Porównują ją nawet do Jewgienija Prigożyna, który w 2023 r. prowadził kolumnę czołgów na Moskwę. Popularna rosyjska celebrytka wypunktowała zaniedbania władz, a Rosjanie zastanawiają się, czy Kreml przestraszy się buntu celebrytów bardziej niż wagnerowców. I czekają na jej debatę z czołowym propagandystą Putina

W połowie kwietnia Wiktoria Bonia — rosyjska celebrytka, która ma 13 mln obserwujących na Instagramie — opublikowała na swoim profilu apel do Władimira Putina. Zwróciła się do prezydenta — jak sama twierdzi — w imieniu rosyjskiego narodu. Jest przekonana, że prezydent nie zna całej prawdy o sytuacji w kraju.

Bonia mówiła o kilku kryzysach, które jej zdaniem wskazują na poważne problemy w zarządzaniu krajem. Opowiadała przymusowym uboju bydła na Syberii i blokadach internetu (o tym wspominała także we wcześniejszych postach), ale też o katastrofie ekologicznej na Morzu Czarnym, w okolicy popularnego rosyjskiego kurortu w Anapie, gdzie pojawiała się gigantyczna plama mazutu i o tragicznych skutkach powodzi w Dagestanie.

Dlaczego władze nie zajmują się tymi problemami? Przyczyną tego stanu rzeczy jest według celebrytki strach.

— Władimirze Władimirowiczu, ludzie się pana boją, blogerzy się pana boją — mówi Wiktoria Boni na swoim nagraniu. — Artyści się boją. Gubernatorzy się pana boją. A pan jest prezydentem naszego kraju. Wydaje mi się, że nie powinniśmy się pana bać. Ja się nie boję, a wiecie czemu? Bo żyję zgodnie z tym, co podpowiada mi serce.

Według Boni panujący w Rosji strach przed Putinem doprowadził do tego, że urzędnicy i służby nie informują prezydenta o tym, co się dzieje. „Między panem – wyjaśnia Bonia, zwracając się do prezydenta — a zwykłymi ludźmi jest gruby mur”. Celebrytka wyjaśnia, że Putin nie ma pełnego obrazu sytuacji, a przez to nie może odpowiednio zareagować.

Brzmi znajomo? Owszem — car dobry, źli bojarzy. A dodatkowej nutki absurdu całej sprawie dodaje fakt, że płomienne przemówienie do rosyjskich władz w imieniu rosyjskiego narodu Wiktoria Bonia wygłosiła z Monako, gdzie mieszka już od dobrych kilkunastu lat. Wystąpienie Boni łatwo byłoby więc potraktować jako eksces oderwanej od rzeczywistości ultrabogatej celebrytki. Tyle że jej 18-minutowe wideo zebrało już ponad 1,6 mln polubień i dziesiątki tysięcy wspierających komentarzy. Z poparciem dla słów Boni wystąpiło też kilka innych rosyjskich gwiazd. A o apelu do Putina, zamiast coraz ciszej, z dnia na dzień robiło się głośniej. Także poza kręgiem fanów Boni.

Wiktoria Bonia urodziła się w Krasnokamieńsku, mieście w Kraju Zabajkalskim znanym głównie z kopalni uranu. Do Moskwy przyjechała na studia i z nadzieją na karierę modelki. W 2001 r. reprezentowała Rosję w konkursie Miss Earth. Ale dopiero udział w „Domu-2”, czyli drugiej edycji niezwykle popularnego w Rosji reality show, stał się jej przepustką do sławy. Po tym doświadczeniu brała udział w różnych rozrywkowych projektach i rozwijała swój blog na Instagramie. Innymi słowy, została zawodową celebrytką. W 2011 r. wyjechała do Monako. Przez kilka lat pozostawała w nieformalnym związku z Alexandrem Smurfitem, irlandzkim milionerem. Z tego związku Wiktoria Bonia ma córkę.

Jak większość rosyjskich gwiazd show-biznesu, Wiktoria Bonia od polityki trzymała się z daleka. Skupiała się na treściach lifestyle’owych. Coś drgnęło podczas pandemii koronawirusa, kiedy Bonia zaczęła publikować treści antyszczepionkowe. Przyznała się nawet, że w celu uzyskania certyfikatu szczepienia na COVID-19 skorumpowała lekarza. Wszystko po to, by móc swobodnie latać po świecie. Jej niechęć do szczepień płynnie przeszła w krytykę technologii 5G. Celebrytka znana jest także z upodobania do przyjmowania ayahuaski, czyli naparu z halucynogennej południowoamerykańskiej rośliny. Mimo tych ezoteryczno-spiskowych skłonności, celebrytka uznawana jest za sprawną i pracowitą businesswoman, która z powodzeniem zbudowała i spieniężyła swoją osobistą markę. Te 13 mln obserwujących na Instagramie — przy założeniu, że wszyscy to obywatele Rosji — dawałoby to ok. 10 proc. rosyjskiej populacji. To najlepszy dowód na talent Boni, a jednocześnie powód, dla którego rosyjskim władzom trudno było zignorować jej apel.

Kilka dni po publikacji rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, zapytany podczas konferencji prasowej o filmik Wiktorii Boni, odparł: „Oczywiście, że widzieliśmy. Jest bardzo popularny. Rzeczywiście, miał bardzo wielu widzów. Zwrócił uwagę publiczności sieci społecznościowych”. Dodał, że Bonia poruszyła tematy, które budzą duże zainteresowanie. „Wykonujemy w tych tematach ogromną pracę, zaangażowanych jest w to wiele osób, nie pozostawiamy tych kwestii samych sobie” — podkreślił Pieskow.

Celebrytka na wypowiedź Pieskowa zareagowała kolejnym nagraniem. Ocierając łzy wzruszenia, dziękuje w nim, że została wysłuchana. Przyznała również, że od niezależnych mediów dostawała propozycję wywiadów i że oglądała materiały na swój temat w BBC i TV Rain [ros. Dożdż, niezależna stacja informacyjna działająca od 2022 na emigracji — red.]. „Nie jestem z wami” — powiedziała stanowczo, zwracając się do tych redakcji — „Proszę mnie w to nie mieszać”. Podkreśliła, że kocha swój kraj i że się go nigdy nie wyrzeknie.

Te słowa zamknęły dyskusję na temat tego, czy Bonia przypadkiem nie stała się liderką rosyjskiej opozycji. Wciąż aktualne pozostaje pytanie, czy jej wystąpienie wynikało z autentycznego poruszenia coraz gorszą sytuacją społeczno-gospodarczą w Rosji. A może to kolejny projekt Kremla? Możliwość politycznego zaangażowania jest bowiem w Rosji ściśle reglamentowana i odgórnie kontrolowana. Stąd przekonanie wielu komentatorów, że wystąpienie Wiktorii Boni zostało, jeśli nie zainspirowane, to co najmniej uzgodnione z kimś na Kremlu.

Tu rodzi się jednak kolejne pytanie: po co? Wśród teorii pojawia się na przykład taka, że Bonia, korzystając ze swoich fenomenalnych zasięgów, reprezentuje polityczno-ekonomiczny blok Kremla, który szuka narzędzi, by skutecznie sabotować forsowaną przez FSB cenzurę internetu. Ta zaś nasiliła się w minionych tygodniach, sprawiając, że wyśmiewana przez lata perspektywa suwerennego internetu (Rosjanie przezywają go czeburnetem, od imienia bohatera sowieckiego filmu animowanego Czeburaszki), czyli sieci, w której działają tylko zaaprobowane przez służby strony i serwisy stała się jak najbardziej realna. W marcu służby blokowały internet mobilny w centrum Moskwy. Równocześnie blokowany jest najpopularniejszy w Rosji komunikator, czyli Telegram. Państwowe instytucje coraz aktywniej walczą też z użytkownikami VPN-ów (szyfrują połączenie z siecią i pozwalają m.in. ukryć geograficzną lokalizację użytkownika). A bez VPN-a nie można w Rosji obserwować Wiktorii Boni na Instagramie, bo serwis ten jest oficjalnie zakazany przez władze. Internetowi influencerzy mają powody do obaw, bo blokady oznaczają mniejsze zasięgi, a mniejsze zasięgi to mniej pieniędzy.

Na problemy z dostępem do internetu czy poszczególnych aplikacji skarży się większy i mniejszy biznes, który traci w związku z blokadami miliardy rubli. Pogłębia to frustrację wywołaną coraz mocniej odczuwalnym kryzysem ekonomicznym.

Działania służb w dziedzinie kontroli nad dostępem do sieci pogłębiają chaos w Rosji. Na przykład w marcu i na początku kwietnia, prawdopodobnie w wyniku prób blokowania protokołów VPN, w Rosji padły aplikacje internetowe największych banków. To przekonało Rosjan do częstszych wypłat gotówki. W kwietniu emigracyjny rosyjski portal The Bell ujawnił, że za blokady i zakazy w rosyjskim internecie odpowiada drugi oddział Federalnej Służby Bezpieczeństwa — ten sam, który prześladował opozycję, m.in. Aleksieja Nawalnego.

Całe to zamieszanie wokół internetu — motywowane, jakżeby inaczej, względami bezpieczeństwa — ma być nie w smak kremlowskim kuratorom gospodarki i polityki wewnętrznej. Nie mają oni jednak sposobu, by skutecznie przeciwstawić się FSB i ogarniętemu paranoją Putinowi. I tu miała ich wyręczyć Bonia.

Są też jednak inne koncepcje mające wyjaśnić źródła występu Boni. Jedna z nich zakłada, że ma on spełnić funkcję wentyla dla społecznego niezadowolenia, stworzyć iluzję, że można się carowi poskarżyć, a car i jego przyboczni wezmą się do roboty i coś się zmieni. Inna interpretacja mówi, że Bonia ma zdezawuować potencjalny protest, bo zwykłym Rosjanom i Rosjankom trudno jest utożsamić się z mieszkającą w Monako bogatą celebrytką.

W internecie pojawiły się nawet zestawienia Wiktorii Boni z Jewgienijem Prigożynem, który w 2023 r. poprowadził kolumnę wojsk na Moskwę, opatrzone retorycznym pytaniem: „Czy ona doprowadzi sprawy do końca?”. Trudno jednak uwierzyć, by Putin, a zwłaszcza stojący za nim aparat siłowy, przestraszyli się buntu celebrytów bardziej niż zbuntowanego szefa wagnerowców, dysponującego nie tylko armią obserwujących, ale prywatnym wojskiem z prawdziwą bronią.

Wbrew krążącym domysłom i plotkom na temat apelu Wiktorii Boni niezależne rosyjskie media na emigracji ustaliły, że administracja prezydenta Rosji była zaskoczona wystąpieniem celebrytki. Propagandowe media dostały prikaz, by tego tematu nie eksponować. Zbliżone do rosyjskich władz źródła TV Rain, tej samej telewizji, od której jednoznacznie odżegnała się celebrytka, potwierdziły, że Kreml nie był przygotowany na to, że polityczną krytyką może zająć się lifestyle’owa influencerka. Kiedy stało się jasne, że jej apel zyskał szeroki oddźwięk, sprawę miały omawiać sztaby Dmitrija Pieskowa, rzecznika prasowego Putina, i Siergieja Kirijenki, czyli szefa putinowskiej administracji.

Mimo zaleceń, swojej reakcji na wystąpienie Wiktorii Boni nie powściągnął propagandysta Władimir Sołowjow. Od tego nieoczekiwanie zaczął się drugi akt politycznej intrygi wokół instagramowej celebrytki. Na antenie państwowej telewizji Sołowjow stwierdził, że Bonia, która mieszka w Monako, na pewno pracuje na rzecz wrogich służb. Kto wie, może nawet samego Wołodymyra Zełenskiego. Nazwał ją „przetrzepaną szmatą ze śmierdzącą mordą”. Z kolei deputowany do Dumy Witalij Miłonow bez żenady tłumaczył w jednym z wywiadów, że myślał, że słowo Bonia to nie nazwisko, a dubajskie określenie na damę do towarzystwa.

Bonia wykorzystała ten atak i zapowiedziała pozwy przeciwko mężczyznom, wywołując kolejną falę solidarności — tym razem stricte kobiecą. Chamstwo i mizoginia czołowych figur rosyjskiego reżimu w połączeniu ze zdecydowaną odpowiedzią Wiktorii Boni wyzwoliły nowe pokłady gniewu i frustracji. W efekcie na internetowym horyzoncie zamajaczył „babi bunt”, przypominając, że przecież rewolucja lutowa w 1917 r. zaczęła się od buntu gospodyń w Piotrogrodzie.

Ekipa Władimira Sołowjowa zaprosiła celebrytkę, by ta wzięła udział w jego programie w formule jeden na jeden. Bonia wyzwanie przyjęła, wyrażając nadzieję, że Sołowjow publicznie ją przeprosi. Telewizyjny pojedynek propagandysty i celebrytki, który ma się odbyć w ostatnim tygodniu kwietnia, to najbardziej dziś wyczekiwane publiczne wydarzenie w Rosji.

Nie wiadomo oczywiście, jak skończy się historia politycznego zaangażowania instagramowej influencerki. Ale już teraz widać, że krytyka Boni, choć uprawiana z pozycji lojalistycznych wobec Putina, poszerza pole publicznej dyskusji o piętrzących się problemach kraju. To pole w Rosji zawsze było wyjątkowo wąskie i znajdowało się pod szczególnym nadzorem, a po ataku na Ukrainę w 2022 r. praktycznie zniknęło. Nawet gdyby okazało się, że Bonia w jakimś stopniu działa z polecenia kremlowskich urzędników, albo jeśli jej postawa zostanie przez nich w jakiś sprytny sposób zagospodarowana na rzecz reżimu, to trudno będzie zagonić z powrotem do butelki dżina frustracji i pesymizmu. Ten zaś rozlewa się po Rosji, w miarę jak narastają problemy ekonomiczne, a władza nasila cenzurę sieci.

Trudno jednak w tej historii nagłego przebudzenia — zarówno celebrytki, jak i sporej części rosyjskiego społeczeństwa — nie dostrzec, że niezadowolenie Rosjan i Rosjanek nie wynika z trwającej już piąty rok wojny przeciwko Ukrainie. Skutki tej wojny, czyli tysiące zabitych ludzi i złamanych żyć, nie wyzwoliły tak emocjonalnych wystąpień ani równie licznych reakcji. Rosjanie są źli, ale nie dlatego, że Putin i jego ludzie rozpoczęli krwawą wojnę przeciwko sąsiedniemu państwu. Są źli, bo władza odbiera im możliwość klikania, scrollowania i zarabiania na tym pieniędzy.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version