Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Ogromna szansa dla ludzi z chorobami nerek. Z pomocą przyszły myszy

Ogromna szansa dla ludzi z chorobami nerek. Z pomocą przyszły myszy

6 kwietnia, 2026
Chiny gotowe na wojnę w Iranie od pierwszej kadencji Trumpa? Zrealizowali wielki plan

Chiny gotowe na wojnę w Iranie od pierwszej kadencji Trumpa? Zrealizowali wielki plan

6 kwietnia, 2026
Sondaż. Polacy ocenili prezydenta, premiera i marszałka Sejmu. Duże różnice

Sondaż. Polacy ocenili prezydenta, premiera i marszałka Sejmu. Duże różnice

6 kwietnia, 2026
Związek zawodowy Solidarność forsuje emerytury stażowe. Resort pracy ma inny projekt – Biznes Wprost

Związek zawodowy Solidarność forsuje emerytury stażowe. Resort pracy ma inny projekt – Biznes Wprost

6 kwietnia, 2026
Ekstremalnie rzadkie ptaki wróciły do gniazd w Polsce. Każdy jest bezcenny

Ekstremalnie rzadkie ptaki wróciły do gniazd w Polsce. Każdy jest bezcenny

6 kwietnia, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Ogromna szansa dla ludzi z chorobami nerek. Z pomocą przyszły myszy
  • Chiny gotowe na wojnę w Iranie od pierwszej kadencji Trumpa? Zrealizowali wielki plan
  • Sondaż. Polacy ocenili prezydenta, premiera i marszałka Sejmu. Duże różnice
  • Związek zawodowy Solidarność forsuje emerytury stażowe. Resort pracy ma inny projekt – Biznes Wprost
  • Ekstremalnie rzadkie ptaki wróciły do gniazd w Polsce. Każdy jest bezcenny
  • Wojna na Ukrainie. Kijów uderzył w Noworosyjsk. Trafione jednostka i port
  • Czegoś takiego nie było na Węgrzech od ponad 35 lat. „Ten reżim trzeba zetrzeć z powierzchni ziemi i zbudować nowy porządek” [KORESPONDENCJA]
  • Turysta został użądlony ponad 100 razy. Teraz walczy o życie
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Czegoś takiego nie było na Węgrzech od ponad 35 lat. „Ten reżim trzeba zetrzeć z powierzchni ziemi i zbudować nowy porządek” [KORESPONDENCJA]
Czegoś takiego nie było na Węgrzech od ponad 35 lat. „Ten reżim trzeba zetrzeć z powierzchni ziemi i zbudować nowy porządek” [KORESPONDENCJA]
Aktualności

Czegoś takiego nie było na Węgrzech od ponad 35 lat. „Ten reżim trzeba zetrzeć z powierzchni ziemi i zbudować nowy porządek” [KORESPONDENCJA]

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości6 kwietnia, 2026

— Ten reżim trzeba zetrzeć z powierzchni ziemi i zbudować nowy porządek — mówi emerytka Ilona, którą spotykam na wiecu zwolenników Pétera Magyara w małym mieście na południe od Budapesztu. Na spotkanie z konkurentem Viktora Orbána przychodzi też prosto ze szkoły grupa nastolatków. Są podekscytowani — to dla nich wydarzenie niczym koncert Taylor Swift. Takie miasta i wsie zdecydują o przyszłości Węgier.

Korespondencja z Węgier.

— Krajem rządzi mafia, a przestępcy nie mogą ot, tak sobie przejść do opozycji. To nie są zwyczajne wybory, to wielki polityczny eksperyment — twierdzi socjolog Bálint Magyar. Od lat nazywa Węgry Orbána państwem mafijnym. Spotykamy się w jednym z budynków Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego (CEU). Były przewodniczący Węgierskiego Forum Demokratycznego (MDF) ma tam maleńkie biuro. Na przełomie wieków liberalne MDF współrządziło Węgrami z Orbánem, ale zostało zepchnięte ze sceny przez polityczny walec, jakim stał się Fidesz.

Magyar, dziś już tylko naukowiec, prowadzi mnie na taras widokowy, skąd dobrze widać kopułę parlamentu — koalicja Fideszu z chadecką KNDP ma konstytucyjną większość od 2010 r. W oddali za Dunajem majaczy budynek po klasztorze karmelitów, gdzie mieści się kancelaria premiera. Uniwersytet Środkowoeuropejski jest jedną z wielu instytucji, które stały się ofiarami rządów Orbána. — Zajęć już tu nie prowadzimy, rząd zmusił założoną przez George’a Sorosa uczelnię do przeniesienia się w 2019 r. do Wiednia — tłumaczy socjolog.

Wybory na Węgrzech 12 kwietnia

Foto: Jacek Pawlicki / Newsweek

Jeśli Orbán przegra

Przez 16 lat rządów Orbána niemal wszystkie węgierskie instytucje zostały albo przejęte, albo zlikwidowane przez Fidesz. Rządząca partia zmieniła konstytucję, stworzyła nie tylko nowy system władzy, ale i zupełnie nowe elity — to kilkadziesiąt tysięcy ludzi, którzy zawdzięczają partii dosłownie wszystko.

Bálint Magyar ma nadzieję, że Węgry będą znów normalnym krajem. Aby to było możliwe, 12 kwietnia musi wygrać inny Magyar — Péter, lider opozycyjnej Partii Szacunku i Wolności (węg. Tisztelet és Szabadság Párt — Tisza). Socjolog tłumaczy, że zbliżające się wybory są pod każdym względem wyjątkowe. Węgry są — jak mówi — na najlepszej drodze do dyktatury, a autokrację rzadko daje się zmienić w liberalną demokrację bez rewolucji. — Jestem jednak optymistą. Po pierwsze Orbán, w odróżnieniu od Putina, nie uciekał się do stosowania przymusu fizycznego. Na Węgrzech nie było zamachów na działaczy opozycji, jak w Rosji, gdzie zamordowano Borysa Niemcowa i Aleksieja Nawalnego. Po drugie Fidesz, w przeciwieństwie do Jednej Rosji, nie jest w stanie sfałszować wyborów w fazie liczenia głosów, bo system jest zbyt przejrzysty. Może wpłynąć na ich wynik albo przed głosowaniem, albo po nim.

Zdaniem socjologa największe zagrożenie wynika z tego, że przestępcy nie mogą po prostu wycofać się do opozycji. — Jeśli Orbán przegra, może spróbować unieważnić wynik wyborów, używając kontrolowanego przez siebie Trybunału Konstytucyjnego. I dlatego pojawia się narracja o rzekomej interwencji obcych służb w wybory. Może też zaakceptować porażkę, jeśli Tisza wygra, ale nie będzie miała większości konstytucyjnej. Wtedy po jakimś czasie spróbuje doprowadzić do upadku rządu — uważa Magyar. Twierdzi, że Orbán nie ma żadnych zahamowań moralnych. Jeśli uzna, że to konieczne, zorganizuje inwazję migrantów z Serbii. Albo zleci służbom operację pod fałszywą flagą — np. atak na węgierską infrastrukturę energetyczną. — Może też liczyć na pomoc swego patrona z Moskwy. „Washington Post” ujawnił niedawno, że rosyjskie służby zaproponowały zaaranżowanie zamachu na Orbána. Jeśli zrealizuje któryś z tych scenariuszy, wybuchnie bunt, bo ludzie mają już naprawdę dość tego systemu. Gdyby doszło do masowych protestów, Fidesz nie zawaha się użyć siły — dodaje.

Wybory na Węgrzech 12 kwietnia

Wybory na Węgrzech 12 kwietnia

Foto: Jacek Pawlicki / Newsweek

Ruscy do domu!

Kiedy patrzę na uliczne billboardy, którymi obwieszony jest Budapeszt, mam wrażenie, że znalazłem się w zupełnie innej rzeczywistości. Tu sąsiadom zagraża nie imperialna Rosja, ale jej ofiara — Ukraina. Wrogiem wolności jest Unia Europejska. „Fidesz to bezpieczny wybór. Oni to ryzyko” — czytam na jednym z plakatów, na którym jest lider opozycji w towarzystwie prezydenta Zełenskiego i Ursuli von der Leyen. Z innego złowrogo łypie sam Zełenski, wyglądający jak szaleniec: „Nie pozwól, by Zełenski śmiał się ostatni!”. Ukraiński prezydent pojawia się na plakatach najczęściej — chodząc po centrum Budapesztu, naliczyłem takich co najmniej 30.

Czasem na billboardach Fideszu widać ręczne dopiski zwolenników opozycji — „Ruszkik haza!” („Ruscy do domu!”). To hasło powstańców z 1956 r. stało się aktualne z powodu zbliżenia Orbána z Putinem. Na jednym z plakatów ktoś przy logo Fideszu dopisał słowo „brudny”, „wybór” zastąpił zaś „kradzieżą”. W ten sposób partyjny slogan „Fidesz — bezpieczny wybór” zmienił się w „Brudny Fidesz — bezpieczna kradzież”. Nie ma w tym wielkiej przesady. András Stumpf, dziennikarz niezależnego portalu Válasz Online i współautor wydanej właśnie książki o największych przekrętach Fideszu, opowiada mi, że rządzący wyprowadzili w ten czy inny sposób z majątku państwa setki miliardów euro.

— Te wybory to referendum w sprawie rządów Orbána — przekonuje mnie János Széky, liberalny publicysta, redaktor magazynu literackiego „Élet és Irodalom”. — Jeśli jakimś cudem on utrzyma się u władzy, rozpęta się piekło — dodaje. O piekle, rewolucji, buncie czy masowych demonstracjach słyszę od wszystkich rozmówców. Z większości sondaży wynika, że wybory wygra Tisza. Jednak zarówno opozycja, jak i Fidesz opierają się na badaniach własnych sondażowni, które przedstawiają rozbieżne prognozy. Te sprzyjające Magyarowi dają opozycji przewagę od kilku do 23 pkt proc. Te związane z Fideszem przewidują nieznaczne zwycięstwo rządzącej koalicji. Jeszcze dwa tygodnie temu jeden z wewnętrznych sondaży partii władzy wskazywał, że Orbán ma szansę na zwycięstwo w 60 ze 106 jednomandatowych okręgów wyborczych, co pozwoliłoby mu utrzymać władzę.

Wybory na Węgrzech i bitwa o prowincję

Na Węgrzech obowiązuje mieszany system wyborczy: 106 ze 199 posłów Zgromadzenia Narodowego wybieranych jest w okręgach jednomandatowych, a 93 — z list partyjnych. O tym, kto wygra, decyduje wynik w tych pierwszych. System wyborczy został skrojony pod Fidesz. Promuje mandatami partię, na którą zagłosuje większy odsetek wyborców, bo od 2010 r. to Orbán zawsze wygrywał wybory. Najważniejsza batalia toczy się o niezdecydowanych wyborców, głównie z mniejszych miasteczek i wsi. Jak tłumaczy Széky, „zdecydowana większość okręgów jednomandatowych — ok. 70 ze 106 — leży w regionach wiejsko-małomiasteczkowych, co oznacza, że większość lokali wyborczych znajduje się w małych miastach i wsiach”.

Z opublikowanego pod koniec marca sondażu instytutu Republikon wynika, że odsetek wahających się wynosi aż 23 proc. Oznacza to, że jakieś 1,8 mln wyborców nie wie jeszcze, na kogo zagłosuje ani czy w ogóle pójdzie na wybory. — W grupie niezdecydowanych jest ogromna polaryzacja. Z sondaży wynika, że Péter Magyar ma tam przewagę dwa do jednego. Są dwa zasadnicze pytania: Jak duży odsetek niezdecydowanych pójdzie głosować? I jak zmobilizować niezdecydowanych do głosowania na Tiszę? Wiele wskazuje na to, że frekwencja będzie rekordowo wysoka — powyżej 80 proc. — twierdzi Bálint Magyar. — Ostateczna batalia rozegra się w 28 jednomandatowych okręgach wyborczych na prowincji, w których teoretycznie każda ze stron może wygrać. Los polityków i intelektualistów w Budapeszcie zależeć więc będzie od tego, jak w małych miasteczkach i wioskach zachowają się ludzie po szkole podstawowej — dodaje socjolog.

Lajosmizse leży w okręgu wyborczym Kecskemét, jednym z tych uznawanych przez sztabowców z obu partii za ważne pole bitwy. Położone nieco ponad 80 km na południe od Budapesztu miasteczko liczy 11 tys. mieszkańców, znane jest głównie z wody mineralnej i upraw truskawek. Sezon truskawkowy zacznie się dwa tygodnie po wyborach, ale Péter Magyar, który przyjechał tu 25 marca, dostał od zwolenników dwie skrzynki tych owoców z uprawy spod folii. Lider Tiszy jest niezmordowany — odbywa kilka wieców dziennie.

Witany jest niczym gwiazda rocka i obdarowywany prezentami — koszami z jedzeniem, portretami malowanymi przez lokalnych artystów, domowymi wypiekami z logo partii. — Na zapomnianej przez elity prowincji wiece Magyara to najważniejsze wydarzenie od dekady. W większości tych miejsc ludzie nie widzieli żadnego z liczących się polityków od kilkunastu lat — mówi mi András Stumpf. — Po raz ostatni Węgry objeżdżał w ten sposób Orbán w 2010 r. — dodaje.

W parku przy Placu Wolności w Lajosmizse zbiera się jakieś 500 osób — młodzi, starzy, rodziny z dziećmi. Mają węgierskie flagi, plakaty z Magyarem, partyjne transparenty. Siwy mężczyzna o pooranej zmarszczkami twarzy ma w ręku domowej roboty transparent postulujący zmniejszenie VAT z 27 do 10 proc. Starsza pani rozdaje upieczone przez siebie ciastka z logo Tiszy. Ludzie są w piknikowych nastrojach, z głośników przy niewielkiej scenie dudni muzyka. — To węgierskie pieśni patriotyczne — mówi mi Gábor Miklós, dziennikarz lewicowej „Népszavy”, z którym przyjechałem na prowincję.

Porządku strzegą aktywiści w kamizelkach z partyjnym logo. David Bana, działacz z Kecskemétu, pilnuje, by fani Magyara nie podeptali trawnika. — Jesteśmy partią porządku, chcemy, aby wszystko odbyło się spokojnie i bezpiecznie — mówi. Pytam, dlaczego został aktywistą Magyara. — Miałem dość korupcji i przejmowania państwa przez oligarchów związanych z Orbánem. Martwi mnie zrujnowana gospodarka, dławienie wolności słowa, kolesiostwo, łamanie praworządności. W tym kraju nie jesteś w stanie założyć firmy, jeśli nie masz koneksji z Fideszem — opowiada.

— Lider opozycji wykonał ogromną pracę. Stworzył od zera prężny ruch obywatelski — tłumaczy mi fenomen Tiszy Bálint Magyar. — Skupił się na problemach zwyczajnych ludzi, na walce z korupcją i biedą, upadłym systemie opieki zdrowotnej, kulejącej edukacji. Od 2024 r. objechał kraj dookoła już cztery razy. Tisza to nie jest zwykła formacja. Formalnie partia liczy tylko 25 członków. Reszta należy do tzw. wysp Tiszy. Szacuje się, że działa w nich ok. 150 tys. ludzi, z czego 30 do 50 tys. to naprawdę aktywni działacze. Czegoś takiego nie było na Węgrzech od zmiany ustroju w latach 1989-1990.

Na ławce w parku czekają na Magyara trzy skromnie ubrane kobiety. Ilona i Anna są emerytkami. Marta jest kilkanaście lat młodsza. — Mało nas, ale o 14.00 wielu ludzi jest jeszcze w pracy. Gdyby wiec zaczynał się wieczorem, byłyby tłumy — tłumaczy się Ilona. Dlaczego przyszły na wiec? — Mamy dość! Chcemy zmiany — mówi Marta. — Nie boicie się, że Orbán nie dopuści do zwycięstwa Tiszy? — pytam. — Pewnie, że się boimy. Z pomocą Trumpa i Putina może się utrzymać przy władzy. Nie brak u nas ciemnoty — przekonuje Anna. Co powinien zmienić Magyar? — Wszystko — odpowiadają chórem. — Ten reżim trzeba zetrzeć z powierzchni ziemi i zbudować nowy porządek — dodaje Ilona.

Grupa nastolatków przychodzi na wiec z transparentem Magyara prosto ze szkoły. Dora, Viktoria, Abel i Romeo. — Tak jak ten od Julii — śmieje się chłopak. Dziewczyny mają 14 lat, chłopcy — po 16 i 17. Są podekscytowani — przyjazd Magyara to jak koncert Taylor Swift. — Jesteśmy ciekawi, jaki jest na żywo — mówi Viktoria. Dora, blondynka o szelmowskim uśmiechu, tłumaczy, że nie zna się na polityce, ale ma nadzieję, że „jak Tisza wygra, to będzie się żyło lepiej”. Abel liczy na to, że „będzie taniej”. — A demokracja jest dla was ważna? — pytam. — Chcielibyśmy, żeby przetrwała do czasu, kiedy będziemy mieli 18 lat — odpowiada Romeo. Co myślą o UE? — Unia jest ważna, ale Węgry są ważniejsze — mówi chłopak.

Lider opozycji spóźnia się pół godziny. W tle ma wyborcze hasło Tiszy „Most vagy soha” („Teraz albo nigdy”), przy czym dwa ostatnie słowa są przekreślone. Słowa „most vagy soha” zna na Węgrzech każdy, bo wygłosił je w czasie rewolucji 1848 r. bohater narodowy Sándor Petőfi. — Péter przypomina Petőfiego. Szczególnie jak włoży huzarską kurtkę — attilę. Wszystkie kobiety się w nim kochają — mówi mi Anita Seprenyi, 36-letnia ekspertka od PR, która pomaga Tiszy w kampanii wyborczej.

W Lajosmizse Magyar przemawia z kartki. Widać, że jest zmęczony, ale stara się mobilizować ludzi do walki. Przekonuje, że koniec Orbána jest bliski. Mówi o „węgierskim Watergate”, czyli ujawnionej tego dnia aferze z nieudaną próbą zwerbowania przez służby specjalne młodego informatyka Tiszy, co skończyło się wielkim skandalem. Sprawę ujawnił Bence Szabó, funkcjonariusz zajmujący się cyberprzestępczością. Został zwolniony dyscyplinarnie ze służby, ale z dnia na dzień stał się dla zwolenników opozycji bohaterem narodowym.

Na wiecu Magyar chwali postawę Szabó. I przestrzega, że prowokacji będzie więcej. Po drugiej stronie ulicy słychać krzyki i buczenie. Zgromadziła się tam niewielka grupka romskich kobiet z transparentami: „Do boju, Fidesz!”. Przyprowadziły ze sobą dzieci i próbowały wcześniej wtopić się w tłum, ale zwolennicy Magyara zmusili je do przejścia dalej. — Nie chcemy Magyara — mówi mi jedna z nich, przedstawiająca się jako Helena. — Orbán daje bezpieczeństwo i pewność jutra. Pomaga Romom, dzięki niemu mamy pracę — tłumaczy.

— Dostały za to parę groszy albo worek cebuli — przekonuje mnie Gábor Miklós. Kilka dni po moim powrocie do Polski w Budapeszcie odbywa się premiera filmu dokumentalnego „Cena głosu”, który odsłania kulisy tego procederu. Dokument firmuje niezależna organizacja DE! Akcióközösség. Kręcony był we wsiach na wschodzie i północnym wschodzie Węgier, gdzie Fidesz zdobył w 2024 r. 80-100 proc. głosów. Policjanci, działacze i pracownicy samorządów opowiadają w nim, jak orbánowcy oferowali za głosy pieniądze, żywność czy palinkę. Grozili też Romom, że jeśli nie zagłosują na Fidesz, to zostaną wykluczeni z programu robót publicznych albo nie otrzymają przydziału drewna.

Rewolucja czy emigracja?

Kiedy Magyar kończy przemówienie, pytam Davida z lokalnej „wyspy Tiszy”, czy wierzy w zwycięstwo. — Będzie ciężko, ale nawet jeśli nie wygramy, to zdobędziemy dość mandatów, by nie dopuścić do tego, aby Fidesz wraz ze skrajnie prawicową Mi Hazánk miał większość konstytucyjną w parlamencie — odpowiada po chwili zastanowienia. Potem zwierza mi się ze swych największych obaw: — Wygramy, jeśli nie stanie się coś naprawdę strasznego — jeśli Fidesz nie zleci zamachu albo jakiejś prowokacji. Obawiam się, że Orbán może unieważnić wybory, ogłaszając, że doszło do obcej interwencji w proces wyborczy. Jeśli spróbują coś takiego zrobić, wyjdziemy na ulicę, tak jak wyszliśmy w 1956 r.

— Orbán jest skończony. Szczury uciekają z tonącego okrętu — mówi mi Anita Seprenyi. Opozycyjny Budapeszt żyje informacją o tym, że György Matolcsy, bliski współpracownik Orbána, który przez 12 lat był szefem węgierskiego banku centralnego, wyjechał do Dubaju, gdzie schronił się już jego syn.

Seprenyi, która pomaga Magyarowi w kampanii, przekonuje, że Péter liczy na 3 mln głosów. — Problemem są wsie i miasteczka poniżej 5 tys. ludzi. Tam natrafiliśmy na ścianę. Na prowincji chodzimy od drzwi do drzwi, ale ludzie często nas nie chcą nawet wpuścić, mówiąc, że nie wyślą swych synów na wojnę — opowiada. Optymizmem napawają ją sygnały, że reżim się kończy: — Od znajomych na stanowiskach słyszę, że w ministerstwach pełną parą pracują niszczarki. Niszczą dowody na swoje przekręty.

— A jeśli Orbán zrobi jakieś oszustwo przy wyborach, będzie rewolucja? — pytam. — Ludzie wyjdą na ulicę, ale nie wiem, czy na długo. Większość znajomych w moim wieku ma już plan B na wypadek wyprowadzenia Węgier z UE — wyjazd za granicę — przekonuje aktywistka.

— Zasadnicze pytanie brzmi, czy Ruscy mają już dosyć Orbána. Jeśli tak, to już po nim — mówi mi András Stumpf z Válasz Online. Sam przeszedł polityczną ewolucję. W 2010 r. głosował na Fidesz. Kiedy spotkaliśmy się w 2016 r., już się wahał — dostrzegał wady systemu, ale przekonywał mnie, że dla Orbána nie ma alternatywy. Przed wyborami 2024 r. był już po drugiej stronie barykady. Dziś nie ma wątpliwości, że jedyną szansą jest zmiana skorumpowanego systemu. — Orbán pilnuje ruskich interesów — mówi i dodaje: — Obawiam się, że jeśli on przetrwa, czeka nas nie rewolucja, ale wielka fala emigracji.

[email protected]

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
15

05.04.2026

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

„Cywilizacja kończy się w Lublinie. Z winy tego komucha Tuska dalej brak dróg szybkiego ruchu, lotniska i kolei”

„Cywilizacja kończy się w Lublinie. Z winy tego komucha Tuska dalej brak dróg szybkiego ruchu, lotniska i kolei”

Szadkowski: mamy szczęście, że trafił nam się nieudolny Kaczyński, a nie ktoś tak skuteczny jak Orbán [OPINIA]

Szadkowski: mamy szczęście, że trafił nam się nieudolny Kaczyński, a nie ktoś tak skuteczny jak Orbán [OPINIA]

Tusk hamuje Żurka? „Pisowcy powsadzają nas tak czy inaczej”

Tusk hamuje Żurka? „Pisowcy powsadzają nas tak czy inaczej”

Tusk hamuje Żurka? „Pisowcy powsadzają nas tak czy inaczej”

Tuska hamuje Żurka? „Pisowcy powsadzają nas tak czy inaczej”

Donald Trump coraz bardziej przypomina swojego poprzednika. „Kiedyś się od niego odcinał”

Donald Trump coraz bardziej przypomina swojego poprzednika. „Kiedyś się od niego odcinał”

Sprawdziłam, jak się pracuje na jednodniowym zleceniu. „Kołchoz, nie robota”

Sprawdziłam, jak się pracuje na jednodniowym zleceniu. „Kołchoz, nie robota”

Klin, guma i perfuma. Wysokofunkcjonujące alkoholiczki piją po cichu

Klin, guma i perfuma. Wysokofunkcjonujące alkoholiczki piją po cichu

Katarzyna Grochola: umarło przy mnie 46 osób. To wtedy zaczęłam wierzyć

Katarzyna Grochola: umarło przy mnie 46 osób. To wtedy zaczęłam wierzyć

Najpiękniejsze chwile wracają przed końcem. Śmierć nie jest natychmiastowa

Najpiękniejsze chwile wracają przed końcem. Śmierć nie jest natychmiastowa

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Chiny gotowe na wojnę w Iranie od pierwszej kadencji Trumpa? Zrealizowali wielki plan

Chiny gotowe na wojnę w Iranie od pierwszej kadencji Trumpa? Zrealizowali wielki plan

6 kwietnia, 2026
Sondaż. Polacy ocenili prezydenta, premiera i marszałka Sejmu. Duże różnice

Sondaż. Polacy ocenili prezydenta, premiera i marszałka Sejmu. Duże różnice

6 kwietnia, 2026
Związek zawodowy Solidarność forsuje emerytury stażowe. Resort pracy ma inny projekt – Biznes Wprost

Związek zawodowy Solidarność forsuje emerytury stażowe. Resort pracy ma inny projekt – Biznes Wprost

6 kwietnia, 2026
Ekstremalnie rzadkie ptaki wróciły do gniazd w Polsce. Każdy jest bezcenny

Ekstremalnie rzadkie ptaki wróciły do gniazd w Polsce. Każdy jest bezcenny

6 kwietnia, 2026

Najnowsze Wiadomości

Wojna na Ukrainie. Kijów uderzył w Noworosyjsk. Trafione jednostka i port

Wojna na Ukrainie. Kijów uderzył w Noworosyjsk. Trafione jednostka i port

6 kwietnia, 2026
Czegoś takiego nie było na Węgrzech od ponad 35 lat. „Ten reżim trzeba zetrzeć z powierzchni ziemi i zbudować nowy porządek” [KORESPONDENCJA]

Czegoś takiego nie było na Węgrzech od ponad 35 lat. „Ten reżim trzeba zetrzeć z powierzchni ziemi i zbudować nowy porządek” [KORESPONDENCJA]

6 kwietnia, 2026
Turysta został użądlony ponad 100 razy. Teraz walczy o życie

Turysta został użądlony ponad 100 razy. Teraz walczy o życie

6 kwietnia, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.