Warto przypomnieć, że Hubert Hurkacz wrócił do gry po siedmiu miesiącach przerwy spowodowanej problemami zdrowotnymi. Polak zdołał jednak wyleczyć poważną kontuzję i rozpoczął mozolną walkę o odzyskanie rankingu, który uprawniałby go do walki o wysokie cele w turniejach na całym świecie.


Polski tenisista rozpoczął bardzo dobrze, bo od wygranego United Cup w barwach reprezentacji Polski. „Hubi” prezentował się solidnie, kilka razy w imponującym stylu potwierdzając, że jego awans w rankingu ATP, to tylko kwestia czasu.


Niestety, od reprezentacyjnego turnieju w Sydney w kontekście Hurkacza jest już… tylko gorzej.

Koszmar Huberta Hurkacza. Polak przegrał „wygrany” mecz w Rotterdamie


Problemy tenisisty z Wrocławia zaczęły się w… II rundzie Australian Open. Wielki Szlem w Melbourne okazał się bowiem dla polskiego zawodnika zbyt trudnym wyzwaniem. Hurkacz przegrał z Amerykaninem Ethanem Quinnem – gładko, w trzech setach.


Można było jednak wskazywać na chwilowy, zbyt duży natłok grania na otwarcie sezonu, biorąc pod uwagę wcześniejszą absencję. Dodatkowo Hurkacz w Melbourne nigdy nie czuł się na tyle dobrze, żeby osiągać w trakcie AO spektakularne wyniki.


Problem jednak w tym, że kolejne dwa turnieje niższej rangi Polak zakończył… na pierwszych rundach. Podczas ATP 250 we francuskim Montpellier znowu lepszy okazał się Amerykanin – tym razem był to Martin Damm. Co więcej, ponownie Polak nie zdołał wygrać choćby seta, przegrywając 0:2 w partiach.


Trzy sety Hurkacz zagrał za to w Rotterdamie. Holenderski turniej rangi ATP 500 polski zawodnik zaczął jednak od… kiepskiego losowania. Tak można było wnioskować po rankingu światowym, po drugiej stronie siatki stanął bowiem Sasza Bublik. Numer 10 na światowych listach z Polakiem miał jednak fatalny bilans bezpośrednich meczów. Kazach zdawał sobie sprawę z tego, jak trudne czeka go wyzwanie. Co więcej, nawet w trakcie środowego (tj. 11 lutego) meczu Polak faktycznie wyglądał na pewniejszego w swoich zagraniach.


Hurkacz miał już Kazacha w garści, ale… wypuścił przeciwnika.


Bublik dał się bowiem przełamać w kluczowym, wydawało się, momencie drugiego seta. Po wygranym tie-breaku przez Polaka na otwarcie pojedynku, Kazach przegrywał w kolejnej odsłonie 4:5 i podanie po swojej stronie miał Hurkacz. Polski tenisista zamiast domknąć mecz, wyserwował jednak… trzy podwójne błędy w gemie. Efekt? Przełamanie powrotne (5:5) a następnie wygrany bardzo pewnie tie-break przez Bublika aż 7:1.


Hurkacz, który akurat tego dnia obchodził swoje 29. urodziny, próbował jeszcze dojechać do trzeciego tie-breaka. Niestety, Bublik wykorzystał chwilową słabość przeciwnika w gemie serwisowym i niemal powtórzył historię z poprzedniej odsłony, wychodząc na 6:5 i mając swoje podanie. Hurkacz miał jednak 40:15 i dwa break pointy. Polak zmarnował jednak szanse i zamiast sukcesu, kolejnej okazji do dalszego grania, skończyło się na… gigantycznym rozczarowaniu.


Z jednej strony Hurkacz pokazał bowiem, kolejny raz, jak olbrzymi drzemie w nim potencjał. Z drugiej jednak, w kluczowych momentach ponownie to przeciwnik był górą. Bublik to zawodnik czołowej dziesiątki rankingu ATP i on nie musi się martwić. Hurkacz do turnieju w Rotterdamie podchodził jako zawodnik numer 70. I swojej sytuacji Polak nie poprawił…

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version