— Wrażliwość i świadomość, że odczuwa się intensywniej niż inni, nie musi wcale prowadzić do cierpienia ani schorzeń psychicznych. Kłopot zaczyna się z chwilą, gdy z powodu nadzwyczajnej wrażliwości człowiek nie może nawiązać relacji z innymi — mówi psycholożka i psychoterapeutka Alina Neugebauer. I tłumaczy, dlaczego niektórzy przeżywają wszystko bardziej niż inni.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Alina Neugebauer: Trzeba wziąć pod uwagę kilka wątków. Po pierwsze, biologiczny — nie jesteśmy tacy sami: nasze systemy nerwowe są różne, zatem te same bodźce odbieramy inaczej. Niektórzy z nas na przykład lepiej słyszą albo gorzej rozróżniają kolory. Podobnie osoby ze szczególnie wrażliwym systemem nerwowym doświadczają i przeżywają intensywniej. Jeśli to cecha wrodzona, biologiczna, to zwykle mamy poczucie ciągłości — mówimy: „zawsze tak reagowałam”. Gdy taki pacjent do mnie trafia — wie, że zawsze drażniła go każda metka czy materiał ubrania, a intensywniejszy głos czy dźwięk pobudzał bardziej niż innych.

Naszą wrażliwość emocjonalną kształtuje także wszystko to, co wydarza się w życiu i na nas wpływa. Po trudnym emocjonalnym doświadczeniu, które zapisało się w naszym systemie psychicznym, może pojawić się nadwrażliwość. Podobne bodźce, jak zapach, światło czy dźwięk, skojarzone z tym doświadczeniem, aktywują wtedy intensywne stany emocjonalne. W takim przypadku pacjenci zwykle potrafią wskazać moment, w którym pojawiła się ich nadwrażliwość. Nasza wrażliwość emocjonalna kształtuje się więc również w wyniku wychowania, w zależności od rodziny, kultury, społeczeństwa, warunków, w jakich wzrastamy, a także w wyniku osobistych doświadczeń.

— Powiedziałabym, że wraz z wiekiem jesteśmy bardziej otwarci na swoją emocjonalność. Szybciej się wzruszamy, mamy większą swobodę w okazywaniu czułości, ale też czujemy się słabsi i mniej odporni na trudy życia niż w młodości. To zaś nasila reakcje lękowe.

— Bardzo trudno rozgraniczyć, na ile wysoka wrażliwość to dziedzictwo stricte biologiczne, a na ile pomieszane z wychowaniem i modelowaniem. Niezależnie od tego, na ile wynika ona z biologii, wychowania, kultury czy z wszystkich tych czynników naraz, jest specyficzną cechą danej osoby. I powinniśmy się nią zaopiekować.

— Przede wszystkim zaakceptować swoją specyfikę, podejść do siebie tolerancyjnie, z uważnością i troską. Przyjrzeć się, w jakich sytuacjach wysoka wrażliwość mu służy i jak może ją zagospodarować, nauczyć się, jak nad nią panować i jak nią zarządzać, żeby żyło się lepiej. Zwykle intuicyjnie wyczuwamy swoje mocne i słabe strony, a potem podążamy w tym kierunku, w którym widzimy większe szanse na samorealizację i dobre samopoczucie. Jeśli mamy dużą wrażliwość emocjonalną na drugiego człowieka, to zawodowo często idziemy w kierunku pomagania innym.

Łatwo czytamy emocje innych, więc wybieramy takie zawody, gdzie ta cecha może być dobrze wykorzystana. Ci, którzy mają mniejszą wrażliwość emocjonalną, a bardziej rozwinięty aspekt poznawczy i intelektualny, szukają raczej zawodów związanych z naukami ścisłymi czy nowymi technologiami. Jednak nadmierne skupianie się na własnej wrażliwości na pewno nam nie służy. Nic dobrego nie wynika z nadawania sobie określonych etykiet. Niezależnie, czy mówią one o naszej wyjątkowości — „jestem nadzwyczaj wrażliwy”, czy ułomności — „jestem zbyt emocjonalny”, skutek jest taki sam — oddalają nas one od innych, a to utrudnia przecież nawiązywanie relacji.

— O terapii zawsze warto pomyśleć, gdy pojawia się cierpienie psychiczne. Kiedy więc z powodu naszej nadwrażliwości doświadczamy kłopotów w relacjach z ludźmi lub źle o sobie myślimy, stale się dewaluujemy, rozmowa z terapeutą może być pomocna. W dobrej współpracy z nim możemy dotrzeć do wielu subiektywnych doświadczeń emocjonalnych komplikujących nam życie, lepiej zrozumieć siebie, wzmocnić zdolność do regulacji emocji. W dialogu ze specjalistą mamy szansę na refleksje wokół trudności, z jakimi się zmagamy. Możemy się zastanowić, czy owa nadwrażliwość to nie są na przykład nasze przekonania na swój temat zaczerpnięte z relacji z bliskimi, którzy od dziecka powtarzali nam: „Ty to zawsze byłaś taka wrażliwa i delikatna”. W takich przypadkach w szczególności pomocna może być terapia grupowa. Ułatwi nam ona konfrontację naszego sposobu myślenia z tym, jak postrzegają nas inni. Prowadząc grupy terapeutyczne, wielokrotnie obserwowałam, jak bardzo może pomóc nam doświadczenie, w którym inni ludzie towarzyszą nam w kłopotach, pomagając zrozumieć i dokonać zmian.

— Nie znam badań, które by tego dowodziły. Jeśli jednak pyta mnie pani o moje doświadczenie gabinetowe, to powiedziałabym, że swoją wrażliwą część dostrzegają zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Większość z nas przeżywa siebie jako kogoś wrażliwego i tak jest, choć w tej wrażliwości się różnimy. Podobnie jak różnimy się w przeżywaniu i opisywaniu siebie jako kogoś silnego, sprawczego czy surowego. Chcemy i potrzebujemy doświadczać siebie w pełni, płeć nie determinuje tego, co i jak czujemy.

— Zdecydowanie. Jeśli jednak mówimy o wrażliwości, to sformułowanie „grubsza skóra” rzeczywiście tutaj pasuje. Myślę, że w ciągu naszego życia, procesów wychowawczych, jakim jesteśmy poddawani, serii doświadczeń, jakie los nam przynosi — faktycznie nabieramy grubszej skóry. Na życiowym starcie mamy skórę jak noworodek — delikatną i cieniutką, na każdy niekomfortowy bodziec fizyczny czy emocjonalny reagujemy głośnym płaczem. Dojrzewając, stajemy wobec trudności, uczymy się strategii radzenia sobie z nimi i w ten sposób nabieramy odporności. W tym kontekście rzeczywiście z każdym rokiem mamy trochę grubszą skórę. Symbolicznie ujmując, oddziela ona nasz świat wewnętrzny od zewnętrznego. Jest granicą pomiędzy tym, czego doświadczamy wewnątrz, czyli naszymi emocjami i doznaniami, a tym, co przychodzi z zewnątrz, czyli wszystkimi bodźcami, jakich dostarcza nam świat.

— Wrażliwość i świadomość, że odczuwa się intensywniej niż inni, nie musi wcale prowadzić do cierpienia ani schorzeń psychicznych. Kłopot zaczyna się z chwilą, gdy z powodu nadzwyczajnej wrażliwości człowiek nie może nawiązać relacji z innymi. Na przykład osoba nadwrażliwa na swoim punkcie — niezależnie od tego, jaki komunikat usłyszy — zawsze bierze go do siebie. W konsekwencji ciągle czuje się zraniona, dotknięta albo urażona, zaczyna unikać kontaktu z ludźmi i w rezultacie cierpi z powodu samotności albo nawet zaczyna chorować na depresję.

— Nasza wrażliwość manifestuje się bardzo różnie. Niektórzy reagują na bodźce zamrożeniem, napięciem mięśni, wstrzymaniem reakcji emocjonalnej. Takie osoby w gabinecie mówią mi, że są tak wrażliwe, że muszą się oddzielać, chronić, wycofywać, unikać. Mam jednak także takich pacjentów, którzy przeciwnie — skarżą się, że reagują nadmiarowo, nazbyt ekspresyjnie w stosunku do otoczenia. Opowiadają mi, że są zmęczeni swoją emocjonalnością, że przytłaczają innych.

— Podchodzę do tego w bardzo prosty sposób, nie ma tu wielkiej filozofii. Wystarczy okazać drugiemu człowiekowi trochę serca, zaakceptować odmienność, otworzyć się na różnorodność. To będzie dobry początek do dalszego dialogu i zmian. W pragnieniu bycia zaakceptowanym, potraktowanym z wrażliwością i uwagą wszyscy jesteśmy bardzo podobni. Żeby móc się zmienić, potrzebujemy życzliwej obecności drugiego człowieka.

— Zdecydowanie. To są komentarze, których nikt z nas nie lubi i nie chce słyszeć. One nie pomagają. Będąc w stanie obniżonego nastroju czy depresji, choćbyśmy pragnęli ze wszystkich sił, nie jesteśmy w stanie „wziąć się w garść”.

Jeśli naprawdę chcemy takiej osobie pomóc, to spróbujmy odłożyć na chwilę swoje sprawy na rzecz uważnego pobycia z osobą, która wymaga wsparcia. To trochę trudniejsze. Wydaje się, że my sami często nie wytrzymujemy takich sytuacji. W związku z tym powtarzamy tylko zdawkowe: „Przestań, zaraz poczujesz się lepiej”, jakbyśmy sami chcieli jak najszybciej „odepchnąć” od siebie trudne uczucia, emocjonalny dyskomfort. A przecież czasami, by ktoś poczuł się lepiej, wystarczy mu poświęcić więcej uwagi i po prostu wysłuchać. Tym, którzy udzielają takich zdawkowych rad, sugerowałabym, by zastanowili się, dlaczego tak mówią. Czy aby nie dlatego, że trudno im pogodzić się, że ktoś ma inną wrażliwość?

— Ale dlaczego właściwie natychmiastowe podjęcie działania miałoby być lepsze niż czucie i przeżywanie? Kto tak powiedział?

— Tylko niektóre sytuacje wymagają od nas natychmiastowej reakcji. Wtedy jest to zazwyczaj reakcja instynktowna. Natomiast w wielu innych momentach życia możemy sobie pozwolić na świadome przeżywanie swoich uczuć. To przecież właśnie uczucia stanowią siłę napędową naszych działań, motywują nas do podejmowania zmian i umożliwiają realizację celu. Dlaczego więc tak bardzo obawiamy się dać sobie i innym przestrzeń na chwilę płaczu, doświadczenie smutku czy przeżycie cierpienia albo radości?

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version