Jarosław Kaczyński powtórzył kwietniową groźbę wobec ludzi Mateusza Morawieckiego. Znaczy to tyle, że wykorzystał ostatnie miesiące, by przygotować się do operacji pozbycia się ich z PiS. A lista założycieli stowarzyszenia była dla prezesa wskazówką, kogo można przekupić.

We wtorek prezes chciał batożyć Czarnka, w środę zaś postanowił wyrzucić Morawieckiego. A to dopiero ćwiartka wakacji. Zazwyczaj w PiS było tak, że w sierpniu europoseł Joachim Brudziński zabierał Jarosława Kaczyńskiego na dzikie, męskie wakacje gdzieś na Pomorze Zachodnie. Tam zwykle Kaczyński marzł i wracał na Nowogrodzką wściekły, co skutkowało gruntownymi roszadami w partii wczesną jesienią. Tym razem Kaczyński ewidentnie przemarzł wcześniej. A zatem także doroczne rozliczenia przyspieszyły.

Najpierw wziął się za Czarnka, swego rozczarowującego jak dotąd kandydata na kandydata (czyli KnK). Gdy Czarnek oświadczył, że Polska powinna zmusić UE do zaprzestania finansowania zbrojeń w Ukrainie, Kaczyński go zaatakował: „Pomoc militarna, realizowana także przez UE na rzecz Ukrainy, jest bezwzględnie potrzebna. To kluczowa sprawa z punktu widzenia polskiej racji stanu i naszego bezpieczeństwa. Sprawa wypowiedzi pana Przemysława Czarnka zostanie wyjaśniona przez kierownictwo partii”.

Reakcja Kaczyńskiego była co najmniej dziwaczna. Mógł zdyscyplinować Czarnka dyskretnie i kameralnie. A zrobił to ostentacyjnie i publicznie. To nie tak, że Czarnek nie plecie bzdur — bo plecie. Tyle że antyukraińskie bzdury opowiada dziś wielu polityków PiS, ośmielonych przez samego Kaczyńskiego, który postanowił się ścigać z Braunem.

Ponieważ jednak wewnętrzne porządki w PiS dalekie są od logiki, nie ma się co dziwić, że Czarnek był przerażony zapowiedzią Kaczyńskiego. Spodziewał się nawet, że to wstęp do pozbawienia go statusu KnK. Biegał po mediach i wychwalał prezesa za to, że napisał, że zamierza go ukarać.

Tyle że Kaczyński po kilkunastu godzinach uznał, że to nieporozumienie. Gdy już prezes przeraził Czarnka, by go na powrót ułaskawić, to wziął się za Morawieckiego. Co do sytuacji wewnątrz PiS, to łatwo być prorokiem — dlatego i mnie się udało. Twierdzę bowiem od wiosny, gdy Morawiecki założył swoje stowarzyszenie, że Kaczyński prędzej czy później się z nim rozprawi. I wiele wskazuje na to, że ten moment właśnie nadchodzi. Kaczyński zażądał likwidacji wszystkich stowarzyszeń działających wewnątrz partii, dając na to tydzień. Stowarzyszeń jest kilka, ale oczywiste, że prezesowi chodzi o jedno — Rozwój Plus Morawieckiego, bo to jedyna licząca się organizacja.

Kaczyński już raz, w kwietniu, postawił Morawieckiemu podobne ultimatum. Ale cofnął się. W zamian za to Morawiecki poszedł na ustępstwa — obiecał, że nie będzie rozbudowywał swego stowarzyszenia i włączy je w prace partyjnej rady eksperckiej. Szczerze mówiąc, oszukał Kaczyńskiego. Co więcej: od początku było wiadomo, że to zrobi. Nie przerwał rekrutacji w terenie, starając się wciągnąć do stowarzyszenia radnych regionalnych PiS.

Do Kaczyńskiego docierały też sygnały, że Morawiecki wykorzystuje do budowy swej organizacji pieniądze prawicowej międzynarodówki Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (EKR). Morawiecki jest z nadania PiS szefem EKR.

Zgadza się, prezes jest zwolennikiem teorii spiskowych. Ale nawet odkładając na bok jego polityczne neurozy, przyznać należy: wszystko, co robi Morawiecki, wygląda na budowanie własnej partii kosztem PiS.

Skoro tym razem Kaczyński powtarza tę samą groźbę co w kwietniu, znaczy to tyle, że wykorzystał ostatnie miesiące na lepsze przygotowanie się do operacji pozbycia się Morawieckiego. Kluczowe będzie to, ilu posłów, senatorów i europosłów z nim odejdzie. Akces do jego stowarzyszenia ogłosiło prawie 40 parlamentarzystów, czyli teoretycznie mógłby utworzyć własny klub już w obecnym Sejmie. Szkopuł w tym, że lista założycieli stowarzyszenia była dla Kaczyńskiego wskazówką, kogo można przekupić, by w PiS pozostał.

Drugi raz prezes cofnąć się nie może, inaczej resztki jego krwiożerczej legendy legną w gruzach. Morawiecki tym bardziej nie może odpuścić, bo Kaczyński nie dał mu na to żadnej przestrzeni.

To znaczy, że w nadchodzącym tygodniu PiS może przestać istnieć w dotychczasowym kształcie. A to całkowicie zmieni pejzaż na scenie politycznej. Kaczyński będzie brutalnie atakował Morawieckiego — jak zawsze atakuje „zdrajców”. Na rozpadzie PiS skorzysta radykalna prawica, która już się tuczy kosztem Kaczyńskiego. Premier też będzie się cieszył z problemów PiS, choć Morawiecki bez Kaczyńskiego będzie bardziej strawny dla wielu wyborców — a to już Tuska cieszyć nie powinno. W dodatku Morawiecki będzie szukać wyborczych sojuszników, a kierunek na PSL i Polskę 2050 — koalicjantów Tuska — jest naturalny.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Zapisz się na newsletter „Stanu Wyjątkowego”

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version