Biały Dom broni decyzji Donalda Trumpa o przekazaniu 45 tys. dol. w gotówce jego najbliższej współpracownicy Natalie Harp. Ostatnio było o niej głośno z powodu fałszywych plotek o romansie z prezydentem. Okazuje się, że Harp nie jest jedyną urzędniczką, która dostała suty prezent od Trumpa. — Sama wysokość tych płatności rodzi uzasadnione pytania natury prawnej i etycznej — powiedział „Newsweekowi” były prokurator stanowy Dave Aronberg.
Przedstawiciele administracji twierdzą, że była to osobista świąteczna darowizna i „w pełni dozwolona” zgodnie z federalnymi przepisami i zasadami etyki. Harp, która pełni funkcję specjalnej asystentki prezydenta, ujawniła otrzymaną kwotę w swoim corocznym oświadczeniu majątkowym. Wskazała Trumpa jako darczyńcę i określiła ją jako „gotówkowy prezent świąteczny”.
Był to jeden z trzech prezentów w wysokości 45 tys. dolarów, które Trump wręczył pracownikom Białego Domu. Doradczyni ds. komunikacji Margo Martin oraz urzędniczka Białego Domu Chamberlain Harris również poinformowały o otrzymaniu takiej kwoty od prezydenta. Prezenty nie są częścią ich pensji, która wynosi 150 tys. dol. rocznie. Trump podarował także 20 tys. dolarów dyrektorowi operacji w Gabinecie Owalnym, Waltowi Naucie, zgodnie z ujawnionymi informacjami finansowymi.
Natalie Harp, asystentka Donalda Trumpa, w Gabinecie Owalnym
Foto: EVAN VUCCI / Reuters
W oświadczeniu opublikowanym 8 września wieczorem na platformie X, Biuro Prasowe Białego Domu zamieściło zrzut ekranu z odpowiedzią udzieloną reporterowi Politico. Poinformowało w nim, że Trump „od dawna ma zwyczaj wręczania prezentów świątecznych osobom ze swojego otoczenia”, w tym pracownikom i współpracownikom. Administracja podkreśliła, że prezenty „nie mają żadnego związku z oficjalnymi obowiązkami tych osób w rządzie” i dlatego „w pełni dopuszczalne” według obowiązujących przepisów prawnych i etycznych.
Mimo to płatności wzbudziły wątpliwości ekspertów zajmujących się etyką w administracji publicznej. Richard Painter, który był głównym prawnikiem Białego Domu ds. etyki za prezydentury George’a W. Busha, powiedział „The Washington Post”, że takie prezenty mogą naruszać federalne prawo zakazujące dodatkowych wypłat dla urzędników państwowych spoza oficjalnych wynagrodzeń. Redakcja podkreśla, że Painter jest znanym krytykiem Trumpa.
Z kolei były szef Urzędu ds. Etyki Administracji Rządowej za czasów Baracka Obamy, Don Fox, uznał, że dostępne informacje nie przesądzają o naruszeniu prawa. Określił jednak te płatności jako „niepokojące”. Powód? Mogą one wywoływać u obdarowanych urzędników państwowych poczucie osobistego zobowiązania wobec prezydenta.
Hojne prezenty Trumpa dla współpracowników. „Uzasadnione pytania natury prawnej i etycznej”
Były prokurator stanowy hrabstwa Palm Beach, Dave Aronberg, powiedział „Newsweekowi”: — Sama wysokość tych płatności rodzi uzasadnione pytania natury prawnej i etycznej. Federalne prawo zakazuje, by wynagrodzenie urzędnika państwowego było uzupełniane przez prywatne źródła, a 45 tys. dol. to jednak coś zupełnie innego niż sweter czy butelka wina na święta.
— Kluczowe pytanie brzmi, dlaczego prezydent Trump wręczył im te pieniądze. Jeśli były to rzeczywiście osobiste prezenty świąteczne, niezwiązane z ich pracą w Białym Domu, to jest to dość mocna linia obrony. Jeśli jednak pieniądze stanowiły w praktyce premię lub dodatkowe wynagrodzenie za służbę publiczną, to mogłoby naruszać federalne przepisy o zakazie takich wypłat. Dotyczą one zarówno otrzymujących takie pieniądze, jak i wypłacających zakazaną gratyfikację. To z kolei mogłoby prowadzić do śledztwa etycznego, sankcji cywilnych, a w niektórych przypadkach — także do odpowiedzialności karnej.
Informacja o prezencie pojawia się w momencie, gdy postać Harp jest coraz częściej analizowana z powodu jej bliskich kontaktów z Trumpem. W ostatnich tygodniach media skupiają się na jej obecności u boku prezydenta i mnożących się pytaniach o zakres jej dostępu do głowy państwa. W ostatnim czasie zwolennicy prezydenta oskarżali demokratów o granie plotkami o romansie Trumpa z Harp. Nie ma żadnych dowodów, by łączyła ich tego rodzaju relacja.
Faktem jest jednak, że Harp to jedna z najbardziej zaufanych osób w otoczeniu prezydenta. Ma 35 lat i od jakiegoś czasu nie odstępuje go praktycznie na krok. Bywa nazywana „ludzką drukarką”. Powód? Nosi ze sobą przenośną drukarkę, by drukować prezydentowi maile, artykuły prasowe czy inne dokumenty do czytania.

