Afera Zondacrypto coraz mocniej ciąży Karolowi Nawrockiemu. Pałac Prezydencki podjął kolejną próbę wyjścia z jej cienia. Głowa państwa chce, aby Sejm uchwalił projekt rządowy, ale z poprawkami prezydenta.
Oficjalna wersja jest taka: na prezydencie nie zrobiło żadnego wrażenia to, co w piątek premier Donald Tusk mówił w Sejmie. I jakie wyjaśnienia Przemysława Krala, szefa upadłej giełdy kryptowalut Zondacrypto, czytał. Działania Pałacu Prezydenckiego pokazują jednak coś zupełnie innego. To drugie błaganie, by Sejm uchwalił ustawę o kryptowalutach z niewielkimi choć poprawkami prezydenta. Wówczas Karol Nawrocki mógł ją podpisać i ogłosić, że nie skapitulował przed rządem Tuska.
Dogadanie się z Nawrockim nie leży w interesie Tuska
Jednak dogadanie się z Nawrockim wcale nie jest w interesie rządu. Skoro premier stworzył podział na prezydenta (czy szerzej prawicę), który wetuje uregulowanie rynku kryptowalut, i rząd, który chce restrykcyjnych regulacji, to porozumienie rządu z prezydentem taką linię by obalało.
Donald Tusk podczas wystąpienia w Sejmie, 4 września 2026 r.
Foto: Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Co innego dla Nawrockiego. Podczas piątkowego wystąpienia Tusk skleił bowiem kolejne weta Nawrockiego do rządowych ustaw o kryptowalutach z sensacyjnymi wyjaśnieniami Krala. W cytowanym fragmencie protokołu śledztwa Kral mówił: „Zbyszek zapoznał się z aktami [oskarżenia — red.]. (…) Mówi, że gdyby wiedział, że taka sprawa się toczy, to natychmiast by interweniował. Obiecał, że jak wróci do władzy w Ministerstwie Sprawiedliwości, czego jest pewien, to ukręci łeb wszystkim tym sprawom. I żebym się nie martwił”.
W dalszej części protokołu — czytał premier — Kral powiedział, że „rekompensata zostanie wypłacona ministrowi Ziobro za pośrednictwem fundacji, którą zakładał jego brat, a była to fundacja Suwerennej Polski”. Tusk zaznaczył, że chodziło o 2 mln zł. Finalnie zeznający wypłacił na fundację 500 tys. zł, które — jak zeznał Kral — „Ziobro miał sobie wypłacić na swoje potrzeby”.
Dla pałacu ważniejszy był kolejny cytat przytoczony przez Tuska. „Zapłaciłem za to, bo miałem być czystym człowiekiem. Najważniejsze w tej współpracy było to, że pan X [Tusk nie wymienił nazwiska, ale nazwał X „publicznie znaną osobą” — red.] obiecywał, że jak Nawrocki zostanie prezydentem, to on załatwi mi ułaskawienie, gdybym został skazany w tej sprawie” — cytował premier. A to uderzałoby już w samego Nawrockiego.
W Pałacu uspokajają, ale w Sejmie widać było wówczas, że szef prezydenckiej kancelarii Zbigniew Bogucki się stresuje. Nawrocki zareagował wpisem na X, ale tak, by nie nadawać sprawie rangi: „Panie Premierze, myślałem, że tę lekcję mamy już za sobą. Ale powtórzę: jeżeli Pan X albo nawet Pan Y — postacie znane — zaproponują Panu lub komuś z Pana otoczenia ułaskawienie, to proszę nie wierzyć i od razu zgłosić takich oszustów do prokuratury. To tak nie działa — przynajmniej u mnie” [pisownia oryginalna — red].
Prezydent chce już „rozstrzygnąć ten problem”
Ale na wpisie w mediach społecznościowych się nie kończy. W pałacu zapadła decyzja, by wysłać prezydencki projekt regulujący rynek kryptowalut do Sejmu. To potwierdzenie, że mimo pobłażliwego tonu i żartów sprawa Zondy jest dla prezydenta zagrożeniem, przynajmniej wizerunkowym.
Zbigniew Bogucki podczas wystąpienia w Sejmie, 4 września 2026 r.
Foto: Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Z samego rana we wtorek — ok. godz. 9 — projekt ustawy prezydenckiej został wysłany do Sejmu. To znamienne — najnowszy projekt prezydenta to de facto ostatni projekt rządowy. Prezydent naniósł na niego, jak opisywał szef Kancelarii Prezydenta RP, 16 poprawek. Niewiele. Nie są one też fundamentalne — to bardziej kosmetyka. Gwarancje dla firm z branży krypto, że odszkodowania za złe decyzje nadzoru będzie pokrywać budżet państwa, a sąd musiałby zatwierdzać decyzje administracyjne o karach dla firm.
Znamienne jest też to, w jakim tonie wypowiadał się Bogucki. — Kompromis, projekt środka, projekt porozumienia — wymieniał. Proponował uchwalić ustawę „w kompromisie, w porozumieniu, w konsensusie”. Radził zakończyć „polityczną przepychankę oliwioną materiałami ze śledztwa” i „nie bić politycznej piany”. Chwalił projekt za to, że „kary są takie same jak w trzecim projekcie rządowym”. Chodzi więc o ten ostatni, najostrzejszy. Według Boguckiego „nie można być bardziej konsensualnym niż prezydent” w sprawie ustawy o kryptowlautach.
— Prezydent jest skłonny do daleko idącego kompromisu, zamknięcia tej sprawy — podkreślał prezydencki minister. Ba, suflował, że projekt można uchwalić w dwa tygodnie — a więc ekspresowo — i w ten sposób „rozstrzygnąć ten problem”. Ze słów Boguckiego wynikało wręcz, że nawet jeśli nie wszystkie poprawki naniesione przez prezydenta na projekt rządowy zostałyby uchwalone przez Sejm, to decyzja o podpisie pod ustawą i tak byłaby kwestią otwartą.
Ten błagalny ton Boguckiego ma pokazać, że prezydent wcale nie chce wetować uregulowania rynku kryptowalut. On jeszcze mocniej niż za pierwszym razem — gdy składał swój, a de facto rządowy projekt z własnymi poprawkami — chce podpisać ustawę o kryptowalutach. Ale nie chce, aby wyglądało to jak kompletna kapitulacja — stąd oczekiwanie, by Sejm wprowadził choć część jego poprawek. Podpisywanie projektu rządowego bez choć kosmetycznych zmian byłoby przyznaniem się do tego, że trzy weta do ustaw były błędem.

