Po tym jak prezydent Ukrainy nadał jednej z jednostek imię bohaterów UPA, w Polsce zawrzało. Czy Wołodymyr Zełenski popełnił błąd? Tak. Czy reakcja Polaków była przesadzona? Również tak, zwłaszcza atomowy gest prezydenta Nawrockiego, który na wniosek jednego z posłów Konfederacji zapragnął odebrać Zełenskiemu Order Orła Białego.
Od tej chwili zaczęły się wyścigi, kto bardziej oburzy się na Ukraińców i uniesie się polskim honorem. Wszystko to w trakcie brutalnej wojny Ukrainy z Rosją i kilka tygodni przed organizowaną w Gdańsku konferencją na temat odbudowy Ukrainy po wojnie. Historia jeszcze raz przyćmiła nam osąd teraźniejszości i wizję przyszłości.
Zgrzyt między rządami i prezydentami pewnie da się jakoś załagodzić. Antyukraińskiego hejtu cofnąć się nie da, zwłaszcza że podsycają go wciąż politycy dla uciułania marnych punktów w sondażach. Od wykluczających wypowiedzi stygmatyzujących ukraińską narodowość internet aż kipi. Do tej pory w ustach osób publicznych takie słowa były raczej wyjątkiem i powodem do wstydu. Ale i tę granicę przekroczyliśmy.
Dorota Gawryluk w Polsat News podzieliła się refleksją na temat Andrzeja Szeptyckiego, wiceministra nauki: „Zastanawiam się, jak to jest możliwe, że człowiek o pochodzeniu ukraińskim, reprezentujący ukraińskie interesy, jest wiceministrem w polskim rządzie”. Poszło o wypowiedź Szeptyckiego w Tok FM, w której porównał walczących w UPA do żołnierzy wyklętych. Nie wprost, z licznymi zastrzeżeniami i tylko pod tym względem, że i jedni, i drudzy walczyli z sowieckim najeźdźcą. Jednak w czasach algorytmów, podkręcających emocje, zniuansowane wypowiedzi rozchodzą się w wypaczonej formie i od ponad tygodnia minister Szeptycki jest „Ukraińcem do bicia”. W Sejmie Przemysław Czarnek z PiS pytał: „Dlaczego w tym rządzie dalej są Ukraińcy obrażający Polaków?”, a Janusz Kowalski (do niedawna w PiS) zapowiada kontrolę poselską w sprawie „ukrainizacji w administracji publicznej”.
Lawina już się toczy. W zeszłym tygodniu radni PiS z Kielc zablokowali przekazanie do ukraińskiej Winnicy 17-letnich autobusów wycofanych z użytku. W Winnicy zrobiłyby jeszcze wiele dobrego, ale radni woleli je zutylizować. Na szczęście fundacja Sikorki w Ukrainie zorganizowała zbiórkę, by odkupić stare Solarisy i przekazać je Ukrainie. W kilka dni zebrano 500 tys. zł. Zwykli Polacy znów okazali się mądrzejsi, ale nacjonaliści w politycznych garniturach nie ustają w realizacji szlagwortu z piosenki Wojciecha Młynarskiego: „Co by tu jeszcze spi******, panowie?”.
„Uwaga, uwaga! Zaczynamy się oswajać z myślą, że można kogoś wykluczyć. Że można kogoś stygmatyzować. Że można kogoś wyalienować” — przestrzegał Marian Turski w słynnym przemówieniu w 75. rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz. Turski opisywał atmosferę początku lat 30. w Berlinie, gdzie zaczęto Żydom ograniczać dostęp do ławek w parkach, prowadzenia biznesu czy robienia zakupów. Ustawy norymberskie przyjęto już we wrześniu 1935 r.
„Nie bądź obojętny” — apelował Turski. Bo na początku zawsze jest słowo.

