Mirosław Suchoń, KP Centrum: – Smucą i dziwią mnie te słowa, ponieważ nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Po pierwsze nie chodzi o żadne uczucia, tylko o niedowiezione sprawy i porzucone wartości. W ostatnich miesiącach Polska 2050 odeszła od tego, co nas połączyło. Po drugie te słowa dowodzą głębokiego niezrozumienia tego, co się tak naprawdę stało.
– Jako formacja stanęliśmy przed bardzo ważnym zadaniem, poukładać partię po wyborach i wrócić do skutecznej realizacji zobowiązań. Bo przypomnę, że Polacy zaufali nam dlatego, że proponowaliśmy inną politykę. Skupioną na konkretnych sprawach i wartościach.
– Niestety, ze strony nowej przewodniczącej nie było prawdziwej chęci do współpracy, bo trudno uznać wezwania medialne i konfrontacyjne wpisy na wewnętrznych grupach za przejaw dobrej woli. W tym czasie jako partia byliśmy używani do personalnych rozgrywek o stołki, a o różnych decyzjach politycznych i stanowiskach zaczęliśmy się dowiadywać z mediów.
– Na koniec pojawiła się uchwała kagańcowa, blokująca jakikolwiek kroki naprzód. To pokazuje, że tak naprawdę nie było chęci porozumienia. Dlatego podjęliśmy decyzję najlepszą z możliwych.
Czym chcecie się różnić od Polski 2050? Nazywacie się Centrum a Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz mówi, że Polska 2050 to wyraziste centrum.
– Jedyna sprawa, w której w ostatnich miesiącach partia Polska 2050 była wyrazista, to walka o stołki, a w zasadzie o jeden stołek – wicepremiera. I to jest tak dalekie od naszego programu, jak tylko dalekie być może. To podstawowa różnica na poziomie wartości. My wierzymy w to, co deklarowaliśmy i chcemy realizować nasze zobowiązania.
– Łączymy ludzi o różnych poglądach i wrażliwościach, by tworzyć rozwiązania dla obywateli i służące naszemu państwu. Ponad podziałami. To jest cel klubu parlamentarnego Centrum. Będziemy go realizować z całą mocą.
I nie będziecie mieli żadnych oczekiwań personalnych w zamian za dalsze popieranie koalicji?
– My oczywiście już dziś posiadamy pewne narzędzia do realizowania zobowiązań, czy to na poziomie rządu, czy na poziomie parlamentu. Będziemy z nich korzystać.
– Natomiast jeżeli będziemy rozmawiać o kolejnych zobowiązaniach to z pewnością będziemy to robić z koalicjantami przy stole, a nie przez media. To kolejna, być może subtelna, ale jednak ważna różnica.
A może mielibyście apetyt na tekę wicepremiera licząc, że premier byłby bardziej skłonny dać tę funkcję Paulinie Hennig-Klosce niż Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz.
– Na szczęście już nie muszę odpowiadać na pytania o stołki, w tym ten jeden stołek, który stał się powodem jakiejś niezdrowej fiksacji. Choć rozumiem, że po kilkumiesięcznej narodowej dyskusji o wyborze wicepremiera trudno jest uwierzyć, że można zacząć rozmowę od spraw, które są do załatwienia. Ale my właśnie jesteśmy o dowożeniu spraw.
Na jednym można zacząć, a na drugim skończyć.
– Jedną z naszych wspólnych refleksji w klubie parlamentarnym Centrum jest to, że widzieliśmy jałowość ciągłego podbijania piłeczki z napisem wicepremier. To był jeden z objawów porzucenia programu i zobowiązań z 2023 roku. Polacy jak widać zauważyli to i ocenili negatywnie.
Teka wicepremiera daje większe możliwości i wzmacnia politycznie.
– Owszem, narzędzia do realizacji polityki są potrzebne, ale trzeba korzystać w pierwszej kolejności z tego, co się ma, a nie udawać, że są potrzebne jakieś inne, skoro nie wykorzystuje się tych podstawowych.
Jakie sprawy do załatwienia położycie na stole?
– My wszyscy, jako kandydaci zadeklarowaliśmy konkretne zobowiązania i wartości w 2023 roku na poziomie krajowym i regionalnym. Cześć spraw dowieźliśmy, część jest w kolejce do realizacji. Z pewnością będziemy to realizować.
– Dziś podstawową sprawą są także kwestie bezpieczeństwa w szerokim tego słowa znaczeniu. To bezpieczeństwo militarne, ale również gospodarcze, energetyczne, środowiskowo-klimatyczne, surowcowe, związane z infrastrukturą, edukacją czy zdrowiem. Jesteśmy również zdecydowanie proeuropejskim klubem.
W klubie parlamentarnym Centrum skupiamy się na pracy dla dobra obywateli. Jeżeli ktoś ze strony opozycji zrozumiał, że dziś jeszcze bardziej potrzebujemy współpracy ponad podziałami i rozumie nasz system wartości, to oczywiście zachęcam do kontaktu.
– Będziemy ściśle współpracować z europosłem Michałem Kobosko. To wszystko ma u nas swoje miejsce. Niebawem zaprezentujemy deklarację programową, która będzie także naszym zobowiązaniem.
Macie klub, ale nie macie zaplecza partyjnego. To się zmieni?
– W ostatnich godzinach wiele osób zdecydowało się pójść z nami. Chcą już teraz zaangażować się w całym kraju w działalność i stanowić realne wsparcie. To byli członkowie Polski 2050 i zupełnie nowe osoby. Jesteśmy w trakcie powoływania stowarzyszenia.
Które przerodzi się w partię?
– Nie wykluczamy dalszych kroków, to bardzo prawdopodobny scenariusz.
Członków Polski 2050 łatwo było policzyć więc dlaczego waszych miałoby być więcej? Szymon Hołownia mówi, że robicie to tylko po to by, znaleźć się na listach Koalicji Obywatelskiej.
– Nie chcę się odnosić do słów Szymona Hołowni. Dziękuję mu za to, że miałem okazję współtworzyć ten projekt, poznać fantastycznych ludzi i zrobić wiele dobrych rzeczy.
– Natomiast daję mu prawo do oceny, nawet jeżeli z tą oceną się nie zgadzam. Może z wyjątkiem bardzo nieładnego zachowania w stosunku do Pauliny Hennig-Kloski. Ona walczyła do końca o to, by uratować projekt. Jest osobą o bardzo wysokich kwalifikacjach merytorycznych, ale i osobistych. Nie zasłużyła na takie słowa.
– Mleko się rozlało, ale trzeba w tym wszystkim zachować choć minimalną klasę. Mam nadzieję, że po jakimś czasie przyjdzie spokojna refleksja, dlaczego doszło do tej decyzji.
– Problem jest podstawowy. Pani przewodnicząca nie zdała egzaminu z demokracji oraz porzuciła program i wartości Polski 2050.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz mówi, że to wy „nie umiecie w demokrację”.
– Nikt w partii nie podważa wyniku wyborów. Natomiast wszyscy zdają sobie sprawę, że w sytuacji, w której partia jest rozdarta na pół, gdzie różnica pomiędzy wygraną a przegraną wynosiła 21 głosów, to jednoosobowe zarządzanie za pomocą dyrektyw kagańcowych nie jest formą, która sprzyja porozumieniu.
– Ja jestem głęboko przekonany, że kiedy już upłynie w Wiśle wystarczająco dużo wody, to wszyscy zrozumieją, że partia to nie jest prywatna sprawa jednej czy drugiej osoby. Że są zobowiązania, jest program, są wartości, ludzie i nie można samemu tego zmieniać, bo wielu ludzi przez lata rozmawiało i dochodziło do porozumienia, by stworzyć tę wspólnotę.
W tej chwili macie 18 osób po swojej stronie. Będzie więcej?
– Z klubu parlamentarnego Polski 2050 odeszło 20 osób. To zdecydowana większość. Wraz z posłankami, posłami i senatorami stworzyliśmy Klub Parlamentarny Centrum.
Zostało 16, czyli na styk. Próbujecie jeszcze kogoś przekonać?
– Prowadzimy rozmowy. Jesteśmy szeroko otwarci na współpracę. Nazwa Centrum zobowiązuje. To przestrzeń dialogu i wypracowywania dobrych pomysłów. Jestem pewien, ż współpraca z innymi klubami koalicji 15X będzie układała się bardzo dobrze. Będziemy stabilną częścią tej koalicji i chcemy się wzmacniać. To będzie służyło Polsce oraz Polkom i Polakom.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz straci klub?
– Wydaje mi się, już patrząc z boku, że jeżeli styl takiego „pruskiego drylu” będzie utrzymany, to oczywiście to nie jest budujące dla demokracji.
Czyli jest realne ryzyko, że zostanie z kołem?
– Zawsze jest takie ryzyko. Ale ja tego nie chce oceniać. Mam jednak nadzieję, że nie zdradzą ostatecznie wyborców i zostaną w koalicji 15X.
Będzie pan szefem klubu?
– Wybory wewnętrzne zostaną przeprowadzone w trakcie najbliższego posiedzenia Sejmu i wtedy też klub ostatecznie się ukonstytuuje. W klubie mamy osiemnaścioro wspaniałych, bardzo pracowitych i walecznych posłanek, posłów i senatorów. Każdy jest silnym filarem klubu. Jest z czego wybierać.
– Obecnie, wspólnie z posłanką Ewą Szymanowską zarejestrowaliśmy klub i organizujemy go zgodnie z powierzonym nam przez koleżanki i kolegów zadaniem.
Rozumiem, że pan będzie kandydatem na szefa klubu?
– W mediach krążą takie opinie. Decyzje o składzie prezydium podejmie klub po wewnętrznej i otwartej dyskusji.
Nie ma ryzyka, że ktoś zostanie skuszony przez opozycję?
– W klubie parlamentarnym Centrum skupiamy się na pracy dla dobra obywateli. Jeżeli ktoś ze strony opozycji zrozumiał, że dziś jeszcze bardziej potrzebujemy współpracy ponad podziałami i rozumie nasz system wartości, to oczywiście zachęcam do kontaktu. Jestem jednak pewny, że w klubie Centrum nie ma nikogo, kto dałby się skusić przedstawicielom opozycji.
– Mam wrażenie, że plotki o tym, iż co najmniej jeden poseł, który dzisiaj jest w Polsce 2050, miał się umawiać z niektórymi politykami PiS-u na biesiadowanie, są w Sejmie powszechnie znane. Dobrze im życzę, więc mam nadzieję, że to tylko plotki.
Nie żałuje pan, że pokazaliście w ostatnim czasie za dużo politycznej kuchni?
– Jako klub jesteśmy za propozycją współpracy. Mówimy o tym, co chcemy zrobić. Jakie są nasze wartości. Wyjaśniamy nasze motywacje. Osobiście staram się też być na tyle wstrzemięźliwy w odpowiedzi na zaczepki, na ile jest to możliwe.
– Czasami jednak muszę odnieść się do spraw, które są przedstawione rażąco niesprawiedliwe lub są nieprawdą. Jesteśmy zobowiązani mówić obywatelom prawdę. To także będzie polityka całego naszego klubu. Dość kłótni, do przodu.
Rozmawiała Marta Kurzyńska.














