Chrapanie może być objawem obturacyjnego bezdechu sennego, który zwiększa ryzyko nadciśnienia, zawału serca, udaru mózgu, a także zaburzeń nastroju i demencji.
Chrapanie jest efektem wibracji miękkich części podniebienia, którym sprzyjają spanie na plecach, późna, obfita kolacja, alkohol czy skrzywiona przegroda nosowa. Jeśli pojawia się okazjonalnie, raczej nie ma się czym martwić. Ale osoba chrapiąca co noc, w dodatku na tyle głośno, że odgłosy słychać w innych pomieszczeniach domu, powinna się skonsultować z lekarzem. Tym bardziej jeśli nocą wielokrotnie musi odwiedzać toaletę, budzi się niewyspana, cierpi na poranne bóle głowy, a w ciągu dnia odczuwa nadmierną senność. Te objawy mogą świadczyć o poważnej chorobie, jaką jest obturacyjny bezdech senny (OBS). Cierpi na nią nawet połowa chrapiących głośno.
— U chorych na obturacyjny bezdech senny podczas snu dochodzi do wielokrotnych epizodów zatrzymania oddechu — tłumaczy dr n. med. Michał Bednarek, pulmonolog ze Szpitala Carolina w Warszawie. Podczas epizodu bezdechu w klatce piersiowej powstaje duże ujemne ciśnienie, które powoduje rozciąganie przedsionków serca, jakby były przepełnione krwią. Serce na to reaguje, wydzielając białko, które m.in. zwiększa produkcję moczu. Organizm dostaje fałszywy sygnał, aby pozbyć się nadmiaru płynów. Stąd nocne wizyty w toalecie, nawet 5-7 razy w ciągu nocy, oraz obfite nocne pocenie.
Bezdechy prowadzą do mikrowybudzeń, których chory nie pamięta, ale zaburzają one fizjologiczne fazy snu. Sen jest wtedy fragmentowany i płytki, brakuje fazy REM, która odpowiada za regenerację, porządkowanie emocji i pamięci. To jest przyczyną przewlekłego zmęczenia i zaburzeń pamięci oraz koncentracji, jak po zarwanej nocy.
— Konsekwencją licznych, kilkusekundowych bezdechów, których w ciągu nocy może być nawet kilkaset, jest niedotlenienie organizmu oraz kumulacja większej ilości dwutlenku węgla we krwi — mówi dr Bednarek. Dlatego chorzy na obturacyjny bezdech senny często skarżą się na poranne bóle głowy.
Chrapanie a otyłość
Większość cierpiących na obturacyjny bezdech senny to osoby otyłe. I nie jest to przypadek. Obwód szyi powyżej 43 cm u mężczyzn i powyżej 41 cm u kobiet, a także nagromadzenie tkanki tłuszczowej w okolicy brzucha to objawy sygnalizujące zwiększone ryzyko występowania bezdechu sennego.
Nadmierna masa ciała może wpływać na anatomię górnych dróg oddechowych, ograniczając lub wręcz blokując przepływ powietrza podczas snu, i w ten sposób przyczyniać się do obturacyjnego bezdechu sennego. Zależność ta działa w obydwie strony. Im gorsza jakość snu z powodu bezdechów, tym większe ryzyko tycia. Gdy w ciągu dnia jesteśmy senni i nie możemy skoncentrować się na pracy, częściej próbujemy dodawać sobie energii słodkimi napojami i przekąskami. Przewlekłe niewyspanie zniechęca także do aktywności fizycznej. Tak powstaje błędne koło: im mniej śpimy z powodu bezdechu sennego, tym większe prawdopodobieństwo nadwagi i otyłości, a im większa nadwaga, tym bardziej nasilone objawy obturacyjnego bezdechu sennego.
Nadmierny apetyt u osób cierpiących na bezdech senny to także kwestia zaburzeń hormonalnych. Choroba ta wiąże się ze zwiększonym — nawet o 50 proc. — wydzielaniem leptyny, czyli hormonu odpowiedzialnego za poczucie sytości po posiłku. Problem w tym, że utrzymujące się długotrwale zbyt wysokie stężenie leptyny sprawia, że organizm staje się na nią oporny — po obfitym posiłku chory nie odczuwa sytości, więc je dalej.
Zarówno otyłość, jak i nieefektywny sen wiążą się z podwyższonym poziomem greliny, hormonu odpowiedzialnego za poczucie głodu. Dlatego osoby cierpiące na obturacyjny bezdech senny mogą mieć tendencję do jedzenia więcej, niż potrzebują.
Serce w opałach
W walce z bezdechem sennym może pomóc usunięcie przerośniętych migdałków, skorygowanie skrzywionej przegrody nosa czy jedzenie lekkiej kolacji co najmniej dwie godziny przed snem. U części pacjentów z obturacyjnym bezdechem sennym te zabiegi zmniejszają liczbę bezdechów, poprawiają jakość snu i redukują ryzyko niebezpiecznych powikłań.
Jednak u chorych z nadwagą lub otyłością zabiegi laryngologiczne zwykle nie wystarczają. Szansą na lepszy sen jest redukcja wagi. — Z badań wynika, że zmniejszenie masy ciała o 10 proc. potrafi zmniejszyć nasilenie choroby nawet o 26 proc. — mówi dr Bednarek. Dla większości chorych oznacza to zwiększenie komfortu życia i obniżenie ryzyka zdrowotnego związanego z bezdechem. Efekt jest trwały, ale pod warunkiem, że pacjentowi udaje się utrzymać wagę w ryzach. Jeśli ponownie utyje, objawy choroby prawdopodobnie szybko wrócą i będą się nasilać wraz z wiekiem. Dlatego pomocne w leczeniu chorych na obturacyjny bezdech senny okazują się leki z grupy analogów GLP-1, dotychczas wykorzystywane do leczenia cukrzycy i otyłości. Jeden z nich został niedawno zarejestrowany w Stanach Zjednoczonych do leczenia obturacyjnego bezdechu sennego.
Zaburzenia snu oraz nadmierna masa ciała to niejedyne problemy zdrowotne osób cierpiących na obturacyjny bezdech senny. — Nawet u 60 proc. z nich rozwija się nadciśnienie tętnicze — ostrzega dr Bednarek. Co gorsza, jest to najczęściej nadciśnienie oporne, czyli niepoddające się leczeniu trzema lub większą liczbą leków. Ci pacjenci muszą się także liczyć z podwyższonym ryzykiem zaburzenia rytmu serca (np. migotania przedsionków), zawału serca i udaru mózgu, a także insulinooporności i cukrzycy typu 2.
Depresja i demencja
Bezdech to dla organizmu sytuacja analogiczna jak duszenie przez mordercę! Organizm walczy o życie. Aktywuje mechanizmy, które mają przerwać bezdech i przywrócić oddychanie. — W czasie bezdechu pacjent wykonuje daremne ruchy oddechowe przeponą i mięśniami brzucha, aby zwiększyć ciśnienie w dolnych drogach oddechowych i w ten sposób pokonać opór zwiotczałych tkanek w gardle zwężających drogi oddechowe — wyjaśnia dr Bednarek. — Dochodzi wówczas do aktywacji kory mózgowej, która ma na celu zwiększenie napięcia mięśni gardła i poszerzenie dróg oddechowych.
W badaniu fal mózgowych EEG widać, że dochodzi wówczas do wybudzenia, czyli przerwania snu, którego pacjent nie jest świadomy. Każdy epizod wybudzenia jest dla organizmu bodźcem do wydzielenia hormonów stresu — kortyzolu i adrenaliny. Ich podwyższony poziom jest widoczny rano we krwi chorych, a stężenie w moczu nocnym jest wyższe niż w moczu z pozostałej części dnia. Wysoki poziom hormonów stresu sprawia, że organizm funkcjonuje tak, jakby był w stanie permanentnego zagrożenia. Conocne, wielokrotne wyrzuty hormonów stresu zwiększają ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, czyli nadciśnienia, choroby wieńcowej i udaru mózgu, ale mogą mieć także związek ze zwiększonym ryzykiem depresji.
Niektóre badania wskazują na nawet dwu-, trzykrotny wzrost ryzyka depresji u chorych na obturacyjny bezdech senny, przy czym nasilenie bezdechu koreluje z nasileniem objawów depresji. Przyczyn zwiększonego ryzyka depresji u chorych z bezdechem jest co najmniej kilka: przewlekłe niedotlenienie mózgu, nieefektywny sen i związane z nim przewlekłe zmęczenie, a także zaburzenie produkcji neuroprzekaźników, w tym serotoniny nazywanej hormonem szczęścia.
Są jednak badania, które negują związek bezdechu sennego z depresją. — Ostateczne rozstrzygnięcie, czy istnieje związek bezdechu z depresją, jest trudne, ponieważ te dwie choroby mają podobne objawy, takie jak nieefektywny sen, brak energii, senność w ciągu dnia, problemy z koncentracją i zapamiętywaniem oraz przewlekły stan zapalny — uważa dr Bednarek. Dlatego niektóre badania wskazują na nadrozpoznawalność depresji u chorych z bezdechem. Pocieszające jest to, że u chorych skutecznie leczonych na obturacyjny bezdech senny lekarze obserwują poprawę nastroju.
Pacjent z zaawansowanym obturacyjnym bezdechem sennym, który przesypia na przykład sześć godzin, może nie oddychać we śnie przez 2-3 godziny. Następstwem bezdechów jest niedotlenienie organizmu. Podczas bezdechu wskaźnik saturacji, czyli nasycenia krwi tlenem, potrafi spadać nawet do 70 proc., podczas gdy u zdrowej osoby saturacja powinna wynosić ok. 98 proc. Skutkiem niedotlenienia jest tzw. stres oksydacyjny, który pociąga za sobą przewlekły stan zapalny. Stan zapalny uszkadza śródbłonek naczyń i sprzyja rozwojowi miażdżycy, zwiększając ryzyko nadciśnienia, zawału serca i udaru mózgu.
Stres oksydacyjny uszkadza także drobne naczynia w krążeniu mózgowym, co może prowadzić do chorób neurodegeneracyjnych. Niedotlenienie, zwłaszcza w fazie snu REM, może skutkować zaburzeniami pamięci, problemami z koncentracją, a także przyspieszać starzenie się mózgu. U chorych na obturacyjny bezdech senny wzrasta także ryzyko choroby Alzheimera. — Ma z tym związek nie tylko przewlekły stan zapalny, ale także niedostatek fazy REM podczas snu, w której odbywa się porządkowanie informacji oraz oczyszczanie komórek nerwowych z beta-amyloidu i białka tau — białek odpowiedzialnych za chorobę Alzheimera — mówi dr Bednarek. Dlatego nieleczony bezdech senny jest uznawany za czynnik ryzyka pogorszenia funkcji poznawczych. Co ciekawe, zastosowanie aparatu CPAP u chorych na bezdech z zaburzeniami funkcji poznawczych może spowolnić pogorszenie funkcji poznawczych i zmniejszać tempo rozwoju choroby Alzheimera.
Chrapanie — męski problem?
Powszechnie uważa się, że niebezpieczne dla zdrowia chrapanie to problem starszych, otyłych mężczyzn. Okazuje się jednak, że nie tylko ich. — Według szacunkowych danych z obturacyjnym bezdechem sennym zmaga się około 20 proc. mężczyzn i około 9 proc. kobiet — mówi dr Bednarek. Chorobę diagnozuje się u coraz młodszych mężczyzn, niekiedy tuż po 30. roku życia, prawie zawsze otyłych i prowadzących siedzący tryb życia. Kobiety chorują rzadziej i w późniejszym wieku, najczęściej po menopauzie. Spada wówczas produkcja progesteronu, hormonu promującego oddychanie, oraz estrogenów, co sprzyja zaburzeniom metabolicznym i tyciu. Wszystko razem zwiększa ryzyko bezdechu sennego i całego szeregu powiązanych z nim chorób. Dlatego nie warto ryzykować i zgłosić się do lekarza, gdy domownicy sygnalizują, że głośno chrapiemy. Inne symptomy, które powinny nas zaniepokoić, to przerwy w oddychaniu zauważone przez partnera, gwałtowne wybudzenia, którym towarzyszą duszność, poranne bóle głowy, nadmierna senność w ciągu dnia, a także problemy z pamięcią i koncentracją.
W zidentyfikowaniu chrapania może pomóc także smartfon lub inteligentny zegarek wyposażony w aplikację kontrolującą jakość snu, np. Sleep Tracker, SnoreLab, Pillow czy Sleep Cycle.




