-
Dodo, znany jako duży, wymarły ptak z Mauritiusa, był przez wieki uważany za powolnego i naiwnego, lecz współczesne badania to podważają.
-
Analizy budowy czaszki i mózgu dodo wykazały, że miał rozwinięte zmysły węchu i wzroku, nie potwierdzono natomiast ograniczeń funkcji poznawczych.
-
Badania sugerują, że dodo znacząco różnił się od innych gołębi, co rodzi pytania dotyczące planów jego ewentualnego odtworzenia.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Przez lata dodo stał się symbolem wymierania i utraconej części przyrody, symbolem, także porażającej głupoty. I to bynajmniej nie ptasiej, ale ludzkiej. Dronty dodo uważano za głupie, stąd zresztą ich nazwa, ale głupotą wykazali się ludzie. Zanim zdołali poznać zwierzęta, zanim dowiedzieli się czegoś więcej o nich, wyrżnęli je do zera. Pozostały jedynie przekazywane z ust do ust opowieści marynarskie o tym, jak to łatwo na Mauritiusie nałapać ptaków, upiec i najeść się do syta. Opowieści o ptakach głupich i bezbronnych, często koloryzowane.
Drontów dodo na Mauritiusie nie ma od ponad 300 lat. Krótko po dotarciu Europejczyków do tych wysp zostały wyłapane i wybite. Żeglarze dość łatwo – jak mówili – łapali duże ptaki wielkości indyka.
Dronty dodo ważyły od 10 do nawet 14 kg, zatem w sumie przebijały masą indyki. To są już gabaryty większe nawet od łabędzia niemego czy dropia. Tyle tylko, że te ptaki z Mauritiusa były nielotne. Przez lata braku presji ze strony drapieżników straciły umiejętność lotu i zwiększyły masę. Przed przybyciem ludzi i szczurów nie miały się kogo obawiać.
Europejczycy nazywali dronta dodo „głupkiem”
Europejczycy uważali, że kilkunastokilogramowe ptaki są świetnym obiadem, a schwytać je łatwo, bo są głupie i nie uciekają. Zwierzę zostało nazwane dodo, co jest przekształceniem portugalskiego słowa oznaczającego „głupka”. To Portugalczycy odkryli Mauritius w 1505 r. Potem Holendrzy skolonizowali wyspę i gdy w XVIII w. przejęli ją Francuzi, drontów zapewne już nie było.
Nie było też o nich niemal żadnych informacji, gdyż nikt nie zdążył przeprowadzić badań. Zostały kości, szczątki i domysły. Dodo był ptakiem o sporych rozmiarach, ale to wielki, wymarły gołąb, a umówmy się, że gołębie nie są ptakami uważanymi przez większość ludzi za orły intelektu. Niesłusznie zresztą, bo gołębie potrafią nas pod tym względem zaskoczyć, a ich wybitna pamięć przydawała się poczcie i żołnierzom, dla których przenosiły meldunki w czasie wojen.
Pisaliśmy już w Zielonej Interii o tym, że coraz więcej badań wskazuje na to, iż opinie o dodo są krzywdzące dla tego ptaka i w ogóle nie opierają się na faktach. Teraz „Zoological Journal of the Linnean Society” podaje więcej danych na ten temat. Czytamy tu o tym, że chociaż dodo ma ogromne znaczenie w literaturze naukowej i popularnej, niewiele wiadomo na temat jego zachowania. „Ponieważ układy sensoryczne kształtują sposób, w jaki gatunki postrzegają i wchodzą w interakcje ze swoim otoczeniem i ze sobą nawzajem, oszacowanie zdolności sensorycznych wymarłych zwierząt może dostarczyć wglądu w ich zachowanie i ekologię” – czytamy.
Dodo nie przypominał współczesnych gołębi
Dlatego naukowcy z University of Lethbridge i Uniwersytetyu Flindersa wgłębili się w anatomię dodo. Porównali ich czaszki z anatomią 36 gatunków współczesnych gołębi i turkawek. Okazało się, że budowa czaszek drontów dodo z Mauritiusa oraz ich bliskich krewnych, drontów samotnych z wyspy Rodrigues uderzająco różnią się od innych gołębiowatych.
Dodo pod względem anatomicznym sprawia wrażenie, jakby był z zupełnie innej bajki niż pozostałe gołębie, nawet nikobarczyki, z którymi się go łączy. W szczególności dodo ma mocno rozwinięte części czaszki odpowiedzialne za świetny węch i wzrok. Do tego stopnia, że należy poważnie zweryfikować dotychczasowe doniesienia o tym, że ten dront prowadził dzienny tryb życia.

Naukowcy odkryli, że płaty wzrokowe w mózgu u drontów były ponad trzy razy mniejsze w stosunku do wielkości mózgu niż u nikobarczyków. To umiejscawia zdolność do przetwarzania bodźców wzrokowych u dodo na obszarze mózgu typowym raczej dla sów niż dla gołębi aktywnych w ciągu dnia. Sugeruje to, że ptak mógł być aktywny o świcie i o zmierzchu. „Podobnie małe płaty wzrokowe obserwujemy u wielu ptaków nocnych, np. u australijskiej papużki żółtobrzuchej lub nowozelandzkiej kakapo, co wskazuje, że ptaki te w niewielkim stopniu polegały na wzroku i były aktywne głównie w nocy” – mówi profesor Vera Weisbecker z Uniwersytetu Flindersa.
Nie ma żadnych dowodów na to, że dodo był głupi
Zarazem dronty miały też rozwinięte płaty węchowe, które musiały im być do czegoś potrzebne podczas poszukiwania pokarmu na Mauritiusie. Zarazem nie ma żadnych wskazówek świadczących o tym, że dodo miał ograniczone obszary mózgu odpowiedzialne za funkcje poznawcze. Nie ma naukowego potwierdzenia, że były głupie. Z kolei pomiary struktury ucha wewnętrznego wskazują na to, że ptaki najprawdopodobniej komunikowały się za pomocą dźwięków o nietypowo niskiej częstotliwości. To też zbliża je do kakapo.
Tylko jednak zbliża, bowiem wygląda na to, że ani dront dodo, ani dront samotny nie przypominały żadnego żyjącego ptaka i może należy zweryfikować także tak ścisłe łączenie ich z gołębiami. To z kolei stawia pod wielkim znakiem zapytania obecne plany odtworzenia dodo, które snuje np. Colossal Biosciences z Teksasu. Ich metoda ma się bowiem oprzeć właśnie na skorzystaniu z genów nikobarczyka, którego dodo jednak nie przypominał.


