Trzeba mieć duże zdolności, by tak spektakularnie spaprać błyskotliwą polityczną karierę. Nawet biorąc pod uwagę, że w tym przypadku mózgi „operacji ewakuacji” były dwa — Zbigniew Ziobro i jego nader ambitna małżonka Patrycja, co zauważył premier w sejmowym wystąpieniu, podkreślając, że rola Koteckiej-Ziobro w pozyskaniu 450 tys. zł (łapówki?) od szemranego szefa Zondacrypto Przemysława Krala była kluczowa.

Tak więc oto Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości, który chciał być polskim Eliotem Nessem, rozbijającym mafię jedną po drugiej, ze ścigającego stał się ściganym. W tym sensie Ziobro jest postacią do pewnego stopnia tragiczną.

Jego upadek jawi się tym dotkliwszy, gdy wziąć pod uwagę, iż Ziobro był najdłużej urzędującym w III RP ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym, z zadatkami na delfina PiS, który po odejściu Kaczyńskiego może przejąć stery całej prawicy. Dziś trudno sobie wyobrazić, by Ziobro wrócił do polskiej polityki. Zamiast walczyć o dobre imię w kraju, wziął nogi za pas, wkupując się w łaski Orbana, a później Trumpa.

Najbardziej upokarzające musiało być jednak zabieganie o pracę u Sakiewicza. Dzięki temu ostatniemu Ziobro może udawać „korespondenta” TV Republiki, co miało mu posłużyć do uzyskania dziennikarskiej wizy od administracji Trumpa. Nawet dziecko w Polsce wie, że Ziobro żadnym dziennikarzem nie jest, a na korespondenta telewizyjnego, biorąc pod uwagę stres towarzyszący mu od zawsze w publicznych wystąpieniach, się po prostu nie nadaje.

Tak spektakularnego upadku nawet ja, autorka biografii Ziobry, się nie spodziewałam. Nie to, żeby było mi Ziobry żal, co to, to nie. Ale autor zawsze stara się zrozumieć motywy swojego bohatera. Droga wybrana przez byłego ministra od początku wiodła na manowce i była bodaj najgorszą z dróg, które mógł wybrać.

Wyobraźmy sobie alternatywny scenariusz. Po wybuchu afery w Funduszu Sprawiedliwości zostaje w kraju i odpiera zarzuty prokuratury. Nawet gdyby sąd zgodził się go tymczasowo aresztować, co w przypadku osoby wychodzącej z choroby nowotworowej wcale nie jest oczywiste, Ziobro za kratkami mógłby się stać męczennikiem PiS.

Media tygodniami żyłyby tym, w jakich warunkach przebywa, gdzie śpi, co je i czy jest bezpieczny w celi. Jarosław Kaczyński mógłby spod więziennych murów ciskać gromy w stronę prokuratury na usługach Tuska i złego Żurka, mobilizując swój elektorat. A tak, po ucieczce Ziobry wyborca PiS czuje się zrobiony w konia i ma ku temu podstawy. Nikt inny jak Ziobro grzmiał przez lata, że nie ma litości dla przestępców w białych kołnierzykach, a niewinni nie mają się czego bać. Tymczasem sam, gdy tylko Żurek lekko tupnął nogą, wziął nogi za pas, generując problem dla własnej partii. Od początku tej rejterady politycy PiS bronią Ziobry, ale się nie cieszą. Część, jak Morawiecki czy Terlecki, jeszcze przed odejściem z PiS zarzekała się, że sami nie salwowaliby się ucieczką z kraju, a Ziobro topi PiS. Inni w nieoficjalnych rozmowach dawali do zrozumienia, że to jest koniec Ziobry i tylko patrzeć, jak Kaczyński zrzuci go z sań. Ale prezes twardo trwa przy swoim dawnym pupilu.

Nawet kiedy Tusk odczytał zeznania Krala o tym, że w sumie miał dać byłemu ministrowi dwa miliony zł w zamian za ukręcenie łba jego sprawom, Kaczyński bronił Ziobry, tłumacząc, że pieniądze przyjęte od Krala były błędem, nie żadną łapówką. Jednak prezes dobrze wie, że w polityce nie ma darmowych lunchów. Szef upadającej giełdy kryptowalut, która oszukała co najmniej 3,6 tys. Polaków, inwestował w Ziobrę nie dlatego, że było mu go żal, ale dlatego, że chciał mieć konkretny zwrot z tej inwestycji. Swoją drogą, ciekawe, jakie haki pan Zbyszek ma na prezesa PiS, że ten postanowił bronić go publicznie, robiąc z siebie idiotę. To jedna z większych zagadek.

Ciekawe, jak długo Ziobrze wystarczy kasy od Krala, by ukrywać się w USA. A może ekipa Trumpa w końcu zwinie parasol ochronny i pan Zbyszek będzie miał szansę na własnej skórze przetestować szybką ścieżkę deportacyjną ICE. Jakby powiedział Adam Hofman: „miał być delfinem, chciał być rekinem, a został leszczem”, zondaleszczem.

Renata Grochal jest publicystką Programu III Polskiego Radia, współtwórczynią podcastu politycznego „Strefa Wpływów” oraz współprowadzącą program „Trójkąt Polityczny” w TVP Info.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version