Kiedy są głodni, to są źli, kiedy niewyspani, to są źli, kiedy przeciążeni, też są źli. Zachowania agresywne pojawiają się jako najbardziej dostępne i — paradoksalnie — społecznie najbardziej akceptowalne, bo wiele emocji jest u chłopców uznawanych za słabość. A chłopcy nie chcą być słabi. O tym, co się kryje pod agresją chłopców i kiedy jest sygnałem alarmowym — mówi psycholożka dr Magdalena Śniegulska.
Dellfina Dellert: Kiedy mówimy o agresji chłopców, to o czym tak naprawdę mówimy?
Magdalena Śniegulska: Po pierwsze warto sobie uświadomić, że często mylimy agresję z cechami temperamentalnymi. Chłopcy na ogół bywają szybsi, głośniejsi, bardziej żywi, potrzebują większej stymulacji. To wynika z właściwości ich układu nerwowego. Natomiast zachowanie agresywne to już konkret: ono ma czemuś służyć, ma cel. A celem jest intencjonalnie skrzywdzić albo zniszczyć. Często też mylimy złość z agresją. Złość jest emocją, a agresja jest zachowaniem. Złość może uruchomić agresję, ale można się złościć i nie być agresywnym.
Już w kioskach! Najnowszy Newsweek Psychologia Dziecka
Foto: Materiały prasowe
Kiedy agresja jest częścią naturalnego procesu rozwoju u chłopców?
— Zachowania agresywne nasilają się u wszystkich dzieci w pewnych kluczowych momentach rozwojowych. Po raz pierwszy na ogół na początku przedszkola. Wtedy dominuje agresja fizyczna: przywalić łopatką, obsypać piaskiem, wyrwać zabawkę. Jej celem jest dostać: przedmiot, pozycję w grupie, uwagę. Taka agresja jest metodą, gdy dziecko nie ma jeszcze sprawnego języka ani mechanizmów komunikacji.
Ta forma powinna dość szybko podlegać modelowaniu i socjalizacji. I na nią reagujemy zwykle szybko i jasno. Problem w tym, że dorośli czasem próbują tłumaczyć dwulatkowi, co zrobił źle, długimi złożonymi zdaniami, z których on naprawdę nic nie zrozumie. A zachowanie agresywne należy po prostu przerwać. Czasem wystarczy zdecydowane „stop!”.
Re_Mind – Kongres psychologiczny
Foto: Materiały prasowe
Wraz z rozwojem języka rośnie też agresja relacyjna/werbalna. Jak już umiem coś powiedzieć tak, żeby zabolało, to zaczynam używać słów. Najbardziej jest ona obserwowalna na początku szkoły podstawowej. U chłopców w wieku szkolnym częściej widzimy też walkę o przywództwo lub pozycję w grupie. W adolescencji zachowania agresywne młodzieży są skoncentrowane na „obronie siebie” — ranię, żeby wyznaczyć granice, ochronić kruche ja.
Czy agresja może pełnić funkcję adaptacyjną?
— Może nie tyle agresja sama w sobie, ile pewne zachowania siłowe w zabawie i umiejętność rozpoznawania granic. Jest sporo badań pokazujących, że dla rozwoju chłopców niezwykle ważna jest tzw. zabawa siłowa. Paradoksalnie, gdy jej zabraniamy, odbieramy im możliwość uczenia się rozpoznawania ważnych sygnałów społecznych czy empatii.
W tych zabawach chłopcy ganiają się, duszą, walczą na miecze, bawią w wojnę, ale jednocześnie mają szansę nauczyć się reagować na sygnały „stop”. Tam jest też zamiana ról: raz ja gonię ciebie, raz ty gonisz mnie. Chłopcy, którzy mają takie doświadczenia, lepiej rozpoznają, kiedy coś przestaje być przyjemne dla drugiej strony. Demonizowanie takich zabaw jest szkodliwe.
Poza tym witalność, siła, potrzeba sprawdzania granic mogą być zasobem — pod warunkiem, że uczymy jednocześnie odpowiedzialności, hamowania i uważności na drugiego człowieka. Dziecko może się złościć. Złość jest ważną informacją.
Co może kryć się pod agresją chłopców?
— Złość na pewno, ale bardzo często też bezradność, osamotnienie, smutek, strach, niezrozumienie tego, co się z nimi lub wokół nich dzieje. Zachowania agresywne pojawiają się jako najbardziej dostępne i, paradoksalnie, społecznie najbardziej akceptowalne, bo wiele emocji jest u chłopców uznawanych za słabość. A chłopcy nie chcą być słabi.
Coraz częściej mówi się też, że u chłopców i potem mężczyzn obniżony nastrój czy depresja nie objawiają się klasycznie smutkiem i płaczem, tylko wybuchowością, zachowaniami ryzykownymi, czasem autoagresją. To może mieć związek z tym, że przez pokolenia nie uczono ich wyrażania emocji i nie mają słownika emocjonalnego. Wszystko im się miesza i jak są głodni, to są źli, jak są niewyspani, to są źli, jak są przeciążeni, to też są źli. To jest dla nich potwornie męczące.
Czy możemy mówić o różnych rodzajach agresji u chłopców?
— Zarówno u chłopców, jak i u dziewczynek. Może być to agresja fizyczna (żeby coś zdobyć), reaktywna (reakcja na to, co się dzieje), przeniesiona (kiedy nie mogę „oddać” silniejszemu, wyżywam się na słabszym — np. na psie czy kocie), autoagresja, a czasem też agresja proaktywna instrumentalna, realizowana na zimno, kiedy nikt nie patrzy, a potem udawanie ideału lub ofiary.
Jaką rolę odgrywa biologia, a jaką środowisko? Czy to się da w ogóle ocenić?
— Lubię taką metaforę, że biologia to silnik, a środowisko to kierowca. Silnik może mieć wielką moc, ale od kierowcy zależy, dokąd i jak pojedzie. Biologicznie testosteron jest ważny, wpływa na kształtowanie mózgu, choć często się go demonizuje. Fascynujące jest to, że u chłopców są dwa momenty bardzo silnego oddziaływania testosteronu: tuż po porodzie, a potem w okresie dojrzewania. Nieprzypadkowo najwięcej zachowań agresywnych obserwujemy u młodych mężczyzn. Chłopcy mają też bardziej wrażliwe na wyłapywanie sygnałów o zagrożeniu ciało migdałowate.
Do tego dochodzi wolniejsze niż u dziewczynek dojrzewanie układu nerwowego, zwłaszcza płatów przedczołowych, czyli słabsze „hamulce”. U części chłopców, zwłaszcza z ADHD i zaburzeniami uwagi, bywa tak, że oni naprawdę nie wiedzą, że coś zrobili. Taki chłopak, który zbije wazon, a potem mówi „to nie ja”, nie manipuluje ani nie kłamie. Po prostu nie ma ze sobą kontaktu.
A środowisko? To socjalizacja i modelowanie. Jeśli chłopiec słyszy albo widzi, że smutek i płacz są nieakceptowalne, to złość staje się jedynym „dozwolonym” językiem dyskomfortu. Do tego dochodzą stereotypy w grupie rówieśniczej, czyli „nie bądź babą”.
Chłopców często uważa się za bardziej agresywnych od dziewczynek. Czy to prawda?
— U chłopców więcej jest agresji fizycznej, a u dziewczynek więcej relacyjnej i werbalnej, ale to nie znaczy, że chłopcy są bardziej agresywni. Raczej: częściej widzimy agresję chłopców i częściej na nią reagujemy, a agresja dziewczynek bywa mniej dostrzegana. Pewnie też chłopcy częściej takie zachowania manifestują ze względu na czynniki, które wymieniłyśmy wcześniej.
W okolicach 8.-9. roku życia u dziewczynek zaczynają się zmiany związane z dojrzewaniem biologicznym, pojawia się estradiol i niektóre badania sugerują, że może on nasilać wrażliwość relacyjną i agresję werbalną.
Warto też pamiętać o narażeniu na przemoc: statystyki pokazują, że młodzi chłopcy częściej doświadczają bezinteresownych napaści i pobić, a dziewczynki są bardziej narażone na przemoc seksualną, o innych skutkach i ciężarze.
Jak reagować na agresję chłopców?
— Po pierwsze: warto się zastanowić, dlaczego zachowanie wystąpiło. Co jest pod spodem: lęk, przeciążenie, głód, niewyspanie, chaos, presja, brak umiejętności? U chłopców bardzo ważne jest nazywanie: widzę, że coś się z tobą dzieje. I pytania praktyczne: kiedy ostatnio jadłeś, piłeś, spałeś, jaki to był dzień, o której wstałeś? To są czerwone flagi napięcia.
Po drugie: dawać alternatywy, czyli zwiększać paletę zachowań. Kiedy zabieramy agresję, musimy dać coś w zamian. Warto pamiętać, że są środowiska, w których agresja warunkuje przetrwanie; tam „zabranie agresji” bez zabezpieczenia jest czymś szkodliwym. Uczyć, że agresja jest ostatecznością, ale że są sytuacje, w których trzeba umieć się obronić, tylko nie kosztem poniżania innych.
Po trzecie: nie zawstydzać. Zawstydzanie jest nieskuteczne, bo nasila złość. I mój „ulubiony” automatyzm dorosłych: „wyjdź, wróć i przeproś” — natychmiast. A dzieci czasem świetnie czują, że takie przeprosiny są nic niewarte.
Moja dziewięcioletnia pacjentka opowiedziała mi kiedyś historię. Jej młodszy brat ją potwornie wkurzył i ona go uderzyła. Od razu wiedziała, że źle zrobiła. Ojciec kazał jej natychmiast przeprosić, nie biorąc pod uwagę, co brat zrobił. Uznała jednak, że go nie przeprosi teraz, bo teraz jest po prostu zła. A ojciec powinien najpierw sprawdzić, dlaczego uderzyła brata, i pozwolić jej ochłonąć. Dzieci naprawdę sporo wiedzą o sobie, a my je czasem zmuszamy do zachowań, które są dobre głównie dla nas.
Po czwarte: trzymać się faktów, nie etykiet. Nie „jaki jesteś”, tylko: „widzę, że uderzyłeś kolegę, to była silna reakcja”. I dalej: „co czułeś?”, „co to ci dało?”, „jaka była skuteczność?”, „jakie były koszty?”, „co możesz zrobić następnym razem?”.
I po piąte: naturalne konsekwencje zamiast kar typu zakaz korzystania z internetu przez tydzień czy szlaban na wychodzenie. Jeśli dziecko coś zniszczyło w złości, to uczymy odpowiedzialności: „musisz to skleić”, a jeśli się nie da — „pomyślmy, jak możesz się dołożyć do nowej rzeczy”. Wina i wstyd daleko nie prowadzą, a poczucie odpowiedzialności w życiu bardzo daleko.
I zawsze nazywać agresję agresją! Jakie są zdrowe sposoby rozładowywania agresji? I czy tłumienie agresji jest równie niebezpieczne jak jej wybuchy?
— Najpierw doprecyzujmy: celem nie jest „rozładować agresję”, tylko wyregulować pobudzenie i nauczyć się wyboru zachowania. Mam duży kłopot z podejściem typu: „wal w poduszkę, podrzyj kartkę, tup”. Badania pokazują, że to nie zawsze jest słuszne, bo w pobudzeniu i złości, kiedy ja coś uderzam i krzyczę, daję mózgowi sygnał: „muszę walczyć” i pobudzenie może się utrzymywać.
Poza tym te narzędzia nie są uniwersalne. Jeśli dziecko nauczy się „rwać”, a pod ręką ma dokumenty rodzica — też je podrze.
W praktyce najważniejsze jest odciąć się od źródła złości. Jeśli złości mnie kolega, rodzic czy nauczyciel — mam prawo wyjść. To nie musi być brak szacunku. To samoregulacja. W momencie nakręcenia nie da się „mądrze rozmawiać”, bo organizm idzie w tryb sparingu.
Ja uczę dzieci strategii OOPP: odejdź — oddychaj — pomyśl — porozmawiaj. Przy czym warto zaznaczyć, że oddychanie działa różnie. Jedne dzieci przeponowe czy „po kwadracie” wycisza, na inne działa jak płachta na byka. Warto szukać.
Dla wielu dzieci pomocne jest umycie twarzy zimną wodą, napicie się wody, zadanie poznawcze (np. odejmowanie od 100 po 7), technika mindfulness 5-4-3-2-1, wizualizacja bezpiecznego miejsca. Tych sposobów jest dużo, ale wymagają ćwiczenia „na sucho”.
A tłumienie?
— Jeśli tłumienie oznacza „nie wolno czuć”, to jest to złe, bo emocje i tak znajdą ujście — czasem w biernej agresji, czasem w autoagresji, czasem w ryzykownych zachowaniach. Natomiast „hamowanie” w sensie neuropsychologicznym — czyli umiejętność zatrzymania zachowania — jest zdrowe i potrzebne. Chodzi o to, żeby emocje mogły być, a zachowanie było wyborem.
Jak rozmawiać z chłopcami o złości i agresji?
— Podam przykład. Obserwowałam kiedyś chłopca, który uczył się OOPP i świetnie sobie radził. Ale któregoś dnia na przerwie na korytarzu zaczepiło go dziecko z innej klasy i było jak osa. Cały czas prowokowało. On długo się odwracał i mówił: „Odejdź, bo naprawdę cię zdzielę”. I w końcu nie wytrzymał i uderzył.
Chłopiec z płaczem pobiegł do nauczycielki. Ona wysłuchała obu stron i powiedziała prowokującemu: „Czemu się dziwisz? Dostałeś siedem ostrzeżeń. Musisz się liczyć z konsekwencjami”. Potem rozmawiała z chłopcem, że następnym razem, zanim uderzy, może jeszcze poprosić dorosłego o pomoc. Ale kluczowe było to, że padł jasny komunikat: trzeba szanować czyjeś granice.
Kiedy agresja powinna być sygnałem do szukania specjalistycznej pomocy? Jakie czerwone flagi powinni zauważyć rodzice i nauczyciele?
— Jeśli agresja jest częsta, narasta, pojawia się w wielu środowiskach (dom, szkoła, rówieśnicy), a dziecko nie potrafi się zatrzymać mimo jasnych granic i konsekwencji — to jest sygnał. Jeśli agresja jest „na chłodno”, zaplanowana, z brakiem empatii, jest mściwa i manipulacyjna, to też sygnał alarmowy.
Nie rozmawiałyśmy jeszcze o autoagresji. Ona może mieć różne formy. Chłopcy potrafią bić się po głowie, drapać, gryźć, walić pięścią w ścianę. Powody są różne: czasem to staje się nawykiem, czasem jest wołaniem o pomoc. U dzieci z traumą bywa tak, że radzą sobie przez odcinanie ciała, dysocjację. I potem, żeby w ogóle coś poczuć, potrzebują silnych bodźców i na przykład się tną. Trudno pewnie w to uwierzyć, ale są badania pokazujące, że pierwsze, co czują w momencie krzywdzenia się, to nie zawsze jest ból. Ponieważ uruchamiają się endogenne opioidy, dziecko jest jak „na haju”. To utrudnia przerwanie nawyku. Zawsze jednak warto pamiętać, że samookaleczenia korelują z próbami samobójczymi. Tego absolutnie nie wolno bagatelizować. Wbrew pozorom skala problemu może dotyczyć nawet bardzo młodych dzieci. Najmłodsze skuteczne samobójstwo w Polsce, o którym słyszałam, dotyczyło siedmiolatka [Fundacja GrowSPACE — raport z 20 stycznia 2026 r. potwierdza: W grupie wiekowej 7-12 lat odnotowano 83 próby samobójcze i 5 zgonów — przyp. red.].
Więc podsumowując, warto oddzielać emocje od zachowań, trzymać się faktów zamiast etykiet, szukać tego, co „pod spodem”, dawać alternatywy i uczyć odpowiedzialności oraz naprawy. A przede wszystkim nie zawstydzać, bo zawstydzanie dolewa oliwy do ognia.
dr Magdalena Śniegulska — psycholożka. Zajmuje się psychologią rozwojową dzieci i młodzieży, zaburzeniami zachowania i interwencją kryzysową. Wykłada na Uniwersytecie SWPS. Koordynatorka specjalności: Psychologia edukacyjna. Rozwój i zdrowie psychiczne. Wiceprezeska Stowarzyszenia Wspólne Podwórko
Delfina Delert — dziennikarka, współautorka książki „Zbrodnia i seks. Kim są i jak działają przestępcy seksualni” Depko-Dellert, Wydawnictwo Agora, reżyserka dokumentalna, artystka, arteterapeutka, założycielka FlowLab — Laboratorium Twórczego Rozwoju i Terapii ekspresyjnej




