Kilka lat temu Katarzyna Nosowska w rozmowie z TVN Style opowiedziała o „koszykowaniu” – zwyczaju stosowanym przez nią podczas zakupów w sieci. Wyglądało to tak: artystka wrzucała do wirtualnego koszyka ubrania, które wpadły jej w oko, bez względu na ich ceny. Klikała „kup”, a potem zamykała komputer i szła spać.
Dziś proces robienia zakupów na niby staje się coraz bardziej popularny. Powstały nawet strony i aplikacje, na których możemy robić zakupy bez ponoszenia konsekwencji finansowych. Nazywają się „dopamine sites”.
„Dopamine sites” hitem w Korei Płd.
Inflacja konsumencka w Korei Południowej wzrosła w czerwcu o 3,2 proc. w ujęciu rocznym. Młodzi Koreańczycy odczuwają niepewność w związku z trudną sytuacją finansową. Wiele osób nie może pozwolić częste zamawianie jedzenia na wynos. W pogoni za drobnymi przyjemnościami i dopaminą kierują się w stronę trendu na „dopamine sites”.
Wyglądają jak dobrze znane platformy czy aplikacje sprzedażowe. Wybierasz np. spodnie, znajdujesz odpowiedni rozmiar, dodajesz do koszyka, klikasz przycisk zakupu i to by było na tyle.
Na innych stronach możesz z kolei zamówić jedzenie. Nawet nazwy sugerują filozofię działania – „Food Never Comes”, czyli „Jedzenie Nie Przychodzi” czy „FakeEats” („Fałszywe Jedzenie”).
Wspomniana wcześniej dopamina to związek wydzielany w naszym mózgu, który pełni bardzo różne role. Odpowiada m.in. za układ nagrody.
– Gdy korzystamy z „dopamine sites” samo przeglądanie oferty i wykonywanie czynności kojarzonych wcześniej z zakupem może angażować mechanizmy oczekiwania nagrody i motywacji, w których uczestniczy układ dopaminergiczny, co daje nam pewien wyrzut dopaminy – wyjaśnia psycholożka Oliwia Zaborowska z Uniwersytetu SWPS.
Dopamina wydzielana jest w mózgu cały czas. Wydziela się również wtedy, gdy mamy przyjemną rozmowę z kimś albo zjedliśmy dobry posiłek.
Korzystanie z „dopaminowych stron” pomaga zatem ograniczać konsekwencje finansowe, przynosi za to konsekwencje psychologiczne.
– To zjawisko zastępowania jednej rzeczy inną. Używając takich stron nie konfrontujemy się z tym trudnym uczuciem czy dyskomfortem związanym z odmawianiem sobie czegoś – mówi Zaborowska.
Psycholożka zwraca uwagę na dwa mechanizmy: lubienia i chcenia.
„Lubienie” oznacza przyjemność odczuwaną podczas doświadczenia nagrody. „Chcenie” to natomiast motywacyjna siła, która kieruje nas w stronę nagrody.
Te mechanizmy mogą się rozchodzić: możemy bardzo chcieć ponownie wykonać daną czynność, nawet jeśli nie daje nam ona już dużej satysfakcji.
– Zaczynamy dostrzegać wskazówki, które sugerują, że zaraz otrzymamy nagrodę – tłumaczy psycholożka.
Strony dopaminowe działają właśnie na tym mechanizmie – nagradzający może być sam proces, a nie jego rezultat.
Zaborowska jako przykład podaje tu sytuację, w której zamawiamy jakiś produkt, który przychodzi do nas np. dopiero po tygodniu. Pojawia się myśl: „Po co ja to w ogóle kupiłam?” Sam przedmiot już nie cieszy, bo w momencie kliknięcia przycisku „kup” już dostaliśmy swoją nagrodę.
Jakie konsekwencje może przynieść nadmierne korzystanie z „dopamine sites”? Zjawisko nie zostało jeszcze dobrze zbadane. Jak jednak zauważa psycholożka, możemy wyobrazić sobie sytuację, w której osoba zaczyna spędzać na takich stronach bardzo dużo czasu i rezygnuje z innych aktywności w życiu.
– Wtedy mówimy już o podstawowych mechanizmach uzależnienia. Ono wygląda trochę inaczej niż uzależnienie od substancji, ale nadal osoba rezygnuje z innych aktywności – opowiada Zaborowska.
Jeżeli korzystanie z „dopamine sites” zaczęłoby prowadzić do utraty kontroli, zaniedbywania snu i obowiązków oraz byłoby kontynuowane mimo negatywnych konsekwencji, można byłoby mówić o problematycznym lub kompulsywnym wzorcu zachowania.
Słowem – chociaż nie mamy podstaw, by stwierdzić, że korzystanie z „dopamine sites” jest uzależniające, to na pewno może być bardzo wciągające.
Anna Nicz
Chcesz porozmawiać z autorką? Napisz: anna.nicz@firma.interia.pl
.


