Marzeniem Zbigniewa Ziobry od czasów pacholęctwa było zostać polskim Eliotem Nessem, który rozbija gangi i mafie, jednak trzeba przyznać, że w roli ściganego odnajduje się dużo lepiej niż jako pierwszy sprawiedliwy, likwidujący przestępcze podziemie.
Mimo że były minister sprawiedliwości od wielu miesięcy ucieka przed polskim wymiarem sprawiedliwości i prokuraturą, trzeba przyznać, że los mu sprzyja. No dobra, nie każdy może powiedzieć o sobie, że jest w czepku urodzony. Ziobro ma szczęście. Czy zwykły Kowalski, który przekręcił dziesiątki państwowych milionów, mógłby liczyć na to, że kiedy poczuje na plecach oddech organów ścigania czy innych łowców cieni, pomocną dłoń wyciągnie do niego premier siostrzanej kryptodyktatury? A gdy ów zamordysta znad Balatonu straci władzę, Ziobro trafi pod skrzydła zaprzyjaźnionej z jego formacją administracji USA?
Syndrom sztokholmski
Umówmy się, żaden Kowalski o takim luksusie nie mógłby pomarzyć. PiS miało być partią zwykłych Polaków, która w odróżnieniu od zgniłych liberalnych elit brzydzi się układami. Co prawda już jakiś czas temu Jarosław Kaczyński podzielił obywateli na lepszy i gorszy sort, nie pozostawiając wątpliwości, w którym zbiorze on i jego pobratymcy się znajdują, ale tego, że Ziobro będzie uciekał po świecie, mylił tropy niczym pospolity bandyta, nawet prezes by nie wymyślił. Ani pewnie tego, że sprzymierzeńcami Ziobry zostaną polskie sądy. Te same, które pan Zbyszek jako minister sprawiedliwości i oberprokurator próbował wziąć pod but. Ba, nawet wtedy, gdy prokuratura zaczęła ścigać Ziobrę, nie przestał grozić sędziom, że zapamięta, kto i jakie postanowienia wydawał w jego sprawie, a kiedy wróci do władzy, dobierze się wszystkim „winnym” do czterech liter.
Widać sędziowie tak sobie te groźby wzięli do strachliwych serduszek i duszyczek, że postanowili podać rękę dawnemu oprawcy. W psychologii nie od dziś jest znane zjawisko syndromu sztokholmskiego, w którym ofiara zaczyna odczuwać sympatię do swojego oprawcy. Mniej wyrafinowana wersja zakłada, że część sędziów to zwykli tchórze. Czym innym wytłumaczyć specjalne traktowanie Ziobry przez polskie sądy?
Nie pamiętam innej sprawy, w której na długie miesiące odraczano by rozpatrzenie zażalenia na odmowę tymczasowego aresztowania. Takie wnioski są rozpatrywane w ciągu kilku dni lub najwyżej tygodni. Podobnie ma się sprawa z wnioskiem o wydanie europejskiego nakazu aresztowania (ENA) wobec byłego ministra sprawiedliwości. Sąd najpierw czekał pięć miesięcy z wydaniem postanowienia (od lutego do lipca), a kiedy sądny dzień nadszedł, uznał, że wniosek prokuratury należy odrzucić.
Sędziowie doskonale pamiętają sprawę koleżanki po fachu
Tłumaczył, że ENA stosuje się wtedy, kiedy podejrzany „może przebywać na terytorium państw członkowskich UE” (art. 607 par. a KPK), a Ziobro, jak wiadomo, jest w USA. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni, dlaczego w innej sprawie — byłego sędziego Tomasza Szmydta, skądinąd niegdyś nominata Ziobry, sąd dwukrotnie wydawał ENA, mimo że powszechna była wiedza, iż delikwent dał dyla na Białoruś.
Wiadomo, jakiś tam Szmydt to nie Zbigniew Ziobro. Jako domniemany szpieg Putina Szmydt pewnie do Polski już nigdy nie wróci. Ziobro to co innego. Nie wiadomo, czy nie będzie znowu ministrem, jeśli PiS dojdzie do władzy. W końcu — jak mawia prezes — brudną ścierką też można zrobić porządki. Wiadomo — przezorny zawsze ubezpieczony.
W sprawie Ziobry za dużo jest dziwnych zbiegów okoliczności. Sędziowie doskonale pamiętają sprawę koleżanki po fachu, która miała pecha i przyszło jej orzekać w sprawie chirurgów, oskarżonych o spowodowanie śmierci ojca Ziobry — Jerzego. Gdy sędzia nie dopatrzyła się winy medyków, prokuratura Ziobry próbowała ją pognębić. Nawet rozumiem przeciętnego sędziego, który może sobie pomyśleć, a po co mam się kopać z koniem? Tyle że tak może myśleć zwykły Kowalski. Sędzia powinien mieć — prócz wiedzy prawniczej — twardy kręgosłup. Bez tego nie ma co brać się do orzekania.
Do tej pory panowało przekonanie, że piąta kolumna Ziobry działa w prokuraturze i blokuje rozliczanie afer PiS. Jest gorzej. Prokuratura kieruje wnioski o uchylenie immunitetów, o areszty, próbuje ściągać do kraju uciekinierów. Wąskim gardłem są sądy. Gdy sprawa jest politycznie niewygodna, zawsze można odłożyć ją na półkę, tłumacząc się nawałem spraw. Tempo orzekania wciąż się wydłuża. To też spadek po Ziobrze.
Renata Grochal jest publicystką Programu III Polskiego Radia, współtwórczynią podcastu politycznego „Strefa Wpływów” oraz współprowadzącą program „Trójkąt Polityczny” w TVP Info.

