych popełnianych na dziecku. Autorzy podcastu „W związku ze śledztwem” rozmawiają o adekwatności wymierzonej jej kary, zmowie milczenia oraz politycznych konsekwencjach tej wstrząsającej historii.
Fundacja Nawrockiej ma konto w NBP? "To byłaby sytuacja absolutnie bez precedensu"
— Proszę państwa, ta sprawa jest absolutnie skrajnie bulwersująca — tak Dominika Długosz zaczyna omawianie wyroku, który zapadł w Sądzie Okręgowym w Świdnicy. Czyta komunikat prokuratury: „W dniu 18 marca 2026 r. w Sądzie Okręgowym w Świdnicy zapadł wyrok w sprawie karnej dotyczącej kobiety oskarżonej o nieudzielenie pomocy małoletnich ofiar przestępstw o charakterze seksualnym oraz oskarżonej o znęcanie się nad zwierzętami”.
Sprawa była powiązana z wcześniejszym postępowaniem. Tydzień wcześniej ten sam sąd skazał mężczyznę — męża oskarżonej — na 25 lat więzienia za przestępstwa seksualne. W drugim procesie sąd oceniał odpowiedzialność jego żony. „W niniejszym postępowaniu oskarżona była jego żona, której zarzucano bierność i nieudzielenie pomocy małoletniej poniżej 15 lat ofierze przestępstw o charakterze seksualnym w sytuacji dziejących się w jej obecności zachowań przestępczych męża” — napisano w komunikacie.
Sąd uznał kobietę za winną popełnienia wszystkich ośmiu zarzucanych jej czynów. Wymierzył jej karę 6 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Orzeczono również kary dodatkowe, w tym zakazy pracy z dziećmi i zwierzętami, zbliżania się do pokrzywdzonej małoletniej, posiadania zwierząt oraz nawiązkę finansową w wysokości 50 tys. zł na rzecz pokrzywdzonej. Wyrok nie jest prawomocny.
Po przytoczeniu komunikatu Długosz dodaje własną ocenę: — To tyle. Suchy komunikat prokuratury. Ale to naprawdę była jedna z najbardziej wstrząsających spraw, jaką zajmowała się świdnicka prokuratura i świdnicki sąd.
Sprawa ma również wyraźny kontekst polityczny — skazana kobieta była lokalną działaczką Platformy Obywatelskiej, a później Koalicji Obywatelskiej w Kłodzku. Długosz przywołuje oficjalne stanowisko lokalnych struktur KO, które odcinają się od byłej działaczki: „Sprawy opisywane przez media nie mają nic wspólnego z wartościami oraz działaniami naszej formacji. Jednocześnie potępiamy wszelkie nieetyczne zachowania przytaczane w przedmiotowych sprawach i liczymy na odpowiednie, ostateczne wyroki wymiaru sprawiedliwości”.
Dziennikarka nie ukrywa, że jej zdaniem kara wymierzona w pierwszej instancji jest niska. — Ona dostała wyrok bardzo niski, bo prokurator wnioskował o 18 lat (…). Myślę, że to się nie utrzyma, że ten wyrok będzie wyższy w drugiej instancji. To się zdarza wbrew pozorom, że drugiej instancji podciągają wyroki — przewiduje Długosz.
Zwraca też uwagę, że sprawa musi być dużym obciążeniem wizerunkowym dla regionalnych struktur partii. — Nie tak dawno temu ona była aktywną działaczką partii. Ja nie znam metody dla tworu politycznego, żeby się odciąć od takich osób. Nie wiem, co oni powinni zrobić, żeby ta pani przestała być z nimi kojarzona. Nie wiem też, jak można to sprawdzić. Nie da się zawczasu przewidzieć, że człowiek, który jest w formacji, może dopuścić się tak skandalicznych rzeczy — mówi.
— Może powinni się samorozwiązać? — podsuwa Mariusz Gierszewski.
— Tutaj mamy jeszcze jeden problem. Tym problemem jest to, że najbardziej znamienitym działaczem wałbrzyskiej Koalicji Obywatelskiej jest Tomasz Siemoniak, minister koordynator służb specjalnych i nawet widziałam gdzieś w internecie, że on promował jej plakaty w social mediach. Oczywiście nie ma to związku z jej czynami w żaden sposób. Ale oczywiście to w tej chwili lata w internecie, jest budowana ta narracja. Nie ma się co dziwić, przeciwnicy polityczni mają zwyczaj wykorzystywać takie historie. Może masz rację, że oni powinni po prostu podjąć decyzję o rozwiązaniu całej struktury w tym Kłodzku, bo z tego się nie da wybrnąć. Po prostu nie da się takiej historii zakopać — komentuje Długosz.
Dodaje, że prawicowe media podnosiły zarzuty o zmowę milczenia. — Takie sytuacje też się zdarzają, że wszyscy sobie coś szepczą na mieście, a nikt tak naprawdę nie powie głośno. A potem się okazuje, że było wiadomo, że coś jest bardzo nie ok z tą rodziną. Tylko nie chce mi się wierzyć, autentycznie. A może ja po prostu nie chcę w to wierzyć, że mógł ktoś usłyszeć o pedofilii i nie zareagować, i nie pójść z tymi plotkami czy z takimi doniesieniami do prokuratury? Bo naprawdę, absolutnie nie ma gorszego przestępstwa niż pedofilia. Jest to oświadczenie, którego będę się trzymać bardzo mocno, bo krzywdzenie dzieci jest w ogóle poza wszelkimi kategoriami — podkreśla.
— Całkowicie się podpisuję — wtrąca Gierszewski.
Długosz opowiada, że dziennikarze z Dolnego Śląska twierdzą, że odbierali sugestie, żeby nie zajmować się tematem i wyciszyć sprawę. — To już w ogóle jest skandal. Jeżeli ktoś miał taki pomysł, żeby sugerować dziennikarzom, że nie powinni się zajmować takimi tematami, to powinien się usunąć z polityki. (…) Naprawdę nie chcę tu stawiać znaku równości między przemilczaniem pedofilii a pedofilią, ale u mnie w głowie jest to bardzo blisko — podsumowuje Długosz.
To oni stoją za „operacją SAFE”. Bez nich prezydent Nawrocki by poległ
Foto: Newsweek
„W związku ze śledztwem”
Ona jest czołową dziennikarką polityczną, on — uznanym reporterem śledczym. Prywatnie Dominika Długosz i Mariusz Gierszewski są małżeństwem z niemal 20-letnim stażem, a teraz łączą siły również jako współprowadzący podcast „W związku ze śledztwem”.
Nowe odcinki podcastu będą ukazywać się w każdy wtorkowy wieczór na stronie Newsweek.pl, w aplikacji Onet Audio, a także na kanałach Radia ZET i „Newsweek Polska” na YouTube.