Przemysław Czarnek, którego Jarosław Kaczyński wskazał jako kandydata PiS na premiera, wszedł w nową rolę bez zawahania. Bryluje w mediach, zwołuje kolejne konferencje, atakuje rząd, premiera Tuska i marszałka Czarzastego, złożył pierwszy projekt, głośno przyklasnął Nawrockiemu za weto. Pytanie jednak, jak długo w tej roli pozostanie. Polacy są w tej kwestii sceptyczni, co pokazał ostatni sondaż dla „Wprost”, gdzie największa grupa respondentów stwierdziła, że u progu właściwej kampanii wyborczej zostanie zastąpiony kimś innym.


O ten ruch prezesa i władz PiS zapytaliśmy w Sejmie polityków różnych opcji.

Były współpracownik nie daje szans Czarnkowki. „Kandydatura do spalenia”


– Nawet jeżeli dotrwa jako kandydat, to – znając historię – prawdopodobnie premierem nie zostanie. Myślę, że może pójść na korepetycyjne do posła Glińskiego (byłego kandydata PiS na premiera – red.) i dowie się, jak to wygląda – przewidywał poseł klubu Centrum, a wcześniej Polski 2050, Sławomir Ćwik. Oceniał też, że za takim wyborem stoi nie tyle wybiegająca na kilka lat do przodu wizja prezesa, co raczej doraźna potrzeba odwrócenia spadkowego trendu w sondażach. – Prezes Kaczyński wystawia kandydata na półtora roku przed wyborami (…). Żadna inna partia czegoś takiego nie robi – zauważał.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version