Najwięksi światowi producenci broni zjechali się w tym tygodniu na pokaz lotniczy w El Alamein w Egipcie, by zaprezentować swoje najnowocześniejsze i najbardziej zaawansowane uzbrojenie potencjalnym nabywcom.

Rosja przywiozła swój klejnot w koronie. Myśliwiec Su-57, znany w NATO jako „Felon”, to rosyjska odpowiedź na amerykańskie F-35 i F-22 Raptor. Ale nie chodzi tu tylko o samolot — liczy się przede wszystkim hasło, które towarzyszy temu i każdemu innemu sprzętowi, który Władimir Putin próbuje wypromować.

Rosoboronexport, rosyjski państwowy eksporter uzbrojenia, tuż przed rozpoczęciem pokazu ogłosił, że ponad 90 proc. systemów broni przeznaczonych w tym roku na eksport zostało sprawdzonych w boju przeciwko nowoczesnemu, zachodniemu uzbrojeniu. Hasło „Made in Russia, Tested against NATO” wydaje się przynosić efekty. Rosoboronexport twierdzi, że w pierwszej połowie 2026 r. podpisał nowe kontrakty o wartości przekraczającej 13 mld dol., czyli mniej więcej tyle, ile w całym 2025 r.

Moskwa bardzo potrzebuje powrotu na rynek. Lata zachodnich sankcji i wzrost zapotrzebowania na sprzęt wojenny poważnie osłabiły sektor. Udział Rosji w światowym eksporcie głównych systemów zbrojeniowych spadł z 21 proc. w latach 2016-2020 do zaledwie 6,8 proc. w latach 2021-2025. Putin być może znalazł idealny sposób na to, by wyjść z impasu dzięki nowej strategii reklamowej, jednak teraz musi udowodnić, że Rosja potrafi także wywiązać się ze zobowiązań.

Prezes Rosoboronexportu, Aleksandr Michajew, jasno przedstawił strategię firmy jeszcze przed pokazem Su-57 w Egipcie. W ciągu zaledwie sześciu miesięcy podpisano kontrakty eksportowe o wartości ponad 13 mld dol., z czego największy udział miały samoloty i systemy obrony powietrznej.

— Wyniki osiągane w rzeczywistych warunkach bojowych miały znaczący wpływ na ostateczne decyzje klientów — zadeklarował.

Jednak Moskwa wykorzystywała ten sposób promocji już na długo przed ogłoszeniem Michajewa. Podczas targów World Defense Show, które odbyły się w lutym w Rijadzie, Rosoboronexport zaprezentował światowe premiery systemów uzbrojenia opracowanych na podstawie „doświadczeń wyniesionych z walki”. Wśród nich znalazł się nowy system rakietowy Sarma oraz transporter opancerzony BTR-22, oba przedstawiane jako sprzęt powstały dzięki lekcjom wyciągniętym z realnych walk w Ukrainie.

Dwa miesiące później, podczas Defence Services Asia w Malezji, Rosoboronexport reklamował Su-57E nie tylko jako myśliwiec piątej generacji, lecz jako maszynę, która zdobyła doświadczenie w odpalaniu pocisków dalekiego zasięgu w warunkach intensywnego ostrzału przeciwlotniczego i zakłóceń elektronicznych. Putin i szef eksportu uzbrojenia Michajew mają powody, by sądzić, że doświadczenie bojowe przekłada się na realne kontrakty.

Po latach wojny w Strefie Gazy i sukcesach izraelskiego systemu obrony powietrznej Iron Dome w odpieraniu większości ataków rakietowych oraz dronów z Iranu, izraelskie Ministerstwo Obrony w 2025 r. ogłosiło rekordowe umowy eksportowe o wartości 19,2 mld, czyli blisko 30 proc. więcej niż rok wcześniej. Resort wyraźnie podkreślił, że to właśnie potwierdzona w boju skuteczność izraelskich systemów wywołała międzynarodowe zainteresowanie. W zeszłym tygodniu Grecja postawiła ok. 4 mld dol. na izraelskie uzbrojenie, podpisując przełomową umowę na nową, wielowarstwową tarczę antyrakietową opartą na systemach David’s Sling, SPYDER i Barak MX.

Tymczasem Ukraina stała się w praktyce poligonem doświadczalnym dla rosyjskiego uzbrojenia. Rosyjskie drony odrzutowe i pociski balistyczne sprawiają kłopoty amerykańskim wyrzutniom Patriot. Ukraińskie Siły Powietrzne przyznały, że skuteczność przechwytywania dronów odrzutowych spadła do ok. 60 proc., natomiast w przypadku konwencjonalnych, śmigłowych modeli wynosi ponad 90 proc. Jakby chcąc to udowodnić, Rosja wystrzeliła we wtorek rano ponad 100 dronów i dziesiątki rakiet na Kijów i Odessę, zabijając kilka osób i wywołując pożary zaledwie kilka godzin po wizycie amerykańskich wysłanników Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera.

Mimo ostatnich strat rafinerii i magazynów logistycznych rosyjskie władze twierdzą, że w czerwcu, lipcu i sierpniu nad Rosją i okupowanym Krymem przechwycono ponad 43 tys. ukraińskich dronów — niemal sześciokrotnie więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Rosyjskie fabryki produkujące te systemy zbrojeniowe okazały się również trudniejsze do powstrzymania, niż się spodziewano.

Jak wykazało badanie opublikowane w lipcu przez Center for Strategic and International Studies, rosyjskie firmy zbrojeniowe zwiększyły produkcję mimo sankcji, braków kadrowych i uzależnienia od importowanych komponentów. Eksperci stwierdzili, że Rosja jest w stanie utrzymać wysokie tempo produkcji w wybranych kategoriach broni, a jej oferta eksportowa przesuwa się w stronę nowocześniejszych, sprawdzonych w walce systemów — zwłaszcza dronów. Innymi słowy, Moskwa sprzedaje coś więcej niż tylko propagandę.

Jednak eksporterzy rosyjskiej broni nie mogą jeszcze odtrąbić sukcesu. Nowe zamówienia warte 13 mld dol. powiększają portfel Rosoboronexportu do ponad 60 mld dol. Jednak nie są to pieniądze bezpiecznie ulokowane w skarbcu Kremla, lecz wartość kontraktów oczekujących na realizację. SIPRI, najbardziej renomowany na świecie instytut badający wydatki zbrojeniowe i handel bronią, mierzy coś innego: rzeczywisty wolumen głównych systemów uzbrojenia, które trafiają do klientów.

Wolumen eksportu rosyjskiej broni spadł o 64 proc. między okresem 2016-2020 a okresem 2021-2025, pozostawiając Moskwę z jedynie 6,8 proc. udziału w globalnym rynku — to najniższy pięcioletni udział w historii Rosji i ZSRR od lat 50. XX w. Takie liczby mogą zmarszczyć nawet wypełnione botoksem czoło Putina. Wojna w Ukrainie może dostarczać świetnych materiałów reklamowych, ale jednocześnie to ona uniemożliwia rosyjskim eksporterom zbrojeń zaspokojenie popytu zagranicznego. Każdy myśliwiec, każda rakieta przeciwlotnicza czy każdy egzemplarz broni precyzyjnej wysłany za granicę to jeden egzemplarz mniej dla rosyjskiej armii prowadzącej działania wojenne w Ukrainie.

W tym tygodniu Michajew przyznał, że Rosoboronexport „w pierwszej kolejności” bierze pod uwagę potrzeby rosyjskiego Ministerstwa Obrony przy planowaniu dostaw eksportowych. Co więc dzieje się, gdy Moskwa i zagraniczny klient chcą tego samego sprzętu? Odpowiedzi mogą udzielić Irańczycy.

W 2023 r. Teheran ogłosił, że uzgodnił z Moskwą zakup eskadry myśliwców Su-35, śmigłowców szturmowych Mi-28 i samolotów szkolno-bojowych Jak-130. Na początku lutego bieżącego roku Irańczykom wciąż brakowało Su-35 — to z pewnością ucieszyło amerykańskich i izraelskich pilotów, którzy mogli bez przeszkód atakować irańskie cele. Co więcej, rosyjska „korona” przewagi w powietrzu sama zmaga się z problemami wizerunkowymi.

W 2019 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony podpisało kontrakt na 76 seryjnych Su-57 do końca 2027 r. Publiczne szacunki są rozbieżne, ponieważ Moskwa nie ujawnia już skali i zakresu większości dostaw uzbrojenia, ale według raportu Military Balance Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych, na początku 2026 r. w służbie znajdowało się „ponad 21” Su-57. Jeśli te dane są prawdziwe, Moskwa musiałaby wyprodukować jeszcze około 50 maszyn w ciągu najbliższych 15 miesięcy, by osiągnąć zakładany pułap dla własnych sił zbrojnych — nie wspominając nawet o egzemplarzach eksportowych. Nowe kontrakty Rosoboronexportu na 13 mld dol. pokazują, że popyt na rosyjską broń może znów rosnąć. Nie daje to jednak pewności, że klienci kiedykolwiek otrzymają zamówiony sprzęt.

Niektórzy rosyjscy urzędnicy uważają, że Moskwa sama sobie rzuca kłody pod nogi.

Siergiej Szwecow, przewodniczący rady nadzorczej Giełdy Moskiewskiej, skarżył się podczas czerwcowego Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Petersburgu, że państwowy system eksportu stworzył monopol, który blokuje rozwój rosyjskich firm zbrojeniowych.

— Spółka zbrojeniowa nie może pozyskać kapitału na giełdzie, bo Ministerstwo Obrony może być jedynym nabywcą. Jeśli chce eksportować, musi praktycznie wszystkie zyski oddać Rosoboronexportowi — stwierdził.

Globalny transfer głównych systemów uzbrojenia wzrósł o 9,2 proc. między latami 2016-2020 a 2021-2025, mimo że rosyjski eksport spadł w tym okresie o 64 proc. Udział Putina w tej operacji nie tylko się nie utrzymał, ale wręcz topniał, gdy rynek rósł.

Nie oznacza to jednak, że Rosja musi odbudować dawne imperium eksportowe, produkując kosztowne, wielkie systemy na masową skalę. Najbardziej wartościowa dla Kremla okazała się maszyna eksportowa skupiona wokół uzbrojenia sprawdzonego w Ukrainie: dronów, systemów obrony powietrznej, urządzeń walki elektronicznej i wybranych maszyn bojowych. Właśnie to może zapewnić środki, uzależnić zagraniczne armie od Moskwy i dać Rosji wpływy daleko poza frontem.

Zagraniczni klienci już wydają się przekonani, że rosyjska broń potrafi przetrwać, konkurować, a czasem nawet przewyższać zachodnie odpowiedniki. Eksport broni generuje jednak zapotrzebowanie na dziesięciolecia — na amunicję, części zamienne, serwis i modernizacje — wiążąc zagraniczne armie oraz nierzadko ich rządy z dostawcą długo po początkowej transakcji.

Zadaniem Putina jest więc zapewnić, by przemysł zbrojeniowy naprawdę był w stanie wyprodukować wystarczająco dużo uzbrojenia dla zagranicznych klientów, nie osłabiając jednocześnie własnych sił walczących w Ukrainie. To przesądzi nie tylko o tym, czy rosyjski przemysł zbrojeniowy doczeka się prawdziwego odrodzenia, ale też o tym, czy Moskwa odzyska coś być może cenniejszego od utraconego udziału w rynku: reputację wiarygodnego partnera militarnego.

Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version