Na parę godzin przed wydarzeniem w hali „Sokoła” ludzie z PiS pisali już jednoznacznie: „Przemek”. W partii słyszymy, że przed swoim wystąpieniem Czarnek otrzymał z Nowogrodzkiej wskazówki, o czym koniecznie powinien powiedzieć. Nie był to jednak gotowy tekst przemowy do wygłoszenia.
— Recytowanie się nie sprawdziło — śmieje się jeden z polityków PiS. Ma na myśli to, jak w listopadzie w tej samej hali „Sokoła” ni to recytował, ni czytał z kartki kandydat na prezydenta Karol Nawrocki. Tyle że on był wówczas w polityce nowicjuszem, dla Czarnka przemówienia to jego żywioł.
„Kaczyński chciał Przemka”
W sobotę w budynku Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” triumfowali „maślarze”, czyli sojusz Przemysława Czarnka, Patryka Jakiego, Tobiasza Bocheńskiego i Jacka Sasina. Juz w zeszłym roku chcieli przekonać Jarosława Kaczyńskiego, aby to z ich grona wskazał kandydata na premiera, aby nie był nim Mateusz Morawiecki. Dziś ten plan się zrealizował.
Były premier chciał zablokować kandydaturę Czarnka. Aby partia się nie posypała, parę dni temu Kaczyński rozmawiał z Morawieckim prawie pięć godzin. Ustalenia miały być takie, jak wybrzmiały w krótkim przemówieniu prezesa PiS w „Sokole”: nie wolno atakować jego rządu (tego Beaty Szydło też), tylko być dumnym z jego dokonań. Kaczyński wprost powiedział, że jeśli ktoś złamie tę zasadę i będzie bił w rządy Morawieckiego, będzie odrzucony przez partię.




