Choćby Hołownia jeszcze sto razy oskarżył wszystkich, co rzekomo chcą go umoczyć w aferę Collegium Humanum, dowody nie znikną.
Zacznę od sparafrazowania słów byłego marszałka Sejmu, do niedawna lidera Polski 2050, bo takie ładne są, szkoda byłoby je zmarnować. No więc — tu leci parafraza — nie mogę już patrzeć, jak Szymon Hołownia od miesięcy męczy się, oskarżając wszystkich po kolei o to, że próbują go umoczyć w Collegium Humanum. Próbowały — według Hołowni — służby. Próbowali koalicjanci, bo chcieli marszałka Sejmu osłabić przed ważnymi głosowaniami. Próbowała oczywiście prokuratura prowadząca śledztwo w sprawie afery Collegium Humanum, prywatnej warszawskiej uczelni, w której, jak twierdzą śledczy, dochodziło m.in. do fałszowania dyplomów na masową skalę.
Ale najbardziej na byłego marszałka i byłego kandydata na prezydenta uwzięły się media, a zwłaszcza „Newsweek” i Onet, gdzie pracują jego dawni koledzy. Próbują go umoczyć, obrzucić g****m, by znowu użyć dosłownego i dosadnego cytatu Szymona. W tym celu jego dawni koledzy idą ręka w rękę z prokuraturą, służbami i oczywiście koalicjantami. Razem knują, kiedy wypuścić kolejne kłamstwo, które by go umoczyło. Wybierają ważne polityczne daty, by siła rażenia kolejnego oszczerstwa (to znowu ulubione słowo Hołowni) była jak największa.
Sam Szymon Hołownia jest czysty jak łza. Nigdy w Collegium Humanum nie studiował, a jedynie studia rozważał. W tym celu „przekazał indeks z SWPS do oceny różnic programowych, podpisał kwity związane z rekrutacją. Nie uczestniczył w żadnych zajęciach. Nie wie, gdzie mieści się uczelnia. Nic nie zaliczał. Rektora — jak teraz mówią — bandziora, nie znał i nie zna”. To znowu cytaty z byłego marszałka, zgrabne, choć niestety nie oddające całej prawdy.
Nie ma dowodów?
Bo choćby Szymon Hołownia jeszcze sto razy powtórzył, że nie studiował w Collegium Humanum, nie zmienia to faktu, że formalnie był studentem tej skompromitowanej uczelni. Nie tylko złożył tam swój indeks i podanie o przyjęcie na studia, ale także podpisał się pod dokumentem immatrykulacji, czyli studenckiego ślubowania.
Wszystkie oceny, pliki i dokumenty Szymona Hołowni zostały wpisane do Sokratesa, czyli systemu informatycznego, który zapewniał automatyzację procesu rekrutacji, ewidencjonowania studentów, rozliczania sesji egzaminacyjnych oraz kontrolę nad danymi.
I rzeczywiście, informatorzy „Newsweeka” zgodnie twierdzili, że Hołownia nigdy tak naprawdę nie studiował. Miał po prostu otrzymać dyplom ukończenia studiów magisterskich. A podstawą do tego miały być zaliczenia otrzymane wcześniej podczas studiów na SWPS. A także życzliwość byłego rektora Pawła Cz., który wpisywał politykowi oceny. Całą sprawę miał uzgodnić z Pawłem Cz. Michał Kobosko, jeden z liderów Polski 2050. To on wynegocjował u rektora, by studia dla nich obu były bezpłatne. I tylko dlatego Szymon Hołownia może teraz zapewniać, że nie ma żadnych dowodów wpłaty.
Co ciekawe, jeszcze wiosną ubiegłego roku zarówno Hołownia, jak i Kobosko figurowali w ogólnopolskim systemie informacji o szkolnictwie wyższym i nauce POL-on jako studenci Uczelni Biznesu i Nauk Stosowanych „Varsovii”. To nowa nazwa, która miała pomóc uwolnić się od afery Collegium Humanum.
Z tych danych wynikało, że kandydat Szymon Hołownia został w 2020 r. przyjęty na studia na kierunku psychologia, uzyskał zaliczenia przedmiotów, które w sumie dały mu 270 pkt ECTS na 300 wymaganych. W przypadku Koboski sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, bo wprawdzie w marcu 2025 r. został skreślony z kierunku zarządzanie w filii w Poznaniu, ale nadal figurował jako student w Warszawie oraz w filii… w Uzbekistanie.
Kiedy więc agenci CBA wkroczyli do siedziby w Otwocku, to wbrew temu, co twierdzi Hołownia, nie chodziło im o to, by przestraszyć go „chwilę przed złożeniem rezygnacji z marszałka i realizacji umowy koalicyjnej” (znowu elegancki cytat), tylko żeby zabezpieczyć jego podpisy i porównać je z tymi, które widnieją na dokumentach studenta Szymona Hołowni zgromadzonych w Collegium Humanum. Żeby było jasne, czy to on sam się podpisywał czy może ktoś to zrobił za niego. Jak wynika z doniesień dziennikarzy kilku redakcji, biegli, którzy sporządzili analizę porównawczą, uznali, że na dokumentach niewątpliwie podpisywał się sam były marszałek. I stąd właśnie informacja, że aby móc postawić mu konkretne zarzuty, trzeba złożyć wniosek o uchylenie immunitetu.
Kto kogo chce umoczyć?
Sam Szymon Hołownia widzi to oczywiście inaczej: znowu go próbują umoczyć, tym razem robi to przeciekająca prokuratura. I znowu — jak twierdzi — w tle jest ważne głosowanie w Sejmie: nad wotum dla ministry klimatu i utrzymaniem koalicji.
Były marszałek przewiduje kolejne odcinki tej telenoweli, ja, szczerze mówiąc, też. Wręcz chcę, żeby nastąpiły. Nie dlatego, że bawi mnie ta sprawa — uważam po prostu, że dopóki nie zostanie wyjaśniona, będziemy ciągle zarzucani kolejnymi oskarżeniami Hołowni. Po raz kolejny i jeszcze następny usłyszymy, że złe siły rzucają na niego oszczerstwa, obrzucają g****m, próbują umoczyć. I że wszyscy się sprzysięgli, by kłamać. Prawdę mówi tylko on sam.
Pozwolę sobie zacytować jeszcze raz złotoustego byłego marszałka, który jest przekonany, że nie będzie żadnego wniosku o uchylenie mu immunitetu. „Bo prokuratura, przeciekając, może manipulować, ale żaden prokurator nie zaryzykuje jednak pójścia do sądu z czymś, czego nie ma. Tam, w przeciwieństwie do niektórych mediów, z g… bata nie ukręcisz” — napisał Hołownia na platformie X.
Tyle że to nieprawda, dowodów przeciwko niemu jest całkiem sporo. Warto też pamiętać, że nie ma żadnego znaczenia, czy dostał dyplom Collegium Humanum czy nie. Nie ma znaczenia, że nigdy się nim nie posługiwał, co tak chętnie lubi podkreślać. Jak twierdzą prawnicy, już samo nakłanianie do wystawienia dokumentu poświadczającego nieprawdę jest przestępstwem.
I tego nie zmieni żadne, najzgrabniejsze nawet wystąpienie czy wpis w mediach społecznościowych Szymona Hołowni, który po raz setny powie, że media tworzą fake newsy, a politycy opierają na nich brudną politykę. Choćby jeszcze sto razy oskarżył wszystkich, którzy rzekomo chcą go umoczyć w aferę Collegium Humanum, dowody nie znikną. Szkoda, że nasz były kolega dziennikarz nie przyjmuje tego do wiadomości. Woli, jak on to zgrabnie i subtelnie ujmuje, obrzucać g****m kolejne grupy zawodowe. Siebie nie wybieli, ale przynajmniej innych chce umoczyć. Naprawdę szkoda, że człowiek, który tak dużo mówi o społecznym zaufaniu, od lat je systematycznie niszczy. Używa zgrabnych cytatów, żongluje słowami, ale skutek jest opłakany: coraz więcej ludzi wierzy, że polityka jest brudna, służby zbierają i wyciągają haki, prokuratura przecieka, a dziennikarze kłamią. Smutne, że Hołownia, sam przecież były dziennikarz, tego nie rozumie.

