-
RCB wysłało dwa alerty do mieszkańców województwa lubelskiego w krótkim odstępie czasu – pierwszy ostrzegał przed atakiem na zachodnią Ukrainę, a drugi informował o braku zagrożenia.
-
Nie wszyscy mieszkańcy otrzymali oba komunikaty, co wynikało z faktu, że rozsyłanie pierwszego alertu zostało przerwane po pojawieniu się informacji o ustąpieniu zagrożenia.
-
Zmiany w zasadach wysyłania alertów RCB wprowadzono po incydencie z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjski pocisk 30 lipca.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
O godz. 15:16 mieszkańcy województwa lubelskiego otrzymali alert RCB dotyczący zmasowanego ataku powietrznego na zachodnią Ukrainę.
„Na obszarze zachodniej Ukrainy trwa zmasowany atak powietrzny. Śledź komunikaty” – brzmiała treść ostrzeżenia.
Zaledwie kilka minut później na telefony zaczęła trafiać kolejna wiadomość. Tym razem Rządowe Centrum Bezpieczeństwa poinformowało o zakończeniu ataku i braku zagrożenia dla Polski.
„Zakończył się zmasowany atak na obszarze zachodniej Ukrainy. Brak zagrożenia na terytorium RP. Śledź komunikaty” – przekazano.
Szybkie odwołanie ostrzeżenia wywołało zamieszanie. Okazało się, że część mieszkańców Lubelszczyzny otrzymała jedynie SMS informujący o zakończeniu zagrożenia.
Alert RCB szybko odwołany. Nie wszyscy dostali pierwszą wiadomość
O przyczynę tej sytuacji dziennikarze Polsat News zapytali rzeczniczkę Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Karolinę Gałecką. W przesłanym oświadczeniu opisała, jak wygląda proces rozsyłania takich alertów.
„W chwili nalotów na zachodnią Ukrainę i otrzymania takiej informacji z Centrum Operacyjnego, RCB wysyła alerty o zagrożeniu do operatorów komórkowych. Ci rozsyłają SMS-y na telefony komórkowe. Następnie, kiedy zagrożenie jest odwołane, ponownie alert jest wysyłany z RCB do operatorów” – opisała.
Jak wyjaśniła, w niedzielę „był bardzo krótki czas pomiędzy informacją o zagrożeniu i odwołaniem zagrożenia”. „W tym przypadku być może część operatorów nie zdążyła wysłać SMS-a informującego o zagrożeniu, bo zaraz przyszła również informacja o odwołaniu alertu” – stwierdziła.
Potwierdza to także rzecznik Rządowego Centrum Bezpieczeństwa Piotr Błaszczyk. Jak wyjaśnił w rozmowie z Wirtualną Polską, sytuacja zmieniła się już w trakcie rozsyłania pierwszego alertu. RCB otrzymało wówczas informację, że zagrożenie minęło, dlatego wysyłkę ostrzeżenia przerwano i uruchomiono komunikat odwoławczy.
Rzecznik wyjaśnił również, że za techniczne rozsyłanie SMS-ów odpowiadają operatorzy komórkowi. W efekcie pierwsza wiadomość nie zdążyła trafić do wszystkich osób objętych alertem, podczas gdy rozpoczęła się już dystrybucja drugiego komunikatu.
Nowe zasady wysyłania alertów RCB
Niedzielny alert był kolejnym takim komunikatem wysłanym po zmianie zasad ostrzegania mieszkańców wschodniej Polski.
Po raz pierwszy alert dotyczący zmasowanego ataku na zachodnią Ukrainę wysłano 20 sierpnia. Wówczas wiadomość otrzymali mieszkańcy zagrożonych obszarów województw lubelskiego i podkarpackiego. Po ponad godzinie RCB poinformowało, że atak się zakończył i nie ma zagrożenia na terytorium Polski.
Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński tłumaczył wówczas, że wysyłanie takich wiadomości jest efektem zmiany procedur.
– Zdecydowaliśmy po ostatnich doświadczeniach, że wtedy, gdy podrywane przez wojsko są nasze myśliwce, aby patrolować przestrzeń powietrzną, będziemy wysyłać SMS-a – niemówiącego o tym, że nadchodzi zagrożenie, tylko że potencjalnie, żeby każdy był przygotowany – mówił szef MSWiA.
Kierwiński zaznaczył, że alert ma charakter prewencyjny. Sam fakt jego wysłania nie oznacza więc, że na terytorium Polski występuje bezpośrednie zagrożenie.
Szef MSWiA zapowiedział również, że po każdym takim ostrzeżeniu ma być wysyłany komunikat informujący o ustaniu zagrożenia.
Rosyjski pocisk naruszył polską przestrzeń powietrzną. Po tym zmieniono procedury
Zmiany w procedurach były następstwem wydarzeń z 30 lipca. Podczas zmasowanego rosyjskiego ataku na Ukrainę rosyjski pocisk manewrujący naruszył polską przestrzeń powietrzną i spadł w pobliżu Tarnawy-Kolonii w województwie lubelskim.
Po tym incydencie pojawiły się pytania o skuteczność systemu ostrzegania ludności. Wojewoda lubelski Krzysztof Komorski przyznał kilka dni później, że w przypadku systemu wczesnego alarmowania i ostrzegania „nie wszystko zadziałało tak, jak powinno”.
Kierwiński, pytany później o działanie systemu, wskazywał m.in. na czas potrzebny do przekazania informacji między wojskiem a służbami cywilnymi. Zapowiadał jednocześnie wyciąganie wniosków z kolejnych incydentów i dalsze modyfikowanie procedur.
Jednym z efektów tych zmian jest właśnie wcześniejsze informowanie mieszkańców alertem RCB, gdy w związku z atakami na zachodnią Ukrainę poderwane zostają polskie myśliwce.
-
MON zapowiada zmiany, rozmowy z RCB. „Będziemy więcej rozsyłać”
-
Werdykt Polaków po upadku rosyjskiej rakiety. Działania władz pod lupą


