Nie dość, że niemieccy kronikarze kwestionowali koronację Bolesława, to uznawał on zwierzchnictwo niemieckiego cesarza i przynależność państwa Piastów do Rzeszy. O modzie na Chrobrego w 1000 lat po jego koronacji mówi prof. Grzegorz Pac.

Prof. Grzegorz Pac: Zawsze, gdy temat, którym zajmuję się zawodowo, okazuje się popularny, jestem zaskoczony. Wczesne średniowiecze jest wszak dość niszową tematyką. Tym razem jestem o tyle bardziej zaskoczony, że koronacja z 1025 r., do której nawiązują politycy i media, z punktu widzenia polskich źródeł średniowiecznych, a więc i ludzi tamtej epoki, chyba nie była tak istotna, jak dziś by się zdawało. Możliwe, że przez długi czas nawet nie bardzo o niej wiedziano. Jest wzmiankowana w niemieckich źródłach, w Polsce tymczasem w późniejszym średniowieczu za ważny uchodził zjazd gnieźnieński w 1000 r., kiedy to cesarz Otto III nałożył koronę na głowę Bolesława.

– Rozumiem tę potrzebę wskazania daty, aby jakieś wydarzenie można było oznaczyć w kalendarzu. W kwestii koronacji Chrobrego możemy być pewni jedynie daty rocznej. Na pewno rzecz się dokonała w 1025 r., i to w pierwszym półroczu, bo Chrobry w czerwcu zmarł. Stąd wzięły się koncepcje, że ceremonia koronacyjna miała miejsce w Wielkanoc. Jest to jednak tylko jedna z możliwych dat. W tych czasach faktycznie najczęściej koronowano w okresie różnych ważniejszych świąt chrześcijańskich. Owszem, młodociany król, późniejszy cesarz Henryk III został koronowany w Wielkanoc, ale już Otto III w Boże Narodzenie, a Konrad II, współczesny Chrobremu, w święto narodzenia Najświętszej Marii Panny, czyli 8 września.

– To, że wtedy się pojawiła, nie znaczy, że wcześniej nie była używana. Choć niektórzy badacze uważają, że jest to słowo zupełnie wykreowane. Wskazują, że wcześniej, mówiąc o ludzie, którym rządził Mieszko I, pisano o jakichś Licikawikach, o Wandalach itp., a nie o Polanach czy Polakach. W średniowieczu zresztą to słowo, Polonia, ma podwójne znacznie – odnosi się i do ziem Wielkopolski, i do całości państwa, a więc w tym kontekście – do jądra państwa i do wszystkich zależnych od Chrobrego terenów. Widzącym w słowie Polonia jakąś sztuczną kreację warto jednak przypomnieć, że mianem Polan określano też ludzi mieszkających w okolicach Kijowa, co może oznaczać, że ma starsze korzenie.

Co do niezależności państwa Chrobrego – nie ma co się łudzić. On sam uważał się, że kogoś podrzędnego wobec cesarza niemieckiego. Zarazem za kogoś, komu należy się pewien respekt.

– Odpowiem pytaniem na pytanie – a kto miałby uznać koronację za ważną?

– Tak, choć niekoniecznie. Koronacja, aby była uznana, musiała zawierać ryt religijny i pewnie w 1025 r. tak właśnie było. Kluczowy był tu od czasów karolińskich połączony z nałożeniem korony obrzęd namaszczenia, dokonywany zazwyczaj przez arcybiskupa. Interpretacja tego, co miało miejsce w roku tysięcznym, od lat jest przedmiotem dyskusji, ale było raczej aktem zapowiedzi koronacji i aktem przyzwolenia cesarza. Z innego źródła wiemy, że Bolesław już po zjeździe gnieźnieńskim, za czasów Henryka II, starał się także o zgodę papieża na koronację. Niemiecki kronikarz Thietmar pisze, że Święty Stefan otrzymał koronę „z łaski i za zachętą” cesarza Ottona III, zaś w 1085 r. władca Czech Wratysław II dostał koronę od Henryka IV i dopiero potem został namaszczony przez arcybiskupa trewirskiego w Pradze. Można tu widzieć pewną analogię z Bolesławem, choć w jego wypadku dopełnienie w postaci aktu ściśle religijnego miało miejsce znacznie później i w zmienionych okolicznościach politycznych. Wszystkie te przypadki wskazywałyby jednak, że rzeczywiście pożądana była akceptacja jakiegoś nadrzędnego autorytetu dla koronacji.

„Roczniki Kwedlinburskie” i kapelan Konrada II, Wipo, wspominając o koronacji Chrobrego i, choć nie wprost, Mieszka II wypominają im pychę. Sugerują nawet, że śmierć Chrobrego, która nastąpiła wkrótce po koronacji, była swego rodzaju karą za tę próżność.

– Badacze, jak Dariusz Sikorski z Poznania, którzy dekonstruują przekazy, wskazują, jak wiele jest w nich niepewnych informacji. W jakimś sensie jeszcze dalej idą historycy z kręgu narratywistycznego, którzy nie tyle zajmują się opisanymi w kronikach wydarzeniami, ile badają narracje – sposób, w jaki konstruuje się opowieści o władcach, by spełniały swoją funkcję. Większe jest chyba jednak napięcie między historykami akademickimi, a popularyzatorami historii. Ci pierwsi ciągle „marudzą”, podkreślają, jak niewiele i w jak niepewny sposób wiemy, podczas gdy drudzy mają tendencje do uznawania swych spekulacji z oczywiste.

– Burysław to postać, która nie przypadkiem chyba ma imię kojarzone z Bolesławem. Ów władca jest opisany w sagach jako wielki król Słowian, a my wiemy, że Chrobrego otaczała legenda. Ale sagi to bardzo specyficzne źródła – one nie zakładały przekazywania historii jeden do jednego, raczej inspirowały się prawdziwymi postaciami i wydarzeniami, by je przetworzyć na potrzeby literackie. Bolesław był więc raczej inspiracją dla postaci Burysława, który jednak jest postacią fikcyjną – wielkim władcą słowiańskim.

– Wcześniej wątpiłem, że córka Mieszka I, co do której imienia jest zresztą kilka hipotez, była żoną tak Eryka, jak i Swena. Byłem gotów przyznać rację Rafałowi Prinke, który zupełnie negował taki, obecny dotąd w historiografii pogląd. Dziś jednak uważam, przekonany przez Rafała Rutkowskiego, że Prinke za bardzo uwierzył w późne źródło, czyli sagi królewskie, a niesłusznie zakwestionował XI-wieczne, czyli Adama z Bremy. I że właściwie tylko imię pozostaje problematyczne i nigdy raczej nie dojdziemy do tego, jak naprawdę się nazywała. I tak jak w przypadku Burysława, trzeba pamiętać, że znana z sag Sygryda to być może postać inspirowana kobietą, która istniała naprawdę, ale z nią niekoniecznie zupełnie tożsama. A co do wielkości: córka Mieszka została matką króla Knuta Wielkiego, władcy Danii, Norwegii i Anglii, a więc faktycznie była to postać znacząca.

– Chyba niewielki. Pamiętajmy, że ówczesny świat był patrymonialny i patrylinearny. Kobieta, wchodząc do rodu męża, stawała się jego częścią i nieraz przybierała nowe imię, zgodne z tradycją rodu męża. Oczywiście, mogła przenieść pewne tradycje z rodzimych stron – w tym wypadku byłoby to imię jej córki, Świętosławy, ale trudno byłoby o żonie Eryka i Swena myśleć jako o kobiecie piastowskiej.

– Raczej nie. Te kontakty nawiązywały się także innymi kanałami. Wiemy z badań nad pochówkami, że w czasach Bolesława do grobów składano ludzi wraz ze sprzętem typowym dla Skandynawii, ale też np. z Rusi. Do Gniezna docierali kupcy, wojownicy i uciekinierzy z różnych krain. Niekoniecznie ich obecność musiała mieć związek polityką dynastyczną.

– Rzadko i zwykle ograniczoną. W kronikach wspomina się o nich przy okazji ślubów, które miały wymiar czysto polityczny. I to nie kobiety decydowały, za kogo wyjdą. W czach Ottonów w Niemczech było wprawdzie kilka kobiet, które odgrywały niezwykłą rolę, ale i to zazwyczaj w wyniku szczególnych okoliczności. Najczęściej, gdy następca tronu był niepełnoletni.

Zarazem teksty z epoki wskazują na pewną sprawczość kobiet. Niemiecki kronikarz Thietmar, ale także Gall Anonim, piszą o żonie Mieszka I i matce Chrobrego, Dąbrówce-Dobrawie, że to właśnie ona doprowadziła do chrztu księcia z Gniezna. Podobnie żona Chrobrego, Emnildą, według Thietmara była pobożną kobietą, która skłaniała męża do dobra i odpokutowywała grzechy obojga jałmużnami i wstrzemięźliwością. Jeszcze mocniej widać to w Gallowej opowieści o żonie Bolesława, której nie sposób identyfikować z konkretną postacią historyczną, a która miała temperować porywczość męża i wstawiać się za skazańcami. Widać, że kronikarzom zależało na pokazaniu, iż dobry władca musi mieć dobrą żonę, że odgrywa to pewną rolę w budowaniu jego obrazu.

– Dlatego zawsze takich banitów chętnie przyjmowano na dworach, bo można było ich użyć w dogodnym momencie. To zresztą się stało – o władzę upomniał się w czasach Mieszka II syn jednego z owych synów Ody, Teodoryk i otrzymał poparcie władcy niemieckiego. Ówczesna kultura polityczna Polski piastowskiej zakładała bowiem, że prawo do władzy jest dynastyczne i wszyscy synowie powinni mieć w niej udział. Postępowanie Bolesława Chrobrego, który najpierw pozbył się rodzeństwa, a potem promował swego syna Mieszka na tego jedynego władcę, było kontrze do tradycji. Państwo Polskie nie było jedynowładcze i pretensje braci książęcych były przez możnych przyjmowane ze zrozumieniem.

– Tego bym nie powiedział. Oczywiście tak mogło być, ale należy pamiętać, że wysłanie do klasztoru było decyzją o charakterze religijnym, ale także politycznym. Ottonowie co prawda wysyłali córki do klasztorów, by cesarska krew nie „rozpływała” się zbytnio i nie wzmacniała rodów mogących potem pretendować do tronu. O Piastach mamy zbyt skąpe informacje, by tak twierdzić. Wiemy tylko, że jedna z córek Chrobrego, której imienia nie znamy, była ksienią w jakimś klasztorze.

Niemniej przeznaczenie do klasztoru wcale nie oznaczało marginalizacji, a wręcz przeciwnie. Jeśli szukamy podmiotowości kobiet, to właśnie w klasztorach żeńskich miały one możliwość wpływu na politykę.

– Ostatecznie królowe były jedynie żonami królów, natomiast opatki klasztorów miały realną, niezależną władzę. Cesarskie córki-przełożone opactw w Kwedlinburgu czy Gundelsheim miały potężne wpływy politycznie i ekonomicznie. To były ogromne klasztory i gdy Konrad Salicki starał się o koronę, właśnie poparcie tych opatek było dla niego kluczowe. Przekazanie kobiety do klasztoru było nie tyle pozbyciem się jej, co dobrą inwestycją. Nie możemy bowiem zapominać, że ówcześni ludzie byli ludźmi wierzącymi i uważali, że taki alians z Bogiem, tym najpotężniejszym władcą, może sprzyjać rodowi.

– Niewiele. Możemy jednak powiedzieć, że to małżeństwo było paralelne do ślubu jego ojca z Odą, córką Teodoryka, margrabiego Marchii Północnej. Mieszko ożenił się z nią po śmierci Dobrawy. Zarówno Teodoryk, jak i Rygdag byli ludźmi z kręgu arystokracji związanej z saską linią Ludolfingów. Teściowie Mieszka i Chrobrego odpowiadali za politykę wschodnią Rzeszy. Oba małżeństwa były oznaką sojuszu z Sasami i linią Ottonów. Chrobry jednak dość szybko odesłał swą żonę. Powodów w istocie nie znamy – może po śmierci Rygdaga małżeństwo traciło swą polityczną moc, a może powód był inny, choćby brak kluczowego z punktu widzenia księcia potomstwa.

– Tu jest dużo niewiadomych. Nie wiemy, kim była ta kobieta. Można wątpić, czy – jak chciało wielu badaczy – pochodziła z królewskiego rodu Arpadów. Thietmar, który wymieniał żony Chrobrego, nie podał jej imienia ani żadnych dodatkowych informacji. A przecież powinien coś o Węgrzech wiedzieć, bo siostra Henryka II, ówczesnego władcy Niemiec, była żoną Stefana I. Ten brak jakiejkolwiek afiliacji zastanawia. Według mnie – ale to tylko hipoteza – mogło chodzić o kogoś spoza książęcego rodu, czyli niższego stanu społecznego i był to jedynie konkubinat. Świadczyć o tym może, choć nie musi, fakt, że Bezprym, którego imię nie jest charakterystyczne dla rodu Piastów, został odesłany do klasztoru. Po prawdzie Thietmar mówiąc o małżeństwie używa słowa uxor, czyli „żona” – ale on w ogóle słowa concubina w swym tekście nie stosuje.

– Zdecydowanie. Ogólnie rzecz biorąc, gdy przyjrzymy się ślubom Piastów, to są to często związki z elitami niemieckimi. Zazwyczaj wiązano się z arystokracją, choć w przypadku Rychezy, żony Mieszka II, oraz Judyty Salickiej, żony Władysława Hermana, były to nawet kobiety z rodów cesarskich czy z cesarskimi powiązaniami.

Chrobry uznawał swoją przynależność do Rzeszy. Nawet jego walki z Henrykiem II, które my interpretujemy jako starcie polsko-niemieckie, były właściwie sporami w jakimś sensie wewnętrznymi. Kraje, które stały się Polską i Czechami, funkcjonowały wówczas w ramach polityki Rzeszy. Ich przywódcy brali udział w zjazdach możnych Rzeszy i angażowali się w różne sojusze. Sami mieli tam swoich sympatyków, którzy ich wspierali. Mieszko i Bolesław mieszali się w spory dynastyczne w Niemczech licząc na korzyści polityczne. Otto III wywyższył Chrobrego na zjeździe w 1000 r., a jego następca Henryk II podważył, jak się wydaje, to wywyższenie i Chrobry się wobec niego zbuntował. Ale zapewne nie wyobrażał sobie, by koniec tych swarów nie zakładał uznania zwierzchności cesarza. Chodziło po prostu o stopień czy charakter też zwierzchności, a nie o sam fakt.

– Był to oczywiście wielki sukces polityczny, zapewne skutek pokoju z Henrykiem II w roku 1013. Tym ślubem Piastowie weszli do samej elity Rzeszy.

– Rycheza była jednak kimś wyjątkowym, niewiele kobiet mogło sobie pozwolić na taką samodzielność. Dodajmy zresztą, że informacje o rozwodzie Mieszka i Rychezy i uwiezieniu przez nią insygniów nie są bynajmniej pewne – pochodzą z późniejszego źródła, z napisanego w końcu XI w. utworu o powstaniu klasztoru w Brauweiler pod Kolonią, założonego przez ród Rychezy. Inne źródło podaje, że insygnia oddał po zdobyciu władzy w Polsce Bezprym.

– O Regelindzie poza imieniem niewiele wiemy. Jej ślub był oczywiście kolejnym przykładem poszukiwania przez władcę Polski sojuszników w Niemczech, na jej wschodniej flance. Właśnie zaczął swe walki z Henrykiem II. Wiemy też, że gdy najechał Niemcy, ominął i przez to oszczędził gród Strzała nieopodal Miśni, który jego córka otrzymała jako wiano, czyli dobra, które kobieta otrzymywała w momencie ślubu od męża.

– Wspomniana ją kilka źródeł. Pisali o niej Thietmar i Gall Anonim, ale tylko w ruskich źródłach wspomniane jest jej imię. O ile Thietmar wytyka Bolesławowi grzech, to Gall widzi w tym gwałcie akt polityczny. Chrobry wcześniej starał się rękę Przedsławy, odmówiono mu jej, więc poczuł się w obowiązku odpowiedzieć na tę zniewagę, co zresztą zapowiedział swym wojom.

– Powiedziałbym, że wręcz fatalnie! To przypomina świat więziennych porachunków. Ktoś komuś nadepnął na odcisk i ten, aby nie wyjść na słabeusza, musi odpowiedzieć, musi uciec się do gwałtu. To jest rozumienie honoru, które może kojarzyć się z tym, jakie znamy z opisów rzeczywistości łagrów radzieckich, tak postępowali urkowie w Gułagu, czyli zawodowi przestępcy. Thietmar pisze jednak, że Chrobry nie tylko ją posiadł, ale także zabrał do Polski.

– To były jedynie dywagacje. Profesor Labuda założył, że skoro Przedsława zjawiła się w Polsce, a Chrobry ledwo wziął ślub z Odą, to aby panie się nie kłóciły, kazał dla niej wznieść nową siedzibę czy też może rozbudować już istniejącą. Archeologia potwierdzała istnienie solidnych zabudowań na Ostrowie Lednickim i wszystko zdawało się pasować.

– Nie wiemy, czy miała coś do powiedzenia. Ciekawsza jest sprawa ewentualnej reakcji ludzi Kościoła. Musimy pamiętać, że choć Kościół stał już wtedy na straży monogamii, a czyn Bolesława niewątpliwie był uważany za grzeszny. Choć małżeństwa zawierane przez chrześcijańskich władców nie były małżeństwami kościelnymi w dzisiejszym sensie tego słowa, to znaczy dla ich ważności udział obrzędu religijnego nie był kluczowy.

– Ich postrzeganie zmieniało się i najczęściej zależało od ich relacji z władcami niemieckimi. Thietmar bowiem cenił Mieszka, gdyż ten starał się dobrze żyć z władcami Rzeszy i zasadniczo znał swoje miejsce, a Chrobry okazał się pyszny, bo skonfliktował się z Henrykiem II. Dlatego kronikarz go krytykował. Inni jednak autorzy jak Bruno z Kwerfurtu stawali w jego obronie. Co do licznych świętych władców w regionie, to poza Stefanem węgierskim, wszyscy oni byli także męczennikami, jak Olaf II Haraldsson. I to wydaje się decydujące. Poza tym Polska miała już świętego Wojciecha i jak się wydaje, nie potrzebowała już na tym etapie dodatkowego świętego patrona.

To, że Chrobry i Mieszko II koronowali się w 1025 r. bez zgody króla niemieckiego, było niewątpliwie uzurpacją z punktu widzenia dworu Konrada II. Ale już np. skoligacona z domem królewskim Matylda Szwabska, przekazując Mieszkowi II słynny kodeks liturgiczny z listem dedykacyjnym, nie miała żadnych wątpliwości, że Mieszko jest królem, jak pisze „tak z nazwy, jak i z dostojeństwa”. Chodziło zapewne o pozyskanie władcy Polski dla opozycji wobec cesarza Konrada II. Zawartą w liście myśl badacze interpretują tak: owszem, Mieszko II jest winien lojalność wobec Konrada II, ale ten go źle traktuje, więc polski władca ma prawo przeciw niemu wystąpić.

Na miniaturze dedykacyjnej z kodeksu Mieszko przedstawiony jest jako król siedzący na tronie, w koronie i z berłem, podczas gdy Matylda stoi przed nim i podaje mu księgę, właśnie ów kodeks. Mieszko chwyta księgę ręką, a Matylda podaje mu ją poprzez welon, tak jakby tylko on miał prawo dotykać świętości. W liście wspomniany jest także ojciec Mieszka, jako ten, który miał wielkie zasługi dla chrystianizacji nowych ziem.

– Na to ostatnie pytanie w istocie nie znamy odpowiedzi. Może dar od kobiety był uznawany za jakoś delikatniejsze, mniej antagonizujące w stosunku do króla niemieckiego narzędzie polityczne? A może Matylda miała, aby użyć współczesnego języka, własną agendę polityczną? Matylda nie była przecież tylko „żoną swojego męża” – była córką księcia Szwabii i królewny burgundzkiej, a jej siostra, Gizela, była małżonką Konrada II. Ją jednak wiązały bliskie więzy rodzinne z opozycją przeciw temu ostatniemu, do której należał tak jej syn z pierwszego małżeństwa, jak i drugi mąż Fryderyk.

– Tak daleko bym się nie posuwał – w jakimś sensie była to konsekwencja „kolizyjnego” kursu między Mieszkiem a Konradem, na jakim ten ostatni znalazł się na skutek koronacji. Zresztą nie wiemy nawet, czy dar Matyldy kiedykolwiek do Polski dotarł. A zatem trudno mieć pewność co do tego, że był inspiracją dla działań Mieszka, podobnie zresztą jak co do jego współpracy z niemiecką opozycją. Trzeba przyznać, że wszystko to skończyło się fatalnie – Mieszko, po okresie wygnania, został zmuszony do podzielenia się władzą, do uznania utraty korony, a jego syn Kazimierz także stracił tron i musiał Polskę opuścić.

Ostatecznie Piastowie odzyskali władzę nad Polską, także dzięki wsparciu władcy niemieckiego. Po części dlatego, że ich kompletny upadek nie leżał w interesie Rzeszy – uważa się, że nowy władca niemiecki, Henryk III, był zaniepokojony tym, że ich kosztem przesadnie wzmocnili się Czesi. W jakimś więc sensie Piastowie więc wypracowali sobie pozycję w regionie. Jednocześnie wiązało się to z uznaniem zależności od króla niemieckiego – Kazimierz po koronę już nie sięgnął. To napięcie między budowaniem niezależności a uznawaniem zwierzchności będzie zresztą w XI i XII w. powracać, zmuszając kolejne pokolenia Piastów do swoistego lawirowania, ale nierzadko jednak uznawania, choćby nominalnie, swej podporządkowanej pozycji.

Dr hab. Grzegorz Pac jest mediewistą, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w okresie wczesnopiastowskim, roli kobiet w średniowiecznej Polsce i kulcie świętych. Członek redakcji „Więzi” i „Kwartalnika Historycznego”. Wydał m.in. „Kobiety w dynastii Piastów. Rola społeczna piastowskich żon i córek do połowy XII wieku – studium porównawcze” (Toruń 2013) oraz (wraz z Romanem Michałowskim) „Oryginalność czy wtórność? Studia poświęcone polskiej kulturze politycznej i religijnej (X-XIII wiek)” (Warszawa 2023).

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version