-
Mieszkańcy Głuchołaz ponownie zmierzyli się z zalaniem ulic i posesji, mimo że niektórzy nadal nie zakończyli prac remontowych po powodzi z 2024 roku.
-
Intensywne opady spowodowały szkody głównie na kilku ulicach, w Bibliotece Miejskiej, szpitalu oraz w pobliskim Bodzanowie, a strażacy interweniowali ponad 40 razy.
-
Pojawiły się pytania dotyczące skuteczności zabezpieczeń miasta, drożności studzienek oraz inwestycji przeciwpowodziowych, a mieszkańcy wyrażali niepokój przed kolejnymi podobnymi zdarzeniami.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Nad Głuchołazami i okolicznymi miejscowościami przeszły w poniedziałkowy wieczór intensywne ulewy. Woda szybko pojawiła się na ulicach i posesjach. Strażacy ruszyli do wypompowywania wody i zabezpieczania zagrożonych miejsc.
Lokalny portal GłuchołazyInfo24 informował o problemach między innymi przy ulicach Wyszyńskiego, Skłodowskiej, Jana Pawła II i Miarki. Podtopiona została także Biblioteka Miejska, a woda pojawiła się na terenie szpitala. W pobliskim Bodzanowie z brzegów wystąpił Potok Bodzanowski.
Zdjęcia i nagrania z zalanych ulic szybko trafiły do mediów społecznościowych. W komentarzach mieszkańców pojawiły się wspomnienia września 2024 roku, kiedy Głuchołazy zostały dotknięte katastrofalną powodzią.
„Niektórzy jeszcze nie skończyli remontów i znów pozalewane” – napisała jedna z mieszkanek. Pytała również, kto odpowiada za zabezpieczenie miasta i stan studzienek.
Inny z mieszkańców komentował, że po tragicznych doświadczeniach wciąż nie zrobiono wystarczająco dużo. Kolejni zwracali uwagę na meliorację, drożność koryt oraz kanalizację deszczową. Pojawiały się też głosy, że przy tak dużej ilości wody w krótkim czasie nawet sprawne studzienki mogłyby nie poradzić sobie z jej odprowadzeniem.
Wspólny mianownik komentarzy mieszkańców Głuchołaz był jednak podobny: po doświadczeniach sprzed dwóch lat ponowny widok wody na ulicach wywołał niepokój i złość.
Głuchołazy po ulewie. „Bezsilność i zdenerwowanie”
O tym, jak sytuacja wygląda z lokalnej perspektywy, zapytaliśmy Przemysława Pastuchę redaktora naczelnego portalu GłuchołazyOnline.
Pastucha podkreśla, że poniedziałkowe zdarzenia miały zupełnie inny charakter niż powódź z 2024 roku.
– To była zupełnie inna powódź niż w 2024 roku. To nie z powodu rzeki, która wylała. Ta powódź jest efektem betonozy. Miasto jest w niecce. Powyżej są pola i to wszystko z tych pól stoczyło się do miasta. Z tego powodu te ulice zostały zalane – mówi Interii.
Redaktor naczelny lokalnego portalu zwraca również uwagę na niewielką, jego zdaniem, zdolność miasta do przyjęcia tak dużej ilości wody oraz wysuszoną po okresie bez opadów ziemię.
– Studzienki nie odbierają wody, miasto jest pozbawione terenów zielonych, które by odbierały tę wodę. Trzeba też nadmienić, że taka była susza, że ziemia nie chciała przyjmować tej wody. Ona jest jak beton – ocenia Pastucha.
Jak zauważa, w mieście daje się odczuć frustrację związaną z tym, że mimo prowadzonych prac większy opad ponownie oznacza problemy z wodą.
– Na pewno panowało oburzenie, że tyle się mówi, że wszystko się robi i remontuje, a dalej przy większym deszczu miasto jest zalane. Bezsilność wręcz i zdenerwowanie, że nowy most, nowe drogi się robi, a przyjdzie większy deszcz i jest to samo – stwierdza.
Pastucha uważa, że przy kolejnych intensywnych opadach problem może powracać.
– My to mamy co chwila. Ta sytuacja będzie się powtarzać. Wystarczy większy opad – dodaje.
Woda w mieszkaniach i piwnicach. Burmistrz Głuchołaz podaje bilans
Znacznie spokojniejszy obraz sytuacji wynika z bilansu przekazanego Interii przez burmistrza Głuchołaz Pawła Szymkowicza.
Jak mówi, woda pojawiła się na posesjach przy ulicy Tylnej. Zalane zostały także piwnice przy ulicy Konstytucji 3 Maja. Problemy wystąpiły również przy ulicy Sikorskiego, na drodze krajowej w rejonie oddanego do użytku mostu. Do dwóch mieszkań dostała się woda.
– Jeżeli chodzi o mieszkania, na ten moment mamy zgłoszone dwa mieszkania, w których jest woda. Tam nie ma wielkich szkód, ale ta woda się wdarła. Tak to głównie posesje, czyli place przed domami – powiedział nam Szymkowicz.
Burmistrz zaznacza, że nie jest przesądzone, w jaki sposób woda dostała się do tych mieszkań.
– To też niekoniecznie musiała się wedrzeć z zewnątrz, bo przez kanalizację często też wybija – dodaje.
Mieszkańcom udzielana jest pomoc między innymi przy wypompowywaniu wody z piwnic. W Bodzanowie służby zostały skierowane do sprzątania. Według burmistrza sytuację udało się stosunkowo szybko opanować.
– Sytuacja w zasadzie była ustabilizowana po godzinie od tej nawałnicy, może po dwóch. Tam, gdzie woda opadła, wypompowywaliśmy jej pozostałości – relacjonuje Szymkowicz.
Głuchołazy ponownie zalane. Woda dostała się do świeżo wyremontowanej biblioteki
Jednym z miejsc dotkniętych skutkami ulewy była Biblioteka Miejska w Głuchołazach.
Według GłuchołazyInfo24 woda zgromadziła się od strony parkingu za Centrum Kultury, a następnie przedostała się do biblioteki również od strony tarasu. Zalane zostały między innymi pomieszczenia Działu Dziecięco-Młodzieżowego oraz taras.
Szczególne znaczenie ma to, że pomieszczenia były świeżo po remoncie. Do użytku oddano je w kwietniu.
Na miejscu interweniowali strażacy, którzy wypompowali wodę. We wtorek biblioteka została zamknięta. Pracownicy mają posprzątać zalane pomieszczenia i ocenić szkody.
Problemy wystąpiły również w szpitalu. Jak informował lokalny portal, intensywne opady doprowadziły do pojawienia się wody na terenie placówki.

Jeszcze inny obraz można było zobaczyć w pobliskim Bodzanowie. Tam Potok Bodzanowski wystąpił z brzegów.
„Fakt” opisał historię rodziny, której dom został zniszczony podczas powodzi w 2024 roku. W poniedziałek woda ponownie zagroziła nieruchomości.
„Wystarczyło zaledwie kilkanaście minut intensywnego deszczu, aby woda ponownie zagroziła ich domowi. Niestety, historia znów się powtarza” – relacjonował dziennik.
Alarm w Głuchołazach. Strażacy ruszyli do dziesiątek interwencji
Skala poniedziałkowych działań służb była znaczna. GłuchołazyInfo24 informował w trakcie ulewy o ponad 40 interwencjach straży pożarnej. Do akcji skierowano niemal wszystkie jednostki z terenu gminy Głuchołazy oraz kilka zastępów z pozostałych części powiatu nyskiego.
Strażacy reagowali między innymi na zgłoszenia dotyczące wody na drogach, posesjach i w piwnicach.
Oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Nysie Dariusz Pryga mówił w rozmowie z „Faktem”, że zdecydowana większość interwencji w powiecie dotyczyła właśnie Głuchołaz.
Strażak zwracał uwagę na dużą ilość deszczu, która spadła w krótkim czasie, oraz położenie miasta.
– Gleba nie wchłania wody. Głuchołazy są tak umiejscowione, że z góry cała woda spływa do miejscowości – powiedział „Faktowi” Dariusz Pryga. Na niekorzystne ukształtowanie terenu zwracał uwagę również redaktor naczelny GłuchołazyOnline.
W przypadku Bodzanowa przyczyny gwałtownego przyboru Potoku Bodzanowskiego analizowały Wody Polskie. Po wizji terenowej instytucja wskazała na spływ wód opadowych z przyległych terenów rolniczych.
Pracownicy Wód Polskich zwrócili również uwagę na mosty, kładki, przepusty i inne elementy infrastruktury znajdujące się w korycie oraz jego bezpośrednim sąsiedztwie. Podczas ekstremalnych zjawisk mogą one utrudniać swobodny przepływ wody.
Od 18 lipca Wody Polskie kontrolują zabudowę przy Potoku Bodzanowskim. Według informacji przytoczonych przez „Fakt” wykryto wiele obiektów wykonanych bez wymaganych pozwoleń wodnoprawnych. Mogą one ograniczać przepustowość koryta i utrudniać odpływ wody podczas intensywnych opadów.
Po wodzie przyszła polityczna burza
Poniedziałkowe wydarzenia szybko wywołały pytania o to, co zrobiono w Głuchołazach od katastrofalnej powodzi z 2024 roku. We wtorek rano temat pojawił się w telewizyjnych rozmowach z przedstawicielami rządu.
W „Graffiti” Polsat News rzecznik rządu Adam Szłapka został zapytany o głosy mieszkańców, którzy mówią, że po poprzedniej powodzi miało być lepiej, a tymczasem ponownie muszą mierzyć się z wodą.
Szłapka wskazywał na inwestycje prowadzone od 2024 roku, w tym odbudowę oraz prace przy zabezpieczeniach przeciwpowodziowych i zbiornikach. Przekonywał jednocześnie, że nie przed każdym ekstremalnym zjawiskiem pogodowym można się całkowicie zabezpieczyć.
– 15-minutowa ulewa może wywołać kilkunastominutową powódź, ponieważ ta woda się nie rozpłynie po strumieniach, po rzekach, tylko idzie olbrzymią falą – mówił rzecznik rządu.
Szłapka zapewnił również, że sytuacją powinny zajmować się wspólnie samorząd, służby i rząd.
– To nie jest jakaś tam ulewka, tylko to są ekstremalne warunki pogodowe – podkreślił.
O Głuchołazy pytany był także minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński.
Szef MSWiA przekonywał, że po powodzi z 2024 roku do miasta trafiły duże środki na odbudowę i zabezpieczenie przed kolejnymi kataklizmami. – Głuchołazy są lepiej przygotowane na tego typu problemy. Czy są w stu procentach bezpieczne? Nie, bo nie ma dzisiaj miejsca w stu procentach bezpiecznego – powiedział Kierwiński w rozmowie z TVN24.
Minister zwrócił uwagę na położenie Głuchołaz blisko granicy oraz wodę spływającą z gór od strony czeskiej.
– Nie jesteśmy w stu procentach zabezpieczeni, ale jesteśmy lepiej zabezpieczeni niż dwa czy trzy lata temu – przekonywał.
Kierwiński zaznaczył również, że gwałtowne zjawiska pogodowe mogą w bardzo krótkim czasie doprowadzić do podtopień nawet przy gotowości służb.
– Nie ma państwa, które ma system potrafiący wyeliminować wszystkie potencjalne skutki gwałtownej burzy, huraganu czy powodzi błyskawicznej – mówił szef MSWiA.
Słowa przedstawicieli rządu nie zakończyły jednak politycznego sporu wokół sytuacji w Głuchołazach. Do wydarzeń odnieśli się politycy opozycji. Poseł PiS Marcin Ociepa zaapelował do władz o natychmiastową reakcję.
„Znowu zalewa Głuchołazy na Opolszczyźnie! Wzywam rząd do natychmiastowej pomocy mieszkańcom. Pobudka” – napisał Ociepa w serwisie X, oznaczając we wpisie premiera Donalda Tuska, Kierwińskiego oraz resort spraw wewnętrznych.
Głuchołazy sprzątają po ulewie
Poniedziałkowe wydarzenia nie były powtórką katastrofy z 2024 roku. Skala szkód była znacznie mniejsza, a według burmistrza sytuację udało się ustabilizować w ciągu około jednej-dwóch godzin. Do dwóch mieszkań dostała się woda, zalane zostały piwnice i posesje, ucierpiała też niedawno wyremontowana biblioteka. Nie to jest jednak największym problemem.
Dla części mieszkańców sam widok wody ponownie płynącej ulicami wystarczył jednak, by wróciły wspomnienia sprzed niespełna dwóch lat. Stąd komentarze o niedokończonych remontach, pytania o studzienki i zabezpieczenia oraz złość, o której mówił nam lokalny dziennikarz.
We wtorek rano woda już opadła. Najkrócej obraz miasta po ulewie podsumował Przemysław Pastucha: „Dzisiaj rano Głuchołazy są całe w błocie”.
Błoto można posprzątać. Znacznie trudniej pozbyć się obawy przed kolejnym gwałtownym opadem. Zwłaszcza że, jak alarmują eksperci i mieszkańcy, podobne sytuacje będą się powtarzać. Po kolejnej ulewie pytanie nie brzmi już „czy”, ale „kiedy” woda znów da o sobie znać.
-
Tragedia na weselu w Wadowicach. Pojawiło się nagranie z policyjnej interwencji
-
Ojciec potrącił czteroletniego syna. Na koncie miał już podobny uczynek


