Edyta usłyszała, że ma zbyt wysokie kwalifikacje. Joanna ze swojego CV usunęła datę ukończenia studiów. Doświadczone menedżerki coraz częściej boleśnie zderzają się z rzeczywistością na rynku pracy.

Edyta półtora roku temu przeprowadziła się do innego miasta i od tamtej pory intensywnie szuka pracy. Ma 18 lat doświadczenia w branży nieruchomości, również na stanowiskach kierowniczych i menedżerskich. — Mam wrażenie, że dziś w ogóle nie szanuje się ludzi, którzy mają wykształcenie i chcą czegoś więcej — mówi.

Na początku szukała zatrudnienia w swoim zawodzie. — Myślałam, że z takim doświadczeniem, kwalifikacjami i ukończonymi studiami bez problemu znajdę pracę. Rzeczywistość okazała się jednak inna — przyznaje.

Po kolejnych tygodniach bezskutecznych poszukiwań Edyta zaczęła aplikować również na stanowiska poniżej swoich kompetencji. — Bardzo mocno zeszłam z oczekiwań, bo przecież z czegoś trzeba żyć, płacić rachunki i jakoś funkcjonować. Przestałam szukać pracy zgodnej z moim wykształceniem czy doświadczeniem. Chciałam po prostu znaleźć cokolwiek — opowiada. Bez skutku.

— Składałam CV nawet do pracy fizycznej. Ostatnio dostałam odpowiedź z jednej z fabryk, że mam zbyt wysokie kwalifikacje. Sama o tym wiem, ale szukam gdzie się da — zaznacza.

Przez ostatnie miesiące uczestniczyła w kilkunastu rozmowach kwalifikacyjnych. — Z niektórych miejsc dostaję odpowiedzi zwrotne, ale nigdy nie są pozytywne. Po prostu informują mnie, że mnie nie zatrudnią i na tym koniec. Kolejne odmowy są frustrujące i sprawiają, że tracę wiarę w siebie. Lepiej bym się czuła, gdybym dostała konkretny feedback i wiedziała, co mogę poprawić. A tak naprawdę nawet nie wiem, dlaczego mnie nie przyjmują — mówi.

Niedawno Edyta wystawiła swoje mieszkanie na sprzedaż. Zamierza wrócić do miasta, w którym wcześniej mieszkała, z nadzieją, że tam uda jej się znaleźć pracę. — Zbliżam się do pięćdziesiątki i zawsze mówiłam sobie, że nie po to kończyłam tyle kierunków studiów, nie po to moi rodzice tyle lat się starali, żebym zdobyła wykształcenie, a dziś nie mogła znaleźć pracy. Wierzę, że w końcu ją znajdę, ale szczerze mówiąc, nie jestem w stanie zrozumieć tego, co obecnie dzieje się na rynku pracy — dodaje.

Średnio cztery i pół miesiąca — tyle dziś w Polsce trwa szukanie pracy. — Dla kobiet jeszcze dłużej, średnio o dwa miesiące. Szczególnie dla tych między 40. a 50. rokiem życia, chociaż to właśnie one mają często największe doświadczenie, kompetencje — mówi Dominika Kotuła, ekspertka HR i rynku pracy.

To, co powinno być ich przewagą, coraz częściej okazuje się przeszkodą. — Kobiety są wobec siebie bardzo wymagające. Zanim wyślą CV, chcą mieć pewność, że spełniają 100 proc. wymagań z ogłoszenia. Mężczyźni podchodzą do tego znacznie swobodniej — wyjaśnia.

Problem jest jednak głębszy niż brak pewności siebie. — Kobiety przez lata uczone były skromności. Nie mówić za dużo o sukcesach, nie wychylać się, ciężko pracować i czekać, aż ktoś je znajdzie. Nie znajdą, a przynajmniej nie w tych realiach — podkreśla ekspertka.

Współczesny rynek pracy nie skupia się jedynie na kompetencjach. Dominika Kotuła podkreśla, że dziś bez widoczności ani rusz. — Networking, marka osobista, obecność w mediach społecznościowych stają się równie ważne, jak doświadczenie zawodowe. Jeśli nie zaczęłam budować swojej rozpoznawalności trzy lata temu, muszę zacząć dziś. I nie czekać na idealny moment. Trzeba nauczyć się mówić o swoich sukcesach: że zbudowałam zespół, prowadziłam projekty, mam doświadczenie i jestem dobra w tym, co robię — wymienia.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego kobiety po czterdziestce „wypadają” z rynku pracy. — W Polsce żyje już blisko 10 mln osób powyżej 60. roku życia, to 26,6 proc. całej populacji, według raportu rządowego z 2025 r. Ktoś musi się nimi zaopiekować. I najczęściej robi to kobieta. Według ostatnich dostępnych badań (Forum Odpowiedzialnego Biznesu, 2022), tylko 35 proc. opiekunów osób starszych w Polsce to mężczyźni. Tymczasem rynek pracy traktuje przerwę spowodowaną opieką nad rodzicem tak samo jak każdą inną lukę w CV. Jako problem kandydatki, a nie rzeczywistość społeczną, z którą mierzy się coraz więcej doświadczonych kobiet — mówi Kotuła.

Z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że kandydaci przed trzydziestką mają szansę dostać zaproszenia na rozmowy kwalifikacyjne dwa razy częściej niż osoby po pięćdziesiątce. — Choć ta druga grupa oferuje stabilność, doświadczenie i gotowość do pełnego zaangażowania. Dzieci są już odchowane, wiele kobiet mogłoby dziś w pełni skupić się na pracy. Są mistrzyniami organizacji, mają ogromne doświadczenie i sprawczość, ale rynek patrzy na nie przez stereotypy. Że będą nieelastyczne i roszczeniowe, że nie odnajdą się w cyfrowym świecie. Dla części pracodawców pozostają niewygodnymi kandydatkami — zauważa ekspertka.

— Myślałam, że doczekam już do emerytury u mojego ostatniego pracodawcy. Robiłam tam to, co lubiłam. Byłam kierowniczką ds. zakupów inżynieryjnych, miałam zespół, który sama stworzyłam, byłam ich liderką — mówi Joanna Kosch-Hrabańska. Ale zmienił się zarząd firmy, a wraz z nim zasady.

— Miałam 52 lata. Połączono dwa działy i zostawiono kierowniczkę młodszą ode mnie. Zlikwidowano moje stanowisko. Nikt w spółce nie chciał wręczyć mi wypowiedzenia, więc wysłano do tego młodą dziewczynę, która pracowała w firmie zaledwie kilka miesięcy. Włożyłam w tę pracę serce, dlatego to zwolnienie mocno mnie przytłoczyło — wspomina.

— Płakałam, bo poczułam się niepotrzebna i zawiedziona — mówi. Rynek pracy, na którym wcześniej zabiegano o Joannę, pokazał inne oblicze. — Do tamtej pory, kiedy podejmowałam decyzję o zmianie pracy, natychmiast znajdowałam nowe zatrudnienie. Niektóre firmy same mnie znajdowały. A teraz było inaczej — mówi.

Ponad dwudziestoletnie doświadczenie na stanowiskach kierowniczych i menedżerskich nie przekładało się na wyniki rekrutacji. — Przez telefon brzmiałam bardzo młodo, jestem pogodna, asertywna. Podczas rozmów online też wszystko przebiegało dobrze. Ale kiedy na trzecim etapie rekrutacji spotykaliśmy się twarzą w twarz, było widać, że nie jestem już najmłodsza. I wtedy niestety odpadałam. Zdarzyło się to kilkanaście razy — zaznacza.

Joanna od października szukała pracy, od stycznia bardzo aktywnie. Odwiedzała targi pracy i spotkania dla osób 50+. Uczestniczyła w kursach i spotkaniach dotyczących umiejętności miękkich, samoświadomości i samodoskonalenia. — Dokształciłam się z AI, więc moje CV było lepiej widoczne dla systemów i narzędzi wykorzystywanych przez HR. Doszło nawet do tego, że zaczęłam „zmniejszać” swoje doświadczenie w CV i usunęłam datę ukończenia studiów, żeby znaleźć jakąkolwiek pracę — wylicza.

Równocześnie zaczęła udzielać się na LinkedInie. Etatowej pracy wciąż jednak nie mogła znaleźć. — Brak etatu na początku bardzo mnie przygniótł. Poszłam po wsparcie farmakologiczne. Warto po nie sięgnąć, jeśli jest taka potrzeba. Kiedy człowiek całe życie pracował na etacie, został wychowany w przekonaniu, że etat daje bezpieczeństwo, to trudno nagle wyjść poza ten schemat — przyznaje.

Ostatecznie Joanna zdecydowała się założyć własną działalność gospodarczą. — Pracuję projektowo pod własną marką Procure Expert. Jednocześnie jeżdżę na targi i konferencje — szukam klientów. Działam jako Interim Manager. Już po pierwszym miesiącu intensywnej pracy zarobiłam co najmniej tyle, ile wcześniej na etacie. Mówię o tym otwarcie, bo uważam, że jeśli człowiek naprawdę chce, to może wiele osiągnąć. Trzeba się zaangażować i ciężko pracować, ale da się. Nie trzeba się bać. Bo co można stracić? Niewiele. A zyskać można naprawdę dużo — zapewnia Joanna Kosch-Hrabańska.

Anna Zaremba szukała pracy blisko cztery miesiące. — Nową znalazłam, szczerze mówiąc, dzięki desperacji na LinkedInie i dodaniu kilku, może kilkunastu postów o niesprawiedliwości w miejscach pracy oraz o poszukiwaniu nowej — mówi.

Odpowiadanie na publikowane ogłoszenia o pracę nie przynosiło skutku. — Duża część z nich jest „fejkowa”. Służy m.in. do sprzedawania danych. Zawsze po wysłaniu CV pojawiały się dziwne, spamowe połączenia czy maile. W marketingu procesy rekrutacyjne są skomplikowane: kilka spotkań, zadania do wykonania, a potem brak odpowiedzi albo brak odniesienia do wykonanych zadań podczas rozmowy — opowiada. A jeśli informacja zwrotna już się pojawiała, to często była niezgodna z rzeczywistością. — Usłyszałam, że nie mam doświadczenia w pracy z dużymi markami, choć w portfolio mam jedne z największych — podkreśla.

Bogate doświadczenie zawodowe w marketingu na stanowiskach menedżerskich też nie pomagało. — W 90 proc. rekruterzy nawet nie zwracali na to uwagi i nie pytali o to, jakimi zespołami zarządzałam ani ile osób liczyły. Zdarza się, że wybierane są osoby, które dużo mówią, ale trudniej zweryfikować ich kompetencje. Cichsze, konkretne osoby mają przez to trudniej. Problemem bywają też kompetencje osób w zarządach, być może nie chcą zatrudniać lepszych od siebie — zastanawia się.

Najtrudniejsza w całym procesie poszukiwania pracy była jednak, jak przyznaje Anna Zaremba, niepewność. — I poczucie bycia niewidzialną. Człowiek wkłada dużo czasu i energii w przygotowanie CV, portfolio, zadań rekrutacyjnych czy kolejnych rozmów, a często nie dostaje nawet krótkiej odpowiedzi. Po kilku miesiącach zaczyna to mocno wpływać na pewność siebie i poczucie własnej wartości, nawet jeśli ma się duże doświadczenie i konkretne osiągnięcia — zaznacza.

Nie pomaga także podejście firm prowadzących rekrutację. — Procesy ciągną się tygodniami, wymagają ogromnego zaangażowania, a firmy nie zawsze szanują czas osób aplikujących. Do tego dochodzi poczucie chaosu. Wiele ofert znika bez informacji zwrotnej albo okazuje się nieaktualnych czy wystawionych na pokaz — mówi.

Sam okres szukania pracy był dla niej bardzo wyczerpujący. — To ciągłe sprawdzanie maili i LinkedIna, telefony, poprawianie CV i spotkania, z których często nic nie wynika. Praktycznie praca na pełen etat, tylko bez wynagrodzenia i bez gwarancji efektów — podsumowuje.

Trudności w znalezieniu zatrudnienia mogą wynikać również z tego, że zmienił się też sam proces rekrutacji. — Coraz częściej pierwszym rekruterem nie jest człowiek, a algorytm. Z raportu Talent Trends 2026 firmy Michael Page wynika, że 74 proc. kandydatów używa AI przy tworzeniu CV. W mojej praktyce obserwuję, że starsze kandydatki rzadziej korzystają z tych narzędzi. W efekcie system automatycznie odrzuca aplikację, zanim zobaczy ją człowiek — wyjaśnia Dominika Kotuła.

Dlatego, jak podkreśla Dominika Kotuła, warto zmienić swoje podejście do procesu rekrutacji. — Trzeba zrobić przegląd swoich kompetencji. Zastanowić się, czego nauczyłam się przez te wszystkie lata pracy? Jakie są moje mocne strony? Co mogę zaoferować pracodawcy? I na tych elementach skupić się najmocniej — wylicza. Drugim krokiem jest budowanie sieci kontaktów i obecności zawodowej. — Czas bez zatrudnienia można wykorzystać na działalność społeczną, nowe relacje i rozwój kompetencji. Każdorazowo dopasowywać CV do oferty — mówi.

Ekspertka zwraca też uwagę na zmiany systemowe. — Europa zaczyna wymuszać zmiany. Unijna dyrektywa dotycząca zarządów i rad nadzorczych zakłada, że kobiety powinny stanowić co najmniej 33 proc. ich składu. To krok w dobrym kierunku, ale samo prawo nie wystarczy, jeśli nie zmienimy procesów rekrutacyjnych i kultury organizacyjnej — podkreśla.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version