Ta wizyta w Kijowie to była jakaś makabreska. Na zewnątrz to był wielki sukces prezydenta i państwa polskiego. A z drugiej strony: za kulisami doszłoby do mordobicia w pociągu. Do mordobicia najważniejszych ludzi prezydenta na jego oczach – mówi człowiek bliski prezydentowi w nowej książce Jacka Gądka „Duduś. Prezydent we mgle. Kulisy Pałacu Andrzeja Dudy”.
W krytycznym czasie wojny w Ukrainie dwóch najważniejszych ludzi Andrzeja Dudy – Marcin Mastalerek od spraw politycznych i Jakub Kumoch od spraw międzynarodowych – było śmiertelnymi wrogami. Konflikt eksplodował w czasie wizyty prezydenta w Radzie Najwyższej Ukrainy (czyli parlamencie) 22 maja 2022 r. Duda wygłosił w Kijowie świetne przemówienie, a deputowani długo go oklaskiwali.
Co działo się za kulisami tej, co często sam Duda podkreślał z dumą, historycznej wizyty i jak działa w pałacu prezydenckim „masarnia polityki”?
Współpracownik: – Mastalerek uważał Kumocha za pijaka. A Kumoch Mastalerka – za psychopatę.
Bywalec pałacu prezydenckiego: – Kumoch był kiedyś dziennikarzem, a potem trafił do dyplomacji. Przychodząc do Kancelarii Prezydenta, uznał, że będzie trochę lekceważył Mastalerka. No a Mastalerek ma bardzo dobry dostęp do ucha Andrzeja Dudy. Ponadto on jest jak samiec alfa – uznał, że nie pozwoli na to, aby ktokolwiek go lekceważył. Już na wstępie parę razy się pokłócili, Kumoch się odwijał, wet za wet. Ten konflikt eskalował. W pewnym momencie po obu stronach była żądza wyeliminowania przeciwnika. Musiało w końcu dojść do wybuchu.
Minister: – Mastalerek się nawet przechwalał, że Kumoch wpadł na pomysł, by to jego wyeliminować. „No bez przesady” – śmiał się. Czuł się tak pewnie w relacji z prezydentem, że publicznie w pałacu obśmiewał plany Kumocha. Mówił to lekceważąco w szerszym gronie współpracowników Dudy.
Współpracownik prezydenta: – Prawdą jest, że jednak relacje prezydenta z Mastalerkiem i z Kumochem były zupełnie inne. Relacja z „Mastalem” była dużo dłuższa i o wiele bardziej zażyła. Kumoch był blisko prezydenta, ale jako spec od polityki międzynarodowej – zwłaszcza na odcinku wschodnim. Duda korzystał z jego wiedzy, doświadczenia i kreatywności, ale Kumoch – poza tym, że był wulkanem pomysłów – był też człowiekiem absolutnego chaosu, bez umiejętności zarządzania, nieprzewidywalnym. I Duda się na to strasznie wkurzał.
Współpracownik, który obserwował ich wojenkę: – Dwóch najważniejszych ludzi prezydenta się zwalczało i chciało wyeliminować. Mastalerek chce za wszelką cenę wrócić do polityki, odegrać się na Kaczyńskim i zaistnieć na prawicy. A Kumoch chce za wszelką cenę pozostać w dyplomacji, zapewne marzy mu się zostanie kiedyś ministrem spraw zagranicznych.
Człowiek znający ich obu: – To też dwa zupełnie różne charaktery. Mastalerek nie na darmo ma przezwisko „Breivik”, Kumoch – przezywany „Komuchem” – jest z kolei raptusem, który nie kryje emocji.
Doradca: – Wołodymyr Zełenski zadzwonił do Andrzeja Dudy i powiedział: „Chciałbym, abyś był pierwszym prezydentem, który tu będzie w czasie wojny”.
Współpracownik: – Ale to był pomysł Jakuba Kumocha. On akurat zna realia Ukrainy i Rosji. Świetnie zna rosyjski, zna też ukraiński i miał bardzo dobre relacje osobiste z Andrijem Jermakiem. Wypił też tam hektolitry wódki – tak to realnie wygląda, że uprawianie dyplomacji na Wschodzie to też picie wódki. Ba, uprawianie dyplomacji wszędzie na świecie jest okraszone alkoholem, ale na Wschodzie tego alkoholu jest więcej i jest mocniejszy.
Gdy wybuchła wojna, to Kumoch był pasem transmisyjnym dla informacji oficjalnych, ale zwłaszcza nieformalnych. Wymyślił, że Duda powinien być tym liderem świata zachodniego, który przyjedzie do Ukrainy. Co – tak Bogiem a prawdą – pewnie dla wszystkich było oczywiste. Który z prezydentów miałby tam jechać pierwszy jak nie Duda?
„Duduś. Kulisy pałacu Andrzeja Dudy”
Foto: Newsweek
Człowiek z Kancelarii Prezydenta: – Kilka dni przed wizytą Dudy w Kijowie w maju 2022 r. pojechali tam Jakub Kumoch i Michał Dworczyk. A razem z nimi kilku współpracowników Dworczyka, w tym Michał Kuczmierowski, który w sprawach dostaw broni dla Ukraińców odgrywał ważną rolę. Objechali sporą część kraju, aż do linii frontu, żeby zdać relację na „gabinecie wojennym” w Warszawie. Ale przede wszystkim wynegocjowali sprawę odsłonięcia lwów na Cmentarzu Orląt Lwowskich i wystąpienie Andrzeja Dudy przed Werchowną Radą.
Zaufany człowiek: – Mastalerek zaczął się wpieprzać w niektóre rzeczy, które co do zasady należały do Biura Polityki Międzynarodowej, którym kierował Kumoch.
Współpracownik Andrzeja Dudy: – Prezydent długo przechodził nad tym konfliktem do porządku dziennego – na zasadzie: z tymi panami już dzisiaj nie ma co gadać, mam ważne rzeczy na głowie, muszę się skoncentrować. A wtedy panowie mają czas, żeby ochłonąć.
Współpracownik prezydenta: – Zakomunikował Mastalerkowi i Kumochowi: „Napiszcie razem to przemówienie”. „Mastal” odpowiedział: „Ale on nie umie pisać”. Duda uznał, że skoro powiedział, że mają pisać razem, to napiszą razem i dostanie jeden tekst przemówienia.
Współpracownik: – Przemówienia powstają tak, że na początku prezydent rozmawia z ministrami, żeby ustalić, co ma się znaleźć w tekście. A później mówi: no to teraz to napiszcie. Sam nie pisze. Potem czyta przygotowany tekst, za który najczęściej odpowiada Wojciech Kolarski, robi odręczne dopiski i jest finalna wersja.
Człowiek z pałacu: – Mastalerek jechał do Kijowa po awanturę. Jechał z myślą, żeby ją wywołać i pozbyć się Kumocha.
Człowiek z pałacu prezydenckiego: – Mastalerek napisał swoje przemówienie dla Dudy, który miał je wygłosić w Werchownej Radzie. A swoje napisał Kumoch. Zanieśli je prezydentowi jeszcze przed wyjazdem do Kijowa. Prezydent dopiero w pociągu, gdy wziął papiery do ręki, powiedział: „Chwila, mam tutaj dwa wystąpienia, oba są jakoś sensowne, ale się różnią”. Był bardzo zdziwiony, dlaczego podsunięto mu dwie wersje. Wcześniej nigdy się tak nie zdarzało. Pytał, kto je napisał.
Doradca: – Kiedy się okazało, że są dwa wystąpienia, Duda natychmiast wezwał Mastalerka i Kumocha. Zapytał, dlaczego dają mu dwie wersje, skoro miała być jedna. No i wtedy się zaczęło.
Zaufany człowiek prezydenta: – Zaczęła się rywalizacja, kto jest ważniejszy i które przemówienie lepsze.
Zaufany człowiek prezydenta: – Mastalerek chciał koniecznie wrzucić do przemówienia to, że w przyszłości Polska i Ukraina znów wspólnie zorganizują mistrzostwa Europy w piłce nożnej – w 2032 r. Kumoch się wściekał, że to jakieś biznesiki „Mastala” i on nie pozwoli, żeby prezydent mówił o piłce nożnej, gdy mamy wojnę z Rosją. Finalnie w przemówieniu wygłoszonym w Werchownej Radzie nie padło, że Polska i Ukraina mają wspólnie zrobić Euro.
Współpracownik: – Duda miał przekonanie, że może nawet warto zaproponować na przyszłość coś takiego, co będzie wspólnym, polsko-ukraińskim, celem. Ale ostatecznie tylko zamarkował w tym przemówieniu, że przyjdzie jeszcze taki czas, kiedy Polska i Ukraina będą robiły wspólne projekty, tak jak 10 lat temu zorganizowaliśmy Euro 2012. Dla Dudy pomysł na Euro był niezły, ale jeszcze niedopracowany.
Współpracownik: – Spór Kumocha i Mastalerka dotyczył głównie tego, czyj tekst weźmie Duda i kto kogo wyeliminuje. Kumoch miał przede wszystkim taki problem, że – po pierwsze – Mastalerek wszedł na jego pole, więc trzeba go uwalić. A po drugie – uważał, że Euro za 10 lat to są jakieś michałki, a ważniejszych jest sto innych spraw, zwłaszcza że z tym Euro nic nie jest z Ukraińcami ustalone.
Polityk z otoczenia prezydenta: – Kumoch się wściekł. Mówił, że nie będzie firmował takiej polityki zagranicznej, bo to trywializacja całego polskiego wysiłku wojennego. Wrzeszczał, że on tu z traktatem, a ci z piłką nożną.
Człowiek z Kancelarii Prezydenta: – Jakub Kumoch ze swoją ekipą napisał przemówienie, w którym zaproponował Ukrainie nowy traktat na wzór tego, który od ponad 60 lat mają zawarty Francja i Niemcy.
Rozmówca z pałacu prezydenckiego: – Kumoch koniecznie chciał wywalić Euro 2032. Uważał, że to będzie kompromitacja, która dodatkowo ośmieszy Dudę w kraju.
Rozmówca z pałacu prezydenckiego: – Prezydent był bardzo niechętny mówieniu o Euro 2032 – uważał to za coś skrajnie dziwnego, bo kompletnie niepasującego do wojennej rzeczywistości. Kumoch z kolei jechał w swoim tekście strasznym patosem, trochę niepasującym do przemówień Dudy. W bardzo patetycznych mowach prezydent po prostu gorzej wypada.
Człowiek znający kulisy wizyty: – Te dwie wersje przemówienia nie różniły się jednak jakoś bardzo mocno. Były nawet podobne. W tekście Kumocha było wspomnienie wprost o Wołyniu, że to rana i że wojna jej nie zagoi czy jakoś tak, a nie było ani słowa o Euro 2032.
Współpracownik: – Wojciech Kolarski, który też jechał do Kijowa, był przeciwny umieszczaniu w przemówieniu wątku rzezi wołyńskiej.
Współpracownik: – Prezydent nie uciekł w swoim wystąpieniu od tematu rzezi wołyńskiej. Zacytował Jana Pawła II z jego pobytu we Lwowie – to był cytat w duchu prawdy i pojednania. Mówił też, że dzisiaj wspólnie realizujemy przesłanie papieża i musimy to robić, opierając się na prawdzie i wzajemnym szacunku. Kumoch wcale nie mówił językiem prawicy w sprawach Wołynia.
Człowiek znający kulisy: – Była twarda rozmowa o przemówieniu i innych rzeczach związanych z wizytą. Mastalerek się dowiedział, że on do Werchownej Rady ma nawet nie wejść, i obwiniał o to Kumocha. A Kumoch mówił, że to strona ukraińska tak zarządziła. Zaczęły latać wyzwiska.
Zaufany współpracownik: – Duda po pierwsze był w szoku, a po drugie był wściekły. Moment historyczny, trudne warunki, wojna, jadą wszyscy pociągiem. Wizyty zagraniczne tak się standardowo nie odbywają. Miał wygłosić przemówienie, które przejdzie do historii. A co się dzieje? Dwóch jego najbliższych współpracowników już się rwie, by okładać się po pyskach. Każdy by się wściekł.
Współpracownik: – Wkurzony Duda wyszedł ze swojej salonki i pomaszerował do Marcina Przydacza, wiceszefa MSZ, i Wojciecha Kolarskiego. Wezwał ich pilnie do siebie. Mówił, że są dwa wystąpienia i trzeba szybko napisać jedno. Chciał, żeby je skompilować.
Człowiek z Pałacu: – Marcin, żeby wyprowadzić Kubę z równowagi, podszedł do niego i zapytał: „Komu ty tak naprawdę służysz? Polsce czy Ukrainie?”. Wtedy Kumoch wybuchł.
Współpracownik: – Kłótnia była. Mastalerek mówił, że nic z tekstu Kumocha nie zostanie, i groził, że jeszcze z nim nie skończył. A to pytanie, komu służy, to mogło powstać później jako legenda. Kumoch przecież chciał, żeby Duda mówił wprost o Wołyniu, no to jak miałby służyć Kijowowi?
Człowiek znający kulisy: – Mastalerek i Kumoch już się chcieli bić. Skoczyli sobie do gardeł. To już był absolutny szczyt wojny między nimi. Kumoch jest człowiekiem, którego albo się lubi, albo się z nim jest na wojnie. Nie ma stanów pośrednich. Z tym że to też się zmienia, bo najpierw się lubi, a potem wojuje.
Zaufany człowiek prezydenta: – To właściwie już była bójka.
Zaufany człowiek prezydenta: – No przecież oni pobili się w pociągu do Kijowa.
Człowiek bliski pałacowi: – Ludzie, którzy to wiedzieli, mogli pospadać z krzeseł ze zdziwienia i śmiechu.
Człowiek znający kulisy wizyty: – A Wojciech Kolarski się temu przyglądał.
Współpracownik: – Gdy Duda wszedł ponownie do salonki, Mastalerek powiedział z przekąsem: „Andrzej, zobacz, twój minister”.
Człowiek z pałacu: – Dobrze, że tam był Duda, bo Mastalerek wpierdoliłby temu leszczowi.
Inny rozmówca: – Co? To Kumoch by wpierdolił „Mastalowi”.
Współpracownik Andrzeja Dudy: – Prezydent strasznie się wściekł i w końcu obu ich wywalił ze swojego wagonu. Chciał się skupić na swoim wystąpieniu w Kijowie, a jego dwóch najbliższych ministrów wzięło się za łby.
Zaufany człowiek prezydenta: – Duda widział też, że Kumocha i Mastalerka nie da się już w żaden sposób pogodzić, więc wywalił obu z salonki. Kumoch był wściekły i mówił, że tak to nie może wyglądać, bo jeśli on jest szefem Biura Polityki Międzynarodowej, to nikt nie powinien mu się wpierdalać. Mastalerek był nabuzowany, choć on akurat potrafi ukrywać emocje.
Współpracownik: – Kolarski i Przydacz usiedli i według wytycznych Dudy stworzyli jedno przemówienie: jeden wziął na warsztat sprawy bezpieczeństwa, a drugi – historyczno-kulturalne. Ostatecznie prezydent jako bazę swojego wystąpienia wziął to, co mu przygotowało zaplecze Mastalerka. Ale stamtąd też powylatywało sporo rzeczy, a od Kumocha kilka fragmentów się znalazło.
Człowiek z Kancelarii Prezydenta: – W tym przemówieniu można było usłyszeć echo awantury z pociągu o to Euro. Naprawdę. Prezydent powiedział tam przecież: „Ktoś będzie się śmiał, a może oburzał, że mówię o tym dzisiaj, tutaj, w Radzie Najwyższej”.
Bliski współpracownik: – Potem jednak ten pomysł na Euro 2032 zupełnie umarł.
Człowiek z pałacu prezydenckiego: – Awantura była taka, że Kumoch złożył dymisję, ale Duda jej nie przyjął. Po stronie Kumocha stanęli Przydacz, Paweł Soloch i jeden z doradców prezydenta. Po stronie Mastalerka tradycyjnie stanął Kolarski.
Osoba znająca kulisy wyjazdu: – Kumoch biegał i krzyczał: „Dajcie mi kartkę papieru!”. A że nikt nie miał, to mówił: „Nigdy się nie przydajecie!”. Ale w końcu gdzieś znalazł ten papier. „Piszę wymówienie!”. Potem biegał po pociągu z jakąś kartką. Mówił, żeby mu Duda podpisał dymisję.
Osoba znająca kulisy wyjazdu: – Kumoch spisał swoją dymisję. Cały roztrzęsiony. Zaniósł ten papier Dudzie, ale prezydent wyrzucił go za drzwi. Nie przyjął dymisji.
Człowiek z pałacu prezydenckiego: – Potem Kumoch profilaktycznie zaczął sobie szukać placówki dyplomatycznej.
Współpracownik: – Przed powitaniem z Zełenskim w siedzibie prezydenta Ukrainy też doszło do przepychanek. Na wizytach obowiązuje protokół dyplomatyczny. Jest hierarchia: prezydent, ministrowie konstytucyjni, szefowie instytucji, szef kancelarii, sekretarze, podsekretarze stanu, dyrektorzy.
Doradca: – A Mastalerek zawsze chce być obok Kolarskiego, a ten jest ministrem, tymczasem Mastalerek był wtedy tylko społecznym doradcą, więc nie mogli stać obok siebie.
Osoba znająca przebieg wizyty: – Było tak, że ministrowie ustawili się do powitania. Mastalerek chciał się wepchnąć pomiędzy ministrów. Przydacz powiedział mu, że jest protokół i nie może się przesunąć, a że jest postawny, to się barkami poszturchali. Także Kumoch poszturchał się z „Mastalem”. Dalej stała dyrektorka z biura Kumocha – ten ją odpowiednio nastawił, żeby nie pozwoliła wcisnąć się Mastalerkowi przed nią, ale on tylko się z nią posprzeczał.
Współpracownik prezydenta: – To były jakieś niesamowite rzeczy – przepychanie się w rzędzie przed powitaniem z Zełenskim.
Rozmówca z pałacu: – Czy Duda widział, co się tam wyprawia? Bądźmy poważni. Prezydent wchodził właśnie z Zełenskim i naprawdę miał poważniejsze rzeczy na głowie. Przed nim było ważne wystąpienie. On nie może się zajmować takimi duperelami jak przepychanki swoich ludzi czekających w rządku.
Rozmówca znający kulisy: – W Werchownej Radzie znów się ścinali.
Człowiek z pałacu: – Spór był w istocie o to, czy Mastalerek może wejść do siedziby Werchownej Rady.
Rozmówca z Kancelarii Prezydenta: – W końcu Ukraińcy zaproponowali formułę 1+5+3, czyli prezydent z pięcioma oficjalnymi członkami delegacji i kolejnymi trzema dodatkowymi. Tych trzech dodatkowych wylądowało na galerii. Wśród nich „Mastal”.
Człowiek prezydenta: – Faktycznie to Kumoch mógł tak żonglować, żeby Mastalerek nie wszedł. Mastalerek był formalnie tylko społecznym doradcą, a nie ministrem.
Współpracownik prezydenta: – Mastalerek był wkurzony i o wszystko, co go spotkało w czasie tej wizyty, winił Kumocha.
Współpracownik: – W sali plenarnej Werchownej Rady tuż za prezydentem były cztery miejsca zarezerwowane dla naszej delegacji i miejsce dla naszego ambasadora w Kijowie. Kumoch zgłosił więc tam cztery osoby, które będą towarzyszyć prezydentowi, i to było czterech ministrów. Czyli: sam Kumoch, szef BBN Paweł Soloch, Wojciech Kolarski, Marcin Przydacz plus ambasador Bartosz Cichocki. Ale dodatkowo na galerii zasiadło jeszcze dwóch doradców społecznych prezydenta: Rafał Kos i Marcin Mastalerek. Ich dwóch Kumoch już nie zgłosił jako członków delegacji. W ogóle ich nie zgłosił do wejścia do budynku Wеrchownej Rady.
Doradca: – Kumochowi głównie chodziło o to, żeby Mastalerka w ogóle nie było w czasie wystąpienia Dudy. No, ale finalnie prezydent, jak się o tym dowiedział, to zdecydował jednak, że te dwie osoby mają mieć wejście do Wеrchownej Rady. Byli świadkami, ale nie byli częścią oficjalnej delegacji towarzyszącej prezydentowi.
Współpracownik prezydenta: – Najpierw mieliśmy informację, że jest totalne embargo na informowanie o tym, że prezydent w ogóle jest w Werchownej Radzie. Ale okazało się, że ktoś z samej Rady „lajfuje”, co się dzieje.
Współpracownik: – Sama wizyta Dudy w Kijowie, gdzie wygłosił bardzo dobre przemówienie, okazała się historyczna i bardzo udana. A że za jej kulisami ministrowie chcieli się lać? Ludzie nie muszą wiedzieć, jak się robi kiełbasę i politykę.
Współpracownik Andrzeja Dudy: – Prezydent powiedział w Werchownej Radzie o nowym traktacie polsko-ukraińskim. Ale potem uznał, że nie ma on sensu. Był nawet projekt tego traktatu, ale został zarzucony, bo był zbyt daleko idący w takim idealistycznym, wręcz życzeniowym myśleniu. Aż nie przystawał do rzeczywistości, która zresztą się zmieniała i nastroje wśród Polaków nie były już aż tak proukraińskie.
Plany były jednak wielkie: traktat był wzorowany na traktacie elizejskim, ale szedł dużo dalej. Ostatecznie nawet nie został upubliczniony. Napisał go Jakub Kumoch, ale nie znalazł sojuszników w jego forsowaniu. Tekst był po prostu oderwany od rzeczywistości. To miał być magiczny traktat, który wszystko by zmienił. Odrealniony. On był trochę ujęciem tego emocjonalnego uniesienia, które na początku wojny się pojawiło między Polakami i Ukraińcami, ale potem to uniesienie zgasło, a pomysł traktatu umarł. Projekt nawet wyszedł z pałacu prezydenckiego do naszego MSZ. I z MSZ już nie poszedł dalej, choć rozmawiano wstępnie z Ukraińcami o jego kształcie. Ministerstwo go jednak utrąciło. Były więc wielkie słowa Dudy, a potem pomysł umarł.
Człowiek bliski prezydentowi znający kulisy wyjazdu: – Ta wizyta w Kijowie to była jakaś makabreska. Na zewnątrz to był wielki sukces prezydenta i państwa polskiego. A z drugiej strony: za kulisami doszłoby do mordobicia w pociągu. Do mordobicia najważniejszych ludzi prezydenta na jego oczach.
Doradca: – Tam była jeszcze druga awantura między nimi, ale wtedy starli się już, jak byli sam na sam. Tuż przed wyruszeniem w drogę powrotną ścięli się w hotelu, gdzie zatrzymali się na chwilę.
Współpracownik: – Po awanturze wokół dwóch przemówień Duda miał pretensje do Mastalerka, że nie chciał pisać razem z Kumochem, tak jak mu przecież nakazał.
Współpracownik: – To był taki moment, że Mastalerek widział, jak niebezpiecznie dla niego Kumoch zbliżył się do prezydenta. Zaczął go więc sukcesywnie niszczyć. I rzeczywiście w dużej mierze ten wyjazd spowodował, że pozycja Kumocha radykalnie osłabła, bo jednak finalnie to Kumoch nie wytrzymał ciśnienia.
Współpracownik: – Potem prezydent i z jednym, i z drugim przeprowadził twardą rozmowę. Duda ma świadomość, że efektem tej awantury miało być wyrzucenie Jakuba Kumocha z Kancelarii Prezydenta.
Człowiek z pałacu prezydenckiego: – Konflikt Kumocha i Mastalerka był dla prezydenta nieprzyjemny, bo Duda uważał, że to jego dwaj najbardziej kreatywni ludzie. Zorientował się, że ich wizje są zupełnie różne i nie da się ich rozgraniczyć. No więc w sumie dostali to, co każdy chciał. Kumoch – prominentne miejsce w dyplomacji, jedną z najważniejszych placówek. Mastalerek – rolę człowieka numer jeden przy prezydencie.
Rozmówca z Kancelarii Prezydenta: – Od tego wyjazdu do Kijowa Kumoch i Mastalerek nie odezwali się do siebie ani słowem.
Minister: – Mastalerek i Kumoch nie powybijali sobie zębów, ale widząc, że już się mieli zacząć lać, Duda był pewny, że w takiej formule dłużej już się nie da funkcjonować. I prędzej czy później trzeba to będzie jakoś przeciąć, bo samo to już się nie rozwiąże. No i Kumoch w końcu, choć trwało to pół roku, musiał z Kancelarii Prezydenta odejść. Finalnie został ambasadorem w Pekinie.
Doradca: – W drodze powrotnej z Kijowa Mastalerek poszedł do Dudy z prośbą, żeby zwolnił Kumocha. Wtedy prezydent już się na to zgodził. Ale jak to u Dudy: minęły miesiące, nim Kumoch odszedł. Niemniej decyzja zapadła już w drodze powrotnej z historycznej wizyty.
Współpracownik: – Andrzej Duda to krakus. A tam tak jest, dobrze to znam, wszystko idzie powoli. Decyzje muszą długo dojrzewać i dopiero potem się je wykonuje.
Doradca: – Mastalerek chwalił się potem w pałacu, że zniszczył Kumocha.
Człowiek z pałacu: – Agata Duda zresztą też chciała, żeby zwolnić Kumocha.
Doradca: – Duda wielokrotnie mówił, że ma pretensje do Mastalerka o to, że specjalnie doprowadził do awantury z Kumochem w czasie wizyty w Kijowie, żeby doprowadzić do jego zwolnienia. Andrzej wprost to mówił „Mastalowi”: „Nie powinieneś tak robić, mam do ciebie o to pretensje”.
Współpracownik: – Wizyta oczywiście była sukcesem i zdjęcia poszły w świat. Niedługo później te relacje Dudy i Zełenskiego zaczęły się zmieniać i nie były takie dobre jak w maju.
Książkę Jacka Gądka „Duduś. Prezydent we mgle. Kulisy Pałacu Andrzeja Dudy” można kupić tutaj.
Okładka książki „Duduś” Jacka Gądka
Foto: Mat. Prasowe
