— Ci ludzie byli w śpiączce od dwóch-trzech tygodni. I w ogóle nie reagowali. Budzili się tylko na moment i mówili, żeby powiedzieć córce to i to, np. że widzą mamusię. Ktoś powiedział: „Widzę Boga”. Po czym umierali — mówi w „Rachunku sumienia” pisarka Katarzyna Grochola, która pracowała kiedyś jako salowa.
— Ja już nawet nie wierzę. Ja wiem. Wiem, że Bóg jest — mówi pisarka Katarzyna Grochola. — Nie mogę go sobie wyobrazić, bo jest nieograniczony. Jest absolutnym dobrem, łagodnością, harmonią, akceptacją. Ale to wszystko, jakby tak nadąć milion razy, to jeszcze będzie mało — opisuje.
Pisarka opowiada o swoich doświadczeniach, gdy jako 19-latka pracowała w szpitalu jako salowa. To wtedy zaczęła wierzyć. — Umarło przy mnie 46 osób. To wtedy zaczęłam wierzyć. Widziałam, jak coś się zmienia w ludziach. Jak rzeczywiście coś się staje takiego, że człowiek opuszcza to ubranie, w które jest ubrany. Po prostu to było czuć. Tę powłokę zostawiamy, a to coś, co było przed chwilą, tego nie ma — mówi Grochola w „Rachunku sumienia”
Rigamonti zdradza, że wie coś o tym okresie życia Grocholi. — Wiem, że ty miałaś takie nadzieje, że jak siądziesz przy takim chorym, który odchodzi, że jak złapiesz go za rękę…
— Że będę taka dobra, że po prostu przy mnie śmierć nie będzie istnieć — mówi Grochola.
— Powiedziałam to mojemu głęboko wierzącemu dziadziusiowi, że chyba mam jakiś grzech. Grzech buty i pychy. A on powiedział: „Kasiu, to jest głupota. Głupota to nie jest grzech”. Widziałam starych ludzi, którzy budzą się po śpiączce w tej słynnej sali nr 3, zwanej wymierzalnią. Nie wiem, dlaczego „wymierzalnia”, skoro to była wymieralnia. Ale tak mówiły salowe. Ci ludzie byli w śpiączce od dwóch–trzech tygodni. I w ogóle nie reagowali. Budzili się tylko na moment i mówili, żeby powiedzieć córce to i to, np. że widzą mamusię. Ktoś powiedział: „Widzę Boga”. Po czym umierali. Ja wiem, bo przeczytałam mnóstwo książek o śmierci, że wszystkie nasze komórki mózgowe podobno się wtedy elektryfikują, porozumiewają, przywracają wspomnienia… — opowiada Grochola.
Przyznaje jednak, że dla niej to coś więcej niż prosta reakcja biologiczna.
— Czy Kościół w ogóle ma dla ciebie znaczenie? Mówię o instytucji — pyta Sekielski, a Rigamonti dopytuje, czy Grochola chodzi co niedzielę do świątyni przyjmować komunię.
— Nie — przyznaje Grochola. — Jestem zaprzyjaźniona z pewnym księdzem. Z komunią miałam ciężko, bo nie zapominajmy, że jestem rozwódką, więc to nie jest takie znowu fajne w tym Kościele. Ten ksiądz prosi tych, którzy nie mogą przyjmować komunii, o podejście i on ich błogosławi w Kościele.
Grochola: mam pretensje do Kościoła
Grochola mówi wprost: — Mam pretensje do mojej instytucji, że nie próbuje się oczyszczać. Że dopuszcza szatańskich ludzi do rządzenia tym Kościołem.
Rigamonti dopytuje, czy tymi ludźmi jest np. Marek Jędraszewski. — On powiedział, że modlimy się o śmierć papieża Franciszka. No to naprawdę, umówmy się, ja rozumiem, że można się modlić za czyjąś śmierć. Modliłam się o śmierć mojej matki, bo się strasznie męczyła, natomiast biskup nie powinien takich rzeczy robić.
Co w takim razie Grochola robiła na pielgrzymce Radia Maryja w Ziemi Świętej? — Jechali przyjaciele i chciałam z nimi pojechać. Tam są też normalni ludzie. Ci ludzie uwierzyli w coś i nie wiedzą, że zostali zagospodarowani manipulacyjnie. Są ludźmi również wierzącymi, ale oni nie widzą różnicy między panem Rydzykiem a kardynałem Rysiem. Wprost przeciwnie: jeżeli widzą, to na niekorzyść kardynała Rysia, i to jest przerażające.
— Ale jak Grochola idzie na taką pielgrzymkę, to trochę legitymizuje działania ojca Rydzyka — zauważa Rigamonti.
Pisarka mówi, że jej zdaniem nic takiego nie ma miejsca. I dodaje: — Są ludzie, którzy utożsamiają swoją wiarę wyłącznie z Kościołem, więc opowiadanie o pedofilii jest atakiem na Kościół. Tylko że to nie jest atak na Kościół. To jest atak na zło w moim Kościele. Ja naprawdę wierzę, że jest jeszcze parę dobrych ludzi, którzy chcą ocalić ten Kościół jako instytucję — mówi Grochola.
Wracając do pielgrzymki Radia Maryja — pisarka opowiada, co ją tam spotkało. — Ksiądz powiedział coś takiego: „O, po prawej stronie macie prawdziwych Żydków”. Rzeczywiście, szli tacy fajni, cudowni, z pejsami, tacy prawdziwi starowiercy. No to podeszłam i zapytałam, czy o Matce Boskiej też można mówić „Żydówa” wobec tego? I on przeprosił. On powiedział: „Wymknęło mi się”. Jakoś my, Polacy, szczególnie mamy tendencję do tego, żeby z żydostwa usuwać Chrystusa i Maryję — mówi Grochola.
Grochola opowiada też o doświadczeniach samotnego macierzyństwa. — Dobrą matką to ja teraz jestem. Wcześniej nie byłam — mówi.
Podkreśla, że jej największy błąd polegał na próbie bycia jednocześnie matką i ojcem, co dawało fałszywe poczucie kontroli i zakłócało relację z dzieckiem. Dziś, jak przekonuje, ma bardziej dojrzały dystans i wie, że dorosłe dziecko nie jest po to, by spełniać czyjeś oczekiwania. — Być matką dorosłej córki to znaczy wspierać i nie oczekiwać, że dziecko, mimo że już jest duże, będzie takie albo inne — mówi.
Czym jest „Rachunek sumienia”?
Kościół. Dla jednych skompromitowana instytucja cynicznie wykorzystująca religię jako narzędzie do zarabiania pieniędzy. Dla drugich opoka oraz źródło wszelkiego dobra i miłości. „Rachunek sumienia” to nie jest podcast tylko o Kościele. To podcast o ludziach, na których kariery, a czasem i na całe życie, wpływ miała (lub nadal ma) instytucja, jaką jest Kościół katolicki. Jeśli nie macie w sobie uczuć religijnych, koniecznie posłuchajcie. Jeśli je w sobie macie — posłuchajcie tym bardziej.





