W PiS, mimo wspólnych zdjęć i prób pokazania jedności, wrze wojna domowa, której prezes Jarosław Kaczyński nie może ugasić. Frakcje może i nieco przycichły, ale wystarczy przyjrzeć się bliżej, by dostrzec przejawy wrogości. — Jarosław może chcieć czegoś, a frakcje mogą i tak wyciągnąć noże przeciw sobie — mówi jeden z polityków partii.

Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Opisuje człowiek z bliskiego kręgu prezesa PiS: — Jarosław Kaczyński popatrzył w kierunku partyjnej młodzieży i powiedział, że kandydat PiS na premiera powinien być młody.

Jaki? — Według prezesa to taki do pięćdziesiątki — uściśla jeden z rozmówców „Newsweeka”.

Kaczyński łypnął na tę „młodzież” w środę 7 stycznia w czasie spotkania ścisłych władz partii, tzw. PKP (skrót od prezydium komitetu politycznego PiS) — około 20 osób, a przede wszystkim wiceprezesi partii.

Ta „młodzież” to politycy między 40. a 50. rokiem życia. Do tej grupy można zaliczyć: Tobiasza Bocheńskiego, Przemysława Czarnka, Patryka Jakiego. Anna Krupka — wiceprezeska partii — to też to pokolenie.

Pierwsza trójka (wraz ze starszym już Jackiem Sasinem nazywani „maślarzami” — to określenie ukuli ludzie Mateusza Morawieckiego) ma ambicje premierowskie. Krupka jest sprawna w partyjnych grach, ale nie zdradza takich ambicji ani talentów — sam prezes nazwał ją kiedyś swoim kaprysem lub fanaberią, więc nikt jej nie bierze pod uwagę w wyścigu po tekę premiera.

Kaczyński wprost nie zawężał grona potencjalnych kandydatów na premiera do grona „maślarzy” obecnych na spotkaniu PKP. Niektórzy rozmówcy zapewniają, że można było rozumieć, iż chodzi o obecnych na sali — wprost to jednak nie padło.

Niemniej prezes podjął już — jak to określają ludzie z jego kręgu — decyzję kierunkową. Chce młodego kandydata na premiera. To manewr bardzo podobny do tego z wyborów prezydenckich — wówczas też określił model kandydata: niezgrany w polityce, postawny mężczyzna 40+. A to oznacza, że prezes PiS nie chce namaścić na kandydata na premiera Morawieckiego — ma on wszak 57 lat.

Polityk PiS: — Sam Jarosław Kaczyński wrzucił ten wątek kandydata na premiera.

Prezes mówił to, powołując się na wyniki wewnętrznych analiz i badań sondażowych. A także na rozmowy ze współpracującymi z PiS socjologami i politologami. Taki zespół doradców akademików zbiera się przy Marku Kuchcińskim, byłym marszałku Sejmu.

Stronnik Morawieckiego: — To jest taka mądra profesorska diagnoza: jak jest zimno, to załóż czapkę. Przecież wiadomo, że nowe twarze w kampanii zawsze się przydają.

Osoba znająca przebieg narady na Nowogrodzkiej: — Po raz pierwszy to wybrzmiało. Przekaz Kaczyńskiego był prosty: „Mateusz, doceniam cię, ale nie będziesz premierem”.

Bo prezes na tym spotkaniu słodził byłemu premierowi. Mówił, że Morawiecki ma wielkie zasługi, i to w ciężkich czasach, że go docenia, a horyzonty ma tak szerokie, że urządzał wykłady innym europejskim przywódcom. Sam powtarza też narrację Morawieckiego o tym, że PiS musi być wielkim namiotem, pod którym zmieszczą się wszystkie nurty. Sam Morawiecki chce się odwoływać do bardziej centrowych wyborców.

Nasz rozmówca: — Kaczyński mówi teraz Morawieckim, bardzo chwali dokonania jego rządu, ale jednocześnie jest zdania, że drugi raz to nie zadziała.

Po PKP prezes PiS zebrał wokół siebie wszystkich wiceprezesów partii i ogłosił, że PiS się nie rozlatuje, choć chcieliby tego jego wrogowie. Czterominutowe oświadczenie dla mediów — tak mówią ludzie z PiS — miało być pomysłem rzuconym przez Tobiasza Bocheńskiego. Ten europoseł PiS od około pół roku jest pupilem Kaczyńskiego. Nasi rozmówcy z PiS uważają, że prezes mógł mieć na myśli właśnie jego, gdy mówił o „młodym” kandydacie (a to rocznik 1987).

Zresztą w tym oświadczeniu Kaczyńskiego znalazło się coś, co było echem jego słów na zamkniętym spotkaniu, które ledwo się skończyło. Przed kamerami mówił o młodych politykach: — Muszą wrócić do władzy ci, którzy potrafią rządzić, którzy już się sprawdzili. Ale muszą w tym uczestniczyć także ludzie innego już pokolenia, młodszego, często znacznie młodszego. I z całą pewnością przed wyborami państwo się przekonają, że tak właśnie będzie.

To zabrzmiało jak sugestia, że kandydatem na premiera będzie polityk młody. Na spotkaniu PKP — godzinę wcześniej — Kaczyński powiedział to wprost.

We frakcji Mateusza Morawieckiego Bocheński nie jest traktowany jako poważny polityk. Bo był jedynie wojewodą łódzkim i mazowieckim, kandydatem na prezydenta Warszawy (przegrał w I turze z Rafałem Trzaskowskim), kandydatem na kandydata na prezydenta (jednym z trzech, ale prezes PiS postawił na Nawrockiego), a dziś jest europosłem z 1,5-rocznym stażem.

W ostatnich czasie Bocheński przesunął się na prawo, uwierzył w zamach w Smoleńsku, awansował na wiceprezesa partii. Kaczyński oczywiście nie powiedział, że chce go na premiera, ale zdradził się, że ma swojego faworyta.

Takie ambicje mają też Czarnek i Jaki. Pierwszy jest gwiazdorem w szeregowym aktywie partii i elektoracie PiS, ale kojarzy się mocno z poprzednimi rządami partii i zmobilizowałby zapewne elektorat liberalny do głosowania przeciwko PiS. Patryk Jaki nie jest tak świeży jak Bocheński. Jednak ma większe od niego doświadczenie: jest europosłem drugą kadencję, był wiceministrem sprawiedliwości i posłem.

W kryterium wiekowym 40-50 lat mieści się też Zbigniew Bogucki, szef Kancelarii Prezydenta, rocznik 1980. To polityk lojalny wobec Nowogrodzkiej, były wojewoda i były poseł PiS, związany z bardzo wpływowym w partii Joachimem Brudzińskim. Zwrócił uwagę Nowogrodzkiej, bo jest bardzo sprawnym mówcą i ochoczo ściera się z premierem Tuskiem.

Kaczyński chce, aby PiS skorzystało na wygranej Karola Nawrockiego i jego popularności (jest dziś politykiem o największym zaufaniu wyborców). W niedawnym wywiadzie dla niszowego kanału Tak! mówił, że przyszły premier z PiS powinien mieć bardzo dobre kontakty z Nawrockim.

Tymczasem na razie PiS, zamiast korzystać z wygranej Nawrockiego, traci. W sondażach poparcie dla partii trwale spadło poniżej 30 proc., a momentami do 25 proc. Ważny polityk PiS: — Wyborcy przestraszyli się, że po wygranej Nawrockiego takie PiS jak dziś miałoby przejąć władzę.

A na Nowogrodzkiej wiedzą, że PiS musi być inne niż dziś, żeby mieć szanse na powrót do władzy.

Recepty na ucieczkę z dołka są, ale żadna na razie nie zadziałała. W PiS żyła, ale — jak przekonują nasi rozmówcy z tej partii — potem obumarła idea, by zgłosić kandydata na premiera technicznego, tymczasowego, kierującego rządem eksperckim. Kaczyński mówił o tym publicznie w połowie minionego roku — tuż po wygranej Nawrockiego w wyborach prezydenckich.

W rozmowach w PiS co rusz ta idea jest odkopywana. Interia podała, że pomysł wraca i teraz, a rozważane miałyby być dwa nazwiska: Piotra Nowaka (przez pół roku był ministrem rozwoju i technologii w rządzie Morawieckiego) i Tomasza Szatkowskiego (byłego ambasadora przy NATO).

Nowak jest w przynajmniej części środowiska PiS ceniony za wiedzę ekonomiczną, ale nie jest postacią charyzmatyczną. A gdy w roku 2021 wszedł do rządu, to Morawiecki bezceremonialnie go zdymisjonował — Nowak był przedstawiany jako „nowy Morawiecki”, a więc konkurencja dla premiera.

Z kolei Szatkowski jest od listopada 2025 r. sekretarzem generalnym grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim, europejskiej partii, do której należy PiS. Ale podpadł niedawno na Nowogrodzkiej tym, że współtworzył Defence Institute z byłą minister przemysłu w rządzie Tuska Marzeną Czarnecką.

Premier techniczny skazany jest na klęskę, acz przykuwającą uwagę. Bardziej prawdopodobne jest, że w ogóle PiS tego pomysłu nie odpali.

Stronnik Morawieckiego widzi tu macki „maślarzy”: — Ci nibykandydaci są słabi, a pomysł wrzucili „maślarze”.

Zwolennik „maślarzy” wietrzy spin „margaryniarzy”: — Techniczny premier to tylko rozmydlanie przez ludzi Morawieckiego tego, co się wydarzyło, a więc decyzji prezesa, że nie Morawiecki, ale ktoś młodszy będzie kandydatem na prawdziwego premiera.

Człowiek z obozu PiS: — Było okienko w zeszłym roku na taki pomysł technicznego premiera, ale teraz to już zupełnie bez sensu. Nie ma się co wygłupiać.

Teraz celem numer jeden prezesa PiS jest zatrzymanie wojny domowej w partii. A przynajmniej jej złagodzenie.

Napięcie w PiS między frakcjami jest już tak widoczną codziennością, że budzi rozbawienie w jego szeregach. Polityk PiS bywający na Nowogrodzkiej: — Oni się zbijają w grupki. To wygląda jak w szkole. „Maślarze” ze sobą. Ludzie Morawieckiego ze sobą.

Widać to choćby na zdjęciu z prezesem, choć to trąci sowietologią, gdy najważniejsi politycy PiS stanęli przy Kaczyńskim w czasie jego oświadczenia dla mediów. Po prawicy Kaczyńskiego trzech „maślarzy” i parę innych osób. A po lewicy — Morawiecki i jeszcze tylko Anna Krupka oraz Antoni Macierewicz — ci też są w kontrze do Morawieckiego, ale stanęli obok niego, żeby z tej strony nie było kompletnie pusto.

Człowiek z PiS: — Kaczyński nie chce wyciągać sztyletu i kogoś dobijać. On ma teraz takie nastawienie: zakopać topory wojenne i iść do przodu.

Tylko że wezwania nie działają dyscyplinująco. A na pewno nie trwale.

Jednak dziś w PiS wszyscy są zgodni, że partii na razie nie grozi rozłam — mimo wzajemnych nienawiści i konfliktów. Morawiecki z frakcją „margaryniarzy” (to określenie jego frakcji ukute przez „maślarzy”) nie ma ochoty wychodzić z partii. Choć w tej frakcji morale wyraźnie wzrosło, gdy zaczęły się pokazywać sondaże, na ile mogłaby liczyć hipotetyczna partia byłego premiera (prawie połowa wyborców PiS rozważałaby zagłosowanie na partię Morawieckiego).

Polityk PiS: — Sytuacja jest teraz uspokojona, ale tylko werbalnie. Jarosław może chcieć czegoś, a frakcje mogą i tak wyciągnąć noże przeciw sobie. Ale poczekają i zrobią to skrycie.

Człowiek z PiS kibicujący „maślarzom”: — Z logiki polityki wynika, że „harcerzyki” muszą być wyeliminowani z gry jak najszybciej. Inaczej, jak wejdą licznie do Sejmu, to będą szantażować całą partię.

Polityk PiS się śmieje: — Niektórzy już w partii żartują: są awantury w partii, ale przez to wszyscy patrzą na PiS. Media huczą o wojnie w środku, a w sondażu PiS ma parę punktów wzrostu.

Pojedyncze sondaże pokazywały wzrost PiS. Jeden (Pollster dla „Super Expressu”) nawet o 4,8 pkt proc., do 29,9 proc. Jednak PiS z dołka się nie wygrzebało.

Wojenki na szczytach partii są dla szeregowego aktywu PiS demobilizujące. Człowiek z PiS: — Dla lokalnych posłów Nowogrodzka to tak odległy świat, że więcej wiedzą z mediów, co się tam dzieje, niż się dowiadują kanałami wewnątrzpartyjnymi.

Na pierwszym w nowym roku PKP Kaczyński apelował do wszystkich, by nie rozmawiali z dziennikarzami. Mówi człowiek z PiS znający przebieg spotkania: — Na każdym PKP jest wątek przecieków do mediów. Prezes teraz powiedział: „Apeluję do waszej moralności”.

Zwłaszcza Morawieckiemu zależy na tym, żeby jego przeciwnicy nie kąsali go w mediach. Prezes PiS co prawda dyscyplinował członków PKP, by nie biegali do mediów, ale nie było to w formie ultimatum — a więc łagodniej, niż oczekiwałby tego były premier.

Były też mocniejsze groźby Kaczyńskiego, dotyczące skreślania ludzi z list PiS, jeśli ktoś będzie działał na szkodę partii. Głównie chodziło o to, że należy płacić darowizny na partię. Zwłaszcza europosłowie powinni to robić, bo zarabiają najlepiej. Prezes powtarzał, że płacić trzeba. A kto nie będzie, ten może pożegnać się z miejscem na liście do Sejmu.

PiS pieniędzy potrzebuje jak tlenu. W samej partii przyznają, że obóz rządowy się otrząsnął po klęsce Rafała Trzaskowskiego. Co prawda w Koalicji Obywatelskiej wprost — acz nieoficjalnie — mówią o prezydencie Warszawy „przegryw”, to jednak jego porażka była lodowatym prysznicem dla rządu. A sama KO zwyżkuje w sondażach.

Człowiek z obozu PiS patrzy na władzę: — Ekipa Tuska, spółki skarbu państwa, zaczęli robić to, co my — śmieje się. — Ogarnęli się. Robią kampanie reklamowe za państwowe pieniądze. Tak jak my.

KPRM promuje się hasłem „Robimy, nie gadamy”. Jak podał Onet, kancelaria premiera wydała na tę kampanię 7,8 mln zł. W PiS patrzą na to wszystko z zazdrością, jakby Tusk ukradł im know-how.

Polityk PiS: — Prawo i Sprawiedliwość jest teraz całkowicie zagubione. W 2026 r. walka będzie o to, czy partia będzie nadal największą siłą na prawicy. PiS jest jak czołg, który jak się rozpędzi, to rozjeżdża wszystkich. Ale teraz wpadło w piach. Pytanie, czy wyjedzie z tego piachu. Na razie stoimy, a załoga chwilowo się nie bije.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version