Ukraińcy już się boją: nieprzychylnych spojrzeń, wyzwisk na ulicy i głośno wyrażanych życzeń, by wynieśli się w końcu do siebie. Tak, boją się Polaków.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Stało się coś bardzo smutnego. Pod naszym tekstem o nasilających się antyukraińskich nastrojach w Polsce wylało się morze nienawiści. Prawdziwy ściek złych słów, wyzwisk, a czasem nawet groźb pod adresem mieszkających tu Ukraińców.

Najczęściej powtarzało się hasło: „Już czas wracać do siebie”. Często w dużo ostrzejszej formie: „wypad” albo nawet „wypie…lać”.

I argumenty, że przecież Ukraińcy nie mieli w Polsce zostać na stałe, mają swój kraj, a u nas otrzymali tymczasowe schronienie. „Gość zasiedzieć się nie może, bo każdy człowiek ma granice” — dowodzili internetowi komentatorzy.

„Jest ich po prostu za dużo. Ktoś, kto pozwolił na to, powinien być pociągnięty do odpowiedzialności, jeszcze dał przywileje i pieniądze” — przekonywali kolejni.

„To zasługa władz, że zbyt intensywnie deklarują swoją miłość do Ukrainy. A co za dużo, to niezdrowo!!” — gardłowali jeszcze inni.

I podsuwali proste rozwiązania: „Może nadszedł czas, aby zakończyć sponsoring i rozdawnictwo Ukrainie. A może to znak, by wracać do domu na Ukrainę lub pomuc braciom Ukraińcom pod Ruską Granicą” [pisownia oryginalna — red.]. „Zamiast 800+ i innych świadczeń powinni dostawać bilet w jedną stronę. Sami sobie tym zapracowali. Nie umieli się zachować jak człowiek, to niech teraz płaczą” — pisali.

Większość ma Ukraińcom za złe, że jeszcze się nie nauczyli języka polskiego. „Jak nie pasuje, droga wolna, wracać do siebie, tam językiem urzędowym jest ukraiński” — piszą zgryźliwie. Dodają, że mają dość słuchania ukraińskiego, że czują się, jakby byli w obcym kraju, a nie w Polsce. „To my jesteśmy u siebie, a nie oni!” — zaznaczają. Wrzucają tysiące komentarzy pełne okropnych, bolesnych słów.

Nieustannie powraca też motyw zadawnionych krzywd, o których — twierdzą internauci — nie wolno zapomnieć. „Won z banderowcami” — krzyczą. I przekonują, że Ukraińcy „z ofiar zamienili się w cichego wroga, który nas chce zniszczyć i zastraszyć w naszym własnym kraju”.

„Wypier…lić co do jednego” — piszą. I straszą: „Pora się bać!”.

Bać się mają Ukraińcy, to do nich skierowane są te słowa. Mają spuścić oczy, zgiąć kark i milczeć, żeby ich język nie raził polskich uszu. Brać najgorsze prace i za nie dziękować. A przede wszystkim okazywać wdzięczność za to, że w 2022 r. Polacy masowo rzucili się, by im pomagać. To nic, że Ukraińcy wiele razy już za to dziękowali. Powinni dziękować bez końca, a najlepiej zaczynać dzień od kłaniania się wspaniałomyślnym Polakom.

Z analizy Anny Mierzyńskiej wynika, że od momentu zawetowania przez Karola Nawrockiego ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy obserwujemy rekordową falę nastrojów antyukraińskich. Jak pisze analityczka serwisów społecznościowych na łamach OKO.press, tylko w ciągu jednego tygodnia w sieci opublikowano tyle tego rodzaju wpisów, ile wynosiła ich średnia miesięczna w ostatnim kwartale.

Ci, którzy piszą w internecie te wszystkie okropne rzeczy, zapominają o jednym — Ukraińcy już się boją. Boją się nieprzychylnych spojrzeń, wyzwisk na ulicy i głośno wyrażanych życzeń, by wynieśli się w końcu do siebie. Tak, boją się Polaków. Tych samych, którzy trzy lata temu okazali im ogromne serce i niezmierzoną gościnność. Już dawno nie czują się w Polsce jak u siebie, bo zbyt często dawano im do zrozumienia, że są niechcianymi gośćmi, że czas wreszcie zakończyć tę przydługą wizytę.

Ale ci, którzy im tego życzą w niewybrednych słowach, zapominają o jednym — Ukraińcy jeszcze bardziej niż Polaków boją się Rosjan. Boją się rosyjskich dronów, rakiet i bomb spadających na ich domy. Nie chcą umierać, nie chcą, by umierali ich bliscy i dzieci. Chcą żyć, a bezpieczni są w Polsce, nie w Ukrainie.

Powtórzę: Ukraińcy uciekli do Polski przed wojną. Zostawili swoje domy, dorobek całego życia, marzenia i przyjechali do nas, by znaleźć tu schronienie. Bo chcą żyć, chcą, by żyły ich dzieci i wnuki. I najczęściej nie mogą się doczekać końca wojny, żeby móc wrócić do siebie. Tam mają wszystko, w Polsce, owszem, jest bezpieczeństwo, ale także narastające poczucie obcości i wykluczenia. I niestety coraz częściej strach.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version