Wydawałoby się, że jeśli chodzi o specyficzny „savoir-vivre”, w polskiej polityce już wszystko było. Było nazywanie politycznych przeciwników „mordami zdradzieckimi” i oskarżanie o zabójstwo brata (Jarosław Kaczyński), czy odszczurzanie naszej Najjaśniejszej (Marek Kuchciński), które miało być metaforą Polski sprzątanej przez PiS z niepotrzebnych śmieci.
Było mówienie do dziennikarzy sio (Waldemar Palak), a nawet nazywanie reporterki „małpą w czerwonym” (prezydent Lech Kaczyński o Indze Rosińskiej z TVN24). Nie jest tajemnicą, że urzędujący notable i pomniejsi politycy na państwowych posadach dziennikarzy nie lubią. To się nieco zmienia, gdy tracą władzę i mija syndrom oblężonej twierdzy, wywołany koniecznością nieustannego tłumaczenia się z podejmowanych decyzji, co dla demokratycznej władzy winno być czymś naturalnym, a niestety nie jest.
Jednak atak prezydenta Karola Nawrockiego na dziennikarza TVN 24 Mateusza Półchłopka jest czymś bez precedensu w relacjach najwyższego przedstawiciela RP z mediami. Czym Półchłopek tak wkurzył prezydenta, że skrywane pod dobrze skrojonym garniturem pierwotne instynkty zawładnęły głową państwa? I to do tego stopnia, że Nawrocki niczym ultras Lechii Gdańsk, którym był w młodości, ruszył w kierunku reportera, wygrażając mu palcem i napominając podniesionym głosem, by „się ogarnął” i „słuchał prezydenta Polski!”. Powoli już się przyzwyczajam do tego, iż mamy prezydenta, który jest tak upojony własnym majestatem, że mówi o sobie w trzeciej osobie. W końcu „prezydent Polski” brzmi dumnie.
Jednak zastanawia mnie, czy – jak radzi Andrzej Rysuje w jednej z ostatnich ilustracji polskiego życia publicznego – na wyposażeniu dziennikarza, idącego na konferencję prezydenta, oprócz tradycyjnego notatnika i mikrofonu, powinien być także ochraniacz na zęby? Nie wiem, czy nieustannie tnące koszty polskie redakcje będą chciały zainwestować w specyficzne środki BHP dla pracowników, ale może się to okazać nieodzowne. Wszak co będzie, gdy prezydent przejdzie od słów do czynów i zacznie natrętnym pismakom ręcznie tłumaczyć swoją politykę?
Mówiąc serio, dziennikarze nie są od tego, żeby poprawiać komfort pracy politykom. Politycy nie muszą nas lubić. Powinni jednak odpowiadać na pytania. Nawet najbardziej irytujące. Dziennikarze nie zadają pytań dla własnego widzimisię, tylko w imieniu opinii publicznej. Funkcja prezydenta, premiera, posła, czy właśnie dziennikarza powinna być służbą wobec społeczeństwa, czy jak woli prawica – narodu.
Prezydentowi Nawrockiemu może się nie podobać TVN, „Wyborcza”, czy media publiczne. Jednak ich widzów, czytelników czy słuchaczy nie można obrażać. Jeśli nie z powodu szacunku do współobywateli, to choćby dlatego, że co kilka lat mają głos przy urnie. Warto cierpliwie tłumaczyć podejmowane przez siebie decyzje. W przypadku wizyty na Węgrzech i przedwyborczego wsparcia dla najbardziej prorosyjskiego polityka w UE Viktora Orbana, jest o czym mówić. Waśnie dlatego dziennikarz TVN 24 zapytał polskiego prezydenta, czy nie przeszkadza mu bliska relacja Orbana z Władimirem Putinem. Co się zmieniło od grudnia, gdy Nawrocki odmówił spotkania z premierem Węgier, a jego rzecznik tłumaczył, że chwilę wcześniej Orban spotkał się ze zbrodniarzem Putinem. Czy Putin przestał nagle mordować ukraińskie kobiety i dzieci, że prezydent nagle uznał, iż zażyłość Orbana w rzeźnikiem z Buczy już mu nie przeszkadza? Moment na spotkanie był wyjątkowo niezręczny, gdyż właśnie wyszło na jaw, że współpracownik Orbana, minister spraw zagranicznych Węgier, donosił o tym, co się dzieje na unijnych szczytach w Brukseli szefowi rosyjskiego MSZ.
Wciąż aktualne jest pytanie, dlaczego Nawrocki na trzy tygodnie przed węgierskimi wyborami spotyka się z Orbanem, który po raz pierwszy od lat może przegrać elekcję? Czy chodzi o gest wsparcia dla członka putinowskiej międzynarodówki? I czy to suwerenna decyzja Nawrockiego, który przecież tyle mówi o suwerenności. Czy może prosił go o to jego amerykański protektor Donald Trump, który wcześniej sążniście wsparł Orbana, licząc na to, że jednak przetrwa u władzy i dalej będzie rozbijał Unię Europejską od środka?