Ten rok przyniósł wyraźne przyspieszenie procesu podporządkowania rosyjskiego internetu Kremlowi. Jeszcze niedawno punktowe interwencje zaczęły układać się w spójny model — coraz bliższy chińskiej koncepcji pełnej kontroli nad przestrzenią cyfrową. Równolegle jednak toczy się mniej widoczna gra o wpływy i pieniądze.
Chociaż gospodarka w Rosji wciąż kojarzy się przede wszystkim z sektorem wydobywczym i rolnictwem, w ostatnich dekadach rozwijał się również sektor cyfrowy. Po 1991 r. wyłoniły się firmy, które zbudowały silną pozycję w krajowym ekosystemie technologicznym: Yandex, Sberbank, Wildberries, Ozon czy Tinkoff. Ten ostatni, kojarzony z Olegiem Tinkowem, dobrze pokazuje zmianę klimatu politycznego po 2022 r. — po krytyce inwazji na Ukrainę jego założyciel został zmuszony do sprzedaży udziałów.
Punktem zwrotnym dla rosyjskiego sektora technologicznego był rok 2022. Jeszcze w styczniu Moskwa podejmowała próby wejścia do globalnej czołówki innowacji, dopuszczając do ruchu autonomiczne taksówki. Projekt ten miał być realizowany w modelu joint-venture pomiędzy Yandex i Hyundai Motor Company. Inwazja na Ukrainę przerwała te ambicje. Wycofanie partnerów zagranicznych oraz odpływ nawet 650 tys. specjalistów zahamowały rozwój wielu projektów, szczególnie w obszarze sztucznej inteligencji, pogłębiając dystans Rosji wobec USA i Chin.
W warunkach tej transformacji, obejmującej również nacjonalizację aktywów prywatnych, wyłania się jednak nowa grupa beneficjentów. Jednym z nich jest Władimir Potanin, bliski współpracownik prezydenta Putina, który uczestniczył w procesie przejęcia aktywów Yandex po wycofaniu się jego współzałożyciela Arkadija Wołoża. Transakcja ta została przeprowadzona za pośrednictwem struktur, których własność nie jest transparentna, co wpisuje się w trend redystrybucji kluczowych aktywów do elit związanych z Kremlem.
Drugą centralną postacią tego procesu jest Jurij Kowalczuk, który wraz z rodziną kontroluje platformę VK, odpowiednik YouTube’a i Facebooka w rosyjskim internecie, a także posiada istotne udziały w Ozonie i innych podmiotach cyfrowych. W przypadku Ozona mówimy o jednym z najbardziej wartościowych przedsiębiorstw runetu — jego wycena po restrukturyzacji przekroczyła 9 mld dol. przy przychodach sięgających w 2024 r. 6,5 mld dol.
Zainteresowanie otoczenia Kowalczuka obejmuje również Wildberries, największą platformę e-commerce w Rosji, często porównywaną do Amazona. Jesienią 2024 r. spółka znalazła się w centrum konfliktu właścicielskiego pomiędzy Władysławem Bakałczukiem a Tatianą Bakałczuk. Spór szybko nabrał wymiaru politycznego, a zainteresowanie aktywami przejawiał również Ramzan Kadyrow. Ostatecznie kontrola nad spółką pozostała w rękach grup powiązanych z prezydentem Putinem. W przypadku dalszej konsolidacji aktywów przez Kowalczuka jego pozycja mogłaby objąć dużą część rynku e-commerce, potencjalnie sięgając nawet 60 proc.
Na nowym układzie korzystają również mniejsi gracze technologiczni. IVA Technologies Stanisława Jodkiewicza przejęła część zamówień publicznych po wyjściu z rynku Zooma i Microsoftu, choć jej wdrożenia w sektorze prywatnym postępują powoli. Positive Technologies Denisa Baranowa, mimo deklarowanego poparcia dla Kremla, znalazła się w trudnej sytuacji finansowej i musiała pod koniec 2024 r. zwolnić ponad 300 programistów. Z kolei Astra Group Denisa Frołowa, rozwijająca rosyjski system operacyjny, korzysta w głównej mierze z zamówień publicznych mimo ograniczonej konkurencyjności technologicznej. To pokazuje, że w warunkach izolacji coraz częściej kryterium jakości ustępuje logice politycznej.
Kreml versus zachodni giganci technologiczni
Ingerencje Kremla w ostatnich 15 latach nie ograniczały się tylko do wewnętrznej redystrybucji aktywów, równolegle obejmowały systematyczne wypieranie zagranicznych podmiotów technologicznych z rosyjskiego rynku. Ten proces rozpoczął się w 2011 r., kiedy jednym z pierwszych celów działań regulacyjnych Kremla stał się Google. W latach 2011-2020 rosyjskie władze skierowały do spółki łącznie 123 606 wniosków o usunięcie ponad miliarda publikacji, co przekroczyło sumę analogicznych zgłoszeń ze wszystkich innych państw w tym okresie. Do 2020 r. Google w dużej mierze odpowiadał na oczekiwania Kremla, pozytywnie rozpatrując znaczną część tych żądań. Punktem zwrotnym okazał się jednak luty 2022 r. i rozpoczęcie inwazji na Ukrainę, po którym spółka zaczęła odrzucać wnioski o usuwanie „zabronionych” treści, zwłaszcza tych odnoszących się do działań wojennych.
Niedługo później przez YouTube’a przetoczyła się fala blokad kanałów propagandowych, które w odpowiedzi oskarżyły platformę o poniesienie ogromnych strat finansowych. Od sierpnia 2024 r. działanie serwisu na terenie Rosji zaczęło być stopniowo ograniczane — serwis został ostatecznie odłączony w lutym bieżącego roku. Skutkiem tych działań był masowy odpływ użytkowników, który sięgnął około 30 mln. Pomimo oficjalnego spadku aktywności o około 80 procent (według Google Transparency Report), YouTube pozostał najpopularniejszą platformą tego typu wśród Rosjan, którzy zaczęli masowo korzystać z usług VPN, umożliwiających ukrycie lokalizacji w internecie i omijanie blokad dostępu do stron.
Charakterystyczne pozostaje przy tym stanowisko władz, które przez długi czas utrzymywały, że platforma nie jest w żaden sposób dyskryminowana, a doniesienia o problemach z jej funkcjonowaniem są bezpodstawne. W przeciwieństwie do Meta Platforms, uznanej od 2022 r. za organizację ekstremistyczną, YouTube nie został objęty formalnymi restrykcjami o podobnym charakterze, a jeszcze w ubiegłym roku możliwe było publikowanie reklam, pod warunkiem uzyskania zgody Roskomnadzoru [Federalnej Służby ds. Nadzoru w Sferze Łączności, Technologii Informacyjnych i Komunikacji Masowej — przyp. red.] oraz dostosowania treści do obowiązujących regulacji. Pomimo ograniczeń wartość reklam na YouTubie przekroczyła 350 mln dol. w okresie od sierpnia 2024 do 2025 r., więcej niż Telegram i VK łącznie.
Na początku grudnia 2025 r. władze poinformowały, że poważnie rozważają możliwość pełnego odłączenia WhatsApp (co oficjalnie nastąpiło 11 lutego, choć komunikator nadal działa w ograniczonym zakresie), pod zarzutem notorycznego naruszania regulacji prawnych. Innym przykładem jest Roblox, platforma umożliwiająca użytkownikom tworzenie i publikowanie własnych gier. W 2023 r. była to najczęściej pobierana aplikacja w Rosji (około 10 mln pobrań), co wiąże się z poszukiwaniem — głównie przez młodsze pokolenie — substytutów produkcji Sony i Microsoft, które wycofały się z rynku po 2022 r. W tym przypadku Roskomnadzor uzasadniał decyzję o ograniczeniu dostępu obecnością materiałów propagandowych oraz treści uznanych za niezgodne z prawem.
Ofiarami grudniowych „czystek” padły także FaceTime oraz Snapchat, który jednak odgrywał marginalną rolę (maksymalnie ok. 2,5 mln użytkowników). Szczególne znaczenie ma tu pierwszy przypadek, biorąc pod uwagę, że mimo ograniczonego dostępu urządzenia Apple znalazły się w ubiegłym roku w pierwszej trójce sprzedaży, a iPhone stanowił więcej niż co piąty smartfon na rynku ogółem. Oznacza to, że ograniczenia w obrębie tego ekosystemu dotykają bezpośrednio istotnej części użytkowników, wykraczając poza niszowe segmenty rynku.
Kreml na Telegramie
Kulminacją wieloletnich napięć pomiędzy państwem a sektorem technologicznym stał się konflikt wokół Telegrama. Jego założyciel, rosyjski miliarder Paweł Durow, przez lata uchodził za przykład spektakularnego sukcesu technologicznego, pokazującego potencjał rosyjskich przedsiębiorców. Jednak model funkcjonowania platformy, oparty na ograniczonej moderacji treści i wysokim poziomie anonimowości, budził od zawsze kontrowersje. Mimo to — według informacji podanych przez dziennikarza Rusłana Soszyna — z systemu korzysta obecnie miesięcznie ponad miliard użytkowników.
Durow był założycielem największej rosyjskiej sieci społecznościowej VKontakte, którą sprzedał na początku 2014 roku pod presją władzy. Pakiet kontrolny w wysokości 12 proc. przejął bliski Kremlowi Iwan Tawrin, dyrektor generalny czołowej rosyjskiej sieci telefonii komórkowej Megafon. Początkowo zdecydował się pozostać w Rosji i rozwijać nowy projekt — Telegram.
W 2017 r. spółka przeniosła swoją siedzibę do Dubaju, co stanowiło wyraźny sygnał rosnącej presji regulacyjnej. Kulminacją tego konfliktu była próba zablokowania Telegrama przez rosyjskie władze w 2018 r. Próba zakończyła się wówczas niepowodzeniem, ponieważ rząd nie dysponował odpowiednimi zdolnościami technologicznymi. Dwa lata później Telegram został oficjalnie „ułaskawiony”. Władze same zaczęły z niego korzystać, budując w ten sposób swoją widoczność w przestrzeni internetowej.
Pierwsze przesłanki o ponownej chęci zablokowania komunikatora pojawiły się już w 2022 r., zaraz po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę, ale ostatecznie ofiarą padły serwisy zagraniczne, czyli Instagram, Facebook oraz Viber. Następnym impulsem do podniesienia tego argumentu był zamach terrorystyczny w marcu 2024 r. w podmoskiewskiej sali koncertowej Krokus Hall. Władze, które już wówczas coraz chętniej korzystały z platformy Durowa, poświęciły na ołtarzu YouTube, a od zeszłego roku zablokowały połączenia telefoniczne przez WhatsApp i właśnie Telegram.
O jego właścicielu ponownie zrobiło się głośno w sierpniu 2024 r., kiedy władze Francji (od 2021 r. Durow posiada obywatelstwo francuskie) objęły go aresztem domowym na czas nieokreślony. Postawiono mu wówczas kilkanaście zarzutów związanych z niewystarczającą moderacją treści na Telegramie. Według śledczych platforma miała być wykorzystywana między innymi do rozpowszechniania nielegalnych materiałów, handlu narkotykami oraz oszustw finansowych. Jednym z głównych zarzutów była również odmowa współpracy z organami ścigania w toku prowadzonych postępowań.
W ramach zastosowanych środków zapobiegawczych Durow został zobowiązany do wpłacenia kaucji w wysokości 5 mln euro oraz regularnego stawiania się na komisariacie policji. W efekcie — według danych z Transparency Reports — Telegram zaczął znacznie szybciej udostępniać dane dotyczące konkretnych użytkowników komunikatora. W 2024 r. liczba przypadków tylko we Francji wzrosła z około 50 w pierwszym półroczu do ponad 1400 w ostatnim kwartale. Podobna tendencja widoczna jest w innych państwach Unii Europejskiej.
Choć sam Durow unika otwartej krytyki polityki Kremla, jego platforma zaczęła w ostatnim czasie blokować dostęp do wybranych rosyjskich mediów państwowych, takich jak Russia Today czy RIA Novosti. Jednocześnie Telegram pozostaje przedmiotem ograniczeń regulacyjnych w niektórych regionach Federacji Rosyjskiej, w tym w Czeczenii i Dagestanie.
Od połowy lutego bieżącego roku obserwowany jest kolejny etap presji władz Federacji Rosyjskiej na Telegram. Roskomnadzor rozpoczął proces stopniowego ograniczania dostępu do komunikatora, uzasadniając swoje działania koniecznością ochrony obywateli oraz niewystarczającą skutecznością platformy w zwalczaniu oszustw internetowych. Równolegle prowadzono testy blokady, które odbywały się nietransparentnie i prowadziły do zakłóceń w działaniu usług. W niektórych przypadkach miało to wpływ także na komunikację na froncie ukraińskim.
Durow oskarżył Kreml o próbę wymuszenia przekierowania ruchu użytkowników na promowane przez państwo rozwiązania, w tym komunikator Max. Z kolei Andriej Guruliow, poseł Jednej Rosji, określił działania wobec Telegrama jako element szerszego konfliktu pomiędzy Rosją a państwami NATO. Zablokowanie komunikatora negowali zarówno politycy koncesjonowanej opozycji, jak i gubernatorzy poszczególnych regionów, w tym gubernator obwodu biełgorodzkiego, Wieczysław Gładkow. Pierwotnie władze planowały wykorzystać platformę do swoich celów jeszcze w nadchodzących wyborach parlamentarnych, które odbędą się we wrześniu tego roku. Ostatecznie zdecydowano się na szybsze działania.
Roskomnadzor zdecydował się na pełne odłączenie dostępu do Telegrama z początkiem kwietnia. W ostatnich tygodniach lutego władze nie tylko zintensyfikowały działania przeciwko oszustwom internetowym, lecz także zaczęły formułować wobec samego Pawła Durowa poważne zarzuty, w tym dotyczące potencjalnych powiązań z działalnością o charakterze terrorystycznym, co w praktyce znacząco ograniczyło przestrzeń do osiągnięcia kompromisu.
18 lutego 2026 r. Maksut Szadajew, minister cyfryzacji, poinformował, że władze dysponują informacjami wskazującymi na możliwą współpracę przedsiębiorstwa Durowa ze służbami państw zachodnich. Trzy dni później FSB wydało komunikat, w którym stwierdzono, że korzystanie z Telegrama na obszarze tzw. specjalnej operacji wojskowej stwarzało realne zagrożenie dla życia rosyjskich żołnierzy. 24 lutego, w czwartą rocznicę wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie, FSB poinformowało, że działania Durowa są analizowane w kontekście przepisów dotyczących „wspierania działalności terrorystycznej”, co oznacza karę pozbawienia wolności od ośmiu lat po dożywocie.
Według źródeł serwisu The Bell Durow nie podejmie ponownej konfrontacji z Roskomnadzorem. Wynika to zarówno z wcześniejszych strat finansowych spółki, jak i rosnącej sprawczości władz w kontroli internetu. W przeciwieństwie do 2018 r., obecne technologie pozwalają analizować charakter ruchu i skutecznie blokować usługi niezależnie od adresów czy domen. W efekcie większość z ponad 74 mln użytkowników w Rosji traci dostęp do Telegrama, który staje się osiągalny jedynie przez niektóre VPN-y, także coraz częściej blokowane.
Jednocześnie pojawiają się głosy, że Telegram może zostać zarówno w pełni zablokowany, częściowo ograniczony funkcjonalnie, aż po formalne zablokowanie przy jednoczesnym cichym przyzwoleniu na dalsze korzystanie z aplikacji przez tych, dla których pozostaje ona kluczowa.
Instytucjonalna odpowiedź Kremla
Równolegle do presji wywieranej na istniejące platformy władze rozpoczęły budowę własnej infrastruktury cyfrowej, mającej docelowo zastąpić dotychczasowe rozwiązania. W czerwcu ubiegłego roku zaprezentowano komunikator Max jako substytut wcześniejszych rozwiązań. Za jego stworzenie odpowiada spółka VK, którą obecnie zarządza Władimir Kirijenko, syn jednego z najważniejszych politycznych współpracowników Władimira Putina. Rozwiązanie to opiera się na modelu chińskiego WeChat i łączy komunikację, płatności oraz usługi publiczne. Zwolennikiem tego rozwiązania był wspomniany wcześniej Szadajew, który krytykował dominację rozwiązań zagranicznych.
Inicjatywa zyskała na znaczeniu w kolejnych miesiącach. W październiku władze ogłosiły tzw. białe listy runetu, czyli zestaw serwisów, do których dostęp pozostaje ciągły i które uznano za bezpieczne oraz niezbędne dla codziennego funkcjonowania obywateli. Co istotne, ich koncepcja nie była pierwotnie inicjatywą władz, lecz operatora telefonii komórkowej Beeline, który zaproponował takie rozwiązanie administracji. Oznacza to dostęp do odgórnie skonfigurowanego zestawu usług, a nie do nieograniczonych możliwości internetu.
Skala ograniczeń dostępu do sieci wyraźnie wzrosła jesienią ubiegłego roku — we wrześniu liczba wyłączeń internetu w Rosji przewyższyła ich łączną liczbę na świecie w trzech pierwszych kwartałach 2025 r. W efekcie powstanie alternatywnych rozwiązań stało się dla władz priorytetem. Coraz częściej dochodzi do sytuacji, w których użytkownicy zmuszeni są korzystać z gotówki z powodu niepewności usług cyfrowych. Trend ten wyraźnie nasilił się po 9 maja 2025 r. — w kwietniu odnotowano w całym kraju jedynie dwa przypadki wyłączeń internetu mobilnego, w maju już 69, a w sierpniu aż 2119.
Siergiej Anochin, dyrektor generalny Beeline, wyszedł z inicjatywą tzw. białych list, ponieważ odpowiedzialność za brak dostępu do usług abonamentowych, spadała na lokalnych operatorów telefonii komórkowej. We wdrożenie projektu zaangażowały się również władze, które szeroko komunikowały, że ograniczenia dostępu do internetu wynikają z kwestii bezpieczeństwa oraz „wyższej konieczności”. Na tzw. białe listy wpisano usługi VK, Yandex, platformy e-commerce Ozon i Wildberries oraz Rutube, system płatności Mir i Max. Ministerstwo Cyfryzacji Rosji poinformowało, że selekcji dokonano na podstawie rankingu popularności poszczególnych serwisów internetowych w kraju.
Do tej pory pełny zakres list nie jest znany, Rosjanie nie wiedzą także, ile serwisów faktycznie obejmują. Dostęp do nich zależy od operatora. Biorąc pod uwagę wielobranżową strukturę holdingów w Rosji, trudno się dziwić, że operatorzy wykorzystują ten mechanizm do promowania własnych usług kosztem oferty konkurencji, do której każdy obywatel powinien mieć dostęp. Zasady włączania do list pozostają nieprzejrzyste, na co zwracają uwagę mniejsi gracze, podkreślając, że kluczową rolę odgrywają koneksje oraz poparcie dla polityki Kremla.
Max, na co zwraca uwagę na przykład David Frankel z Mediazony, może stać się narzędziem inwigilacji, dając władzom szeroki wgląd w komunikację. Aby jednak scenariusz ten mógł się ziścić, Rosjanie musieliby zmienić swoje dotychczasowe preferencje i odejść od popularnych rozwiązań, takich jak WhatsApp czy Telegram. Według Frankela kluczowym czynnikiem sukcesu tego typu platform jest skala ich użytkowania, bez której tracą sens. Niechęć Rosjan, szczególnie mieszkańców dużych miast, może więc pokrzyżować plany wdrożenia krajowego komunikatora.
Ograniczenia uderzają w nieformalny kontrakt społeczny, w którym tanie i działające usługi cyfrowe rekompensowały część kosztów wojny, sankcji i izolacji. Problem ten nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych, które zdaniem Michaiła Zygara mogą okazać się najpoważniejszym testem dla władz od wielu lat.
Według Andrieja Piercewa z Carnegie Russia Eurasia Center promowanie Maxa kosztem Telegrama silnie rezonuje również wśród elit władzy. Wspomniany Siergiej Kirijenko odpowiada za organizację wyborów, w których rola Telegrama może okazać się trudna do przecenienia — w ostatnich latach platforma była kluczowym narzędziem mobilizacji elektoratu i budowania poparcia dla władzy. Informacje o możliwej blokadzie komunikatora wywołały negatywny odzew społeczny, prowadząc do protestów w kilku miastach, głównie w części azjatyckiej. Niedługo później sprzeciw ten został wzmocniony przez byłych żołnierzy i prowojennych komentatorów, którzy wykorzystywali Telegrama w celach zarobkowych.
W rezultacie podjęto decyzję o czasowym wstrzymaniu kar za publikację reklam w komunikatorze do końca tego roku. Natomiast Max nadal budzi jednak poważne zastrzeżenia. Wielu polityków wybiera alternatywne rozwiązania, wskazując na braki funkcjonalne, problemy techniczne i kwestie bezpieczeństwa. Jeden z użytkowników zwrócił uwagę, że dane są wyjątkowo słabo chronione. Dowodem miało być to, że zdjęcia przesłane w ramach prywatnej konwersacji można było obejrzeć za pomocą bezpośredniego linku w przeglądarkowej wersji serwisu, bez konieczności uprzedniej autoryzacji, nawet jeśli zostały one wcześniej usunięte z aplikacji.
Według doniesień portalu The Bell system już przy uruchamianiu próbuje ustalić, czy na urządzeniu wykorzystywany jest VPN, oraz przesyła informacje o możliwym korzystaniu przez użytkownika z WhatsAppa, Telegrama i innych platform. W efekcie pojawiają się głosy, że działanie to może służyć identyfikacji użytkowników konkretnych serwisów, w Rosji uznawanych za niepożądane.
Mimo ograniczeń oraz sceptycyzmu części społeczeństwa liczba użytkowników Maxa rośnie i w lutym osiągnęła poziom blisko 78 mln. To wciąż o około 20 mln mniej niż na Telegramie, jednak dotychczasowy lider, czyli WhatsApp, zaczyna wyraźnie tracić na znaczeniu. Obecnie spadł na drugie miejsce, a jego przewaga nad Maxem może zostać zniwelowana do końca pierwszej połowy roku. Niewykluczone, że ten ostatni przejmie niedługo potem pozycję lidera, zwłaszcza w kontekście możliwego zaostrzenia blokad wobec głównych konkurentów. Co ciekawe, Max jest już dostępny w około 40 państwach globalnego Południa.
Walka z VPN, czyli ostatni etap kontroli
VPN-y pozostawały jednym z ostatnich „okien na świat” dla rosyjskich użytkowników w warunkach narastających ograniczeń dostępu do zagranicznych serwisów cyfrowych. O ile w maju ubiegłego roku Rosjanie mogli korzystać z około 350 usług tego typu, o tyle od początku 2026 r. presja regulacyjna zaczęła wyraźnie przyspieszać. Według danych agencji Great Fire na początku marca Roskomnadzor wytypował aż 212 serwisów VPN do natychmiastowej blokady (w większości wymierzonych w użytkowników produktów Apple), z których jednak początkowo skutecznie odłączono jedynie sześć. Sytuacja zmieniła się w kolejnych tygodniach. Między końcem marca a początkiem kwietnia z rosyjskiej przestrzeni cyfrowej zniknęły kolejne 24 usługi, co potwierdziło rosnącą determinację władz w ograniczaniu dostępu do globalnego internetu.
W marcu bieżącego roku działania te rozszerzono o systematyczne ograniczanie narzędzi umożliwiających obchodzenie blokad, przede wszystkim usług VPN. Odpowiedzialność za jej przeprowadzenie powierzono Ministerstwu Cyfryzacji. W pierwszym kroku zwróciło się ono do operatorów telefonii komórkowej o wyłączenie możliwości doładowywania salda App Store z poziomu rachunku abonenta, jednego z najczęściej wykorzystywanych sposobów opłacania usług VPN. Następnie ministerstwo zorganizowało spotkanie z przedstawicielami największych krajowych platform internetowych, nakłaniając ich do ograniczenia dostępu do swoich usług użytkownikom korzystającym z VPN. Dodatkowo operatorzy komórkowi otrzymali polecenie wprowadzenia opłaty za przekroczenie 15 gigabajtów międzynarodowego transferu danych miesięcznie w sieciach mobilnych.
Środowisko technologiczne podkreśla, że chaotyczność działań sugeruje rosnący wpływ FSB na politykę cyfrową. Maksut Szadajew, dotąd postrzegany jako pragmatyk szukający kompromisu z biznesem, zdaje się tracić kontrolę nad procesem. Równie problematyczna pozostaje rola Roskomnadzoru, który mimo formalnych kompetencji coraz częściej musi polegać na wsparciu operatorów i platform prywatnych.
Proponowane działania administracji budzą wątpliwości co do swojej spójności, ograniczanie dostępu do krajowych aplikacji przy aktywnym VPN jest przez ekspertów uznawane za nieskuteczne i wewnętrznie sprzeczne. Bardziej racjonalnym podejściem byłoby bezpośrednie uderzenie w infrastrukturę zlokalizowaną w Rosji, umożliwiającą obchodzenie ograniczeń, jednak dotychczasowe próby wymuszenia takich działań na krajowych podmiotach IT przynosiły ograniczone skutki. W efekcie coraz wyraźniej zarysowuje się model inspirowany rozwiązaniami chińskimi, koncentrujący się nie na karaniu użytkowników, lecz na stopniowym utrudnianiu dostępu do VPN poprzez podnoszenie kosztów i obniżanie wygody korzystania z tych usług. Ciężar tej strategii przenoszony jest na podmioty prywatne, przez co jej głównymi adresatami i zarazem ofiarami pozostają użytkownicy, a jej skuteczność wciąż pozostaje niepewna.
Perspektywy na przyszłość
Rosyjska przestrzeń cyfrowa podporządkowywana jest logice autorytarnej kontroli. Największym przegranym tego procesu pozostaje społeczeństwo, ponoszące koszty systematycznego ograniczania wolności obywatelskich i dostępu do globalnego internetu. Równolegle korzystają na tym elity związane z Kremlem, budujące nowe pozycje w sektorze technologicznym. Wspomniany Jurij Kowalczuk, mimo problemów finansowych VK, pozyskał w ostatnim czasie wpływy w Yandexie i Ozonie, które mogą okazać się kluczowymi aktywami w nowym układzie sił.
W marcu bieżącego roku przez Moskwę przetoczyła się fala masowych odłączeń internetu mobilnego — zjawisko bez precedensu, dotąd ograniczone do regionów peryferyjnych. Tym razem objęło ono stolicę, gdzie użytkownicy przez niemal trzy tygodnie (6–24 marca) mierzyli się z przerwami w dostępie do sieci. Władze nie przedstawiały konkretnych wyjaśnień, odwołując się ogólnie do kwestii bezpieczeństwa. Jak wynika z ustaleń serwisu The Bell, działania te były wynikiem skoordynowanej operacji z udziałem Roskomnadzoru, operatorów sieci komórkowych oraz Drugiej Służby FSB, która co najmniej od połowy 2024 r. sprawuje faktyczną kontrolę nad przestrzenią cyfrową.
W rezultacie coraz wyraźniej zarysowuje się obraz reżimu, który opiera się na bezpośredniej kontroli służb, wypierających mechanizmy koordynacji instytucjonalnej. Jest to o tyle istotne, że jeszcze do niedawna stanowiły one fundament funkcjonowania państwa, a przynajmniej codziennego życia obywateli. Decyzje władz mają dziś w dużej mierze charakter doraźny i coraz częściej generują koszty dla innych segmentów systemu, w tym administracji i gospodarki. System chyba utracił już bezpowrotnie zdolność do racjonalnego rozwiązywania wewnętrznych sprzeczności, uzależniając się od decyzji wąskiego centrum władzy.
Dr Paweł Jaskuła — specjalizuje się w ekonomii politycznej. Absolwent międzynarodowych stosunków gospodarczych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu oraz Europejskiej Akademii Dyplomacji (Art of Diplomacy) na ścieżce Instytucje Międzynarodowe, uczestnik studiów MBA realizowanych na University of Nanjing. Od 2017 r. koncentruje się na zagadnieniach dotyczących polityki rozwojowej i innowacji państw Azji Centralnej i Wschodniej oraz BRICs. W 2024 roku opublikował książkę W cieniu smoków i tygrysów.
Tekst pochodzi z najnowszego magazynu „Nowa Europa Wschodnia”.

